Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2017
RECENZJE | Click. Boom. Amazing! Test AKG K612Pro
    

 

Click. Boom. Amazing! Test AKG K612Pro


 Autor: NimnuL | Data: 04/03/14

Click. Boom. Amazing! Test AKG K612ProAkustische und Kino-Geräte, w skrócie: AKG - te trzy litery są w stanie sprawić, że osoby głęboko zainteresowane tematyką audio, przestaną przeżuwać owsiankę i podniosą wzrok znad komiksu. Ten austriacki producent słuchawek oraz mikrofonów, jest jednym z najlepiej znanych specjalistów dźwięku w tym rejonie Drogi Mlecznej. W jego ofercie gościły oraz nadal goszczą wysoko cenione modele, niektóre z nich można nawet nazwać mianem kultowych. Wracając jednak do tematu - AKG idąc z duchem czasu, postanowił odświeżyć kilka swoich słuchawek, efektem tego zabiegu jest m.in. model K612 Pro (sprzęt udostępnił ESS-Audio), którym dokładnie zajmę się w niniejszej recenzji. Czy austriacki marketing mydli nam oczy i próbuje, pod nową nazwą, sprzedać nam odgrzanego kotleta – z pewnością smacznego, ale nadal niepieczonego na miejscu? Zapraszam.
     

Porcja faktów


(kliknij, aby powiększyć)

Strona producenta: www.akg.com

Parametry techniczne wyglądają jak kalka z nieprodukowanego już modelu – K601. Biorąc pod uwagę fakt zastosowania tego samego przetwornika oraz identyczne parametry techniczne, nie spodziewam się rewolucji, a jedynie, lub aż, utrzymania solidnej szkoły dźwięku AKG. Abstrahując jednak od historii, całość prezentuje się intrygująco i obiecuje bardzo wiele. W K612 Pro zastosowano autorską membranę Varimotion - podobnie zresztą jak w innych, nowych i wysokich modelach tego producenta. Charakteryzuje się ona dwuwarstwowym laminatem o różnych właściwościach, co ma skutkować dużą sztywnością przy zachowaniu niskiej wagi. Dodatkowo, cewkę owinięto płaskim drutem (technologia flat-wire), co pozwoliło na bardziej gęste upakowanie przewodu, a co za tym idzie, zwiększenie pola elektromagnetycznego i wynikającej z tego, lepszej kontroli nad dźwiękiem.

AKG to producent niezwykle ciekawy, z długą historią – zaczynającą się w 1947 roku, oraz z niebanalnym udziałem w rynku produktów audio. Oferta tego Austriaka stanowi w mojej ocenie zdrowe uśrednienie pomiędzy tym, co serwuje czasami przereklamowany Sennheiser (trafiający już nawet do marketów), a Grado, skupiający się wyłącznie na modelach z wysoko zadartym nosem. Wachlarz oferowanych przez AKG słuchawek jest szeroki, ale w żadnym miejscu nie trąca tandetą. Znajdziemy tutaj kompaktowe słuchawki przenośne, duże modele domowe oraz zaawansowane konstrukcje studyjne, a na referencyjnych, używanych również przez znanych muzyków, skończywszy. W tym koszyku są nawet modele „by Tiesto”, będące analogią do „by Dre” u innego producenta. Innymi słowy: dla każdego coś dobrego. I nie mam zamiaru ukrywać swojej ogólnej sympatii do tego producenta – dotychczas używałem trzy jego modele: rewelacyjne, przenośne K420, znakomite, zamknięte K550 oraz porywające, studyjne K702. Jak dotąd nie wyłapałem słabych punktów, w żadnym z nich. W K612 Pro pokładam więc niemałe nadzieje - porażka w tym segmencie jest nieakceptowalna, czego AKG jest z pewnością doskonale świadomy.

