Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2017
RECENZJE | Test Ozone TriFX - słuchawki ze zmienną geometrią dźwięku
    

 

Test Ozone TriFX - słuchawki ze zmienną geometrią dźwięku


 Autor: NimnuL | Data: 14/07/16

Test Ozone TriFX - słuchawki ze zmienną geometrią dźwiękuO gustach się nie dyskutuje, tym bardziej jeśli w grę wchodzą upodobania dotyczące charakterystyki dźwięku. Jedni lubią gdy w uszach buczy i huczy, inni pragną naturalności i przejrzystości. Jednymi słuchawkami nie da się dogodzić każdemu. A może teraz jest to możliwe? Ozone TriFX to dokanałowe maluchy, których brzmienie można zmieniać poprzez fizyczną ingerencję w ich konstrukcję. Brzmi jak lekarstwo na zbolałe ucho każdego słuchacza? Być może. Zapraszam.
     

Drobiazgi

Strona producenta: http://www.ozonegaming.com/product/tri-fx

Suche liczby powiedzą nam niewiele. Na tym etapie można spodziewać się jedynie niskiego zejścia dźwięku, którą to tezę wspiera wcześnie zaczynające się pasmo przenoszenia. Poza tym producent jednoznacznie zaklasyfikował słuchawki do kategorii sprzętu dla graczy, a to zobowiązuje i wymusza pewne standardy. Pytanie, w jakim zakresie można regulować barwę dźwięku, pozostaje jeszcze otwarte. Marketingowcy w szumnych słowach opowiadają o możliwym wzbogaceniu charakterystyki: Ultra Bass, Pure Mids oraz High Pitch – nazwy wskazują na uwypuklenie wybranego fragmentu pasma. Niestety do głosu nie dopuszczono inżynierów, którzy temat by zmierzyli i na wykresie dokładnie omówili.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Na liście wyposażenia seryjnego znajdziemy: trzy komplety silikonowych wkładek, adapter 2x Jack 3,5mm, elegancko zaprojektowaną instrukcję obsługi oraz sztywny futerał zapinany na zamek błyskawiczny. Elementem szczególnie wyróżniającym TriFX na rynku są trzy komplety wykręcanych kapsli. To właśnie za ich pośrednictwem możemy wpływać na barwę dźwięku. Zakrętki wyglądają niepozornie, ale jak wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach - każda z nich różni się drobiazgami: objętością komory oraz rozmiarem otworu wylotowego. Te detale mają przełożyć się na odczuwalne różnice w dźwięku. Obudowę słuchawek wykonano z anodyzowanego aluminium, a kanał słuchawki zabezpieczono gęstą siateczką.

Płaski przewód bardzo przypomina ten np. z Brainwavz z serii S - jest elastyczny i nie plącze się. Takie rozwiązanie zawsze przyjmuję z wielką radością. Klasyczne, czepliwe i wiecznie plączące się przewody doprowadzają mnie do szewskiej pasji, jednocześnie budząc zdziwienie, że tak wielu producentów nadal nie potrafi poradzić sobie z tym znanym problemem. W tasiemkę wkomponowano jedno-przyciskowy pilot oraz mikrofon. TriFX charakteryzują się świetnym wzornictwem, bardzo spójnym, przyciągającym oko ale nie odpustowo-efekciarskim. Czerń i czerwień znakomicie ze sobą współgrają. Czteropinowy wtyk Jack 3,5mm otoczono miękką, gumową obudową kątową. Wyprowadzenie przewodu z obu stron jest solidne i staranne. Na tym etapie nie mam najmniejszych zastrzeżeń, a tym bardziej cienia wątpliwości co do jakości użytych materiałów. Producent przyłożył się do tematu i doprowadził go do końca bez widocznych oszczędności.



