Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2019
RECENZJE | Test Logitech MX Master - biurowy arystokrata
    

 

Test Logitech MX Master - biurowy arystokrata


 Autor: NimnuL | Data: 03/04/15
     

W praktyce

Prawa dłoń recenzenta okrywała tułów MX Master przez ponad 70 intensywnych godzin. To czas wystarczający, aby pomiędzy nimi nawiązała się nić porozumienia pozwalająca na wysnucie obiektywnych wniosków. Oto dwie garści z nich. Zacznę jednak od początku, czyli od oprogramowania, które należy pobrać z oficjalnej strony producenta, a którego plik instalacyjny waży 8.5MB (2.1MB w folderze po zainstalowaniu) – co na obecne standardy jest wagą piórkową. Instalacja programiku nie jest jednak konieczna, a myszka zostanie automatycznie wykryta przez systemy operacyjne (min. Windows 7 oraz min. Mac OS X 10.8) oraz będzie działać na domyślnych ustawieniach. W tym miejscu warto jednak zaznaczyć, że mamy do czynienia z wyspecjalizowanym gryzoniem do zastosowania biurowego i tak naprawdę zapaleni gracze nie mają tutaj czego szukać. Producent nawet przez chwilę nie próbuje udawać, że jest to myszka uniwersalna dla każdego. Mając to na uwadze, kontynuuję.


(kliknij, aby powiększyć)

Logitech Options jest skromne, schludne i czytelne, a opcje pogrupowano na dwóch osobnych ekranach. Pierwszy z nich pozwala na skonfigurowanie funkcji przycisków oraz obu rolek, natomiast druga sekcja skupia się już wyłącznie na sposobie pracy głównej rolki. Dodatkowo z tego poziomu mamy wgląd na poziom naładowania akumulatora oraz możemy dodać aż do sześciu urządzeń zgodnych z Logitech Unifying, które zostaną obsłużone przez jeden tylko odbiornik. Domyślnie, rolka główna działa płynnie, z cichym, delikatnym skokiem – trochę zbyt delikatnym jak na mój gust. A gdyby tak … tutaj pozwolę sobie dać upust mojej wyobraźni. Gdyby tak rolkę sprzęgnąć z mini-prądnicą, która nie dość, że dostarczałaby energii do akumulatora, to jeszcze by pozwalała na płynną regulację oporu stawianego przez rolkę. Cóż, może kiedyś. A teraz - delikatna praca rolki sprawia, że używanie stosunkowo twardo działającego przycisku skrywanego pod nią jest zwyczajnie mało wygodne, bo łatwo o przypadkowy skok rolki podczas jej naciskania. Sam pomysł rolki Smart-Shift nie jest nowy, a znany od kilku lat z poprzednich modeli Logitech. Jest to jednak pomysł na tyle dobry, że jego kontynuacja z pewnością ucieszy wielu. Powrót do rolki klasycznej po tygodniu obcowania z tym rozwiązaniem wydaje się dużym krokiem wstecz. Do gustu przypadła mi możliwość precyzyjnego dostosowania sposobu działania pokrętła, w związku z tym mogłem to idealnie dostosować do własnych potrzeb oraz typu pracy. W skrócie – powolne kręcenie rolką może (ale nie musi) działać skokowo, a szybszy jej ruch zwalnia mechanizm i pozwala na jej swobodne obracanie. Na tyle swobodne, że bez trudu można przewinąć kilkadziesiąt stron tekstu, a w Excelu jednym ruchem palca przewinąłem 7500 wierszy zanim rolka się zatrzymała. Pomocnicza rolka pod kciukiem pracuje bardzo miękko, z wyczuwalną bezwładnością, dzięki czemu jej używanie sprawia czystą przyjemność – aż chce się ją kręcić dla samego tylko kręcenia.


(kliknij, aby powiększyć)

Możemy przebierać spośród pięćdziesięciu różnych opcji i przypisywać je dowolnie pod przyciski. Rolka boczna może przejąć natomiast jedną z ośmiu zdefiniowanych przez producenta funkcji.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Ciekawą rzeczą jest obsługa gestów, również rozbudowanych o spory wachlarz zdefiniowanych opcji, a także możliwość skomponowania własnego schematu. W praktyce okazało się to bardzo użyteczną funkcją, często przeze mnie wykorzystywaną. Działa to też bardzo sprawnie i bez zauważalnych opóźnień. Wystarczy jedynie wykonać niewielki ruch myszką w odpowiednim kierunku w towarzystwie wciśniętego przycisku gestów, a pożądana funkcja zostanie wywołana. Przycisk pomocniczy schowano pod gumowym profilem – jest on łatwo dostępny dla palca i stawia właściwy opór.