AKG K612 Pro dopiero co wkroczył na światowy rynek, a w Polsce jeszcze się nie zadomowił na dobre – z tego też względu, kwota konieczna do ich wymienienia na te słuchawki jest jeszcze niestabilna, aktualnie spadła jednak poniżej 600zł. Za granicami naszego kraju cena oscyluje w okolicach 140EUR lub 115GBP, przy sugerowanej kwocie 189EUR lub 149GBP. Sięgając pamięcią wstecz można odnotować, iż K612 w swoich początkach (2005r.) kosztował nawet 1300zł, a w czasach swojej świetności (2007r.) około 800zł. Obecnie, w nielicznych sklepach znajdziemy pozostałości magazynowe K601 w cenie 999zł. To kolosalna zmiana w stosunku do obecnego poziomu cenowego, PRC – dziękujemy! Tak moi drodzy czytelnicy, Chińska Republika Ludowa - coraz mniej słuchawek AKG schodzi z fabryk we Wiedniu. Testowany przeze mnie egzemplarz wyprodukowano jeszcze w Austrii, ale wiele innych sztuk, bez związku na numer seryjny, schodzi już z taśm ulokowanych w Azji. Oczywiście geograficzne położenie fabryki nie ma żadnego znaczenia na dźwięk oraz jakość wykonania sprzętu, ale kończy to pewien rozdział i erę słuchawek AKG made in Austria. Wiele osób ceniło sobie tego producenta także za to, że produkcję utrzymywał właśnie na swoim podwórku. W chwili obecnej na pewniaka modele z serii 7 oraz najnowszy flagowiec K812 mają wiedeński rodowód. Pytanie tylko: jak długo? Na marginesie dodam, że czysty, austriacki rodowód został trochę rozmyty w 1994 roku, kiedy to AKG zostało kupione przez amerykańskiego Harmana www.harman.com. O fakcie tym informują skromne wzmianki tu i ówdzie na pudełku oraz stronie producenta.



Porcja obrazów


(kliknij, aby powiększyć)

Pudełko, jak to pudełko – jest estetyczne i zawiera podstawową listę informacji. Podczas otwierania opakowania, na kolejnych jego warstwach powitają nas napisy: „Expect”, „and discover”, „Perfection.” będące zapowiedzią oczekującego na nas specjału. W tej klasie produktu można oczekiwać grubszego kartonu i ciut większego polotu przy projekcie, no ale to tylko pudło - odrzucam na bok.


(kliknij, aby powiększyć)

Trzymetrowy, elastyczny i gruby przewód wykonano z miedzi beztlenowej o czystości 99,99%. Leżąc w dłoni, sprawia wrażenie trwałego i porządnej jakości, i co ważne – niemal całkowicie pozbawionego efektu mikrofonowego. Zakończono go pozłacanym wtykiem Jack 3,5mm z gwintowanym kołnierzem. W razie potrzeby, możemy nakręcić na niego ‘dużego jacka’ z zestawu - także pokrytego warstwą złota. W tym modelu, podobnie jak w większości innych tego producenta, przewód zamontowano na stałe. Dobrze to, czy źle - trudno powiedzieć. W tej klasie sprzętu niektórzy producenci umożliwiają odczepienie kabla, ale nie jest to normą. Nie sądzę, by nawet długie i intensywne użytkowanie negatywnie wpłynęło na ten element.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Z pewnością wielu z Was słuchawki oparte na drucianym pałąku z szerokim pasem na głowę, jednoznacznie kojarzą się z AKG – i dobrze, bo takie wzornictwo jest wizytówką tej firmy. To rozwiązanie konstrukcyjne stosowane jest we wszystkich, pełnowymiarowych modelach tego producenta.


AKG K601 | AKG K612 Pro (kliknij, aby powiększyć)

Nowy model, a jednak ilość różnic we wzornictwie można policzyć na palcach jednej ręki - rozbieżność sprowadza się jedynie do kilku detali, w tym największej z nich: koloru weluru opinającego poduszki. Z drugiej strony, po co mieszać w sprawdzonych i świetnych rozwiązaniach.


