Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2020
RECENZJE | Potwory i spółka - recenzja słuchawek Monster N-Pulse
    

 

Potwory i spółka - recenzja słuchawek Monster N-Pulse


 Autor: NimnuL | Data: 23/08/13

Potwory i spółka - recenzja słuchawek Monster N-PulseMożna spotkać ich codziennie - zasłuchane postacie mijane na chodnikach, w klubach, w autobusach... a na uszach słuchawki – to pierwsze co rzuca się w oczy. Słuchawki kolorowe, duże, fikuśne, stylowe, modne – takie jak na głowie rapera bujającego się rytmicznie w teledysku lub na uszach gwiazdy popu czy też DJ-a w kolorowym czasopiśmie. Wyznacznik statusu ma wiele twarzy, dlaczego jedną z nich nie miałyby być słuchawki? Takimi właśnie starają się być Monster NCredible N-Pulse, którymi się dzisiaj zajmę. Na temat słuchawek tupu Monster czasami aż wrze na forach internetowych. Domorośli audiofile z pogardą spoglądają na te kolorowe, błyszczące cacka, zgodnie krzycząc: a fe i be! Ale czy faktycznie mają rację? Świat dźwięku nie jest przecież czarno-biały, a podzielony na wiele grup. Jedną z nich to zakątek dźwięku wiernego rzeczywistości, a nowo utworzona przystań to natomiast słuchawki designerskie. Czy te dwie grupy można ze sobą pogodzić? A może nie ma to sensu? Czy w tym szaleństwie jest metoda? Porozmawiajmy.
     

Galeria

Producent nie zdradza żadnych informacji na temat parametrów tych słuchawek. Mętne informacje napotkane w otchłaniach Internetu mówią o paśmie przenoszenia w zakresie 20Hz-20kHz oraz impedancji 32Ohm, czyli całkowity standard. Nie pozostaje mi zatem nic innego jak przedstawić Potwora od strony wizualnej.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

N-Pulse występują jedynie w dwóch odmianach kolorystycznych, białej (nazwanej przez producenta mianem Frost=szron/mróz) oraz czarnej. Cena tych słuchawek w Polskich sklepach zaczyna się od 720zł i kończy w okolicach 900zł. Delikatnie mówiąc – sporo, bo to pułap porządnych konstrukcji specjalistów od dźwięku. Ale tak to już jest ze wszystkim co modne, trzeba zapłacić i to słono.

Wewnątrz bardzo fajnie zaprojektowanego, rozkładanego pudełka zalazło się dość skromne jak na słuchawki przenośne wyposażenie: przewód sygnałowy, ściereczka ze środkiem antybakteryjnym, sakiewka ochronna, instrukcja obsługi oraz naklejka. Brakuje mi tu przejściówki na gniazdo w fotelach lotniczych oraz sztywnego pokrowca, w końcu są to typowe słuchawki o charakterze przenośnym. Szczerze mówiąc to nie wyobrażam sobie noszenia tak drogich słuchawek w torbie lub plecaku bez porządnej ochrony, tak więc producent popełnił w tej kwestii gafę.

Miłą rzeczą jest fakt dołączenia przez producenta ostrzeżenia dotyczącego głośnego słuchania muzyki oraz obszernej informacji na temat budowy ucha oraz poziomów bezpiecznego natężenia dźwięku. Znajdziecie je na stronie producenta, w zakładce Safety tips: . To się chwali.

Na kilka słów zasługuje sam przewód - długi na 135cm, ważący 16g, w grubej, sprężystej osnowie bez efektu pamięciowego zakończono pozłacanymi wtykami z czego jedna z nich jest kątowa. Na przewodzie, w odległości 8cm od wtyczki zamontowano niewielki przycisk zintegrowany z mikrofonem - nazwano go mianem ControlTalk Universal i współpracuje z wybranymi telefonami/smartfonami. Przycisk umożliwia odebranie i przerwanie rozmowy oraz odtwarzanie i wstrzymywanie muzyki. Według producenta powinno być to rozwiązanie bardzo uniwersalne, choć zastrzega on sobie odstępstwa w przypadku niektórych modeli. Potwierdziłem jednak, że funkcjonalność ta działa poprawnie z iPhone 4 i 5, BlackBerry Bold, SONY Xperia oraz Samsung Galaxy SII i IV. Nie współpracuje natomiast z Nokia C5. Drobiazg. Mikrofon ma sporą czułość, większą niż typowy zestaw słuchawkowy dołączany do telefonów komórkowych. W praktyce, podczas długich telekonferencji w biurze, N-Pulse spisywały się lepiej niż wyspecjalizowany zestaw słuchawkowy Plantronics Blackwire C320-M oraz Sennheiser PC151.

