Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2020
RECENZJE | TEST: Logitech G7 - bezprzewodowość dla graczy?
    

 

TEST: Logitech G7 - bezprzewodowość dla graczy?


 Autor: Spieq | Data: 28/04/06

TEST: Logitech G7 - bezprzewodowość dla graczy?Z myszkami bezprzewodowymi miałem wcześniej do czynienia, byłem z nich zadowolony do momentu, gdy chciałem przetestować którąś z dynamicznych gier. Niedoskonałości wczorajszych technologii wszyscy doskonale pamiętamy, dzisiaj sytuacja ulega powoli zmianom, a krytyczne opinie internautów powoli odchodzą do lamusa. Rasowe granie zawsze kojarzyło się z myszkami przewodowymi, ów stan i tak ulegnie zmianie. Czy już dziś? Wstrzymywałem się z recenzją topowej myszki bezprzewodowej, najwyraźniej i ja uległem sceptycznym i stereotypowym opiniom. Poprzedni bezprzewodowy model szwajcarskiego producenta okazał się jednak przebojem, czy więc Logitech G7 podtrzyma dobrą passę? Niech – na razie – pozostanie to słodką tajemnicą...
     

Wstęp

Poprzednie modele serii G zostały przeze mnie pozytywnie ocenione (szczególnie G5, który w zasadzie okazał się najlepszą myszką, z jaką miałem dotychczas do czynienia). Do „kompletu” potrzebny był G7, który w końcu stawił się na obowiązkowe badania. Warty nadmienienia jest fakt, iż G7 to po prostu bezprzewodowy... G5. Identyczny szkielet obudowy, detale (oczywiście oprócz braku przewodu) decydują o różnicach. Klasyczna seria G7 oferuje nam następującą kolorystykę:


(kliknij, aby powiększyć)

Logitech przyzwyczaił nas do charakterystycznego wyglądu pudełka:

  
(kliknij, aby powiększyć)

Plastikowa koszulka inaczej skonstruowana, z racji dodatkowych gadżetów, jakie wymaga Logitech G7. W pudełku znajdziemy nie tylko myszkę, dokumentację i sterowniki, ale również stację ładującą, 2 akumulatorki o pojemności 600mAh (litowo-jonowe) oraz nadajnik. Troszkę się pozmieniało u Logitecha – stacja ładująca podłączana jest teraz do portu USB, zawarto w niej ponadto sensowne rozwiązanie. Nadajnik (na USB), dzięki któremu myszka się łączy ze stacją roboczą, można podpiąć do stacji. Zyska się w ten sposób jeden wolny port, choć nie ma przeszkód, by nadajnik podpiąć bezpośrednio do komputera. Odbiornik pracuje w trybie Full-Speed USB, co ma wg producenta zmniejszyć opóźnienia. Stacja oferuje 2 tryby ładowania: „Normal” (akumulator ładuje się ok. 10 godzin) i „Boost” (ok. 2 godzin). Myszka posiada ponadto przycisk aktywujący lub dezaktywujący pracę. Warto wyjaśnić różnicę między dwoma trybami ładowania (z ulotki producenta):
Tryb „Normal” działa niezależnie od tego, czy port USB (lub koncentrator USB) jest lub nie jest włączony. Tryb „Boost” działa najlepiej, gdy porty i koncentratory USB są zasilane. Stacja ładowania w trybie „Boost” może pobierać więcej energii niż ta, która jest dostarczana przez niektóre (niezasilane) porty lub koncentratory USB. Wiąże się to z ryzykiem wystąpienia zakłóceń pracy innych urządzeń USB. Zalecenie: chcąc korzystać z trybu „Boost”, podłącz stację ładowania bezpośrednio do portu USB komputera lub zasilanego koncentratora USB.


Stacja ładująca, nadajnik, 2 akumulatory i gwiazda wieczoru
(kliknij, aby powiększyć)

  
(kliknij, aby powiększyć)

Ważna informacja – w chwili rozładowywania się akumulatora myszka nie zaczyna gubić sygnału itd. W takim momencie myszka całkowicie się rozłącza, nie dojdzie więc do sytuacji, gdy kursor zacznie „połykać”, a zasięg pracy myszki od nadajnika drastycznie się skróci. Ponadto myszka przechodzi w stan całkowitego uśpienia po upływie 20 sekund (gaśnie „deska rozdzielcza”, jak i kontrolka „Power” na podstawce myszki). Przechodzi w tryb pracy błyskawicznie, bez żadnych zauważalnych opóźnień.

