Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2020
RECENZJE | Mokry sen muzykomaniaka? Recenzja Brainwavz HM9
    

 

Mokry sen muzykomaniaka? Recenzja Brainwavz HM9


 Autor: NimnuL | Data: 03/01/14
     

Na ucho

Słuchawki podłączałem do następujących urządzeń: FiiO E09i + iPod Nano 4G, FiiO E07K Andes (jako USB DAC), iPod Nano 4G (na mieście), iAudio F1 (na mieście) oraz karta dźwiękowa wbudowana w Dell Latitude E5430 a także sprzęt stacjonarny: Denon AVR1906 + DVD-1920. Pliki dźwiękowe to CDAudio, FLAC (również 96kHz/24b), AAC oraz MP3@196-320kbps. We wszystkich przypadkach EQ był wyłączony.

Trudno powiedzieć czy HM9 wymagają porządnego wygrzewania i czy na to w ogóle zareagują. Ja w to zjawisko nie do końca wierzę, co nie oznacza, że ono nie istnieje. Aby zatem nie pozostawić sprawy przypadkowi, Brainwavz grały przez około 50h bez przerwy zanim porządnie wziąłem je w obroty.


(kliknij, aby powiększyć)

Brainwavz HM9 poza sporą dawką zabawy, zagwarantował mi również niemałą zagwozdkę. Gdy usiadłem z nimi przy stoliku, zapisałem dwie strony A4 swoimi spostrzeżeniami. I to w ciągu pierwszej godziny użytkowania. Po założeniu słuchawek na uszy, pierwsze co przykuło moją uwagę to uczucie odizolowania od otoczenia. To dobrze, będę sam na sam z dźwiękiem. Tak też powinny zachować się słuchawki zaprojektowane na miasto, i tak nie zachowują się CAL!2. Słuchawki podłączone, lampka zasilania na wzmacniaczu zabłysła, głośność wyregulowana. Włączam odtwarzanie. Rozczarowanie, ale nie klapa. Spodziewałem się natomiast czegoś zupełnie innego niż w efekcie usłyszałem. Ale po kolei. Galopując przez kolejne utwory i gatunki zacząłem robić dokładne notatki, przy okazji odnosząc się do tego, co słyszę w CAL!2 poprzez porównanie A-B. Wyciągnąłem również moje stare notatki z przygody z Monster N-Pulse. No to lecimy.

Uwaga: jest to dłuższa wersja opisu dźwięku, czytelników wolących konkrety w kilku zdaniach odsyłam kawałek niżej.

[ wersja długa ]

- bas

Od HM9 spodziewałem się wystrojenia dźwięku, który znałem z Monster N-Pulse – mocnego, ciepłego, bardzo dynamicznego, ale przyjemnie muzykalnego. Tu jest inaczej i szczerze mówiąc nie wiem co w związku z tym producent chciał osiągnąć. Jedno jest pewne – nie ma Beatsowania. Uff. Trochę brakuje mi tu jednak spójności w ogólnej charakterystyce i sposobie prezentacji. Pod względem barwy dźwięku, HM9 to słuchawki grające gęsto i ciemno, ale nie ma w tym przesady. W dodatku są mało przewidywalne i trudne do ogarnięcia. Docierający do mnie bas jest masywny, wyraźnie dociążający resztę pasma ale raczej nie natarczywy, choć czasem pojawia się częściej niż bym sobie tego życzył. Jakby przenieść tą analogię do świata głośników, porównałbym to dobrze zestrojonego zestawu dużych głośników podłogowych z masywnym subwooferem w zestawie. Co więcej, prezentowany bas jest jakościowy, dość szybki, krótki i głęboki. Monster N-Pulse oraz CAL!2 mają inną charakterystykę, w porównaniu do HM9 trochę jakby dojrzalszą, ciut lepiej zdyscyplinowaną. W Creative tony niskie zdają się jednak ciut dłużej wybrzmiewać, choć nie schodzą tak nisko. To też potwierdził generator dźwięku, którym przez chwilkę się pobawiłem. Pomimo, że na papierze zarówno HM9 jak i Live!2 dają głos już od 10Hz, to w rzeczywistości niepokojące dudnienie w B pojawia się już przy 14Hz, kiedy to C odzywa się 3Hz wyżej.
tak wiem, to nie tyle bezpośredni dźwięk z głośników, co z pewnością efekt rezonansu wewnątrz muszli - tak niskie dźwięki bardziej się odczuwa, a nie słyszy, bo przekraczają możliwości ludzkiego ucha
Wygląda na to, że wytłumiająca mata wewnątrz muszli HM9 zdaje egzamin. Takie granie świetnie sprawdziło się to np. w utworze „Lmdkv” - Prodigy & Alchemist (Albert Einstein), w którym to bas miał szansę pięknie zabłyszczeć. Jeszcze lepiej sprawdził się w „Survival” Eminem - The Marshall Mathers LP2. Prezencja basu HM9 jest tu nad wyraz udana. Ogólnie taką charakterystykę dołu traktuję jako zaletę w kontekście słuchawek na miasto. W domowym zaciszu, nie do końca to pasuje, choć to też kwestia upodobania.