Monster N-Pulse to konstrukcja częściowo składana, nauszniki pozwalają na nieznaczne ich odchylenie na styl DJ. Słuchawki zaprojektowano i wykończono ze sporą dbałością o detale, choć w jednym miejscu pasowania elementu pod spodem pałąka doszukałem się niewielkiej szpary, której wolałbym w tej klasie sprzętu nie widzieć. Cała konstrukcja wykonana została z plastiku polerowanego na wysoki połysk, a to może oznaczać podatność na zarysowania i zabrudzenia – przypuszczam, że czarna wersja kolorystyczna może być na to bardziej wrażliwa. Użyte do budowy materiały są masywne i przypominają mi trochę twardy plastik obudowy Sennheiser HD600. Jest to ogólnie dobrą rzeczą, ale tutaj tych plastików jest zwyczajnie zbyt dużo, brakuje mi aluminium, skórzanych lub welurowych wstawek itp. - czegokolwiek co już od strony wizualnej uzasadniłoby wydanie ponad 700zł. Aktualnie absolutnym wyznacznikiem jakości w cenie do 800zł jest Sennheiser Momentum On-Ear, który według mnie pod tym względem odstawia nawet droższą od siebie konkurencję hen daleko. Nawet Philips w swojej najnowszej serii Citiscape (szczególnie w modelu Uptown) wyznaczył nowe standardy jakości w segmencie tańszych słuchawek. Monster w tej kwestii nie przedstawia się źle, ale nie daje też powodów do piania z zachwytu, a tego spodziewałbym się po sprzęcie w tym przedziale cenowym. Całość prezentuje się jednak dość przyjemnie, jest tu też sporo detali przyciągających wzrok. Zewnętrzne pokrywy słuchawek, wbrew temu co podpowiadają oczy, wykonane są jednak z plastiku malowanego powierzchniowo na kolor srebrny. Duży nadruk z nazwą producenta nie pozostawia wątpliwości, kto maczał w tym palce. Po jego przeciwległej stronie umieszczono gumową, miękką poduszkę, która nieszczególnie przypadła mi do gustu. Spełnia ona swoje zadanie, jednak pogłębia poczucie obcowania z gadżetem. Tutaj mile widziane byłyby poduszki wykonane z tego samego materiału co pady słuchawek. Na bokach znalazły się żłobienia, grawerowane logo producenta, czerwona odznaka serii słuchawek oraz po trzy solidne śrubki z każdej ze stron. Elementy dekoracyjne na pierwszy rzut oka są fajne i choć nieco efekciarskie to o to przecież chodzi. Ogólnie nie mogłem jednak odpędzić myśli, że mam do czynienia z gadżetem i zabawką – w dobrym tego słowa znaczeniu, ale jednak zabawką, a nie poważnym sprzętem grającym. Wrażenie to potęguje niewielka sztywność szkieletu, który łatwo ugina się i sprężynuje. Pomimo, że nic tu nie trzeszczy, to jednak to w połączeniu z plastikowym wykonaniem nieco psuje ogólne wrażenie solidności.

I tu ciekawostka, bo wszechobecne plastiki nie odbiły się istotnie na wadze. Powiedzieć, że N-Pulse są ciężkie to mało, bez przewodu ważą aż 335g, a to już trochę przesada jak na stosunkowo niedużą konstrukcję słuchawek zamkniętych. Już NuForce HP-800 wydawały się ciążyć na głowie, tutaj mamy 15g więcej. Wyobrażam sobie, że młodsze osoby na pewno szybko poczują zmęczenie karku, które jednak z czasem, wraz z przyzwyczajeniem przestanie być istotne.