Na koniec tabelka ze specyfikacją G7:

Niczym to nie różni się od specyfikacji G5, co cieszy, zobaczymy, jak całość zweryfikuje rzeczywistość.



Gabaryty myszki

Myszka z rodzaju tych większych, to standardowy gryzoń kanapowy. G7 nie jest jednak specjalnie szeroki, ani wysoki. Jego długość również nie szokuje (choć "bije" konkurencję). Ale do rzeczy:

W kwestii analizy powyższej tabelki - na szczególną uwagę zasługuje wspomniana długość, choć przyznam, że na pierwszy rzut oka dłuższy wydawał mi się Copperhead (zapewne przez wzgląd na jego smukłość). Szerokość nie jest liczona od podstawy, wymusił to kształt myszki (myszka rozszerza się nieznacznie ku górze), wysokość jest optymalna na tę myszkę - w sam raz (proszę popatrzeć - łoże małżeńskie marki Hurricane jest aż o centymetr wyższe!).

  
(kliknij, aby powiększyć)

  
(kliknij, aby powiększyć)

  
(kliknij, aby powiększyć)

Pamiętajmy o tym, że G5 pod względem gabarytów jest bliźniakiem modelu G7, różni ich natomiast waga, choć to też jest sprawą względną (G5 posiada komplet odważników, tak więc jego wagę można regulować, nawet do poziomu "ciężkości" G7 z włożonym akumulatorkiem). Nie posiadam jednak wagi, więc ciężko w tym przypadku o konkrety (wg oficjalnych informacji akumulator waży niecałe 20g). Jak subiektywnie określić kategorię wagową Logitecha G7? Myszka - jak na model bezprzewodowy - wcale nie jest ciężka. Akumulatorki sprawiają wrażenie dość niepozornych. Jedna ważna informacja - przy okazji recenzji G5 wspominałem o obecności "ciał obcych" w gryzoniu (odważniki). Akumulator w G7 spoczywa pewnie i przy gwałtownych ruchach nie uświadczymy żadnych niepokojących dźwięków. Skoro G7 jest bezprzewodowym bliźniakiem G5, to nie ma sensu porównywać go z innymi myszkami (szczegóły w recenzji Logitecha G5). Warto jednak skompletować całą rodzinę G:


Od lewej: G1, G7 i G5
(kliknij, aby powiększyć)

Na koniec porównanie z ostatnio recenzowanym MS Laserem 6000. Popatrzmy, gdyż trochę te myszki się różnią (wysokość, szerokość, długość):


Logitech wyraźnie wyższy
(kliknij, aby powiększyć)


Niezauważalne niuanse (szerokość)
(kliknij, aby powiększyć)


Logitech znowu górą (długość)
(kliknij, aby powiększyć)

W kwestiach gabarytowych nie możemy zapominać o tym, że G7 jest bezprzewodowym modelem, zatem w komplecie znajduje się nie tylko stacja ładująca, ale i nadajnik, choć ten akurat wielkością nie straszy (a la pendrive). Trzeba pamiętać o tym, że gdzieś trzeba to położyć, więc warto sobie wygospodarować jakąś połać na zagraconym zazwyczaj biurku...



Estetyka wykonania

Zachwycałem się wykonaniem G5, który w istocie wygląda okazale:
Ujmę to od razu, by nie było wątpliwości i niedopowiedzeń. W rozwiązaniach czysto designerskich Logitech to absolutna czołówka. Nawet przy założeniach, że ich produkty są dość nietrwałe i często już po okresie paru miesięcy wygląd myszki zdecydowanie traci na swojej wartości (przede wszystkim schodzący lakier, ale i przeciętnej jakości plastik mający skłonność do ścierania się - vide Logitech G1). W przypadku modelu G5 mamy do czynienia z innymi rozwiązaniami, których w poprzednich seriach myszek dla graczy nie było. Pod względem estetycznym G5 jest zdecydowanym krokiem do przodu, zarówno w stosunku do MX518, jak i MX510 (model MX500 do moich faworytów pod tym względem nie należy). Dochodzi tutaj sprawa trwałości niniejszych rozwiązań. Mamy prawo zastosować zasadę względnego zaufania - Logitech pod tym względem wielokrotnie nas rozczarowywał.
Dziś mogę Wam powiedzieć, że z G5 nic nie zeszło, wygląda jak nowy, ale szczerze nadmieniam – nie mam teraz „własnej” myszki, co pewien czas ląduje na biurku nowy egzemplarz i z rozpędu często zostaje aż do momentu przybycia nowej ofiary. Ofiara jest nowa – Logitech G7 – nad którą pastwiłem się, przed napisaniem recenzji, ponad 2 tygodnie. Pozwoliło mi to na wyciągnięcie wniosków dotyczących m.in. akumulatorków, ale o tym jeszcze wspomnę...

