Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2017
RECENZJE | Test Snab Overtone EP-101M Brainwavz S0 Blu-100 FiiO_Q1
    

 

Test Snab Overtone EP-101M Brainwavz S0 Blu-100 FiiO_Q1


 Autor: NimnuL | Data: 26/10/15

Test Snab Overtone EP-101M Brainwavz S0 Blu-100 FiiO_Q1Witajcie na krótkim przeglądzie odpowiadającym na pytanie: co nowego u Snab, Brainwavz oraz FiiO? W kolejnych rozdziałach recenzji spojrzę przez szkło powiększające na słuchawki dokanałowe Snab Overtone EP-101M, Brainwavz S0 oraz bezprzewodowe Blu-100. Omówię również przenośny wzmacniacz słuchawkowy FiiO Q1. Są to przedstawiciele klasy budżetowej, które zdają się mieć aspiracje do zaspokojenia potrzeb słuchaczy nieco bardziej wymagających. Czy ta sztuka się udała? Po dwóch tygodniach intensywnych rozmyślań jestem gotów by Wam o tym opowiedzieć. Zapraszam.
     

Techniczna strona mocy

Strona producenta: FiiO | Snab | Brainwavz

Strona produktu: FiiO Q1 | Snab Overtone EP-101M | Brainwavz S0 | Brainwavz Blu-100

* w przyrodzie występuje odmiana modelu S0 z mikrofonem na przewodzie, niestety tej wersji nie udało mi się odnaleźć w obecnej ofercie Polskich sklepów.

Dla punktu odniesienia wrzucam do tabelki także Snab Overtone EP-81M, które gościły już w naszej redakcji. Na temat danych technicznych nie będę się kwieciście rozwodził – jakie są, każdy widzi. Do czynienia mamy z niedrogimi słuchawkami typu IEM, wśród których wyróżnia się Blu-100 będący modelem bardziej interesującym, bo bezprzewodowym. Oparto go na mikroskopijnej wielkości module CSRBC8645. Wewnątrz obudowy siedzi również lilipuci akumulator (przypuszczalnie Li-Ion) mający zapewnić 4h zasilania i ładujący się do pełna po upływie 2h.

FiiO Q1 to bezpośredni następca modelu E07K Andes, którego miałem przyjemność na naszych łamach omawiać. To również przenośny wzmacniacz/DAC USB mający zapewnić przyrost jakościowy za rozsądną kwotę. FiiO zbudował urządzenie na następujących podzespołach:
Potencjometr głośności marki TOCOS
Wzmacniacz: Maxim MAX97220
DAC: Texas Instruments PCM5102

Na tym etapie nie potrafię powiedzieć czy jest to mieszanka wybuchowa czy niewypał.



Lot zwiadowczy

Prezentację rozpocznę w kolejności od najtańszego z tu prezentowanych.

- Snab Overtone EP-101M


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Pomimo niewielkiej ceny zestawu, Snab nie poskąpił dodatków. Na liście wyposażenia pudełkowego znajduje się sztywny pokrowiec, cztery rozmiary silikonowych tipsów (w tym jedna para typu bi-flange) oraz jeden komplet białych pianek – prawdopodobnie są to Snab inserTone FT-3. Symetryczny przewód pociągnięto śliską osnową i zakończono pozłacanym wtykiem kątowym. Na przewodzie znalazł się także mikrofon wbudowany w jednoprzyciskowy pilot. Słuchawki zamknięto w metalowej, polerowanej obudowie o brązowym odcieniu. Wylot słuchawki chroni gęsta siateczka. Wyprowadzenie przewodu ze słuchawek jest elastyczne i pogrubione, w równie solidny sposób wchodzi on do Jacka. Na tym etapie nie mam pytań – jest lepiej niż ustanowiona przez rynek średnia.

- Brainwavz S0


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Brainwavz zdążył przyzwyczaić nas do wytyczonego przez siebie poziomu dbania o klienta. W zapinanym na zamek błyskawiczny sztywnym futerale znajduje się garść słuchawek oraz garść tipsów: 8 kompletów silikonowych wkładek w tym po jednej parze z dwoma i trzema kołnierzami, a także jeden zestaw wkładek piankowych Comply s-400. Klips pozwalający przypiąć przewód do ubrania zamyka listę. S0 swoją budową nawiązuje do omawianego przeze mnie modelu S1 z tą różnicą, że projektanci opamiętali się i ograniczyli rozmiar puszki, w której zamknięto głośniczki. Obudowa przypomina teraz model M5, a matowa czerń kapitalnie komponuje się z czerwonymi detalami. Przewód w formie płaskiej taśmy zakończono prostym wtykiem Jack.