Konstrukcja słuchawki została oparta na szynie wysuwanej krokowo (12 kroków) na długość 3 cm. Aby dopasować rozmiar do mojej głowy wystarczyło wysunięcie listwy o zaledwie 0,5cm (2 kroki) po obu stronach. Wbrew deklaracji producenta, nie są to jednak słuchawki wokółuszne (over ear), no chyba że macie uszy jak fretka. Wewnętrzna średnica otworu wynosi około 4,3cm, a głębokość 2cm, natomiast wymiar zewnętrzny to równe 9cm. W związku z tym poduszki spoczywają na krawędziach moich małżowin usznych. Nie stanowi to problemu i nie odznacza się negatywnie na komforcie, ale warto o tym pamiętać. Cała obudowa słuchawki wraz z poduszką wynosi 5cm co jest wynikiem zbliżonym do bulwiastych słuchawek takich jak Brainwavz HM5 lub Beyerdynamic DT770Pro.

Trudno powiedzieć czy poduszki w tych słuchawkach są wymienne. Powyższy schemat pokazuje model N-Tune, który zdaje się być rozbieralny. N-Pulse z zewnątrz wyglądają podobnie, jednak nie udało mi się ich rozłożyć, nawet po odkręceniu zewnętrznych śrubek. Być może trzeba pokonać jakiś zatrzask, ale wolałem nie błądzić i nie eksperymentować. Pomijając jednak ten fakt, zastosowana tutaj imitacja skóry to według mnie najlepszy materiał z jakim się dotąd spotkałem. Jest bardzo miękki, a przy tym stosunkowo gruby. W dotyku przypomina naturalną, dobrze wyprawioną skórę. Sprężysta poduszka zapewnia bardzo dobrą amortyzację, a słuchawka pozwala na jej odgięcie w każdym kierunku o kilka stopni – wygląda jakby została zamocowana w obudowie w centralnym punkcie na czymś zbliżonym do głowicy kulkowej. Zaproponowany przez producenta docisk do głowy jest spory, ale mieści się jeszcze w granicach mojej normy. W rezultacie słuchawki bardzo szczelnie przylegają do uszu. Zapewnia to świetną izolację akustyczną, jedną z najlepszych z jakimi się dotąd spotkałem. Wrażenie jest zbliżone do szczelnego zakrycia uszu wewnętrzną stroną dłoni, a efekt końcowy przypomina ten z Brainwavz HM5 i jest znacznie lepszy niż np. w AKG K550 i Sennheiser HD380Pro. Z tego też względu świetnie sprawdzają się w otoczeniu hałaśliwego miasta i pozwalają na cieszenie się muzyką nawet podczas podróży w klekoczącym tramwaju. Hałasy otoczenia stanowią jedynie stłumione tło i nie wymagają od słuchacza wkręcania głośności na absurdalne poziomy, by cieszyć się muzyką. Widać, że producent zaprojektował ten model słuchawek z myślą o użytkowaniu ich poza domem. Właściwe dopasowanie N-Pulse zapewnia wyśmienite trzymanie się głowy - gwałtowne ruchy czy schylanie się nie spowoduje przemieszczania słuchawek. Dodatkowo nieźle prezentuje się wentylacja głównie za sprawą stosunkowo niewielkiego rozmiaru poduszki oraz już wspomnianej, jakościowej imitacji skóry. Praktyka pokazała, że używanie tych słuchawek przez blisko 2h bez przerwy nie stanowi problemu, choć ode mnie wymagało przyzwyczajenia do poduszek siedzących na uszach, a nie wokół nich. Dopiero po nieco ponad 2h pojawiły się u mnie pierwsze oznaki zmęczenia. To jeden z lepszych wyników osiągnięty przez słuchawki zamknięte z jakimi miałem dotąd do czynienia. Jak dotąd ze słuchawek zamkniętych, z którymi dotąd się bawiłem, lepiej pod tym względem zaprezentował się tylko AKG K550 oraz NuForce HP-800. Nie są to jednak modele przenośne. Popularne CAL! oraz Brainwavz HM3 w tej kwestii wloką się daleko za N-Pulse.



