Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2021
RECENZJE | Recenzja BlackBerry Z10 - Owocowe uderzenie
    

 

Recenzja BlackBerry Z10 - Owocowe uderzenie


 Autor: Liluh | Data: 20/08/13

Recenzja BlackBerry Z10 - Owocowe uderzenieMarka Blackberry kanadyjskiej firmy RIM, przez długi czas była synonimem biznesowego szyku. Kto zarabiał dużą kasę (albo chciał za takiego uchodzić), zbierał i wysyłał delikatne informacje, był w ciągłym fizycznym i komunikacyjnym ruchu, musiał mieć pod ręką ''jeżynkę''. Jej charakterystyczna klawiatura QWERTY wyznaczała styl. Blackberry Z10 to pierwszy model z jeżynkowym logo, który staje w szranki z popularnymi modelami smartphone'ów z górnej półki. Czy firmę czeka wielki come back z modelem Z10 ? Odpowiedź kryje się w poniższej recenzji.

Wstęp

Z telefonami tej marki paradowali politycy (choćby Barrack Obama) i biznesmeni, a nieporównywalne z konkurencją wysokie bezpieczeństwo przesyłu danych rozpowszechniło markę wśród służb specjalnych i gangsterów (sic!). Tymczasem świat szedł naprzód, a firma długie lata uparcie opierała się rynkowym trendom, popadając w stagnację. Nadeszła nowa generacja smartphone'ów, szturmem zdobywając serca użytkowników. Zrzuciła z piedestału starych liderów i wyniosła nowych. Ofiarą rewolucji padła nie tylko niepokonana Nokia, ale też dużo mniejsza Research in Motion. Trzeba było działać. Zwolnienia objęły tysiące ludzi, od samych dołów po ścisłe kierownictwo. Finowie już się pozbierali. Wiadomo, że ich nowa seria Lumia radzi sobie całkiem nieźle. Blackberry czeka na swój przełom i trzeba przyznać, że z Z10 może im się udać.

Premierowa cena telefonu ze stycznia tego roku oscylowała w granicach 2400 zł. Obecnie możemy go nabyć za ok. 1400 zł co nie jest już wartością zaporową. W Polsce Z10 można dostać w abonamencie Play (od 120zł / m-c dla firm) i Orange (od 129zł / m-c). Celowo piszę o cenie na samym początku, po to by uzmysłowić Czytelnikom, że Blackberry nigdy nie były urządzeniami tanimi. Nie ma też co liczyć na to, że polityka firmy w najbliższej przyszłości się w tym względzie zmieni. Kwestią otwartą pozostaje czy Z10 wart jest tych pieniędzy.



Wygląd

RIM produkowało telefony dla biznesu. Razem z premierą nowego modelu firma zmieniła nazwę na Blackberry, ale jej filozofia nie uległa znacznej zmianie. Jej urządzenia mają pasować do koszuli, marynarki czy eleganckiej garsonki. Nie uświadczymy więc tęczowych kolorów znanych z Lumii czy srebrzystego połysku Samsunga. Z10 pokryty jest czarnym, matowym plastikiem. Front jest minimalistyczny, pozbawiony jakichkolwiek przycisków. W oczy rzucają się tylko trzy elementy: głośnik, sprawiający wrażenie szerokiego – ekran oraz skromne logo Blackberry. Bliższa analiza pozwoli zauważyć ukryty obiektyw frontowej kamerki i diodę led. Nic więcej. Z kolei rewers pokryty został przyjemną w dotyku gumą, sprawiającą, że telefon pewnie spoczywa w dłoni. Zwłaszcza, że jest dość lekki (136g) i tylko minimalnie grubszy niż np.: iPhone 5. Dzięki gumowej oprawce telefon nie lata po biurku czy półce w samochodzie, to zawsze plus. U góry, po lewej umieszczono tylną kamerkę oraz ledowy flesz. Z boku znajdziemy jeszcze gniazdo słuchawkowe, wejścia micro-hdmi i micro-usb oraz przyciski sterujące natężeniem dźwięku. Reasumując, obudowa sprawia wrażenie nieco ascetycznej. Mimo to ma w sobie dużo elegancji, a materiały, z których została wykonana są dobrej jakości. Może się podobać. Na rynku można też zdobyć wersję w kolorze białym.