- Brainwavz Blu-100


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Bezprzewodowy model słuchawek otoczono trzema kompletami silikonowych wkładek, jedną parą Comply s400, przewodem USB oraz czymś, co jednoznacznie kojarzy mi się z czapką Asterixa. Producent nie wspomina czy ten gumowy dodatek służy do czegoś więcej niż ozdoby. Całość wieńczy prosta instrukcja obsługi. Czarna, metalowa obudowa ma spory rozmiar, a i waga jak na model dokanałowy nie jest bez znaczenia. Z tyłu prawej słuchawki zainstalowano port USB służący do ładowania wbudowanego ogniwa. Na płaskim przewodzie znalazł się estetycznie zaprojektowany pilot z trzema przyciskami, mikrofonem oraz białą diodą sygnalizacyjną. Wyprowadzenie kanału zabezpieczono metalową maskownicą. Całość sprawia wrażenie pancernej i trochę topornej budowy, do ogólnej jakości wykonania nie mam jednak zastrzeżeń.

- FiiO Q1


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Elegancko zapakowany Q1 wyposażono w sposób zadowalający: przewód USB, krótki, kątowy interconnect, dwie opaski oraz dwie silikonowe maty. Matowa, czarna obudowa oraz szczotkowane, naturalne aluminium tworzą harmonijną całość. Na froncie znalazł się potencjometr głośności, wyjście słuchawkowe i przełącznik podbicia basu, a także dioda sygnalizująca zasilanie. Tylna ścianka zdominowana jest przez port USB (zasilanie i sygnał), wejście liniowe oraz dwa przełączniki: wzmocnienie oraz ładowanie. Pod względem precyzji i jakości wykończenia obudowy, Q1 może się równać z wyuzdanym sprzętem audiofilskim, na których metce cena znajduje się jeden rząd wielkości wyżej. Wspomniane wcześniej maty oraz opaski służą do spięcia wzmacniacza razem z odtwarzaczem. iPod Nano 4g okazał się jednak zbyt smukły – FiiO powinien więc dorzucić jedną parę krótszych opasek. Do wady tego jednak nie zaliczam, bo mam wyrobione zdanie na temat wyprowadzania wzmacniaczy słuchawkowych na spacer, o czym wspomnę za chwilę.



Praktyczna strona mocy

Warunki testowe: prezentowane tutaj modele słuchawek podłączałem do zintegrowanej z notebookiem karty dźwiękowej, iPod Nano 4, a także FiiO Q1 (jako DAC USB) oraz Samsung Galaxy Trend Plus. Blu-100 sparowane były z notebookiem, SONY Xperia C3 oraz Samsug Galaxy Trend Plus. Za pliki muzyczne posłużyły MP3 oraz FLAC o różnym stopniu kompresji.

Na pierwszy ogień poszedł FiiO Q1, którego parametry prezentowane przez producenta wyglądają niezwykle obiecująco – charakterystyka zdaje się być neutralna, niemal idealnie liniowa, niczym z mokrego snu audiofila. Średnio mnie to jednak interesuje, dlatego też zamiast przyglądać się wykresom, podłączyłem naprzemiennie kilka par słuchawek, wśród których znalazły się: Sennheiser HD555 oraz HD600, NuForce HP-800 oraz AKG K702.