Twardy orzech do zgryzienia

W tym rozdziale zestawię z rzeczywistością obiegowe i często szydercze opinie o słuchawkach Monster. Niektórzy złośliwcy podsumowują je jednym tylko słowem: bas! Chciałbym, aby było to tak proste. Ale po kolei. Z pewnością niektórzy z Was pamiętają nazwę handlową Monster Beats by Dr. Dre. Dziś Monster i Beats by Dr. Dre występują z osobna, a oto ciekawa opowieść (EN) jak do tego doszło.

Słuchawki podłączyłem bezpośrednio do iPod Nano 4G (a także FiiO E9i), iAudio F1, iPhone 4s oraz karty dźwiękowej z Dell Latitude E5430. Przed przystąpieniem do odsłuchu, zapuściłem N-Pulse na ponad 150h, tak na wszelki wypadek by mieć pewność, że usłyszę to co powinienem. A w tak zwanym międzyczasie pozwolę sobie na małą dywagację. Im więcej czytam fora poświęcone tematyce audio tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że krytyczne głosy nt. słuchawek Monster powielane są niczym echo, a tylko nieliczni w ogóle mieli jakikolwiek kontakt z tymi produktami. Uprzedzeń do kolorowych słuchawek designerskich jest mnóstwo i z pewnością część modeli zasługuje na biczowanie. Cóż, świat popularnej elektroniki użytkowej musi mieć przeciwwagę, bo pozytywne głosy są często tak osłodzone, że aż mdli. Ogólnie wygląda to jak walka miłośników i hejterów. A prawda jak to zwykle bywa w takich sporach, leży gdzieś pomiędzy. Należy zacząć od tego, z czym mamy tutaj do czynienia. Monster N-Pulse to słuchawki dla mas - płyną z prądem popkultury, wtapiają się w to środowisko i trafiają w zapotrzebowanie młodzieży, są modne i wpasowują się w najnowsze trendy. Okazuje się, że w pewnym gronie odbiorców niemałe znaczenie ma to, kto takie słuchawki nosi, jak wyglądają oraz czy mają mocny dźwięk (czytaj: dużo basu). W tym segmencie sprzętu finezja brzmienia, niuanse, naturalność i unikalność sygnatury nie zostaną docenione, nie są nawet pożądane. Nie po to te słuchawki zostały stworzone. Tu chodzi o wizerunek. W wieku pomiędzy 10 a 19 wizerunek młodzieńca ma dla niego ogromne znaczenie – to czy ma fajną koszulę, modny zegarek, najnowszy model budów, markową czapkę, cool oprawki do okularów itd. Słuchawki też należą do tej listy. Młodzież chce się wpasować w grupę. Odstawanie może oznaczać dla niego całkowitą śmierć społeczną. I nie chce mi się tutaj dyskutować na temat tego czy to dobrze, czy źle i czy jest to kwestią wychowania przez rodziców. Tak po prostu jest, ja to przyjmuję na klatę. Żyjemy w świecie konsumpcyjnym. Nie widzę tu różnic pomiędzy tym, a „szybką bryką” u liniejącego tatusia. Dobrze, mam nadzieję, że udało mi się nakreślić temat i wyjaśnić nieco sens istnienia słuchawek designerskich.