- średnica

Środek okazuje się być ciut mało przejrzysty, trochę cofnięty. Jest tu mało życia, iskrzenia i tego czegoś co stawiłoby czoła basowej masie. Pod tym względem HM9 trochę ustępuje pola CAL!2, które pomimo subtelnego cofnięcia tej części pasma podsuwa pod ucho większą dawkę żywiołowego grania. Dobrze słychać to na przykładzie np. „New York City” w wykonaniu The Peter Malick Group (Feat. Norah Jones), w którym to opieszały środek w Brainwavz otulony jest w basowej linii. Podobnie jest w „Hey Ahab” Elton John and Leon Russell (The Union), w którym ciężki dół potrafi się wygubić jak dziecko we mgle przy okazji zabierając ze sobą detale. Za to już „The Monster (feat. Rihanna)” z najnowszej płyty Eminema brzmi bardzo przyzwoicie i technicznie, i muzykalnie, z melodyjną nutą głosu Rihanny - czysto i przyjemnie. No właśnie, wokale reprodukowane przez HM9 brzmią bardzo naturalnie i nad wyraz ciekawie, z właściwą chropowatością lub czystością i gładzią - jeśli potrzeba. Na tym według mnie nawet muszka owocówka nie siada. Ten brak spójności i przewidywalności rezultatu jest jednak trochę irytujący. Jedne utwory brzmią bardzo dobrze, a następne już przeciętnie lub poprawnie – bez emocji. Scena i separacja już jednak kuleją konsekwentnie, o czym za momencik.

- góra

HM9 zachowują się konsekwentnie również w stosunku do góry pasma. Nie męczy - choć jest minimalnie uwydatniona, ale też nieszczególnie cieszy. Skrzypce brzmią poprawnie, ale smyczek nie iskrzy. Wysokie soprany w „Act 1 - No, no, no v'e” z Kopciuszka Rossiniego brzmią tak sobie, bez przekonania, z niewielką dawką życia. Ponownie brakuje kontaktu ze słuchaczem i przejrzystości. Jest poprawnie, po prostu – to zbyt mało, bo przecież konkurencja potrafi lepiej. W tej kwestii Live!2 kładą tego Brainwavza w niemal każdym utworze. Creative oferuje trochę więcej szczegółów, jaśniejszych, lepiej zrównoważonych, lepiej podanych, ciekawszych. Między innymi z opisanych powyżej powodów przeżyłem małe rozczarowanie - zwyczajnie po słuchawkach za blisko 600zł spodziewałem się większej dojrzałości grania i lepszego dopracowania technicznego. Żeby nie było nieporozumień, nie ośmieliłbym się użyć słowa ‘źle’ w stosunku do Brainwavz HM9, bo byłoby to krzywdzącym nadużyciem, żeby nie powiedzieć – parszywym kłamstwem. Mając jednak na uwadze pułap cenowy, robię się wybredny, a moje oczekiwania zwyczajnie rosną.