Na początek realne wymiary BlackBerry Z10, można przyłożyć do ekranu własnego smartfona i porównać gabaryty.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


Dla porównania Sony Xperia SP (kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


Jakość obrazu i kąty widzenia dużo gorsze w Sony Xperia SP (kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)





Sprzęt

Małe zaskoczenie. Na pierwszy rzut oka ekran wydawał się większy, chociaż faktycznie ma „jedynie” 4,2 cala. Mylne wrażenie, to chyba efekt braku zabierających miejsce przycisków, szerokiej przedniej ramki oraz naprawdę wyraźnego obrazu. Jakość wyświetlania jest naprawdę dobra, ale to nie powinno dziwić skoro w tych kilku calach ekranu mieści się 768x1280 pikseli (16 mln kolorów, 356ppi – na Adreno 225).

Kolejnym zaskoczeniem jest procesor. To dwurdzeniowy Qualcomm Snapdragon S4 Plus taktowany zegarem 1.5 Ghz. Czy to nie za mało? W końcu standardem są procesory czterordzeniowe. Okazuje się, że nie. Zwłaszcza po uwzględnieniu 2 Gb pamięci operacyjnej, ale o tym później. Wspomniane wcześniej kamerki, jedna do wideo konferencji (720p, 2.2 mpx) oraz główna (1080p, 8 mpx), z których można zrzucać obraz na telewizor z HDMI to kolejne solidne elementy specyfikacji. Telefon obsługuje wszystkie, popularne standardy transmisji – LTE, HSPA+, EDGE,GSM i przesyłu danych: Wi-Fi, Bluetooth, NFC czy USB. Dodatkowo, pod tylną klapką ukryto wejście na kartę micro SD, którą można wymienić bez usuwania baterii, a nawet wyłączania telefonu (obsługiwana pojemność do 64GB). Przy okazji bajtów, warto wspomnieć, że Z10 ma wbudowane 16GB pamięci flash (z czego 4GB od razu zajmuje system i aplikacje startowe). Czyli bez rewelacji.

Zdecydowanie na minus zapisać należy żywotność baterii, która nie zachwyca (wg danych producenta 10 godzin odtwarzania video lub 11 godzin audio, ewentualnie 111 godzin czuwania). To nie wina jej marnej jakości, a skromnej pojemności – 1800 mAh. Pocieszeniem (oraz powodem takiego stanu rzeczy) jest fakt, że bateria jest wymienialna.

Podane parametry są przyzwoite, ale nie robią wrażenia. Konkurencja stoi na porównywalnym (obraz, kamerki) lub nawet wyższym poziomie (procesor, bateria), a bywa tańsza. Skąd więc to całe zamieszanie?



System

A stąd, że w Z10 liczy się nie sprzęt czy wygląd, ale to co ten telefon daje. W przeszłości było tego całkiem sporo. Rewolucyjnymi okazały się funkcje „push mail”, BBM, zintegrowane pisanie maili czy wreszcie szyfrowanie i bezpieczne połączenia. Dzisiaj wiele z tych funkcji oferuje konkurencja, więc trzeba było pójść dalej. W przeciwieństwie do programistów i inżynierów z Nokii, którzy po wielu latach walki z Symbianem ostatecznie złożyli broń przechodząc na Windowsa, Blackberry postawiło na całkowicie nowy system operacyjny.

Blackberry 10 bo taka jest jego nazwa, to całkiem nowy gracz przy komórkowym stole. Rynek bowiem od dawna zdominowany jest przez trzy platformy: Androida, iOS oraz Windowsa. Zrobić na nim miejsce na kolejną, będzie bardzo ciężko. To jednak nie zniechęciło Kanadyjczyków, którzy w sierpniu 2010 roku śmiałym ruchem wykupili firmę QNX, autorów mikrokernela o tej samej nazwie. Firma tłumaczyła, że była to jedyna droga aby można było myśleć o powrocie na sam szczyt i wyprzedzeniu konkurencji, a takie są ich dalekosiężne plany. Wybór był trafiony, ponieważ w przeciwieństwie do reszty, jest to jedyny, pełnoprawny system operacyjny czasu rzeczywistego na rynku urządzeń mobilnych (WindowsCE, mimo zapowiedzi, jest nim tylko z nazwy). W założeniu, lekki, ultra szybki i niezawodny.

