Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2018
RECENZJE | Felieton: Pirackie gry, niczym darmowy seks
    

 

Felieton: Pirackie gry, niczym darmowy seks


 Autor: Piotr Jakub Karcz (P.J.) | Data: 05/09/11

Felieton: Pirackie gry, niczym darmowy seksParafrazując szowinistyczną anegdotę 'zasadniczo nie ma różnicy między seksem darmowy i płatnym, z tą tylko różnicą, że darmowy jest droższy', aż samo ciśnie się na usta, by powiedzieć, że z grami jest bardzo podobnie. O ile pirackie gry kuszą niską ceną (a raczej jej brakiem), to często sięgający po nie gracze sugerują się tylko i wyłącznie nią. Taka krótkowzroczna polityka niejednokrotnie może odbić się źle nie tylko na jakości grania, ale również paradoksalnie na portfelu.
     

. . .



Wyobraźmy sobie taką wyimaginowaną sytuację: Był sobie Jacek i Placek. Obydwaj kupili sobie konsole Xbox360, krótko po premierze. Jacek od razu przerobił swoją, za co zapłacił sto złotych i natychmiast pobiegł uradowany na stadion. Tam z duszą na ramieniu nabył trzy pirackie gry po 30 zł sztuka. Placek za równowartość wydatków kolegi, kupił sobie jedną, oryginalną grę, która znudziła mu się bardzo szybko. Na szczęście sprzedał ją na aukcji internetowej i za odzyskane pieniądze nabył inną. Jacek nie miał tyle szczęścia. Dwie z zakupionych gier nie zadziałały (jedna była nagrana pod inną przeróbkę, a druga pod inny napęd DVD). Trzecia działała, ale nie przypadła mu do gustu. Niestety nie mógł już nic z nimi zrobić. Od tego czasu obaj gracze zaczęli zdobywać gry w sposób o wiele bardziej przemyślany. To znaczy Placek szukał promocji oraz okazji na portalach aukcyjnych, natomiast Jacek czytał o metodach zabezpieczeń, ściągał gry i z torrentów, warezów itp. Placek średnio, co dwa miesiące kupował sobie grę, gdy cena jej spadła od czasu premiery o połowę. Natomiast jego kolega kupował drogie wówczas, dwuwarstwowe płyty DVD i wypalał je, próbując obejść coraz to nowsze metody zabezpieczeń (często potrzebował trzech płyt żeby wypalić jedną grę).

Problem pojawił się, gdy u obu graczy wyświetlił się na konsoli tzw. czerwony pierścień śmierci (RRoD - Red Ring of Death), który całkowicie uniemożliwił uruchomienie systemu. Placek od razu skorzystał z wydłużonej do trzech lat gwarancji producenta i po dwóch tygodniach otrzymał swoją konsolę 100 procent sprawną.


Red Ring of Death

Natomiast Jacek nie miał tyle szczęścia. Przy przeróbce, zerwano mu plombę, tym samym pozbawiając go całkowicie gwarancji. Za naprawę zapłacił zatem słono. Po tym przykrym incydencie postanowił sprzedać konsolę i kupić nową, ponieważ nadal nie miał pewności, że podobna sytuacja nie będzie powtarzać się częściej. Sprzedał zatem starą i kupił dwa razy drożej konsolę zbudowaną na nowej architekturze. Oczywiście musiał kolejny raz wyłożyć niemałą kwotę na przeróbkę, bo gier oryginalnych nie posiadał. Co gorsza - modyfikacja była o wiele droższa, bowiem wiązała się z wymianą napędu. Mało tego - okazało się, że część gier Jacka (w tym kilka ulubionych tytułów) nie działało!

Gdy Placek ściągał demonstracyjne wersje gier i grał on-line, Jacek czytał o obejściu zabezpieczeń w swojej konsoli. Gdy pojawiła się tzw. fala banowania, konsola Jacka nie mogła połączyć się z Internetem. Ponadto dostała blokadę dysku twardego. W czasie kiedy Placek przeglądał strony o grach, Jacek wyżywał się na forach, jaki to Microsoft jest podły i szukając serwisów zdejmujących tzw. bana. Gwoździem do trumny naszego pechowego gracza okazało się wprowadzenie nowego zabezpieczenia, którego ominięcie wiązało się z kolejną zmianą napędu DVD.

Summa summarum - po kilku latach używania konsoli Jackowi przybyło dużo gier, z których część przestała działać, a ze względu na czas był w stanie zagrać dłużej w co dziesiątą. Natomiast Placek ma w swojej kolekcji same oryginały. Wszystkie gry, które znudziły mu się, albo nie podobały sprzedał, albo wymienił na nowe. Ma też pewność, że jeśli wyjdzie następca jego konsoli, a producent zadba o wsteczną kompatybilność, będzie mógł cieszyć się swoimi ulubionymi tytułami na nowej platformie sprzętowej. Cieszy się graniem on-line w usłudze Live, pobiera dema, zwiastuny, kupuje dodatki przez Internet, chwali się swoim gametagiem, szuka okazji w komisach i aukcjach internetowych.

