Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2020
RECENZJE | Mokry sen muzykomaniaka? Recenzja Brainwavz HM9
    

 

Mokry sen muzykomaniaka? Recenzja Brainwavz HM9


 Autor: NimnuL | Data: 03/01/14
     

Na oko




(kliknij, aby powiększyć)

Brainwavz trzyma niezmiennie wysoki poziom w kwestii wyposażenia swoich produktów, niezależnie od tego czy są to dokanałowe maleństwa, czy duże słuchawki domowe. Na liście standardowo dołączanych akcesoriów znalazły się tu aż trzy przewody, w tym dwa o długości 1,2m (~20g każdy) oraz jeden długi na 3m (35g). Do tego pozłacane wtyki Jack 3,5mm oraz aluminiowe ich obudowy. Płaski przewód w postaci tasiemki 5x1mm pokryty jest gumową osnową o stosunkowo śliskiej powierzchni, co skutecznie zmniejsza podatność na irytujące plątanie się kabla. Na przewodzie o okrągłym przekroju, 14cm od słuchawki, umieszczono niewielki pilot (3cm długości) z wbudowanym mikrofonem oraz przyciskiem odbierającym/kończącym rozmowę telefoniczną. Wyposażenie standardowe zamyka adapter lotniczy oraz porządny, sztywny pokrowiec wraz z paskiem umożliwiającym jego noszenie. Czy można tu kręcić nosem? Ja zakręcę. Brakuje mi tu dodatkowego kompletu padów oraz przejściówki na Jack 6,25mm. Cóż, Brainwavz sam jest sobie winien - rozpieścił nas w przypadku modeli HM3 oraz HM5, w których to dodatkowa para padów jest dołączana. Zastosowano tu dokładnie taki sam system mocowania wtyku w gnieździe słuchawki jak miało to miejsce w HM5 - czyli autorski zatrzask wraz ze specjalnie profilowaną wtyczką.


(kliknij, aby powiększyć)

Zapewnia to bardzo trwałe połączenie ze słuchawkami, ale utrudnia zastosowanie własnego przewodu, gdyż wymaga użycia wtyczki o mniejszym przekroju.


(kliknij, aby powiększyć)

Projektanci Yoga Electronics wykonali dla Brainwavz kawał fajnej roboty w kwestii ogólnie pojętego wzornictwa. Słuchawki oparto na masywnie wyglądającym pałąku oraz grubym aluminiowym elemencie, ładnie komponującym się z muszlami. To, w połączeniu z puchatymi padami oraz sporą puszką słuchawki sprawia wrażenie sprzętu rodem z przemysłu ciężkiego. Nie jest to tylko odczucie wizualne. Położenie ich na wadze skutkuje pojawieniem się trzech cyfr na jej wyświetlaczu: 348g. Bez przewodu! To aż 100g więcej niż CAL!2 i około 20g więcej niż i tak już przesadnie ciężkie, domowe NuForce HP-800. To istne szaleństwo jak na słuchawki przenośne, podobnego grzechu dopuścił się Monster ze swoim N-Pulse, ale do wyniku HM9 i tak brakuje mu jeszcze kilkunastu gramów.

Zastosowano tutaj bardzo grube i miękkie poduszki, o średnicy zewnętrznej wynoszącej 81mm, pokryte elegancko odszytą skórą syntetyczną. To jak dotąd najbardziej puszyste nausznice z jakimi się dotąd spotkałem. Głębokość otworu wewnętrznego wynosi aż 25mm, a jego średnica to 42mm – taki rozmiar pada czyni z nich słuchawki nauszne dla większości osób. Obudowa wraz z poduszką ma grubość 52mm, czyli 2mm więcej niż w CAL!2 oraz Monster N-Pulse. Pałąk umożliwia skokową (9 stopni = 31mm) regulację rozmiaru - w moim przypadku wystarczy czwarty-piąty ząbek z tego zakresu, a to daje spory margines rozmiaru w każdym kierunku. Drążąc dalej kwestię dopasowania, warto zauważyć, że muszle umożliwiają regulację kąta tylko w osi pionowej. Krzywizny poziome muszą być zrekompensowane miękkością poduszki. Nie jestem zwolennikiem nadmiernej sztywności słuchawek, ale tutaj to rozwiązanie zdaje się funkcjonować nad wyraz dobrze.

System mocowania poduszek jest analogiczny do tego znanego z HM5. Pady zamontowano na pierścieniu (87mm średnicy) - zdejmuje się je poprzez przekręcenie. To bardzo eleganckie i szybkie rozwiązanie. Niestety w chwili obecnej na wolnym rynku nie znalazłem wymiennych nausznic dedykowanych do HM9, co jednak w przyszłości może się zmienić. A jeśli to nie nastąpi, to na pewno można dopasować tu inny model poduszek, ich średnica jest dość standardowa wśród słuchawek.

System składania HM9 jest dość prosty i polega na złożeniu nauszników wraz z częścią pałąka do jego wnętrza. Zastosowane tutaj zawiasy są plastikowe, ale masywne, z metalową szpilką w środku. Całość sprawia po prostu pozytywne wrażenie nie nasuwające myśli, że mechanizm rozpadnie się 12h po zakończeniu gwarancji. Niestety producent nie pokusił się o zainstalowanie jakiegokolwiek systemu blokady, przez co słuchawki składają się samoczynnie przy każdej możliwej okazji – zawiasy nie stawiają najmniejszego nawet oporu. Mam też zastrzeżenia co do mocowania muszli do pałąka. Są one zainstalowane bardzo luźno, nie stawiając żadnego oporu. Powoduje to, że plastikowe obudowy słuchawek klekoczą wydając z siebie plastikowy, głuchy dźwięk. Oczywiście zjawisko to występuje tylko podczas przenoszenia HM9, ale obniża to ogólne wrażenie jakościowe, nasuwając myśl, że mamy do czynienia z plastikową wydmuszką. A przecież nie jest to zgodne z prawdą, bo według mnie są to jedne z najsolidniej zaprojektowanych słuchawek z jakimi się dotąd spotkałem. Na pochwałę zasługuje ogólny projekt HM9 oraz ich wykonanie w środku. Wnętrze muszli wyłożono matą wygłuszającą. Podobnie potraktowano też HM5.


(kliknij, aby powiększyć)

Brainwavz HM9 są zdecydowanie masywniejsze i większe niż np. CAL!2. Szeroki pałąk wraz z grubym padem nadaje im bardziej charakter domowy niż przenośny.


(kliknij, aby powiększyć)









Polub TwojePC.pl na Facebooku

Rozdziały: Mokry sen muzykomaniaka? Recenzja Brainwavz HM9
 
 » Na miarę
 » Na oko
 » Na czuja
 » Na ucho
 » Na koniec
 » Kliknij, aby zobaczyć cały artykuł na jednej stronie
Wyświetl komentarze do artykułu »