Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2019
RECENZJE | Recenzja Ozone Blast OceloteWorld 7.1 - słuchawki do grania
    

 

Recenzja Ozone Blast OceloteWorld 7.1 - słuchawki do grania


 Autor: Liluh | Data: 03/06/15

Recenzja Ozone Blast OceloteWorld 7.1 - słuchawki do graniaFirma Ozone coraz częściej gości na naszych stronach. Nie bez przyczyny, skoro cechuje ją wręcz jakobiński zapał w prowadzeniu polityki 'frontem do gracza', a jej produkty zdążyły nas przyzwyczaić do wysokiej jakości wykonania. Jak jest tym razem i czy ich najnowsze słuchawki spełniają oczekiwania? Zapraszam do recenzji słuchawek stricte gamingowych Ozone Blast OceloteWorld 7.1.
     

Słowem wstępu

Słuchawki Ozone Blast OceloteWorld swoją nazwę wzięły z bliskiej współpracy firmy ze znanym wśród graczy League of Legends – Carlosem „Ocelote” Rodriguezem. Ten 25-letni hiszpański e-sportowiec, zarabia nie tylko na międzynarodowych turniejach zwyciężając przeciwników, ale też firmuje całą serię akcesoriów dla graczy pod marką OceloteWorld (w gronie sponsorów są między innymi Ozone i marka AlienWare). Jak sam mówi, współtworzy produkty, o jakich zawsze marzył w swojej karierze zawodowego gracza. Póki co (marka niedawno wystartowała) prócz słuchawek dostępna jest jeszcze myszka, podkładka pod nią oraz... bajerancki fotel oceloteWorld Edition DX Racer Chair ;-)


Strona Carlosa „Ocelote” Rodrigueza - www.oceloteworld.net

Jakiś czas temu testowaliśmy inne słuchawki na USB - Ozone Onda Pro. Będzie więc co porównywać.



Ja gram, a niech świat się wali

Ocelotki sprzedawane są w standardowym dla tej firmy, dużym, kartonowym opakowaniu z uchwytem. W przeciwieństwie do Onda Pro, nie dostajemy w pakiecie futerału. W środku znajdziemy tylko słuchawki i instrukcję. Sterowniki można ściągnąć z sieci.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Pierwsze na co zwraca się uwagę to zawadiacki wygląd słuchawek. Czarny mat w połączeniu z pomarańczą, ostra i łamiąca się linia, podkreślona przez dyskretnie emanujące LEDy. Tu i tam przebłyskuje chrom, dopełniając wrażenia drapieżności. Nawet mikrofon na sztywnym, gumowym wysięgniku wygląda jak wyjęty z najnowszych filmów science-fiction. Przy ocelotkach, Onda Pro mają prezencję zimowych nauszników dla grzecznych dzieci.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Całość wykonano z wysokiej jakości materiałów. Nic nie lata, nie trzeszczy, a poszczególne elementy zostały ze sobą ześrubowane. Niczego nie klejono. Mikrofon jest zamontowany na stałe i operuje się nim tylko w osi góra-dół. Warto zaznaczyć, że na 3/4 długości jest elastyczny, tak by nie można go było przypadkowo złamać czy uszkodzić w codziennym użytkowaniu. Sprawia solidniejsze wrażenie niż opcjonalny mikrofon Onda Pro. Zresztą podobnie jest z pilotem sterującym. W ocelotkach jest on mniejszy i lżejszy, a ponadto można go przyczepić do koszuli specjalną łapką. Przyczyna tych różnic jest jedna. Onda Pro miała w nim wbudowaną kartę muzyczną z DSP, pozwalała też na regulację dźwięku i wyłączenie mikrofonu. W ocelotkach karta tego bajeru nie ma, a pilot służy tylko jako potencjometr. Mikrofon wyłącza się poprzez jego uniesienie, a włącza poprzez opuszczenie. Zależnie od pozycji dioda na jego czubku świeci się na biało lub na pomarańczowo. Fajne rozwiązanie (tak mikrofon jak i łapka), bo polowanie na pilota w czasie gry bywa kłopotliwe. Sam kabel daje też więcej komfortu, ma 3m długości (Onda Pro 1,5m).

Jest jeszcze jedna ważna sprawa, o której koniecznie trzeba napisać. Co prawda futerału nam poskąpiono, ale słuchawki można złożyć, wywijając nauszniki do wnętrza pałąka (patrz zdjęcia poniżej). W takiej konfiguracji, spokojnie zmieścimy je do plecaka czy torby.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

A jak ocelotki leżą? Całkiem nieźle, są dość lekkie (309 gr). Standardowo, metalowy pałąk obszyty został skóropodobnym materiałem z pianką. Co ciekawe, same nauszniki (podobnie obszyte) nie są okrągłe, a mają kształt z grubsza przypominający zarys ucha. Nie są na sztywno zespolone z pałąkiem, tylko umieszczono je w ruchomych leżach. Pozwalają regulować położenie mniej więcej o 5 stopni, w lewą lub prawą stronę. Całość przylega do głowy i uszu w sposób niemalże hermetyczny. Lepiej niż Onda Pro. Zewnętrzny świat przestaje istnieć i nic nie przeszkadza nam w zagłębieniu się w wirtualną rozgrywkę. Ergonomia na piątkę. Jest jednak jedno „ale”.