Wspomniałem wcześniej o przeciętnym procesorze, w który wyposażony jest opisywany model. Dzięki BB10, nie ma to wielkiego znaczenia. System śmiga aż miło. Ba, oferuje nawet wielozadaniowość z prawdziwego zdarzenia. Możemy otworzyć kilka aplikacji naraz, swobodnie w nich pracować, później przełączyć się w następne okienko by zadzwonić albo sprawdzić pocztę. Po wykonaniu telefonu wracamy do dłubania w programach, które czekają ukryte w tle (maksymalnie osiem). Trochę przypomina to kafelki z Windows8, a trochę widgety z Androida (animowane są np.: zdjęcia i kalendarz). Wszystko płynnie i bez zawieszania. Konkurencja albo sobie na tym polu nie radzi (iOS) albo robi to zupełnie inaczej (Android). Ten drugi usypia programy w tle by nie drenowały baterii. Wyjątek stanowi dystrybucja dla Samsunga S3/4 i jej opcja dzielenia ekranu (dwie aplikacje naraz). BB10 ma coś podobnego chociaż idzie w innym kierunku. Przede wszystkim, inaczej rozkłada akcenty, kładąc nacisk na komunikację. Telefony, maile, portale społecznościowe, BBM, poczta głosowa, powiadomienia itp. - wszystko to zgromadzone jest w tzw. Blackberry HUB. Jest to miejsce w systemie, do którego zawsze możemy wejść niezależnie od tego co w danej chwili robimy. Wystarczy jeden ruch palcem by poderwać ekran aplikacji, z której korzystamy. Wtedy, jak w talii kart, widzimy co jest pod spodem. Kto do nas napisał lub ile dostaliśmy lajków na fejsie. Ruch palca w prawo i dotknięcie ikonki czekającej aplikacji, przywraca nas z powrotem do przerwanej czynności.


Blackberry HUB - centrum powiadomień (kliknij, aby powiększyć)



Real Time Operating System – to taki system w którym nie występuje podział pomiędzy procesy systemowe, a użytkownika. Główny nacisk położony jest na maksymalną responsywność i szybkość działania. Obsługują one marsjańskie lądowniki czy ABS w naszych samochodach. To właśnie komputery tych ostatnich, zostały zdominowane przez QNX'a, stale rozwijanego już od kilkudziesięciu lat. Ciekawostką jest fakt, że około 1999 roku QNX miał stać się nowym systemem dla komputerów Amiga opartych o procesory PPC, kiedy właścicielem marki był koncern Gateway.

Ten intuicyjny system nawigacji, nazwany „Flow” to zresztą jedna z głównych cech GUI w BB10. Zamiast dobrze znanego z innych platform duszenia przycisków na przemian z przewijaniem, Blackberry wszystko sprowadza do pojedynczych pociągnięć palcem w osi lewo-prawo, góra-dół.

System dzieli się na cztery części: hub, opcje, aplikacje, oraz podręczny pulpit z aktywnymi okienkami. Wejście do HUBa i komunikacja to pociągnięcie palcem z lewej strony na prawo. Wejście do listy aplikacji, odwrotnie. Pociągnięcie z góry na dół wyciąga pasek opcji, a w odwrotnym kierunku odsyła aplikację na pulpit (tym samym ruchem odblokujemy ekran). Możemy ją tam pozostawić i otworzyć inną albo ponownie do niej wejść jednym stuknięciem. Możemy ją też zamknąć, dotykając krzyżyka. Aplikacje możemy dowolnie przenosić chwytając za ikonki (przytrzymujemy chwilę aż zaczną migać), grupować w podfolderach lub odinstalowywać (kliknięcie migającej ikonki i potwierdzenie). Flow to zupełnie nowe podejście do tematu i może upłynąć chwila nim użytkownik przyzwyczajony do Androida w końcu przestawi się na taką filozofię. Mnie ten sposób nawigacji bardzo przypadł do gustu, a fakt tak daleko idącej oszczędności ruchów (1 lub 2) przyjmuję z zachwytem.