Co ciekawe - Jacek wydał około dwa razy więcej pieniędzy od Placka, po to żeby grać "za darmo".

Piractwo nie zawsze popłaca, dobrym przykładem są gry MMORPG, których prywatne serwery często są wyłączane, albo po prostu pustoszeją, bo uciekają z nich gracze. Nie mówiąc już, że wiele questów w nich nie działa. Tak samo z crackami do gier, które czasem zawierają trojany i robaki internetowe. Żeby nie być stronniczym napiszę kilka słów pozytywnych o piractwie. Na pewno uciera ono nosa firmom, którym często się wydaje, że mogą dyktować graczom ceny. Na pewno gdyby nie piractwo, ceny gier na komputer byłyby o wiele wyższe. Tak samo z grami, które mają uciążliwe zabezpieczenia. Często mamy do czynienia z sytuacją, gdy w kilka dni po premierze uczciwi gracze nie mogą zagrać w zakupiony tytuł, ponieważ serwery weryfikujące legalność gry są przeciążone, podczas gdy piraci zagrywają się nią w najlepsze.

Tak samo niedosyt mogą czuć gracze, którzy odpalają oryginalne gry na PSP z napędów UMD. Ich koledzy z przerobionymi konsolami, mogą cieszyć się dłuższą pracą na baterii oraz szybszymi loadingami.

Oczywiście piractwo to nie tylko gry. Wyobrażacie sobie studentów, którzy dla dwóch projektów kupują drogie, specjalistyczne oprogramowanie. Znacie takich? Ja nie. Oczywiście, można powiedzieć, że jest pracownia komputerowa na uczelni. Niemniej jednak, znając studencki zapał oraz przygotowanie projektów na ostatnią chwilę, jest bardzo mały odsetek żaków robiących swoje prace na uniwersyteckich komputerach. Tutaj na szczęście przychodzi z pomocą część producentów softu, w tym Autodesk i Microsoft, które udostępniają swoje programy studentom do niekomercjalnego wykorzystania.


3ds Max 2012 - wersja studencka

Miłośnicy kina mogą cieszyć się również faktem, że to właśnie dzięki piractwu, światowe premiery hollywoodzkich filmów, odbywają się mniej więcej w tym samym czasie, co w USA. Gdyby nie to, część niecierpliwych kinomanów sięgnęłaby po "oryginalne kopie".

Na pewno część z czytelników spyta, po co właściwie piszę niniejszy felieton. Wspomnę tylko, że nie chcę tutaj piratów krytykować, ani chwalić. Nie mnie oceniać, co jest moralne, legalne itp. Ogólnie wiem, że polscy gracze, mówiąc kolokwialnie, często na pieniądzach nie śpią i przykro robi się, gdy przelicza się średnią wypłatę Niemca, czy Amerykanina na ilość gier, które może za nią kupić i porównuje z naszym krajem. Tak samo nie popieram polityki wielkich wydawców, którzy obrastając w piórka, najchętniej naliczaliby pieniądze za każdą minutę gry, uniemożliwiając ich sprzedaż na rynku wtórnym, a wszystkich piratów zesłali do kopalni. Z drugiej strony, Polska mentalność jest dość specyficzna za sprawą naszego dziedzictwa historyczno-kulturowego. Czasem ciężko po prostu osobie, wychowanej w rodzinie, w której przez dwa pokolenia "pożyczało" się kury z PGR'u, albo papier toaletowy z fabryki myśleć, że zwykłe przegranie programu to kradzież. Tak samo nie da się przekonać "maniaka-kolekcjonera", stawiającego sobie za cel posiadania wszystkich głośnych tytułów, które aktualnie się ukazały, niekoniecznie czy będzie z nich korzystał, czy nie. Po prostu chciałbym pokazać, głównie tym, którzy mówią, że nie stać ich na oryginały, iż zabierając się za "piraty", bardzo często w przypadku konsol, kosztuje to, podobnie jak wspomniany na początku, "darmowy seks", o wiele drożej.

Na koniec jeszcze jedna pozytywna kwestia. Polacy są narodem, wbrew niektórym opiniom solidarnym. Razem bili Moskali, razem roznosili ulotki antyPRL-owskie. Tak samo jest z polskimi graczami. Na forach panuje opinia, że granie w jakąkolwiek część pirackiego Wiedźmina, to świństwo i wielka profanacja.

I tym optymistycznym akcentem...










Polub TwojePC.pl na Facebooku

Rozdziały: Felieton: Pirackie gry, niczym darmowy seks
 
Wyświetl komentarze do artykułu »