(kliknij, aby powiększyć)

O miejscu narodzin tych słuchawek nie świadczy już dumny nadruk na zewnętrznej muszli, a tylko mała, tandetna naklejka wraz ze wzmianką na pudełku, napisaną małym druczkiem.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

K612 Pro urzekają detalami oraz dokładnością ich wykończenia. Samoregulujący się pas nagłowny wycięto z kawałka grubej, naturalnej skóry, elegancko obszytej grubymi nićmi. Naprężenie kontrolowane jest przez dwie pary powleczonych gumek. Niech Was jednak nie zmylą zaprezentowane powyżej obrazy - nie znajdziecie tutaj aluminium - dominuje tworzywo sztuczne, gdzieniegdzie malowane na srebrny kolor. Jedynie okrągłe ‘nity’ łączące pas z pałąkiem wykonano z jakiegoś metalu. Nie zrozumcie mnie źle, nie zaliczam tego jako wady, bo użytym materiałom nie można zarzucić niczego złego – plastiki są masywne, matowe i sprawiają wrażenie solidnych. To poziom wykończenia, którego spodziewam się po sprzęcie tej klasy – jest tak jak byś powinno, nie gorzej, nie lepiej. W mojej ocenie, w kategorii słuchawek do 1500zł, tylko Sennheiser Momentum rzucają na kolana w kwestii materiałów użytych do budowy, no ale odbiegam trochę od tematu.


(kliknij, aby powiększyć)

Z zewnątrz pałąk został wykonany z plastiku, być może w jego wnętrzu biegnie jeszcze elastyczny drut. W efekcie końcowym, K612 Pro pozwalają na bardzo wiele, bez najmniejszego nawet, trwałego odkształcenia formy. Nie sądzę by ktoś chciał sprawdzić granicę wytrzymałości tej konstrukcji, warto jednak zauważyć, że wiele dostępnych na rynku modeli słuchawek, nawet droższych od tutaj omawianych, pozostawia trochę do życzenia w kwestii trwałości konstrukcji. Na AKG natomiast mucha nie usiądzie.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Słuchawki są rozbieralne, a dokumentacja serwisowa pokazuje dokładnie z jakich elementów K612 Pro zostały złożone.

Welurowe poduszki zamocowane są na specjalnych zaczepach. Aby je zdjąć, wystarczy je przekręcić – mocowanie bagnetowe. Według producenta pady można prać, co z pewnością przedłuży życie tego elementu. Zastosowany w ich wnętrzu materiał zdaje się być klasyczną, gęstą gąbką, ale nie pamięciową, stosowaną przez niektórych producentów. Okrągłe poduszki o średnicy zewnętrznej 11cm, wewnętrznej 6cm i grubości 2,5cm bez najmniejszego problemu okryją nawet duże uszy. Pady od kilku innych modeli również będą pasować. Jeśli mamy ochotę zastosować kątowe poduszki od K702, proszę bardzo. Cena zamienników kształtuje się w okolicy 80zł.

Warto zauważyć, że producent zastosował tutaj dodatkowy element w postaci dysku (7cm średnicy zewnętrznej, 2,5cm średnicy wewnętrznej i 4mm grubości) z gąbki o niskiej gęstości – ten sam element obecny jest także we wszystkich modelach z wyższej serii K7xx i ma na celu ujarzmienie wysokich tonów. Z informacji znalezionych w otchłaniach Internetu wynika, że AKG w różnych modelach bawił się grubością i gęstością gąbki.


NuForce HP-800 | Sennheiser HD555 | AKG K612 Pro (kliknij, aby powiększyć)





Porcja zabawy

System testowy obejmował wzmacniacz słuchawkowy Fiio E09i + iPod 4G, Fiio 07K Andes (jako DAC USB), Denon AVR-1906 + Denon DVD-1920 oraz Sound Blaster ZxR.