Pociąganie palcem z lewej na prawo i odwrotnie (kliknij, aby powiększyć)


Ikonki aplikacji i ustawienia systemowe (kliknij, aby powiększyć)

Kolejnym wyznacznikiem płynności jest wirtualna klawiatura. Także ten element został wymyślony na nowo i wyszło to całkiem nieźle. Pisanie, chociaż wyposażone w system przewidywania następnego słowa, nie przypomina tego ze Swype'a. BB10 uczy się naszego sposobu pisania i im więcej piszemy, tym mniej liter faktycznie musimy dotknąć. Po wpisaniu litery, nad kolejnymi mogącymi po niej nastąpić pokazują się prawdopodobne słowa. Wystarczy więc pociągnąć palcem w górę nad daną literą, by słowo pojawiło się w tekście (patrz obrazek). Z kolei jeśli chcemy skasować tekst, zwyczajnie ciągniemy palcem z prawej strony na lewą. Suma sumarum, po jakimś czasie w tekście mającym 60 znaków, naciśniemy faktycznie np. tylko 6. Klawiatura trochę przypomina te fizyczne, znane ze starszych modeli jeżynek. Jest duża i responsywna. Sprawdza się.


Klawiatura w BlackBerry Z10 to jedna z ważniejszych zalet "jeżynki" (kliknij, aby powiększyć)

W chwili premiery użytkownicy narzekali na sporadyczne (a czasem częste) zwieszki czy bugi systemu. Sam skorzystałem z najnowszej dostępnej wersji BB10 (10.1.0.1720), która niczego podobnego nie dała mi odczuć. Opcji w ustawieniach jest dużo i z początku wydają się trudne do opanowania. Instrukcja z pudełka jest żałośnie krótka, trzeba korzystać z systemowej Pomocy (także w języku polskim). Razi też skromna możliwość personalizacji wyglądu GUI. Tapeta, dźwięki, czy kontrast to trochę mało, chciałoby się więcej. Podobnie HUB mógłby otrzymać kilka usprawnień, np.: przewijanie kolejnych maili. Nowe wersje systemu wychodzą co miesiąc, więc pozostaje spokojnie czekać. Ogólnie, system oferuje całkiem sporo, a jego pakiet startowy (to właśnie na te aplikacje idą 4 Gb z pamięci flash) pozwala ruszyć z kopyta.



Funkcjonalność

Komunikacja jest najmocniejszą stroną Z10. Sam HUB pięknie integruje całą gamę mediów społecznościowych, maile, smsy, mmsy i powiadomienia. Gdy telefon jest zablokowany na jego ekranie pokazują się malutkie ikonki z informacjami z huba. A przychodząca wiadomość zawsze sygnalizowana jest przez pulsowanie kolorowej lampki led na przednim panelu. Częścią huba jest też BlackBerry Messenger, a to klasa sama w sobie. BBM to mocno rozbudowany komunikator. Pozwala na wymianę wiadomości i plików. Możemy z jego pomocą prowadzić video rozmowy (przez WiFi albo sieć komórkową) – a podczas takiej konwersacji, zrobić zdjęcie rozmówcy, albo - tutaj uwaga – przesłać obraz z naszego ekranu. Wygląda to w ten sposób, że nasz rozmówca widzi wszystko co robimy z naszym telefonem. Przykładowa sytuacja. Rozmawiamy z kimś z naszego biura. Możemy takiemu współpracownikowi pokazać dokument z biznes planem, później wykres, a na koniec prezentację – tłumacząc w tym czasie założenia inwestycji. Na koniec pakujemy wszystkie pliki i przesyłamy rozmówcy. Dodajemy jeszcze lokalizację miejsca spotkania i nagrane notatki audio z naszymi refleksjami do prezentacji. Jedynym minusem BBM jest fakt, że działa on tylko na telefonach Blackberry. Jeśli rozmówca dysponuje telefonem innej firmy, pozostaje nam skorzystać ze Skype'a. Sympatyczną funkcją jest NFC, pozwalający wymienić się z kontrahentem kontaktami lub wizytówkami poprzez zetknięcie telefonów. Do tego celu możemy też wykorzystać generator i skaner kodów QR.