Nauszniki przylegają tak ściśle, że autorowi niniejszej recenzji pociły się uszy. A co gorsza, dłuższe użytkowanie (2-3h) zmaltretowało moje małżowiny. Brzmi może zabawnie ale sprawdziliśmy to dokładnie z recenzenckim zacięciem. Małżowina uszna autora mierzy w pionie, od podstawy do czubka 6,2cm , natomiast wnęka nausznika ma tylko 5,6cm.

Ewidentnie, odważne zrezygnowanie z klasycznego okrągłego kształtu przyczyniło się do zawężenia grona potencjalnych użytkowników, wykluczając z nich osoby dorosłe o wzroście (tutaj zgadniemy) ponad 190cm i proporcjonalnie zbudowanej głowie. Można było zastosować trochę większe gabaryty, ale wtedy utracono by część z ergonomii i lekkości.



Słucham i myślę

Przejdźmy do dźwięku i porównajmy parametry techniczne obu modeli słuchawek.

Widać wyraźnie, że Onda Pro jest mocniej dopakowana różnorakimi opcjami. Jest DSP i X-Surround, a mikrofon posiada wyciszenie szumów. Blast OceloteWorld ma tylko 7.1 Virtual Surround Sound, a mikrofon nie posiada opcji wyciszania szumów (chociaż poza tym jest prawdopodobnie taki sam). Okazuje się też, że wbrew pozorom, Onda Pro są lżejsze, jeśli nie doliczymy kabla, a z nim tylko o 8 gram cięższe. Ciekawiej robi się gdy spojrzymy na parametry; przetworniki, impedancja oraz czułość. Widać, że Ocelote ma trochę lepsze osiągi.

Czy tak jest w praktyce? Mimo fajnego oprogramowania pozwalającego na regulację poszczególnych tonów (o czym za chwilę), nieco większego kopa, dźwięk dawany przez ocelotki pozostawia sporo do życzenia. Wrażenie było takie, że był on mniej czysty na wysokich tonach niż w przypadku Onda Pro i też niekoniecznie robiący wrażenie w basach czy sopranach. Praktycznie rzecz biorąc, jako tako jest tylko na średnich tonach. Fakt, że w grach, zwłaszcza tych z dynamiczną akcją, te niedobory nie przeszkadzają ale już do słuchania muzyki oceloty się niestety nie nadają.

To dość zaskakujące, bo starsze OndaPro sprawują się pod tym względem znacznie lepiej. A czy reklamowany na pudełku 7.1 Virtual Surround Sound jest jakąś rekompensatą? Szczerze mówiąc, nie stwierdziliśmy zbyt wielu różnic w stosunku do X-surround ondy. System działa prawidłowo, daje wrażenie przestrzeni i pozwala na rozpoznanie kierunku, z którego dochodzi dźwięk i tyle. Trochę lepiej jest z oprogramowaniem.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Sterownik pozwala na kilka podstawowych rzeczy, regulację dźwięku, wybór predefiniowanego profilu ustawień (gra, film, muzyka itp.), symulacji środowiska (pokój, hala, jaskinia, cela itd.), zabawę equalizerem, a także kilka nadprogramowych. Jeśli chodzi o 7.1 VSS, pozwala na wygodne korygowanie ustawień wirtualnych głośników. Po prostu łapiemy ikonkę kursorem i korygujemy pozycję źródła dźwięku na planie okręgu (patrz obrazek). Fajne są też opcje mikrofonu, gdzie prócz standardowych regulacji, znajdziemy także efekt echo, oraz modyfikacje naszego głosu (potwór, postać z kreskówki, męski tembr, kobiecy alt). Bajer ten na pewno ucieszy młodszych odbiorców oraz youtuberów.



Podsumowanie

Słuchawki Ozone Blast OceloteWorld wyglądają zawadiacko. Są solidnie wykonane i mają naprawdę długi kabel, na tyle cienki by nie sprawiał kłopotu w przekładaniu. Wyglądem i wykonaniem biją na głowę większość konkurencji. Są też ergonomiczne i wygodne, pod warunkiem, że nie ma się zbyt dużych uszu ;-P

Ale nie mówimy o okularach przeciwsłonecznych, żeby liczył się głównie styl. Od słuchawek wymagać należy także przyzwoitego dźwięku, a z jego jakością jest średnio i jest to pięta achillesowa tego produktu. Zwłaszcza, że mikrofon sprawuje się bardzo dobrze, a producenckie oprogramowanie jest bardzo proste w obsłudze i nieźle pomyślane.

Jeśli spojrzymy przez pryzmat dedykowanego odbiorcy Ocelotek, czyli gracza w wieku od mniej niż 12 lat, do 22 roku życia (wiek 90% graczy w League of Legends), to są one atrakcyjną propozycją zwłaszcza dla młodszych. Mogą się podobać, są łatwe w obsłudze, dają komfort i funkcjonalność. Będą się dobrze trzymać na mniejszych głowach i prawdopodobnie wytrzymają intensywne użytkowanie. Są to słuchawki jakie można kupić naszym dzieciom i gdyby tylko o to chodziło, miałyby naszą rekomendację.

Jednak jako produkt dla wszystkich innych, w cenie ok. 300 zł, Ozone Blast OceloteWorld się po prostu nie nadają z uwagi na niesatysfakcjonującą jakość dźwięku na wysokich i niskich tonach.