Nie mam również uwagi do działania przycisków głównych, które charakteryzują się bardzo krótkim skokiem z dobrze wyczuwalną odpowiedzią i przyjemnym dla ucha klikiem. Początkowo bardzo duże zastrzeżenia miałem do klawiszy bocznych przy rolce, które w pierwszej chwili wydawały mi się nielogiczne (zarówno ich położenie jak i kształt). Ich usytuowanie zacząłem akceptować dopiero na drugi dzień, a już w czwartym dniu bardzo je polubiłem i zacząłem aktywnie używać. Pracują ciszej i bardziej twardo niż przyciski główne, co jest według mnie sporą zaletą. Jeśli chodzi o ogólną ergonomię pracy z MX Master to nie mam podstaw do kręcenia nosem – jest to jedna z najwygodniej leżących w dłoni gryzoni z jakimi miałem przyjemność pracować. Choć początkowo wymaga przyzwyczajenia bo, jak już wspomniałem, linia grzbietu jest dość wypukła czyniąc mysz dość pękatą. Taki kształt wymaga nieco przyzwyczajenia ze strony dłoni oraz umoszczenia się palców we właściwych miejscach. Po kilku godzinach pracy, ułożenie dłoni zdaje się być już dość naturalne. Osobiście wolę jednak modele nieco szersze w biodrach, tak aby palec serdeczny miał lepsze podparcie (np. Microsoft ComfortMouse 6000. W przypadku MX Master mój palec leży na krawędzi, czasem się z niej zsuwając. Jest to oczywiście kwestia indywidualnych upodobań oraz kształtu dłoni. W chwili obecnej ideałem wpasowującym się w moje potrzeby jest nieprzerwanie Mionix Naos 7000 i być może tylko Microsoft Sculpt Ergonomic Mouse powiedział ostatnie słowo w kwestii komfortu – ale tego nie było mi jeszcze dane sprawdzić.

Laserowy sensor Darkfield charakteryzuje się dość typową jak na urządzenie biurowe predykcją, a także niezauważalną akceleracją (tak dodatnią jak i ujemną), a jitter nie wystąpił nawet raz. Co ciekawe – myszka zdaje się nie usypiać ani na moment, co w modelach bezprzewodowych nie jest sprawą tak oczywistą jak się może wydawać. W przypadku MX Master kursor reaguje natychmiast po położeniu dłoni na myszce – działa to tak sprawnie, że trudno odróżnić to od gryzonia przewodowego.

Układ optyczny działa z zaskakująco dużą precyzją śledzenia oraz niewybrednością co do typu podłoża. Według producenta, przeszkodą nie jest nawet szkło, o ile ma grubość przynajmniej czterech centymetrów. Tego nie sprawdzałem, ale praktyka pokazała, że kursor porusza się dokładnie tam gdzie nakazuje mu dłoń, gdy mysz sunie po blacie laminowanego stołu (jasnego i ciemnego), kartki papieru, materiałowej podkładki, jeansach, szkliwionej ceramice (czyt. talerz) oraz materiałach o niejednolitych kolorach i deseniach – nawet z dużymi przejściami tonalnymi.

Test syntetyczny dostarcza dowodu na to, że mamy do czynienia z gatunkiem myszki do walki w biurze, a nie w wirtualnym środowiskiem gier komputerowych. Częstotliwość próbkowania wynosi tutaj 125Hz, a średnie opóźnienia plasują się na poziomie około 8ms (z pikami do 12ms). Nie powstrzymało mnie to jednak od sprawdzenia MX Master podczas zabawy poza biurem. Utrącenie łba zombiakowi w Left 4 Dead 2 odbywało się z wystarczającą precyzją, a Gordon Freeman z gracją i wprawą oganiał się od headcrabów. Myszka nie mąciła też zabawy podczas małego sam-na-sam w ponurym świecie Metro 2033. Pomimo, że Logitech w biurze czuje się niczym chomik w kołowrotku, to daje się też zaprosić do gry i po odpowiednim skonfigurowaniu przycisków nie ogranicza radości z zabawy, natomiast jakiekolwiek opóźnienia wynikające z bezprzewodowej komunikacji są według mnie niezauważalne o ile gramy dla przyjemności, a nie pieniędzy.

Wbudowany na stałe akumulator nie jest optymalnym, jeśli chodzi o żywotność, rozwiązaniem. Ogniwa zasilające lubią po kilku latach odmawiać posłuszeństwa – a te najbardziej złośliwe pokazują pół wiktorii już dzień po skończeniu się okresu gwarancyjnego. A jak wszyscy wiemy, naprawa pogwarancyjna w autoryzowanym serwisie jest delikatnie mówiąc mało opłacalna. Majsterkowicze z pewnością znajdą alternatywne wyjście z tej sytuacji, natomiast typowy użytkownik będzie miał pod dłonią padlinę.

Główną zaletą dedykowanego ogniwa zasilającego jaką dostrzegam w tym momencie, to szybkość ładowania – zaledwie cztery minuty wystarczają na około 6 godzin pracy, a minuta podłączenia pod źródło zasilania przełoży się na ocucenie gryzonia na dwie godziny. Deklarowany przez producenta czas pracy na jednym ładowaniu może mieć faktyczne przełożenie w rzeczywistości - ponad tydzień intensywnej eksploatacji nie zrobiło żadnego wrażenia na gryzoniu ani na kontrolce zasilania. Niestety nie byłem w stanie sprawdzić tego w testach - MX Master zbyt krótko gościł w moich dłoniach. Warto też nadmienić, że myszy można używać, podczas gdy ta posila się z gniazda USB.







Polub TwojePC.pl na Facebooku

Rozdziały: Test Logitech MX Master - biurowy arystokrata
 
 » W liczbach
 » W obrazach
 » W praktyce
 » W podsumowaniu
 » Kliknij, aby zobaczyć cały artykuł na jednej stronie
Wyświetl komentarze do artykułu »