Widok na pulpit i ze Skype'a

Skoro wspomnieliśmy o BBM, powiedzmy parę słów o mitycznym BIS i BES (BIS była dla indywidualnych użytkowników, a BES dla korporacji). Jest to specjalna usługa obecna w starszych modelach jeżynek, polegająca na zintegrowanym i szyfrowanym dostępnie do usług internetowych. Bez jej aktywacji u wybranego operatora, nie mogło być mowy o pełnym korzystaniu z urządzenia. Dzięki bogom, BIS należy już do przeszłości. Z10 oferuje pełną funkcjonalność dla indywidualnego użytkownika, bez dodatkowych opłat. Natomiast jeśli telefon zamierzamy wykorzystać w firmie, do dyspozycji pozostaje nadal BES oraz opcja Blackberry Balance. Dzięki tej ostatniej, telefon zostaje podzielony na część prywatną i firmową, które mogą być zupełnie niezależne. Jest to naprawdę rewelacyjny pomysł. Częścią firmową można zdalnie zarządzać i ją kontrolować. Jeśli zwalniamy pracownika – zdalnie kasujemy zawartość firmową. Jeśli zaś sami zwalniamy się z firmy, kasujemy część prywatną. Jeśli telefon nie jest używany w firmie, możemy jednym ruchem wyczyścić cały system z poufnych danych. Mamy też do dyspozycji Blackberry Protect – fajne narzędzie, dzięki któremu żaden złodziej nie będzie się czuł bezpiecznie z ciepłą jeżyną w kieszeni. Załóżmy, że zgubiliśmy telefon. Protect nie tylko namierzy jego lokalizację, na życzenie go zablokuje, wyczyści wszystkie dane, ale też wyświetli wiadomość (np.: „proszę o zwrot telefonu” albo „koledzy już po ciebie jadą”). Zacznie niespodziewanie odgrywać hałaśliwy dżingiel – coś jak walenie w garnki i tłuczenie szyby, przez co telefon odnajdziemy nawet w tłumie. Dodajmy do tego jeszcze możliwość zaszyfrowania danych w telefonie (chronionych hasłem) i uzyskujemy tym samym jeden z najszczelniejszych systemów ochrony w świecie urządzeń mobilnych.


Funkcja szyfrowania (kliknij, aby powiększyć)

Warto jeszcze napomknąć o wielce pomocnej opcji uczynienia z Z10 mobilnego hotspotu, z możliwością obsłużenia do ośmiu urządzeń jednocześnie. To się zawsze przydaje.

Możemy też zezwolić na dowolną wymianę plików i informacji pomiędzy tymi urządzeniami, a Blackberry. Program PrintToGo umożliwia z kolei przesyłanie szyfrowanych, cyfrowych wydruków wprost na jeżynkę (po prostu zamiast zwykłej drukarki wybieramy PTG i cokolwiek miałoby się drukować pojawia się jako skan). Do dyspozycji oddano nam także DocsToGo, program pozwalający na odczytanie i edycję dokumentów, arkuszy kalkulacyjnych i prezentacji. Dzięki wyjściu HDMI, możemy posłać je na rzutnik. Zaskakujące, ale wydaje się, że DTG chodzi szybciej niż Windows Office na konkurencyjnych telefonach. Szybkość jest zresztą zaletą większości aplikacji BB10.Wbudowana przeglądarka stron WWW, chociaż skromnego wyglądu, jest po prostu szybka (SunSpider 1.0.1 JavaScript Benchmark daje 1608ms), a ma zaimplementowaną obsługę Adobe Flash (chodzą gierki).




Przeglądarka WWW (kliknij, aby powiększyć)