- scena i separacja

Największy problem HM9 wykazują w reprodukcji sceny – zdecydowanie brakuje tu powietrza. Dźwięk jest ciasny, bliski słuchacza, a jednocześnie brakuje wyraźnej separacji. Doskonale słychać to w utworze „Human” zespołu Daughter z płyty If you leave, w którym to niemałą sztuką jest wyłapanie poszczególnych instrumentów i ich umiejscowienia. CAL!2 nie są pod tym względem królem podwórka, ale radzą sobie nieporównywalnie lepiej. Brainwavz kreuje scenę bardzo blisko, trochę po bokach, trochę z przodu – tuż przy nosie. Słuchanie np. utworów fortepianowych w wykonaniu Rafała Blechacza nie pozwala sądzić, że siedzimy w pierwszym rzędzie filharmonii, a raczej że mamy głowę w pudle rezonansowym. Odczuwam też niedosyt w pozycjonowaniu źródeł oraz wielu wokali w jednym utworze, przykład: „I'm In Love With My Car” – Queen Rock Montreal. CAL!2 jest dokładnym przeciwieństwem tej charakterystyki – gdy w utworze śpiewa dwóch wokalistów, dokładnie słychać, że oba głosy nie dochodzą z tego samego punktu w przestrzeni. „Kołysanka Konopna” Kapeli ze Wsi Warszawa, czyli „Aaa kotki dwa sare bure łobydwa …” zaśpiewane na kilka głosów to orzech, którego HM9 nie były w stanie zgryźć. Tak bliskie i ciasno upakowanie granie jak w HM9 ma jednak swoje zalety na mieście – w zgiełku, dźwięk dotrze do nas niezakłócony, stanowiąc w ten sposób materiał lepszy w odbiorze. W kontekście grania poza domem, na mieście, w biurze, Brainwavz są najlepszymi słuchawkami z jakimi dotąd miałem styczność. CAL!2 sprawdzą się natomiast znacznie lepiej w domowym zaciszu lub wszędzie tam gdzie jest w miarę cicho, a my od dźwięku wymagamy przestrzeni, pozycjonowania i realizmu przekazu.

- szczegóły

To również coś, w czym Brainwavz nie czuje się najlepiej. Niektóre mikrodetale potrafią się nieco wygubić lub są trudniejsze do wyłapania. Za przykład może posłużyć „Corned Beef City” zagrany przez Marka Knopflera na nowej płycie Privateering, w którym to kilka drobiazgów w tle umyka uwadze, kiedy to w CAL!2 słychać je jak na dłoni. Listę utworów mogę mnożyć: „Ederlezi (Scena Duredecdana Na Rijeci)” Gorana Bregovica brzmi fajnie technicznie, ale spora garść mikrodetali była wyraźnie wycofana, co doskonale słychać we fragmencie, w którym płynie woda. „Attaboy” z płyty The Goat Rodeo Session powinien już w pierwszej sekundzie zalać nas szczegółami, drobnymi szarpnięciami strun i otarciami smyczków – HM9 zagrał to świetnie, ale z wyraźnym umiarem. Nie inaczej słuchawki zachowały się w „Heartbeat (Naja & Natu Incarnated Chant)” Kapeli ze Wsi Warszawa – istny festiwal detali, pozycjonowania i przestrzeni, który nie rozwinął jednak skrzydeł na HM9. Ale ponownie, należy mieć na uwadze główne zastosowanie tego modelu.

- muzykalność

To jest dla mnie najistotniejszy punkt, bo analiza poszczególnych fragmentów pasma nie oddaje efektu końcowego. Często bardzo dobrze grające, technicznie dopracowane słuchawki są nudne i niemuzykalne, jakby robiły łaskę, że w ogóle się odzywają. Taki dźwięk odtwarzany z paluszkiem do góry i zadartym noskiem. Tu Brainwavz HM9 trochę się reflektuje – słuchawki garną się do grania - to słychać i czuć, producent chciał zapewne by bawiły dźwiękiem i to też czynią. Czasem trochę nieudolnie i jakby z wymuszeniem, ale jednak dostałem sporą dawkę radosnego plumkania. Niestety umiarkowana przejrzystość dźwięku i trochę powolne zbieranie się do śpiewu obniża ogólną atrakcyjność rozrywki. Po prostu czuć, że chcą, ale nie do końca mogą. Jakby miały założony kaganiec. Myślę, że jest to obiecująca baza dla innego modelu słuchawek, może drobnymi zmianami konstrukcyjnymi da się uzyskać coś, co oczaruje w pierwszej sekundzie. Może uda się to także uzyskać niewielkimi modyfikacjami (inna mata wygłuszająca, inne pady …). Tak czy siak, kolejny punkcik dla CAL!2. One chcą i mogą.

A teraz podsumowanie tego co napisałem wyżej.