Ocenę brzmienia podzieliłem na dwa etapy: pierwszy - syntetyczny, oraz drugi - praktyczny. W obu przypadkach udział brały pliki z bezstratną kompresją, MP3@320kbps oraz płyty CD Audio. Na pierwszy rzut poszedł generator dźwięku oraz płyty testowe SACD „Dr. Chesky & His Band of Maniacs - Dr. Chesky's Musical 5.1 Surround Show”, „Ultimate Demonstration Disc: Chesky Records' Guide to Critical Listening” oraz seria „Best Of Chesky Classics & Jazz and Audiophile Test Disc”. Za swoisty wzorzec dla dźwięku biorę również to, co słyszę podczas koncertów w Filharmonii Pomorskiej.


(kliknij, aby powiększyć)

Niestety nigdy nie było mi dane obcować z K601, nie mam zatem punktu odniesienia do poprzednika, bezpiecznym jest jednak uznać, że charakterystyka K612 Pro będzie tu podobna. Dobrze pamiętam za to K702, którymi bawiłem się przez ponad pół roku, odniosę się zatem do wyższego modelu, a także do zmodyfikowanych Sennheiser HD555 (wycięta kratka wewnątrz muszli). Słuchawki dostarczone do redakcji nie były nowe, ale na wszelki wypadek wygrzałem je przez ponad trzy doby.

Zanim przedstawię Wam opowieść o dźwięku, zacznę od kwestii komfortu, na której punkcie jestem bardzo wyczulony – to dla mnie temat równie istotny jak sama jakość reprodukowanego dźwięku. Niewygodne słuchawki, choćby najpiękniej grające, nie pozwolą na pełne czerpanie radości z odsłuchów. Jestem przekonany, że nikogo nie zaskoczę, pisząc, że temat wygody użytkowania został tutaj zrealizowany tak dobrze jak to tylko możliwe. K612 Pro to konstrukcja niezwykle lekka - jak na pełnowymiarowy model wokółuszny, 238g to kategoria wagi piórkowej. Doskonale dobrano także siłę docisku pałąka, przez co rozkład siły i niewielkiej masy na dużych powierzchniach welurowych padów i skórzanym pasie, czynią K612 Pro słuchawki długodystansowe. Nie odczułem najmniejszego nawet zmęczenia nawet po czterech godzinach nieprzerwanego użytkowania. Długiemu odsłuchowi sprzyja również znakomita – jak przystało na konstrukcję otwartą – wentylacja uszu. Mimo wszystko, w moim odczuciu Sennheiser ciut lepiej zrealizował temat wygody w serii HD5xx oraz HD6xx - niemieckie słuchawki leżą na mojej głowie jak szyte na miarę. Z racji budowy i charakterystyki konstrukcji otwartej, nie ma o czym mówić w kwestii izolacji akustycznej do i od słuchacza – AKG K612 Pro jak wszystkie inne modele tego typu wymagają od otoczenia ciszy.

A zatem muszle na uszach, Jack w dziurze, start!

Jako pierwszy z brzegu poszedł utwór „O fortuna” z kantaty Carmina Burana, Carla Orffa, który niemal natychmiast potwierdził, że jest znakomicie. Dalsze tasowanie utworów i przeskakiwanie z gatunku na gatunek dokończyło dzieła, zmieniając mój wyraz twarzy na będący mieszanką aprobaty, zaskoczenia z lekko uniesioną, lewą brwią. Odpuściłem sobie jednak opisywanie pierwszych wrażeń na gorąco i wyciąganie pochopnych wniosków pod wpływem emocji. Zanim zanotowałem swoją pierwszą myśl, upłynęły ponad dwa tygodnie i około trzydzieści pełnych albumów z różnych gatunków.