Q1 po podłączeniu do komputera wykrywany oraz instalowany jest automatycznie przez system operacyjny. Wzmacniacz objawia się jako dodatkowe urządzenie wyjścia - można to zatem traktować jako zewnętrzną kartę muzyczną. Użytkownik może zadecydować czy ogniwo ma się ładować w trakcie połączenia FiiO z komputerem – służy do tego niewielki przełącznik. To dobry pomysł, który powinien wydłużyć żywotność akumulatora. Wbudowany na stałe moduł litowo-polimerowy wystarczał na zapewnienie ciągłego działania Q1 przez blisko 33 godziny, co jest wynikiem więcej niż wyśmienitym, biorąc pod uwagę rozmiar urządzenia. Nie jest to według mnie kwestia kluczowa, bo osobiście uważam, że zabieranie wzmacniacza słuchawkowego w podróż jest niezrozumiałą dla mnie ekstrawagancją. Z pewnością takie rozwiązanie ma jednak sporą moc psychologiczną, która ma jakąś grupę wyznawców. Osobiście nie wierzę jednak w możliwość docenienia walorów dźwiękowych w głośnym otoczeniu. Naturalnie, darowanemu zwierzowi w paszczę zaglądać nie zamierzam, przenośność urządzenia traktuję zatem jako miłą cechę dodatkową. Główną zaletą Q1 jest według mnie funkcja DAC USB i na tym skupię się najbardziej. Dlaczego? Otóż zintegrowane karty muzyczne często pozostawiają sporo do życzenia w kwestii oferowanej jakości. Rozbudowa komputera nie zawsze jest też możliwa, a czasem bywa kosztowna.

FiiO Q1 jest przykładem urządzenia, które za stosunkowo niewygórowaną kwotę pozwala na uzyskanie rewelacyjnych rezultatów akustycznych. Przy założeniu, że po obu jego stronach znajdują się porządne pliki dźwiękowe oraz niemniej porządne słuchawki, naturalnie.

Q1 odznacza się czarującą wręcz przejrzystością i klarownością przekazu. Niezależnie od ustawienia głośności nie ma mowy o przesterowaniu lub szumach własnych elektroniki, a potencjometr nie wprowadza żadnych zakłóceń. Charakterystyka FiiO przy ustawieniach domyślnych jest neutralna, zatem rezultat końcowy leży w gestii słuchawek. Jeśli jednak ktoś czuje niedosyt w basie, można przełączyć pstryczek na Q1, co zaowocuje miękkim podbiciem dołu w sposób bardzo naturalny. Ocieplenie brzmienia jest znaczące i zauważalnie podnosi rozrywkowość brzmienia. Przestrzeń reprodukowana przez wzmacniacz ma dobrze zrównoważoną trójwymiarowość z naturalną głębią. Efekt końcowy jest zbliżony do tego co oferował dotąd E07K Andes i nie podejmę się tutaj jednoznacznego wskazania na zwycięzcę. Oba modele dają fantastyczne efekty. Q1 podobnie jak inne wzmacniacze ze stajni FiiO nie cierpią na niedostatki prądowe, w związku z tym poprawne wysterowanie nawet trudniejszych słuchawek domowych nie stanowi tutaj problemu. Nie inaczej FiiO zachowuje się, gdy źródło wpłynie wejścieam liniowym (iPod Nano 4g). Tutaj jednak sporo zależy od jakości sprzętu źródłowego.

Warto mieć na uwadze, że Q1 wyposażono tylko w jedno wyjście słuchawkowe. Powinno to wystarczyć, ale w 07K Andes wielokrotnie przydawała mi się możliwość podłączenia dwóch par słuchawek jednocześnie – choćby podczas nocnego seansu filmowego we dwoje. Szkoda, że FiiO zrezygnował z tego udogodnienia.

W tym miejscu podkreślam – zakup wzmacniacza, tudzież DAC USB jest uzasadniony, gdy na wyjściu pojawiają się duże, wymagające prądowo słuchawki. Dodatkowo winniśmy dysponować plikami dźwiękowymi wysokiej jakości, jak również sam użytkownik musi być zafiksowany na punkcie ogólnie pojętej jakości dźwięku. Jeśli traktujecie muzykę jako tło do pracy przy komputerze, upgrade toru dźwiękowego mija się z celem.

Na przysłowiowych pchełkach według mnie próżno szukać różnicy w dźwięku, a ewentualne łączenie małych słuchawek typu IEM z Q1 może być podyktowane dysponowaniem kartą muzyczną bardzo marnej jakości. Skoro już o niewielkich słuchawkach wspomniałem, to przeniosę się na czekające omówienie trzy modele.

