Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2020
RECENZJE | Potwory i spółka - recenzja słuchawek Monster N-Pulse
    

 

Potwory i spółka - recenzja słuchawek Monster N-Pulse


 Autor: NimnuL | Data: 23/08/13
     

Twardy orzech do zgryzienia

W tym rozdziale zestawię z rzeczywistością obiegowe i często szydercze opinie o słuchawkach Monster. Niektórzy złośliwcy podsumowują je jednym tylko słowem: bas! Chciałbym, aby było to tak proste. Ale po kolei. Z pewnością niektórzy z Was pamiętają nazwę handlową Monster Beats by Dr. Dre. Dziś Monster i Beats by Dr. Dre występują z osobna, a oto ciekawa opowieść (EN) jak do tego doszło.

Słuchawki podłączyłem bezpośrednio do iPod Nano 4G (a także FiiO E9i), iAudio F1, iPhone 4s oraz karty dźwiękowej z Dell Latitude E5430. Przed przystąpieniem do odsłuchu, zapuściłem N-Pulse na ponad 150h, tak na wszelki wypadek by mieć pewność, że usłyszę to co powinienem. A w tak zwanym międzyczasie pozwolę sobie na małą dywagację. Im więcej czytam fora poświęcone tematyce audio tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że krytyczne głosy nt. słuchawek Monster powielane są niczym echo, a tylko nieliczni w ogóle mieli jakikolwiek kontakt z tymi produktami. Uprzedzeń do kolorowych słuchawek designerskich jest mnóstwo i z pewnością część modeli zasługuje na biczowanie. Cóż, świat popularnej elektroniki użytkowej musi mieć przeciwwagę, bo pozytywne głosy są często tak osłodzone, że aż mdli. Ogólnie wygląda to jak walka miłośników i hejterów. A prawda jak to zwykle bywa w takich sporach, leży gdzieś pomiędzy. Należy zacząć od tego, z czym mamy tutaj do czynienia. Monster N-Pulse to słuchawki dla mas - płyną z prądem popkultury, wtapiają się w to środowisko i trafiają w zapotrzebowanie młodzieży, są modne i wpasowują się w najnowsze trendy. Okazuje się, że w pewnym gronie odbiorców niemałe znaczenie ma to, kto takie słuchawki nosi, jak wyglądają oraz czy mają mocny dźwięk (czytaj: dużo basu). W tym segmencie sprzętu finezja brzmienia, niuanse, naturalność i unikalność sygnatury nie zostaną docenione, nie są nawet pożądane. Nie po to te słuchawki zostały stworzone. Tu chodzi o wizerunek. W wieku pomiędzy 10 a 19 wizerunek młodzieńca ma dla niego ogromne znaczenie – to czy ma fajną koszulę, modny zegarek, najnowszy model budów, markową czapkę, cool oprawki do okularów itd. Słuchawki też należą do tej listy. Młodzież chce się wpasować w grupę. Odstawanie może oznaczać dla niego całkowitą śmierć społeczną. I nie chce mi się tutaj dyskutować na temat tego czy to dobrze, czy źle i czy jest to kwestią wychowania przez rodziców. Tak po prostu jest, ja to przyjmuję na klatę. Żyjemy w świecie konsumpcyjnym. Nie widzę tu różnic pomiędzy tym, a „szybką bryką” u liniejącego tatusia. Dobrze, mam nadzieję, że udało mi się nakreślić temat i wyjaśnić nieco sens istnienia słuchawek designerskich.

Co jednak będzie nam dane usłyszeć? N-Pulse nie są naturalne - to chyba oczywiste, w kocu taka jest ich idea. Nie grają jednak tak ciemno jak się nastawiłem i jak je wiele osób próbuje przedstawić. Wielokrotnie już wspominałem, że lubię naturalne, dość jasne granie. Czasami nachodzi mnie jednak ochota by ostro zeszmacić się ciężkim basem. Przypuszczam, że w tej materii nie jestem jedyny. W takim wypadku N-Pulse mogą okazać się pomocne. Monster gra dość dziwnym dźwiękiem, nie twierdzę, że złym, po prostu dziwnym. Tony niskie są szybkie, ale nie schodzą tak głęboko jak się tego spodziewałem. NuForce HP-800 potrafi zanurkować trochę niżej, podobnie jak Sennheiser HD380Pro. Uwydatniono tu raczej środkowy i górny bas, ale nie tak bardzo jak np. w Sennheiser PX100, co daje trochę do myślenia. Ten fragment pasma jest jednak pod bardzo dobrą kontrolą, nie rozłazi się i nie zalewa reszty pasma, choć wyraźnie go ociepla. Nie ma mowy o przytłoczeniu słuchacza. Dynamiki na samym dole nie brakuje, N-Pulse nie kapitulują nawet w b. głośnych i szybkich utworach. N-Pulse są jednocześnie bardzo tolerancyjne w aspekcie charakterystyki źródła. Ilość basu śmiało można zwiększać różnymi systemami jego podbijania bez obawy, że słuchawki przestaną się wyrabiać. Średnica jest tylko nieznacznie wycofana, natomiast góra okazjonalnie gdzieś ucieka spod uszu. Czasami brakuje mi też kontaktu z muzyką, tego iskrzenia i tych emocji przekazywanych w dźwięku, które tak lubię, a które tutaj są tak ostrożnie dawkowane. Rozdzielczość jest natomiast po prostu dobra i tyle, porównywalna z Beyerdynamic DT770Pro, ilość przekazywanych mikrodetali stoi jednak spory kawałek za AKG K550, choć to ta sama liga cenowa. Odnosiłem wrażenie, że N-Pulse trochę się gubiły przy bardzo szybkich i skomplikowanych partiach smyczkowych oraz koncertach fortepianowych. Scena jest stosunkowo szeroka, ale nie głęboka. Czuć trójwymiarowość, jednak całość odbywa się dość blisko słuchacza, raczej z przodu i raczej w linii prostej, co w sumie mi w większości przypadków nawet odpowiadało. Separacja instrumentów stoi na dobrym poziomie, odbiór stereofonii jest czytelny, a rozlokowanie źródeł pozornych stabilne.

Nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, jeśli napiszę, że nie są to słuchawki stworzone do słuchania utworów klasycznych. Fortepian nie porywa, skrzypce zwyczajnie nie oczarują i zabrzmią trochę jak altówka a trąbka nie wibruje tak przestrzennie jak można tego oczekiwać. To po prostu solidne słuchawki rozrywkowe i w rezultacie autentycznie bawią dźwiękiem. Stworzone są do słuchania cięższych rytmów, fajnie sprawdzają się w rapie, mocnych uderzeniach elektronicznych, a nawet szybkim hard rocku, ale nie tylko. Przyjemnie słuchało się również soulu, reggae, country i skocznego rock and rolla. Świetnie spisały się w filmach i grach, solidna porcja szybkiego i mocnego basu znacząco urozmaica rozrywkę. N-Pulse nie dały się zagiąć przez „Collar Stays On” (Massive Attack) gdzie głęboki i szybki bas stanowi podstawy tego utworu. Nie inaczej sprawdził się w remixie (Ki-Theory) utworu Angelica autorstwa Hansa Zimmera gdzie uderzenia bębna aż zalewają słuchacza. Nie miałem zastrzeżeń co do brzmienia zarówno ciężkich kawałków Marilyn Mansona oraz Rammstein, jak i lżejszych partii Boba Marleya oraz Joss Stone. Przyjemnie słuchało się również niektórych partii symfonicznych i country, a metalowe kotły w reggae brzmiały nad wyraz żwawo. A zatem rzecz ujmując ogólnie i krótko napiszę, że dźwięk reprodukowany przez Monster N-Pulse jest ciepły, jakościowy, dynamiczny i dość detaliczny, choć bez szaleństw - w tym pułapie cenowym można oczywiście znacznie lepiej, ale jak już wcześniej wspominałem nie tylko o sam dźwięk tutaj chodzi. Właściwie jeśli lubimy taką charakterystykę ocieplonego grania to trudno będzie się do czegoś konkretnego przyczepić.

N-Pulse bardzo łatwo wysterować , są szalenie głośne. W sumie nie ma w tym nic dziwnego, są to przecież słuchawki stworzone do parowania ich ze źródłem przenośnym. W rezultacie typowy dla mnie poziom natężenia dźwięku uzyskiwałem już przy zaledwie 50% ustawieniu w iPod Nano 4G, a 80% jest już ogłuszająco głośne, niemal jak w klubie czy na koncercie. Wówczas w nasze uszy wpompowane zostaną przemysłowe ilości ciśnienia akustycznego, autentycznie można poczuć się jak na głośnej imprezie muzycznej. Nie zanotowałem wówczas jednak żadnych zniekształceń lub niepożądanych efektów dźwiękowych. Natomiast aby w pełni cieszyć się tymi wrażeniami nie będzie konieczne mocne rozkręcanie potencjometru głośności, bo Monster N-Pulse oferują wyśmienitą wręcz izolację akustyczną. Nawet w hałaśliwym otoczeniu miasta nie czułem konieczności na wykraczanie ponad 60% pomimo, że słucham raczej spokojnego i cichego typu muzyki. Co więcej, słuchawki nie tracą na wigorze nawet gdy grają cicho, a to ważne, szczególnie dla naszego słuchu. Bas nadal będzie podany z werwą, miło urozmaicając rozrywkę, a średnica i góra zachowają proporcje.


Osobisty ranking różnych modeli słuchawek (kliknij, aby powiększyć)

Tradycyjnie już zamieszczam ranking zestawiający różne modele słuchawek i moje oceny ich przydatności w różnych zastosowaniach. To moje osobiste upodobania i wrażenia z odsłuchu wynikające z typu muzyki jaką słucham, rodzaju źródła oraz zwykłych preferencji.

W praktyce N-Pulse nie sprawdzą się najlepiej w delikatnych partiach klasycznych, jazz czy operze głównie ze względu na nieco oddaloną górę i ocieploną charakterystykę. To w sumie nie powinno nikogo dziwić, nie do tego zostały przecież stworzone. Monster zapewnią za to sporo pozytywnych wrażeń podczas odsłuchu cięższych rytmów elektronicznych i w każdym utworze, w którym bas powinien solidnie uderzać.







Polub TwojePC.pl na Facebooku

Rozdziały: Potwory i spółka - recenzja słuchawek Monster N-Pulse
 
 » Galeria
 » Twardy orzech do zgryzienia
 » Wszystko pięknie?
 » Kliknij, aby zobaczyć cały artykuł na jednej stronie
Wyświetl komentarze do artykułu »