Ostatnim mocnym punktem są kamerki i ich obsługa. Z ich pomocą możemy kręcić filmy w jakości HD, a następnie je edytować. Minutę zajmuje złożenie prezentacji z kilku zdjęć lub filmów, dodanie muzyki w tle i okraszenie całości kilkoma napisami (Story Maker). Dla bajeru, możemy jeszcze na gotowy filmik nałożyć jeden z kilku dostępnych filtrów (np.: Vintage, Retrospekcja) i po skompilowaniu, wyświetlić nasze dzieło na telewizorze. Rewelacyjnie wychodzą filmy kręcone nocą. Robienie zdjęć jest równie łatwe (chociaż akurat nocne wypadają słabiej). Aparat oferuje szereg scen (automatyczna, akcja, biała tablica, noc, plaża i śnieg), oraz cztery dostępne tryby: HDR, sekwencja, stabilizacja i normalny. Najciekawiej prezentuje się opcja Time Shift, która pozwala na „cofnięcie” się w czasie. Sprawdza się to zwłaszcza gdy robimy zdjęcia znajomym. Zdarza się, że ktoś zamknie oczy. W takiej sytuacji łapiemy za suwaczek i przewijamy kilka klatek wcześniej kiedy oczy były otwarte. Akceptujemy i idealne zdjęcie zostaje zapisane. HDR nie zrobił na mnie wrażenia. Jest to świeżo dodana do tej wersji system opcja, dlatego można liczyć, że programiści ją jeszcze dopieszczą. Chociaż aparat radzi sobie całkiem dobrze to czasem męczy się z ustawieniem ostrości. Zależy to od oświetlenia, ale nie tylko. Aparat należy chwilę trzymać nieruchomo by złapał właściwą ostrość ale wystarczy, że lekko nim poruszymy by stracił skupienie. Bywa to męczące. Zrobione zdjęcia możemy edytować – do dyspozycji jest 16 gotowych efektów, a oprócz tego funkcje typu „red eyes”, kadrowanie, ustawienia kontrastu itp. Ogólnie, z uwagi na jakość gotowych zdjęć, duży plus.


Przykładowe zdjęcie w trybie standardowym i HDR (kliknij, aby powiększyć)


I kolejne zdjęcie w trybie standardowym i HDR (kliknij, aby powiększyć)


Artystyczne efekty dla fotografii (kliknij, aby powiększyć)


Do pobrania jest też blisko 50MB, krótki filmik panoramy nagrany w 1080p [pobierz]. Poniżej to samo w wersji YouTube.

Skoro już mowa o nagrywaniu, odtwarzanie przychodzi Z10 równie łatwo. Bez problemu radzi sobie z filmami w wysokiej rozdzielczości i różnych formatach. Co prawda standardowy player nie posiada obsługi napisów, ale możemy dociągnąć płatnego appa czytającego pliki .srt. Podobnie bezproblemowe jest słuchanie muzyki. Telefon nawet gdy jest zablokowany, pozwala nam manipulować natężeniem dźwięku i przewijać kawałki. Głośnik w obu wypadkach daje sobie radę, odgrywając czysty dźwięk wysokiej jakości.


Napisy do filmu, tylko SRT na razie (kliknij, aby powiększyć)

Pora teraz na elementy, które mnie nie zachwyciły. Z10 dysponuje systemem rozpoznawania mowy. Ma on rozbudowaną listę komend, dzięki czemu jadąc samochodem możemy np.: podyktować treść smsa/maila do znajomego i go wysłać mówiąc: „send text to John I am in a traffic jam, will be late 10 minutes”, zrobić notatkę (make a note), poszukać czegoś w Internecie (np.: search „gas station”) albo otworzyć aplikację. Pierwszą skuchą jest brak obsługi języka polskiego, drugą – znacznie poważniejszą, ogólnie średni algorytm rozpoznawania mowy. Dyktując dłuższą wiadomość można być pewnym, że zamiast np.: „gum” będzie „ham”, a zamiast „sketch” wyświetli się „sex”. Uprzedzę, że to nie wina mojego drewnianego języka, bo Anglosasi uskarżają się na to samo. System ma potencjał, ale z uwagi na powyższe można go sobie spokojnie odpuścić. Szkoda.

Kolejną wpadkę zaliczają systemowe mapy. Co prawda program już obsługuje Polskę, pokazując nawet natężenie ruchu i w miarę dokładną drogę do celu, ale do ideału jeszcze daleko. Aplikacja wolno wczytuje mapy, nie ma zdjęć satelitarnych i ma problemy z prawidłowym odświeżaniem ekranu. Znacznie lepiej w nawigacji sprawdza się (niestety) płatny Wisepilot. Widać, że pod względem sprzętowym, Z10 nawiguje bez zarzutu (szybko odnajduje satelity i prowadzi nas jak po sznurku).