Mikrodetale

W przeddzień rozpoczęcia odsłuchu właściwego, słuchawki zakończyły maraton podczas którego grały przez 72h. Sam nie opowiadam się za koniecznością wygrzewania małych przetworników, ale dla spokoju ucha dopiąłem tą formalność na ostatni guzik.

Za sprzęt testowy posłużyły: iPod nano 4G, Moto G 3, FiiO E07K Andes (w roli DAC USB). Materiałem muzycznym były pliki zapisane w stratnych i bezstratnych formatach.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Pomimo, że mam do czynienia ze słuchawkami gamingowymi, rozpocznę od muzyki, czyli teoretycznie pięty achillesowej sprzętu dla graczy. Producenci różnych modeli nauczyli mnie, że ta kategoria słuchawek zwykle oznacza katastrofę dla ucha – dźwięk jest często zamulony, ociekający gęstym, brudnym basem i tak na prawdę niczym ponadto. Ma dudnić, więc dudni. Miłą niespodziankę w tej kwestii zgotował nam SteelSeries modelami Siberia. To tylko pokazuje, że jeśli się chce, to można uzyskać sensowne rezultaty nawet w tej kategorii sprzętu.

TriFX w wygodny sposób zagnieździły się w moich uszach – obudowa jest stosunkowo niewielka i ma obłe kształty. Po chwili obecność słuchawki przestaje być wyczuwalna przez ucho.

Para buch, muzyka w ruch. Już pierwsze nuty wywołały u mnie potakiwanie głową w aprobacie. Brzmienie Ozone w pełni pokrywa się z moimi oczekiwaniami. Ba, powiem więcej – otrzymałem więcej, niż się spodziewałem.

To nie są kolejne słuchawki tłoczące do ucha rozlazłą falę dźwiękową. To nie jest beatsowanie i basowa orgia. To rozrywka w czystej postaci. TriFX w pierwszej kolejności przyciągają uwagę szalenie mocnym dźwiękiem. Zejście basu jest wprost imponujące, biorąc pod uwagę rozmiar tych słuchaweczek. Panuje tu też techniczne opanowanie, nie mam więc wrażenia, że dźwięk został owinięty w najniższe rejestry i zaduszony niczym kocem. Solidne łupnięcie pojawia się nagle, wtedy, gdy jest potrzebne i znika zaraz po wykonaniu swojej pracy. To nie jest najszybszy bas jaki dotąd słyszałem, ale nie ma tu też mowy o rozlazłości czy braku kontroli. TriFX nie zapominają też o pozostałych częstotliwościach. Środek i góra nie pozostają dłużne słuchaczowi i świetnie uzupełniają brzmienie. Oczywiście nie ma tu mowy o naturalności czy neutralności brzmienia. Góra nie skrzy się przejrzystością, nie pieści ucha, jest jednak obecna i daje się lubić nawet w muzyce poważnej. Są to słuchawki o wyraźnie ocieplonej charakterystyce, ale jednocześnie interesująco zestrojone i zbalansowane. Jest to brzmienie bazowe, które w pewnym zakresie możemy fizycznie regulować. Jak dużym? O tym za moment.

Nienagannie prezentuje się również scena oraz przekaz detali. Jest tu według mnie lepiej niż np. w Brainwavz R1 czy ProAlpha, choć do B2 im jeszcze daleko. Nie o to tu jednak chodzi. Ogólne odczucia nie powodują niedosytu, dźwięk przekazywany jest pod staranną kontrolą z dużą porcją szczegółów, bez wymuszenia.

Czy takie granie sprawdza się na poligonie gier i filmów? O tak! Charakterystyka pchnięta w stronę rozrywki wyraźnie poprawia odbiór dynamicznych ujęć filmów akcji czy gier, w których dźwięki otoczenia stają się nad wyraz realistyczne. Stereofonia przekazywana jest w sposób czytelny, co zdecydowanie ułatwia poruszanie się po świecie FPP.