  
(kliknij, aby powiększyć)

Logitech G7 pod względem estetycznym prezentuje się... mizernie. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie kondycji designerów podczas tworzenia tego modelu... O ile jacyś w ogóle byli, roboty wiele nie było, ale jak widać – dobre rozwiązania łatwiej zepsuć niż skopiować ich najmocniejsze strony. Pomijam kolor, nie takich aktów perwersji byłem świadkiem, ale nie bardzo rozumiem, dlaczego powrócono do jednej z największych porażek serii MX – lakierowanej, śliskiej faktury konstrukcji. Wielokrotnie akcentowałem jej mocne strony, takie niewątpliwie istnieją – dynamika odbijanego światła, myszka rzuca się w oko itd. Na tym koniec, bowiem spiekowe „estetyka często nie idzie w parze z funkcjonalnością” sprawdza się i w tym przypadku.

  
(kliknij, aby powiększyć)

Przypomina mi to traumatyczne przeżycia z najprostszym modelem serii – G1. Zbierający się brud i pocenie się dłoni jest bardzo irytujące. Tym większy problem, iż mamy do czynienia z myszką kanapową – dłoń spoczywa praktycznie na całej długości gryzonia, stąd nieprzyjemna wilgoć będzie naszą nieodłączną towarzyszką. Na szarych przyciskach (szczególnie na krańcach) zbiera się brud, który jest dość widoczny i nie sprzyja to estetyce całości.

Przy okazji testowania G5 podzieliłem się następującymi wrażeniami:
Matowa powierzchnia wygląda świetnie, na dodatek nie brudzi się. Ręka, fakt, nieco się poci, zwłaszcza podczas dynamicznych rozgrywek FPP, ale to już taka przypadłość myszek kanapowych, gdzie dłoń w większości przypadków rozciągnięta jest na całej długości myszki. To jeszcze nic. Boczne ścianki wykonane są również z innego materiału niż miało to miejsce w poprzednich modelach. Mamy tu do czynienia z gumopodobnym materiałem, ale o chropowatej powierzchni (co dobrze komponuje się z matowym plastikiem). Kontakt z szorstką powierzchnią niekoniecznie musi być już przyjemny, ale w przypadku G5 nie ma takich obaw - w zasadzie nie trzeba się w ogóle przyzwyczajać, materiał jest miły w dotyku.
Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o modelu G7, który wykonany jest, jak już wspomniałem powyżej, ze śliskiego materiału. Dotyczy to również boków myszki, gdzie nie uświadczymy żadnego gumopodobnego materiału. Wszystko jest śliskie, łącznie z przyciskiem bocznym i przyciskami odpowiedzialnymi za zmianę rozdzielczości. Nie wygląda to źle, ale zastosowanie takiej, a nie innej kolorystyki jest dość kontrowersyjnym posunięciem (w każdym razie nie spotkałem się jeszcze z opinią użytkownika, który byłby zadowolony z takiego rozwiązania).

  
(kliknij, aby powiększyć)

„Deska rozdzielcza” to osobny temat – jeden z mocnych punktów estetycznych modeli G5 i G7. Nie mieli jak tego zepsuć, został schemat zastosowany w poprzednim modelu. Przy okazji dorobił się paru dodatkowych funkcji (czysto informacyjnych). Jako że mamy do czynienia z modelem bezprzewodowym, deska informuje nas nie tylko o stosowanej aktualnie rozdzielczości pracy, ale i o stanie akumulatorów (trzystopniowa skala; zdjęcia ze „Wstępu”). W momencie rozładowywania się akumulatorka dioda miga na czerwono, po upływie ok. pół godziny myszka wyłącza się całkowicie i pozostaje nam tylko jego wymiana.