AKG K612 Pro odznaczają się prezencją dźwięku dość typową dla wysokich modeli tego producenta i za tą konsekwencję bardzo szanuję Austriaka. Barwa dźwięku jest naturalna i dość płaska, bez istotnej faworyzacji konkretnego fragmentu pasma, w przeciwieństwie do np. Sennheiser HD558/HD598, które podają dźwięk zauważalnie ocieplony. Tony niskie w AKG nie są opasłe – fani mocnego łupnięcia nie mają tutaj czego szukać. Dźwięk potrafi za to zejść nisko, pojawić się nagle i tak samo błyskawicznie zniknąć ze sceny. Bas jest w efekcie szalenie szybki i zdyscyplinowany, nigdy nie pojawiał się, gdy nie był absolutnie konieczny. The Alan Parsons Project i utwór „I robot” podsumowuje kwestię basu w sposób tak uroczy, że z nieba niemal sypie się kolorowe konfetti. K612 Pro nie są też słuchawkami grającymi chłodno. Dół, w sposób wyczuwalny potrafi dociążyć przekaz, ale z dużym wyrafinowaniem i ostrożnością. Środek urzeka jeszcze bardziej – słuchawki emanują naturalnością i szalenie dużą ilością detali w każdym, dobrze nagranym utworze – to ostatnie jest elementem kluczowym. Otóż K612 Pro są bezlitosne dla źle zrealizowanych nagrań - wszelkie niedoróbki stają się dobrze słyszalne, tak dobrze, że czasami wręcz przeszkadzają w odbiorze. Trudno jest mieć w związku z tym jakiekolwiek pretensje do AKG. Jeśli natomiast nakarmimy K612 Pro materiałem odpowiedniej jakości, czeka nas duża nagroda. Gitara z „Corps of criminals” Howarda Shore ze ścieżki dźwiękowej filmu Infiltracja wywoła szczery uśmiech, jak u dziecka na widok różowej waty cukrowej. Wokal jest realizowany z niczym niepohamowaną dźwięcznością i muzykalnością, posuniętą tak daleko, że daje poczucie obcowania z piosenkarzem sam na sam w studio nagrań - dźwięk wręcz tętni życiem – nieważne czy mówimy o soulowym głosie Norah Jones, czy sopranie Anny Netrebko. Jak dotąd, tak rzeczywiste doznania zagwarantowały mi jedynie AKG K702 oraz Sennheiser HD600. Góra to ciąg dalszy zachwytów okraszona lawiną mikro detali. Dźwięk subtelnie podgryza ucho, ale nigdy nie zakłuje i nie jest męczący. Słychać zarówno chropowatość smyczka, muskającego naprężone struny skrzypiec leżących w dłoniach Janine Jansen podczas koncertu Czajkowskiego, jak również pojedyncze puknięcia młoteczków w fortepianie. Pod względem barwy dźwięku, przejrzystości oraz precyzji przekazu, jestem skłonny postawić znak równości między K612 Pro, a K702 Pro z tylko minimalnym wskazaniem na wyższy model. Większe różnice w sposobie grania pojawiają się podczas kreacji sceny oraz przestrzeni, w K702 jest zauważalnie więcej powietrza, a scena wydaje się trochę owalna, rozleglejsza na boki. Przypuszczam, że duży w tym udział mają inne, kątowe poduszki, które zmieniają akustykę wewnątrz muszli. Przestrzeń tworzona przez K612 Pro jest ciut węższa, ale za to kolista i w moim odczuciu ciut bardziej spójna, ze źródłami pozornymi ułożonymi bardziej z przodu, co automatycznie stawia słuchacza w drugim, może trzecim rzędzie sali koncertowej. Zmodyfikowany Sennheiser HD555 tworzy scenę rozleglejszą, ale też nie tak dobrze czytelną jak AKG. Płyta „At The Sands” w wykonaniu Franka Sinatry i orkiestry Count Basie zaprosiła mnie do przestronnej sali, w której zasiadłem przy niedużym stoliku, ustawionym cztery metry od artysty. Wokół mnie było mnóstwo ludzi, w tle rozlegały się ciche rozmowy, odgłosy sztućców i kieliszków. Niesamowite wrażenie.