Systemowe mapy (kliknij, aby powiększyć)

W ogóle płatnych aplikacji w Blackberry World (odpowiednik Google Play) jest całkiem sporo. Na większość darmowych póki co nie warto spoglądać. To mało komfortowa sytuacja, ale jest szansa, że wkrótce się zmieni. Sam „sklepik” ma podział na gry (11 kategorii), aplikacje (16 kategorii) i MyWord (nasze konto). Jest dość toporny, ale póki co spełnia swoje zadanie. W czerwcu 2013 roku, ilość pozycji w BBWorld przekroczyła 120.000. To nadal dużo mniej niż u konkurencji i niestety da się to odczuć, mimo że większość topowych tytułów ma swoje jeżynowe wersje, bo jest Adobe, jest Kindle, YouTube, Foursquare, Dropbox, Endomondo, Angry Birds Star Wars itp. BB10 ma co prawda emulację softu z Androida (w tym celu należy włączyć tryb deweloperski), ale tylko wersji Gingerbread. Na szczęście, kolejna odsłona systemu ma umożliwić odpalenie aplikacji z Androida Jellybean, co praktycznie z dnia na dzień rozwiąże kwestię braków w oprogramowaniu. Jak wspomniałem, telefon może też działać w trybie deweloperskim, ma pełen devkit więc teoretycznie ilość natywnych appów powinna stale rosnąć.



Zdjęcia z BB Z10

Galeria przedstawia zdjęcia wykonane "na szybko" w standardowych ustawień przez aparat w Blackberry Z10.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)





Podsumowanie

BB10 ma ogromny potencjał. Oparty jest na solidnych fundamentach programowych i choć nowy wśród „bystrych komórek”, jest pełnowymiarowym systemem operacyjnym. To zupełnie nowa jakość. Niemniej ma pewne irytujące wady bez większego znaczenia dla codziennego użytkowania. Np. nie wiedzieć czemu telefon samoczynnie włącza się w chwili włożenia baterii. Przednia lampka informacyjna mruga podczas ładowania, nawet jeśli telefon jest wyłączony. Czas pierwszego startu po wyłączeniu, podczas którego system ładuje się do pamięci mógłby być krótszy (teraz trwa to ponad minutę) itd. Mimo, że BB10 cierpi na niektóre choroby wieku dziecięcego, to w nieco ponad pół roku po premierze radzi sobie dużo lepiej niż raczkujący kiedyś Android czy iOS. Emulacja Jellybean jest dobrym pomysłem na szybkie dogonienie konkurencji. Z kolei Z10 spełnia wszystkie wymagania pokładane w smartphonie lepszego sortu. Przerzucanie plików między nim, a innymi komputerami jest banalnie proste. Może nam nawet posłużyć do przejęcia nad nimi kontroli.

Mam jednak nieodparte wrażenie, że producent zamiast odważnie pójść naprzód forsując swój niepowtarzalny, jeżynowy feeling, staje w rozkroku próbując zadowolić zbyt wielu odbiorców naraz. Biznes czy social? Oby nie skończyło się to bolesnym szpagatem. Chociaż być może, jest to jedyna szansa na uniknięcie bankructwa.

Z jednej strony część biznesowa robi naprawdę dobre wrażenie. Telefon jest wręcz stworzony dla korporacji. Z drugiej prosta obsługa i intuicyjność otwiera go na przeciętnego odbiorcę połączonego cyfrową pępowiną ze znajomymi w necie. Niby obie strony powinny być usatysfakcjonowane, a jednak i tu i tam trafiają się braki oraz drobne niedogodności. Dla starych, jeżynowych korpo-userów, zmiany obecne w BB10 ocierają się o zdradę. Z kolei szanujący się hipster jeśli już pogodzi się z czarną (lub białą) obudową i pozna filozofię nowego systemu, będzie rozczarowany liczbą dostępnych aplikacji.

Uważam jednak, że obie grupy powinny dać Blackberry Z10 szansę ponieważ pełen jest udogodnień i funkcji, bez których wkrótce nie będziemy wyobrażali sobie życia. Jego cena jest nieco wyższa niż konkurencyjnych telefonów o podobnych parametrach, ale za to oferuje większą funkcjonalność. Jeśli emulacja Jellybean będzie na wysokim poziomie, całość niebezpiecznie (dla konkurencji) zbliży się do ideału.

Czy Z10 zdobędzie rzeszę fanów i czy pikujący kurs akcji firmy Blackberry odbije się od dna by zdobywać nowe szczyty? Czas pokaże. Ja życzę im jak najlepiej.