Snab Overtone EP-101M to model IEM kosztujący stówę bez złotówki. Ma zatem sporą konkurencję w tym segmencie, choć na przykładzie EP-81M pokazał, że ma apetyt na zmierzenie się z przeciwnikami. Czy muszę pisać, że osoby szukające wierności, neutralności i technicznego grania bez skazy nie mają tutaj czego szukać? Nie muszę, prawda? Do dalszej lektury zapraszam zatem słuchaczy z wyluzowanym gustem. Widać, że Snab szuka swojego miejsca w świecie audio. Już na pierwszy rzut ucha czuć, że EP-101M są słuchawkami niedojrzałymi, ale za to bardzo rozbrykanymi. Podobnie jak w przypadku ich tańszego brata, tak i tutaj, brzmienie jest zauważalnie ocieplone i nastawione na przekazanie dużej ilości rozrywki. Wyraźnie podbito pasmo w okolicy środkowego basu, uczyniono to jednak w sposób opanowany, czego rezultatem jest miękki i sprężysty dół przyjemnie masujący wnętrze ucha. W porównaniu do EP-81M, tutaj mamy do czynienia z nieco większą przejrzystością brzmienia. Góra jest klarowna, a przy tym nieinwazyjna, środek brzmi naturalnie i z wyraźną energią w przekazie. Złego słowa nie powiem także o przestrzeni, która jak na słuchawki typu IEM prezentuje się na dobrym poziomie ustanowionym przez droższe modele. EP-101M świetnie czują się podczas oglądania filmów oraz w grach komputerowych. Nieźle radzą sobie również w niektórych gatunkach muzycznych takich jak rap, pop, rock&roll, brzmieniach elektronicznych, a nawet cięższym graniu rockowym, choć tam potrafią się trochę zgubić. Należy mieć na uwadze, że to słuchawki grające dźwiękiem wyraźnie ocieplonym, choć nie dusznym. Charakterystyka powinna wpasować się w gust słuchaczy lubujących się w brzmieniu podkreślonym basową linią. Scena ma umiarkowanie rozbudowaną przestrzeń rozciągniętą w głąb i trochę ciaśniejszą w osi poziomej. Separacja i stereofonia jest na zadowalającym jak na tę klasę cenową słuchawki.

Izolacja akustyczna jest wprost wyśmienita, a to za sprawą dołączonych pianek, które bez problemu mogą równać się z drogimi Comply z serii T (jeśli nie T-400 to na pewno T-200). Na silikonach jest ciut gorzej (choć nadal dobrze), ale to zależy od wpasowania słuchawki w uchu. Mikrofon sprawdza się podczas rozmów telefonicznych – nie mam żadnych zastrzeżeń co do jakości zbieranego dźwięku. Przewód nie ma tendencji do plątania się i co bardzo ważne, nie przekazuje wibracji na słuchawkę – efekt mikrofonowy zredukowano do minimum.