Kwestie „firmowej identyfikacji” zostały rozwiązane podobnie, jak w przypadku G5. Logo znajduje się na grzbiecie myszki, znaczek G7 – w dolnych partiach. Kolor ten sam – biały. Konsekwencja w tym wypadku jest cnotą. Gdy spojrzymy na podstawkę G7, mamy podobną sytuację. Czarna podstawa, zielona wnęka na akumulator (on sam jest koloru czarnego), białe ślizgacze.



Wygoda użytkowania

Fragment z recenzji G5:
Ten rozdział mógłby spokojnie służyć jako scenariusz do programu "Wybacz mi" i jemu podobnych. Początkowo bowiem myślałem, że Logitech G5 jest dedykowany dla ludzi, którzy w życiu wiele nagrzeszyli i najwyższy czas na pokutę. Jako że nie przepadam za samobiczowaniem, pomyślałem, że G5 kariery u mnie w domu nie zrobi. Coś jednak było nie tak w uskutecznianiu krytykanctwa, ponieważ ciągnęło mnie do tej myszki, jak do żadnej innej...
Dzisiejszą pokutą będzie całkowite odszczekanie powyższego. Uśmiecham się dzisiaj, gdy czytam: Przez pierwsze dni (3-4) męczyłem się potwornie, bolał mnie nie tylko nadgarstek, ale i palec serdeczny i mały. Nokaut był bezdyskusyjny. Wynikało to z faktu przestawienia się na myszkę kanapową i innej techniki kontroli gryzonia (ból nadgarstka) i dość specyficznego wyprofilowania prawej ścianki (zwyrodnienie palców). Do testowania G7 przystąpiłem na długo przed pisaniem recenzji i takich problemów już nie uświadczyłem. Nauczony doświadczeniem nie popełniłem już błędów młodości.

Do dzisiaj jednak nie przyzwyczaiłem się do „oficjalnego” układu palców:

    a) kciuk - we wnęce
    b) wskazujący - główny klawisz / lewy
    c) środkowy - rolka
    d) serdeczny - główny klawisz / prawy
    e) mały - prawy bok

Taki układ jest jednak dość... niecodzienny. Oczywiście wiele osób stosuje powyższą metodę, przeważa jednak układ z palcem środkowym na głównym klawiszu prawym. Taka kontrola (powyżej wypunktowana) ma jednak dużą zaletę - myszka trzymana w ten sposób nie wyślizguje się, można ją podnosić bez ryzyka upuszczenia. W moim przypadku jednak się nie sprawdziła, nie chodzi tu nawet o potrzebę długotrwałych przyzwyczajeń, bardziej o fakt braku czucia w palcu serdecznym. Znakomicie jednak sprawdza się poniższy sposób, preferowany zresztą przez wielu użytkowników serii MX5xx/700/900/G5/G7:

    a) kciuk - we wnęce
    b) wskazujący - główny klawisz / lewy
    c) środkowy - główny klawisz / prawy
    d) serdeczny - obok głównego klawisza prawego
    e) mały - boczna ścianka z prawej strony G5

Pod względem wygody współpraca z G7 niewiele różni się od G5, stąd często będę wracał do poprzedniej recenzji... Oczywiście podstawową różnicą jest inne spożytkowanie wnęki. Jeśli ktoś nie stosuje odważników w modelu G5, wówczas odczuje, że G7 jest cięższy (choć przyznam, że akumulatorki są dość lekkie).

Coś, co szczególnie świadczy o wysokim komforcie współpracy są klawisze (zarówno główne, jak i funkcyjne). Logitech, nie ukrywam, właśnie z tego m.in. słynie. Klawisze mają słyszalny, lecz nie drażniący klik, bardzo dobry nacisk i odczuwalny odskok. Lepszych klawiszy, jak serii G po prostu nie spotkałem. Rolka to nierzadko pięta achillesowa gryzoni (nawet z górnej półki). W przypadku Logitecha G7 mamy do czynienia z mocno odczuwalnym skokiem, każdy przesuw jest sygnalizowany, co przełoży się np. na intuicyjną zmianę broni w grach akcji. Podczas pracy systemu takie rozwiązanie niekoniecznie musi mieć plusy, niektórzy mogą woleć nieco delikatniejszy scroll. Przyznam, że najlepsze rozwiązanie mamy w Copperheadzie (plus bezgłośność rolki z serii X7 A4Techa), ale G7 w tyle za bardzo nie zostaje. Ponadto rolka wystaje bardziej niż ma to miejsce w poprzednich modelach (uwarunkowane jest to obecnością technologii tilt-wheel). Identycznie, jak w przypadku G5.