Co jednak będzie nam dane usłyszeć? N-Pulse nie są naturalne - to chyba oczywiste, w kocu taka jest ich idea. Nie grają jednak tak ciemno jak się nastawiłem i jak je wiele osób próbuje przedstawić. Wielokrotnie już wspominałem, że lubię naturalne, dość jasne granie. Czasami nachodzi mnie jednak ochota by ostro zeszmacić się ciężkim basem. Przypuszczam, że w tej materii nie jestem jedyny. W takim wypadku N-Pulse mogą okazać się pomocne. Monster gra dość dziwnym dźwiękiem, nie twierdzę, że złym, po prostu dziwnym. Tony niskie są szybkie, ale nie schodzą tak głęboko jak się tego spodziewałem. NuForce HP-800 potrafi zanurkować trochę niżej, podobnie jak Sennheiser HD380Pro. Uwydatniono tu raczej środkowy i górny bas, ale nie tak bardzo jak np. w Sennheiser PX100, co daje trochę do myślenia. Ten fragment pasma jest jednak pod bardzo dobrą kontrolą, nie rozłazi się i nie zalewa reszty pasma, choć wyraźnie go ociepla. Nie ma mowy o przytłoczeniu słuchacza. Dynamiki na samym dole nie brakuje, N-Pulse nie kapitulują nawet w b. głośnych i szybkich utworach. N-Pulse są jednocześnie bardzo tolerancyjne w aspekcie charakterystyki źródła. Ilość basu śmiało można zwiększać różnymi systemami jego podbijania bez obawy, że słuchawki przestaną się wyrabiać. Średnica jest tylko nieznacznie wycofana, natomiast góra okazjonalnie gdzieś ucieka spod uszu. Czasami brakuje mi też kontaktu z muzyką, tego iskrzenia i tych emocji przekazywanych w dźwięku, które tak lubię, a które tutaj są tak ostrożnie dawkowane. Rozdzielczość jest natomiast po prostu dobra i tyle, porównywalna z Beyerdynamic DT770Pro, ilość przekazywanych mikrodetali stoi jednak spory kawałek za AKG K550, choć to ta sama liga cenowa. Odnosiłem wrażenie, że N-Pulse trochę się gubiły przy bardzo szybkich i skomplikowanych partiach smyczkowych oraz koncertach fortepianowych. Scena jest stosunkowo szeroka, ale nie głęboka. Czuć trójwymiarowość, jednak całość odbywa się dość blisko słuchacza, raczej z przodu i raczej w linii prostej, co w sumie mi w większości przypadków nawet odpowiadało. Separacja instrumentów stoi na dobrym poziomie, odbiór stereofonii jest czytelny, a rozlokowanie źródeł pozornych stabilne.

Nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, jeśli napiszę, że nie są to słuchawki stworzone do słuchania utworów klasycznych. Fortepian nie porywa, skrzypce zwyczajnie nie oczarują i zabrzmią trochę jak altówka a trąbka nie wibruje tak przestrzennie jak można tego oczekiwać. To po prostu solidne słuchawki rozrywkowe i w rezultacie autentycznie bawią dźwiękiem. Stworzone są do słuchania cięższych rytmów, fajnie sprawdzają się w rapie, mocnych uderzeniach elektronicznych, a nawet szybkim hard rocku, ale nie tylko. Przyjemnie słuchało się również soulu, reggae, country i skocznego rock and rolla. Świetnie spisały się w filmach i grach, solidna porcja szybkiego i mocnego basu znacząco urozmaica rozrywkę. N-Pulse nie dały się zagiąć przez „Collar Stays On” (Massive Attack) gdzie głęboki i szybki bas stanowi podstawy tego utworu. Nie inaczej sprawdził się w remixie (Ki-Theory) utworu Angelica autorstwa Hansa Zimmera gdzie uderzenia bębna aż zalewają słuchacza. Nie miałem zastrzeżeń co do brzmienia zarówno ciężkich kawałków Marilyn Mansona oraz Rammstein, jak i lżejszych partii Boba Marleya oraz Joss Stone. Przyjemnie słuchało się również niektórych partii symfonicznych i country, a metalowe kotły w reggae brzmiały nad wyraz żwawo. A zatem rzecz ujmując ogólnie i krótko napiszę, że dźwięk reprodukowany przez Monster N-Pulse jest ciepły, jakościowy, dynamiczny i dość detaliczny, choć bez szaleństw - w tym pułapie cenowym można oczywiście znacznie lepiej, ale jak już wcześniej wspominałem nie tylko o sam dźwięk tutaj chodzi. Właściwie jeśli lubimy taką charakterystykę ocieplonego grania to trudno będzie się do czegoś konkretnego przyczepić.