Mikrofon wbudowany w przewód sprawdza się w rozmowach telefonicznych, zbierając dźwięk z bliskiego pola i raczej dobrze odfiltrowując tło. Przycisk na pilocie działa z twardym klikiem i pozwala na odebranie/zakończenie rozmowy lub rozpoczęcie/zakończenie odtwarzania muzyki.

No dobrze, opowiedziałem Wam o tym co widzę, słyszę oraz uważam, ale nie rozwinąłem się na temat sztandarowej cesze tych maleństw – zmiennej charakterystyce brzmienia. Na początek nasuwa się pytanie: po co, skoro za pomocą programowego korektora dźwięku można sterować brzmieniem w sposób szybszy, wygodniejszy i w znacznie szerszym zakresie. Ano można, tyle że korektor nierzadko wprowadza nieudolne zmiany do dźwięku nadając brzmieniu sztuczność. Nakrętki ingerują natomiast w fizyczną budowę słuchawki, zmiany są więc inne. Czy lepsze? Zależy czego oczekujemy. Jeśli ktoś lubuje się w przesuwaniu suwaków, aby uzyskać efekt wpasowany w swój wysublimowany gust, to wymienne kapsle będą dla niego zbyt skromne. Ja natomiast nie korzystam z EQ w ogóle, dlatego na pomysł Ozone zatarłem ręce. Okazuje się jednak, że to jednak dzieło marketingowców. Nie zaprzeczę, że poszczególne kolory nie mają wpływu na brzmienie. Zmiany są jednak subtelne i nie czynią z TriFX trzech różnych par słuchawek. Kolor czerwony faktycznie przedłuża brzmienie basu, pozornie zwiększając jego głębię. Czarna nakrętka faktycznie daje klapsa wysokim rejestrom, co w obliczu ciepłej charakterystyki bazowej jest bardzo pożądane.

Trzecia para nakrętek stanowi coś pośredniego, ale różnice są na tyle niewielkie, że w ślepym teście dałbym się oszukać. Cóż, można wmawiać sobie, że jest to przydatna opcja. Z pewnością komuś się to spodoba. Według mnie producent śmiało mógł zostawić czarną nakrętkę na stałe, zapewniając tym bardziej najbardziej uniwersalne brzmienie. Z drugiej strony czerwony kapsel pokochają z pewnością bassheadzi, których apetyt na bas nigdy nie jest zaspokojony.


(kliknij, aby powiększyć)

Bardzo rzadko zdarza się, żeby słuchawki charakteryzowały się uniwersalnym brzmieniem. W teorii jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Nie w tym wypadku jednak. Owszem, ciemniejsze granie ma swoje ograniczenia w niektórych gatunkach muzycznych, ale ogólnie TriFX sprawdza się dobrze w większości co wpuścimy mu w przewód. Mocne granie sprawdza się dodatkowo świetnie w grach i filmach. Brzmienie jest tu na tyle potężne, iż ciężko uwierzyć, że w uszach tkwią małe pchełki, a nie duże, nauszne słuchawki.



Potrójny zachwyt?

A i owszem. Ozone TriFX robią to, do czego zostały stworzone. Czynią to doskonale. Bez wymuszenia i udawania. Czują się jak ryba w wodzie nie tylko w grach i filmach, ale także w muzyce. TriFX nie są oczywiście propozycją dla słuchaczy poszukujących naturalnego i neutralnego brzmienia. Tu nie ma mowy o graniu z zadartym wysoko nosem, dekadencją i wyszukaniem. Ozone oferuje przemysłowe ilości rozrywki na niezłym poziomie technicznym. To też zestaw kompletnie wyposażony, świetnie wyglądający oraz bardzo dobrze wykonany. TriFX jest wzorcową propozycją nie tylko dla estetów czy miłośników basu, ale dla wszystkich, którzy od dźwięku oczekują potężnej ilości rozrywki wplecionej w dynamiczne brzmienie. I to wszystko za 120zł. Żal nie kupić.