Gorzej z wygodą użytkowania klawisza znajdującego się pod rolką. Technika jego działania jest dość specyficzna i uzależniona w dużym stopniu od patentu zastosowanego w rolce, mianowicie od tilt-wheela. Sam tilt-wheel jest wykonany wyśmienicie, działa bardzo lekko i szybko, jest zdecydowanie lepszy niż w myszkach Microsoftu. Jego obecność (w przeciwieństwie do konkurenta) nie sprawia wrażenia dodania gadżetu na siłę, jest on funkcjonalny i może wielokrotnie być przydatny. Wracając do przycisku pod rolką. Aby móc z niego korzystać, należy naciskać rolkę pod określonym kątem, co jest dość uciążliwe w momencie, gdy korzystamy z niniejszego przycisku w grach (nie ma czasu wówczas myśleć nad tym, jak należy postępować ze specyfiką rozwiązań inżynierów Logitecha). Na szczęście nie używam go już w zasadzie w ogóle, więc dla mnie nie było żadnego problemu.

Już w recenzji G5 pisałem z entuzjazmem na temat usunięcia drugiego przycisku bocznego. Podobnie jest w przypadku G7. Usunięto boczny klawisz (domyślnie "dalej"), co spotkało się z krytyką osób przyzwyczajonych do nawigacji przeglądarek właśnie za pomocą dwóch przycisków. Mamy przecież gesty w przeglądarkach, więc zasadność istnienia 2 klawiszy jest dyskusyjna. W G7 jest tylko jeden, ulokowany w bardzo dobrym miejscu (centrum). W poprzednich modelach mieliśmy do czynienia (oczywiście - nie wszyscy) z sytuacją: jeden klawisz wysunięty za bardzo, a drugi zbyt schowany. Sytuacja ta wymaga manewrowania kciukiem, co jest czynnością dość męczącą i może bywać na dłuższą metę irytująca. W G5/G7 całość została przemyślana i to procentuje. Jest wygodnie!

Całkiem wygodne są również przyciski odpowiadające domyślnie za zmianę rozdzielczości. Oczywiście im dłuższe palce, tym większe problemy. Całość jednakże jest na pewno wygodniejsza niż przełączanie w Copperheadzie. W G7 można zmienić rozdzielczość w czasie rozgrywki, nawet w momencie kontaktu z komputerowym lub żywym przeciwnikiem.

  
(kliknij, aby powiększyć)

Kolejną zaletą podnoszącą komfort współpracy z myszką są ślizgacze. Ślizgacze zastosowane w G5/G7 są najlepsze (podkreślam: lepszych nie ma), zostawiają konkurencję daleko w tyle. Pieczołowicie wykonane, co stawia (przy okazji) w wyjątkowo złym świetle jakość ślizgaczy w najnowszych myszkach A4Techa. Są wykonane z teflonu, zatem ślizg jest lepszy, przy okazji zastosowano patent, którego brak jest szczególnie odczuwalny zwłaszcza w Coolteku Hurricane. Krawędzie ślizgaczy są łagodnie zakończone, dzięki czemu ślizg jest zarówno dobry w pionie, jak i w poziomie (Hurricane trochę gorzej chodzi w poziomie).

  
Nadajnik i akumulator (kliknij, aby powiększyć)

Na koniec zostawiłem sobie danie główne. Bezprzewodowość myszki. Coś, co powinno w stopniu najwyższym wpływać na wygodę użytkowania. Tak w istocie jest. Pomijam fakt, że żaden kabel już nas nie denerwuje. Największą zaletą jest całkowita swoboda użytkowania. Nie jesteśmy ograniczeni długością kabla (zwyczajowo ok. 2m), myszkę możemy używać wiele metrów od odbiornika! Co więcej, nawet ściany nie stanowią dla Logitecha G7 przeszkody nie do „przebicia”. Myszka działała w drugim pokoju oddalonym o kilka metrów (plus dwie ścianki). Oczywiście jakość takiej pracy pozostawia jednak nieco do życzenia (sygnał momentami zanikał), ale sam fakt godny nadmienienia. Myszka często służyła jako „pilot”, co mile łechtało moje lenistwo, za podkładkę – kołdra lub bluza. W każdym przypadku spisywała się bez zarzutu.