[ wersja krótka ]

Brawinwavz to słuchawki ciemne, trochę leniwe i grające bardzo bliskim, ciasnym dźwiękiem. To charakterystyka skrojona na miarę odsłuchów na mieście i doskonale się tam sprawdzająca - nic nie umknie naszym uszom. HM9 radują dźwiękiem w głośnym tramwaju oraz podczas przechadzki w godzinach szczytu przy ruchliwej ulicy. Sprawdzone w praktyce. Podczas spaceru z CAL!2 niemal natychmiast straciłem kontakt z muzyką, nie mogłem się na nim skupić. HM9 pompuje dźwięk wprost do kanału słuchowego, czemu dodatkowo sprzyja właściwa izolacja akustyczna. Nie zawsze sprawdzi się to jednak w domowym zaciszu. Dźwięk jest trochę mało przejrzysty, tylko umiarkowanie szczegółowy, bez odpowiedniej przestrzeni i spodziewanej muzykalności. Jest dynamiczny i mocny – tego nie mogę mu odmówić. Świetnie radzi sobie w ciężkim graniu rockowym, muzyce elektronicznej oraz każdym utworze, w którym zejście mocnego basu jest pożądane. Na szczęście nie są to bezmyślne słuchawki basowe. Jest tu umiar i techniczne wyczucie, którego wielu konstrukcjom brakuje. Ogólny niedosyt jednak pozostaje. Jeśli nie mówimy o odsłuchach poza domem to jednak Creative Aurvana Live!2 pod wieloma względami wypadają lepiej. Dociążona linia basowa i bliskie granie HM9 wyjątkowo dobrze sprawdza się natomiast podczas oglądania filmów. Potężne tąpnięcia znacząco urozmaica rozrywkę obsypując nas kolorowym konfetti, a kwestie mówione są świetne w odbiorze, uwydatnione i kapitalnie zgrywają się z obrazem. Muzyka filmowa rozbrzmiewa z dużą dawką werwy i energii. Minimalnie gorzej HM9 sprawdza się w grach. Wspomniane już mocne zejście dźwięku jest na plus, bez dwóch zdań. Trochę słabe pozycjonowanie i niewielka przestrzeń utrudnia jednak rozgrywkę oraz precyzyjną lokalizację źródeł. Sytuacja wygląda tak, że kiedy ja już na słuch namierzyłem przeciwnika, to on miał mnie już na muszce. Dźwięki sportowych silników są jednak urzekające, a solidna, rozrywkowa muzyka stanowiąca tło do pościgów dopełnia dzieła.

[ / wersja krótka ]

Słowo o napędzeniu tych słuchawek. Brainwavz grają wyraźnie głośniej niż CAL!2 oraz Nuforce HP-800, czego uzasadnienia nie znajdziemy w tabeli specyfikacji. Różnica wynosi około 4-5 punkty głośności na skali FiiO E07K Andes. HM9 nie wymagają stosowania wzmacniacza słuchawkowego, według mnie praktycznie nic w ten sposób nie zyskują. I bardzo dobrze. Nie narazi nas to na dodatkowe koszty. Brainwavz gra konsekwentnie prosto z wyjścia telefonu, odtwarzacza i karty dźwiękowej.

Mam nadzieję, że omówiłem temat dostatecznie jasno. A teraz tradycyjnie już dorzucam słuchawki do mojego bardzo osobistego rankingu.


(kliknij, aby powiększyć)

Pokazuje on przydatność różnych modeli w poszczególnych zadaniach. Modele słuchawek ustawiłęm w kolejności od najtańszych do najdroższych w prawym kierunku. Na ocenę końcową wpłynęły przede wszystkim moje ogólne upodobania (jasne, przestrzenne granie) i wrażenia z odsłuchu muzyki, jaką słucham na co dzień. Pod uwagę biorę nie tylko aspekty czysto techniczne, ale również dawkę zabawy dostarczoną przez słuchawki również w kontekście ceny i przeznaczenia konstrukcji.







Polub TwojePC.pl na Facebooku

Rozdziały: Mokry sen muzykomaniaka? Recenzja Brainwavz HM9
 
 » Na miarę
 » Na oko
 » Na czuja
 » Na ucho
 » Na koniec
 » Kliknij, aby zobaczyć cały artykuł na jednej stronie
Wyświetl komentarze do artykułu »