Stereofonia jest przy tym wyśmienicie czytelna, a separacja instrumentów łatwa w odbiorze, co przesympatycznie słychać na przykładzie „The Cave” z płyty Sigh No More zespołu Mumford And Sons. Tu też AKG pokazuje precyzyjnego pazura odtwarzając szybkie banjo bez pominięcia ani jednego szarpnięcia struny.

Kapitalnie prezentuje się także dynamika. AKG podadzą ciche niuanse smyczkowe w akompaniamencie kompletnej sekcji dętej oraz dudniących werbli. Jest to poziom, którego nie oferują i tak bardzo przyzwoicie grające Sennheiser HD555. Ścieżka dźwiękowa z Grawitacji brzmi wprost obłędnie, do uszu dociera tak wiele, że wymagane jest duże skupienie, by nadążyć za tym co AKG mają do powiedzenia.

K612 Pro nie są również słuchawkami łatwymi do wysterowania. 120 Ohmów wymuszają stosowanie mocniejszego źródła. Odtwarzacz przenośny, np. iPod Nano 4G nie radzi sobie z tymi słuchawkami, maksymalne wysterowanie głośności skutkuje średnim natężeniem dźwięku oraz wyraźnie ograniczoną rozdzielczością. Pod tym względem Sennheiser HD558 oraz HD598, a także AKG K702 są zdecydowanie mniej wybredne. K612 Pro bardzo lubią się ze wzmacniaczem słuchawkowym, który wydobędzie z niego to co najlepsze, ale nie jest to warunek konieczny. Amplituner Denona oraz karta dźwiękowa Creative także sprostały zadaniu.


(kliknij, aby powiększyć)

A zatem robiąc krok w tył i patrząc na całokształt, uważam, że K612 Pro fajnie wpasowują się pomiędzy świetnie grające Sennheiser HD558/598, a HD600, przy czym postawiłbym je zdecydowanie bliżej HD600, pomimo, że ich cena jest porównywalna nawet do HD558. AKG nie są słuchawkami rozrywkowymi w nowoczesnym tego słowa znaczeniu. To sprzęt grający poważnie, z dużą dozą wyrafinowania, ale dostarczający ogromnie dużo radości i satysfakcji z odsłuchów. Zdecydowanie najmocniejsze strony K612 Pro to szczegółowość, naturalność i niczym nieskrępowana muzykalność. Wbrew pozorom to cechy, które są dość rzadko spełniane, nawet w droższych modelach.

Nie zdziwię się gdy z czasem pojawi się odmiana tych słuchawek w wersji Q, czyli Quincy Jones ze zmienioną sygnaturą dźwięku.



Porcja wniosków

AKG K612 Pro w efekcie okazują się być odgrzanym K601, z tylko kosmetycznymi poprawkami. Czy jest to zatem sensowne posunięcie Austriaków? Według mnie tak, z dwóch powodów: po pierwsze, przedłużono w ten sposób życie znakomitym przecież słuchawkom, po drugie, dostaniemy je za bardziej wyważoną sumę złotówek.

A zatem, AKG K612 Pro to szalenie wygodne, świetnie wyglądające słuchawki do użytku domowego, zapewniające wprost rewelacyjne wrażenia ze słuchania muzyki. Dźwięk napompowany jest dynamiką i szczegółami oraz urzeka naturalnością i muzykalnością. A co najważniejsze AKG K612 Pro dostarczają ogromną dawkę zabawy i satysfakcji z odsłuchów – na to nie da się przyczepić metki z ceną. Cieszy mnie zatem, że AKG nie opuściło gardy i utrzymuje niezmiennie wysoki poziom, konsekwentnie pokazując solidną szkołę dźwięku. K612 Pro to przy tym także zakup bardzo optymalny cenowo, a na aktualnym rynku najbliższa konkurencja zaczyna się w okolicach 1000zł, z czego najpoważniejszym konkurentem jest K702. Brawo AKG.




  Sprzęt do testów dostarczyły firmy:

ESS-Audio      ESS-Audio