Stacja ładująca i nadajnik
(kliknij, aby powiększyć)

Jako były użytkownik modelu G1 przyzwyczajony byłem do myszek lekkich i tego m.in. oczekiwałem w kwestiach wygody użytkowania. Głównie G5 zmusił mnie do zmiany przekonań, w związku z czym model G7 nie jest dla mnie cegłą. Fakt bezprzewodowości (czyli obecność akumulatorków) jest odczuwalny, lecz nie dotkliwie. Ten rodzaj źródła zasilania jest dość lekki, stosując dodatkowo markową podkładkę (szczególnie Steelpada 5L), nie odczujemy dyskomfortu.



Bezprzewodowość dla graczy – herezja?

Magia durnych stereotypów. Przez wiele lat myszki bezprzewodowe były źródłem kpin „prawdziwych pr0”. Była to w istocie prawda, ale dzisiaj można narazić się jedynie na śmieszność, więc gorąco zalecam zastanowić się przed wystawianiem pochopnych opinii. G7 burzy i tak nadwątlone mury stereotypów. To myszka nie tylko do zastosowań biurowych, ale i rozrywkowych. Gracze komputerowi – specyficzny krąg ludzi, którzy oczekują konkretów. Głównie chodzi tu o wygodę (ergonomia pracy) i zastosowaną technologię (wysoka rozdzielczość, brak akceleracji wstecznej itd.). G7 jest myszką wygodną, zastosowano w niej technologię laserową (delikatnie to ujmując, zupełnie niepotrzebnie), producent chwali się rozdzielczością 2000dpi, co w segmencie bezprzewodowym jest absolutną czołówką. W zasadzie wszystko świadczy za tym, że Logitech G7 jest znakomitym produktem dla graczy. Potencjalnego klienta może odstraszać właśnie brak przewodu.

Wspomniałem wyżej o stereotypach, teraz macie 3 sekundy na to, żeby się ich wyzbyć, kolejne zdanie może zszokować co poniektórych. Nie widzę praktycznie żadnej różnicy między G5 a G7! Oczywiście mowa tutaj o jakości współpracy z gryzoniem. Daleki jestem jednak od bezkrytycznego entuzjazmu, wykryłem „krzaczki”, o których raczej cicho...

Pierwsze, co rzuca się w oczy po analizie powyższej tabelki, to brak współpracy z Icematami. W przypadku modelu G5 Logitech zachował trzeźwość umysłów i opublikował patcha firmware’u, który likwidował niedogodność związaną ze szklanymi podkładkami. Gryzoń po takiej operacji zaczął współpracować z Icematami. Inaczej jest w wypadku G7, do którego żadnej oficjalnej łatki nie wydano. Nie byłbym jednak sobą, gdybym na wszelki wypadek nie sprawdził, czy firmware do G5 przypadkiem nie przypasuje do G7. Płonne nadzieje. Trudno. Wprawdzie producent ostrzega na pudełku, iż G7 nie będzie działał na czystym szkle, przypadek G5 poświadcza o nietrwałości podobnych uwag. Musimy więc pogodzić się z faktem, że szkło nie jest najlepszym kompanem dla bezprzewodowego G7. Pomijam tutaj świadomie model Corepada – Magnę, który niby jest szklany, ale pokryty w dużej mierze grubą warstwą lakieru. Jeśli chodzi o powierzchnie nietypowe (takich w tabeli nie ująłem), np. blat biurka lub biała kartka papieru, to myszka i w tym przypadku nie sprawia problemów. Można zatem G7 używać na tego typu fakturach.

Powyższy test na podkładkach nie miał na celu wykrycia akceleracji wstecznej w modelu G7, a jedynie fakt współpracy z daną podkładką. Wspomniana w legendzie „częściowa współpraca” objawiałaby się najczęściej chaotyczną reakcją kursora przy spokojnych ruchach (czyli „w zasadzie działa, ale marnie”). Takiej sytuacji nie zaobserwowałem (nawet na Magnie), za to miałem do czynienia z kompletnym brakiem współpracy – po położeniu G7 na Icematach po prostu przestał reagować na polecenia (nie drgnął nawet o milimetr). Cieszy przynajmniej jasne postawienie sprawy...