Brainwavz to producent z aspiracjami i wypracowanym, pozytywnym wizerunkiem postawionym na podłożu wyścielonym sporą ilością modeli dokanałowych. Wśród rewelacyjnych konstrukcji, zdarzały się też wpadki i niedoróbki. Model S0 rozpoczyna linię konstrukcji dokanałówek z płaskim przewodem prowadzonym nad uchem (OTE). W chwili obecnej linia S składa się z czterech konstrukcji z numerami 0, 1, 3 oraz 5. Teoretycznie im wyższy numer tym drożej i lepiej. Omawiany tutaj model jest, więc przedstawicielem dolnej półki klasy średniej (przynajmniej w Polskich warunkach rynku). Niestety po wsunięciu ich do ucha napływają wnioski wymieszane z rozczarowaniem. Po pierwsze, pasywna izolacja akustyczna przedstawia się na bardzo słabym, jak na słuchawki typu IEM, poziomie. Dołączone do zestawu piankowe wkładki nie pomogą, bo Comply S400 nie zostały stworzone do zapewnienia tłumienia. Z pomocą przychodzi silikonowa wkładka z dwoma lub trzema grzybkami - mimo wszystko ogólny rezultat jest po prostu słaby i z tym trzeba się pogodzić. Z czym nie mogę się pogodzić to rezultat akustyczny. Dźwięk jest wyprany z emocji i płaski – nie mylić z neutralnością lub co gorsza naturalnością. Być może producent chciał osiągnąć dojrzałość grania i dlatego poszedł w kierunku złagodzenia brzmienia. Sztuka ta się nie udała. W rezultacie przekaz prócz klarowności i detali ma niewiele więcej do zaoferowania. Przestrzeń jest zwarta i choć niepozbawiona powietrza, to brakuje jej głębi. Jest za to sporo detali w przekazie, ale o technicznej analityczności nie ma mowy. Słychać natomiast, że Brainwavz się stara. Staraniami co najwyżej piekło wybrukowało, a chęci to jednak zdecydowanie zbyt mało dla końcowego odbiorcy. Dół nie istnieje. Poważnie. Brzmienie jest tak wyprane z basu, że sądziłem iż gniazdo słuchawkowe w odtwarzaczu jest uszkodzone. Nawet w kawałkach zachęcających słuchawki do mocniejszego łupnięcia, w S0 pojawi się co najwyżej cichy pyk. Czuć jakieś podrygi średniego basu, ale daleko tutaj do zadowolenia, a góra nudna jest jak przysłowiowe flaki z olejem. W dźwięku niewiele się dzieje i oprócz tego, że po prostu jest, niewiele więcej można powiedzieć. Próbowałem na wielu źródłach, wielu ustawieniach, wielu gatunkach muzycznych. Rezultat konsekwentnie mnie rozczarowywał. I nie opisuję tutaj wniosków w kontekście ceny – rezultat byłby kiepski, nawet jak na słuchawki za 50zł. I to mówię ja – miłośnik chłodnego i neutralnego grania.

Niewielka słuchawka dobrze leży w uchu, a masywny przewód prowadzony nad małżowiną zmniejsza efekt mikrofonowy, choć wstążka ma tendencję do plątania się. Ogólnie rzecz ujmując, S0 to solidna konstrukcja dostarczająca niezadowalające rezultaty akustyczne. Słabo jest niemal na każdym polu, przy czym Brainwavz podejmują jakąkolwiek walkę w muzyce klasycznej, operze oraz jazzie, w których to klarowna i detaliczna góra potrafi sprawić przyjemność. Nie w tej kategorii cenowej jednak. Koło ratunkowe wizerunkowi Brainwavz rzucają na szczęście Blu-100. Obie słuchawki łączy miękki przewód w postaci tasiemki (59cm) – 10cm od prawego prawego kanału zainstalowano pilot z trzema przyciskami, które sumarycznie przejęły aż 17 funkcji. Dzięki temu otrzymujemy możliwość łatwego sterowania odtwarzaczem (głośność, utwór przód/wstecz, odtwarzanie, pauza) oraz telefonem (odebranie/kończenie/odrzucenie rozmowy, ponowne wybranie numeru, sterowanie głosem). Rzeczywisty zasięg na otwartej przestrzeni sięgnął aż 12 metrów, zanim w przekazie pojawiły się pierwsze zakłócenia. Również czas pracy na jednym akumulatorze przekroczył deklarowane przez producenta cztery godziny o blisko piętnaście minut w pomieszczeniu i około 3,5h w temperaturze około 10 stopni. Można spodziewać się więc dodatkowego skrócenia czasu pracy podczas zimowych dni. Blu-100 potrzebują niespełna 1,5h na pełne naładowanie baterii. Pasywna izolacja akustyczna z/do użytkownika plasuje się zauważalnie powyżej średniej w tej klasie konstrukcji. Niestety przez wzgląd na spory rozmiar konstrukcji, może to wpłynąć na komfort użytkowania. Małe małżowiny uszne mogą wadzić o elementy obudowy Blu-100. W moim przypadku dopasowanie było na styk, w związku z czym słuchawki nie były dla mnie całkowicie przeźroczyste jak ma to miejsce w przypadku niektórych modeli.