N-Pulse bardzo łatwo wysterować , są szalenie głośne. W sumie nie ma w tym nic dziwnego, są to przecież słuchawki stworzone do parowania ich ze źródłem przenośnym. W rezultacie typowy dla mnie poziom natężenia dźwięku uzyskiwałem już przy zaledwie 50% ustawieniu w iPod Nano 4G, a 80% jest już ogłuszająco głośne, niemal jak w klubie czy na koncercie. Wówczas w nasze uszy wpompowane zostaną przemysłowe ilości ciśnienia akustycznego, autentycznie można poczuć się jak na głośnej imprezie muzycznej. Nie zanotowałem wówczas jednak żadnych zniekształceń lub niepożądanych efektów dźwiękowych. Natomiast aby w pełni cieszyć się tymi wrażeniami nie będzie konieczne mocne rozkręcanie potencjometru głośności, bo Monster N-Pulse oferują wyśmienitą wręcz izolację akustyczną. Nawet w hałaśliwym otoczeniu miasta nie czułem konieczności na wykraczanie ponad 60% pomimo, że słucham raczej spokojnego i cichego typu muzyki. Co więcej, słuchawki nie tracą na wigorze nawet gdy grają cicho, a to ważne, szczególnie dla naszego słuchu. Bas nadal będzie podany z werwą, miło urozmaicając rozrywkę, a średnica i góra zachowają proporcje.


Osobisty ranking różnych modeli słuchawek (kliknij, aby powiększyć)

Tradycyjnie już zamieszczam ranking zestawiający różne modele słuchawek i moje oceny ich przydatności w różnych zastosowaniach. To moje osobiste upodobania i wrażenia z odsłuchu wynikające z typu muzyki jaką słucham, rodzaju źródła oraz zwykłych preferencji.

W praktyce N-Pulse nie sprawdzą się najlepiej w delikatnych partiach klasycznych, jazz czy operze głównie ze względu na nieco oddaloną górę i ocieploną charakterystykę. To w sumie nie powinno nikogo dziwić, nie do tego zostały przecież stworzone. Monster zapewnią za to sporo pozytywnych wrażeń podczas odsłuchu cięższych rytmów elektronicznych i w każdym utworze, w którym bas powinien solidnie uderzać.



Wszystko pięknie?

Według mnie tak. Zaprezentowane tutaj słuchawki świetnie wpasowują się w pozornie elitarny rynek opanowany przez gadżety Apple i aż proszą się o sprzedawanie ich wraz z iSprzętem - co też z resztą Apple Store ułatwia, oferując wachlarz mieniących się w kolorach tęczy modeli Monster. Nie znajdziemy tam natomiast słuchawek popularnych i powszechnie uznanych producentów. Przypadek? Nie sądzę. Otóż omawiany tutaj świat, to świat lansu, pokazówki, wyróżniania się, wyjątkowości i poczucia indywidualizmu. No właśnie, od dawna zastanawia mnie czy można czuć się wyjątkowo, używając czegoś co z założenia zostało stworzone dla tzw. mainstreamu - coś co jest modne i mocno zakorzenione w popkulturze. W tym wypadku z pewnością cena czyni swoistą elitarność tego produktu. Czy jest ona jednak uzasadniona? To zależy w czyje buty wskoczymy. Wymagający i świadomy miłośnik muzyki (nie mylić z audiofilem) bez wysiłku i na poczekaniu wymyśli 10 alternatywnych propozycji w podobnej cenie. Natomiast młodzieniec chcący zabłysnąć w swojej grupie być może wymieni tylko jedną: czerwone Beatsy.

A ja całą tą sytuację widzę w sposób następujący: nie ma sensu płynąć pod prąd i jeśli ktoś lubi taki styl dźwięku, takie wzornictwo i jednocześnie jest chętny wydać takie pieniądze, to z pewnością powinien wziąć N-Pulse pod uwagę przy zakupie. To słuchawki, które w sposób znakomity robią dokładnie to, do czego zostały stworzone – są modne, wyraziste, przyciągają wzrok, a do tego zaspokajają apetyt na porządny bas. Tego typu nauszniki zobaczycie w popularnych teledyskach w stacjach muzycznych oraz wszędzie tam, gdzie ogólnie pojęty styl ma być widoczny. To droga zabawka - tak. Ale to także dobrze zbudowane słuchawki przenośne, grające solidnym, mocnym dźwiękiem o bardzo przyzwoitej jakości.




  Sprzęt do testów dostarczyły firmy:

HAMA      HAMA