Wspomniana wyżej akceleracja wsteczna stanie się ...wesołą bohaterką niniejszego akapitu. Owszem, występuje ona w warunkach ekstremalnych przemieszczeń przy zawrotnych prędkościach... Żeby ją wykryć, musiałem sprawę okupić kontuzją górnego członka (prawego). Postawię sprawę jasno, tego się praktycznie nie da wybadać, trzeba być wyjątkowo niezdrowym na umyśle, by doszukiwać się wyraźnej akceleracji w niniejszej myszce bezprzewodowej. Jako że taki stan ogarnia mnie na czas testów – zobaczyłem i skrzętnie zapisałem. Zaliczę sprawę do minusów, ale miejmy na uwadze proporcje. Jeśli porównamy akcelerację wsteczną np. w Laser 6000 i G7, to cały Microsoft powinien zakopać się ze wstydu w piasku.

Nie dajmy się jednak ogłupić, szukanie akceleracji wstecznej ma w tym przypadku charakter wyłącznie badawczy, nie uświadczymy jej w codziennym użytkowaniu, chyba że nie możemy żyć bez najmniejszych czułości i wielkich padów typu QcK+ lub Eyepad XL. Sądzę jednak, że nie do takich (być może!) użytkowników myszka została skierowana... Zresztą cała gama myszek laserowych wydaje się nie być dla nich (praktycznie w każdej laser sprawia przynajmniej drobne problemy). Na szczęście poprzednia – sprawdzona – seria MX spełni wszelkie oczekiwania.

Skoro jest to myszka dedykowana dla graczy, rzeczą oczywistą jest przemaglowanie jej w dynamicznych grach FPP, które szczególnie uwydatniają wady i zalety każdej myszki. Okazuje się, że G7 sprawdza się w tej kategorii wyśmienicie. Nie ma mowy o żadnych opóźnieniach (przynajmniej ich ludzkim okiem nie dostrzeżemy). Nie ma sensu wypisywać, jak myszka spisuje się w konkretnych grach, nadmienię jedynie, że sprawdzałem ją w Call of Duty 2, Day of Defeat: Source, Counter-Strike: Condition Zero, UT 2004, SWAT 4 i w demie najnowszych Heroesów. Nigdzie nie napotkałem żadnych nieprzyjemnych krzaczków.

Na dowód tego przyjrzyjmy się poniższemu zrzucie.

Logitech G7 osiąga ten sam wynik, jak jego przewodowy brat G5. Do tej pory dla myszek bezprzewodowych „zarezerwowane” było co najwyżej 125Hz. Czas reakcji znacznie się skrócił... Czas na zmiany!



Sterowniki – SetPoint 2.60

Przyznam, że do czasu rozpoczęcia poważniejszych testów używałem Logitecha G7 zupełnie bez sterowników. Na dodatek chwaliłem sobie taki stan rzeczy, niczego więcej, poza działaniem myszki, nie oczekiwałem. Co ciekawe, po zainstalowaniu sterowników z dołączonej do pudełka płyty myszka... przestała działać. Nie pomagało odłączenie stacji ładującej, jak i nadajnika. Udostępnione przez Logitecha narzędzie do przywracania połączeń również nie zdało egzaminu. Myszka po pewnym czasie, z zupełnie niezrozumiałych powodów, zaktywizowała się, ale nie została wykryta przez SetPointy. Drugą operacją (w zakresie testów softu) jest ściągnięcie najnowszej (2.60) wersji sterowników, co uczyniłem, aczkolwiek i w tym przypadku efekt był niezadowalający (myszka działa, lecz nie jest wykrywana przez drivery).

Wszelkie manipulacje nie przyniosły skutku, więc ostatecznym wyjściem było sprawdzenie myszki na innym komputerze (dzięki, panie Bartku). Sterowniki w tym przypadku zadziałały bezbłędnie – myszka jest bez problemów wykrywana, przystąpmy więc do analizy softu.

Okazuje się, że fakt bezprzewodowości i przewodowości to główne cechy, które różnicują G5 i G7. Sterowniki mają te same funkcje, odmienna jest fotografia myszki i zakładka odpowiadająca za baterie.