Dźwięk? Po pierwsze, moje oczekiwania w stosunku do bezprzewodowych słuchawek typu IEM, kosztujących przy tym dwieście złotych były niewielkie. Być może kierowały mną bezpodstawne uprzedzenia. Stąd też otuliło mnie zdziwienie, gdy w moje uszy wpadła wywrotka rozrywkowego i radosnego dźwięku. Mięsisty i mocny bas potrafi przytłoczyć ciężarem, ale daje się też lubić. To pierwsze, na czym skupiła się moja uwaga. Dolna charakterystyka została wyraźnie uwydatniona szczególnie w średnim basie. Zaowocowało to jednak okazjonalnym spadkiem detali w przekazie. Nie jest źle, ale czasem można znaleźć powód do kręcenia nosem. Środek odznacza się niewielkim wycofaniem, głównie chowając się za zasłoną tonów niskich. Góra jest obecna, niemęcząca i przyjemna dla ucha. Blu-100 to słuchawki ciemne, masywne, nakręcone na granie rozrywkowe, ale trochę duszne. Jeśli komuś pasują nauszne Beats, to będzie zadowolony i tutaj. Bas potrafi łupnąć w rozmiarze o kilka numerów przewyższające niektóre modele słuchawek pełnoformatowych. Niestety traci na tym scena, która jest zwarta na granicy ciasnoty. Jest blisko i duszno. Takie granie daje się jednak lubić w ruchu. Z jednej strony całkowicie mija się z moimi preferencjami, ale pasuje mi podczas odsłuchów poza domem, podczas jazdy autobusem lub na spacerze w głośnym mieście.

Mikrofon spełnia swoje zadanie zarówno podczas rozmów telefonicznych na spacerze jak i audiokonferencji w biurze.

Jest też irytujący zgrzyt – słuchawki wydają z siebie kilka komunikatów głosowych, które są nagrane zbyt głośno jak na mój gust. Najbardziej wkurzające jest powtarzające się cyklicznie co 1 minutę powiadomienie o niskim poziomie naładowania akumulatora. Rezerwa wystarcza na około 12 minut, podczas których nie da się tych słuchawek używać. Głośność komunikatów jest stała i może poważnie zaskoczyć słuchacza, który zatopił się właśnie w cicho plumkających nutach tuż przed snem.


(kliknij, aby powiększyć)

Słuchawki wpadają do mojego subiektywnego rankingu, pokazuje on przydatność różnych modeli w poszczególnych zadaniach. Modele słuchawek uszeregowałem w kolejności od najtańszych do najdroższych w prawą stronę. Na ocenę końcową wpłynęły przede wszystkim moje ogólne upodobania (szczegółowe, naturalne, przestrzenne granie) i wrażenia z odsłuchu muzyki, jaką słucham na co dzień. Pod uwagę biorę nie tylko aspekty czysto techniczne, ale również dawkę zabawy dostarczoną przez słuchawki, również w kontekście ich ceny, przeznaczenia oraz komfortu.



Suma wszystkich wniosków

O ile moje oczekiwania w stosunku do FiiO Q1 oraz Snab Overtone EP-101M zostały w pełni zaspokojone, to Brainwavz Blu-100 wdeptał moje uprzedzenia w ziemię, zakręcając przy tym obcasem. Mroczne rozczarowanie dopadło mnie natomiast podczas obcowania z Brainwavz S0, które to zamknięto w bardzo obiecującej formie. Przypuszczam, że producent chciał uzyskać dojrzałość i neutralność brzmienia, w rezultacie tworząc słuchawki o dźwięku wycofanym, płaskim i bez życia. Szkoda. Przenośny wzmacniacz słuchawkowy oraz DAC USB w postaci FiiO Q1 to urządzenie kompletne, bardzo przemyślane i oferujące rewelacyjne doznania akustyczne za rozsądną kwotę. Snab dokonał kilku poprawek w stosunku do niedrogiego modelu EP-81M, czego wynikiem są rozrywkowo brzmiące EP-101M, mieszczące się nadal w kategorii słuchawek budżetowych, a wyposażonych na miarę klasy średniej. Brainwavz Blu-100 to natomiast IEMy o przyjemnej barwie dźwięku. Zamknięto je w stosunkowo sporej obudowie, ale bez znaczącego uszczerbku na komforcie użytkowania. Wygodny w użyciu pilot oraz bezproblemowe działanie dokładają się do kompletnego, pozytywnego rezultatu.

Sprzęt do testów dostarczył Audiomagic.pl oraz Hard-PC.pl


  Sprzęt do testów dostarczyły firmy:

Hard-Pc.pl      Hard-Pc.pl

Sklep Audiomagic.pl      Sklep Audiomagic.pl