W recenzji G5 zawarłem takie uwagi:
Wygląd SetPointów standardowy, na szczęście nie wygląd świadczy o ich jakości. Okazuje się, że sterowniki do Logitecha G5 są całkiem udane. Osobiście nie wymagam od driverów zbyt wiele, wychodzę z założenia, iż wystarczające jest w zasadzie tylko kilka podstawowych funkcji (zmiana charakteru klawiszy funkcyjnych, czułości i rozdzielczości). SetPointy do G5 oferują znacznie więcej. Oprócz powyżej wymienionych typowych funkcji (przypisanie funkcji klawiszom, szybkość, ślady i przyspieszenie wskaźnika, ruch inteligentny) mamy także możliwość skorzystania z ustawień oprogramowania SetPoint lub z ustawień systemu operacyjnego, spory zasób informacji mogących wyjaśnić wątpliwości oraz system aktualizacji oprogramowania w sieci Internet. Ten ostatni mechanizm, przyznam, troszkę kuleje.

     
(kliknij, aby powiększyć)

Zgadza się to również w przypadku Logitecha G7, który oprócz powyższych funkcji pozwala także na sprawdzanie stanu akumulatorów oraz na ustawienie poziomu alertu w momencie wyczerpywania się energii. Poniżej odpowiedni zrzut:


(kliknij, aby powiększyć)

Ważny jest także element sterowników rodem z Microsoftu. Dzięki temu możemy przypisać określone funkcje indywidualnie dla każdego programu:


(kliknij, aby powiększyć)

Pozostałe zakładki:

     
(kliknij, aby powiększyć)

Logitech G7 to przecież myszka dla graczy, dla nich poświęcona jest osobna zakładka, w której możemy ustawić profile rozdzielczości dla danej gry (zmiana co 50dpi - miły, aczkolwiek nie aż tak niezbędny dodatek). Możemy przy okazji regulować czułość dla osi pionowej i poziomej z osobna:


(kliknij, aby powiększyć)





Podsumowanie

Po raz kolejny powspominam:
Niespecjalnie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, aczkolwiek nie kwestionuję opinii zwolenników powyższej teorii. W przypadku Logitecha G5, który wszak kobietą nie jest, sprawdził się mój wariant - stosunek do niego zmieniał się powoli, ale z zadziwiającą konsekwencją. Wpierw dość duże rozczarowanie, miałem żal do Logitecha, że wypuszcza myszkę z kulejącą technologią laserową (pomijam fakt firmware'u), nie udoskonala konstrukcji znanej od wielu lat (a w tej materii akurat przydałaby się mała, lecz istotna zmiana) i psuje nieco pomysł z odważnikami (po co dociążać i tak ciężką myszkę?). Może gdyby nie był to Logitech, inaczej spojrzałbym na całość? Nie wykluczam, nie jestem w tym wypadku obiektywny i daleko mi do tego.
W przypadku Logitecha G7 nie ma mowy o jakiejś „miłości”, bardziej o dozie sympatii i ufności w potencjał gryzonia. Wiedziałem, czego można się spodziewać, zdawałem sobie sprawę z faktu, iż G7 jest krokiem do tyłu w kwestii materiałów wykończeniowych. Widziałem zdjęcia, na których „dumnie” prezentowała się dziwna wersja kolorystyczna G7 (wersja limitowana, która wygląda znacznie gustowniej, nie jest dostępna na polskim rynku). Zdjęcia udostępnione przeze mnie nieco przekłamują (wpływ na to miała zmieniająca się podczas sesji pogoda za oknem). Ale z drugiej strony czyni to również producent, który udostępnia zdjęcia wyjątkowo jaskrawe (myszka na nich faktycznie wygląda odpychająco). Przyjmijcie sobie pośredni stan... Standardowa kolorystyka G7 jest dla mnie nie do przyjęcia, aczkolwiek nie ujmę tego w minusach – kwestia gustów, być może istnieją na świecie zwolennicy takich rozwiązań? Podsumowując – kota w worku nie kupowałem, więc rozczarowania wielkiego nie ma. Wiedziałem również o zaletach, które zresztą znane są od czasów MX500, jak i G5 (jeden doskonale ulokowany przycisk boczny, teflonowe ślizgacze, „deska rozdzielcza” itd.).

Irytująca jest faktura G7, ale z drugiej strony ma ona pewne zalety. Chropowate boki w G5 nie powodują potliwości dłoni, co w pewnym stopniu wpływa na... wyślizgiwanie się myszki. Spocona dłoń działa tutaj jak przyssawka, nie jest to stan wyjątkowo miły, ale skuteczny. Tak czy siak – wolę rozwiązanie z G5.

Myszka bezprzewodowa? Pakiet wolnościowy? Niekoniecznie. Ciągła zmiana akumulatorków może być irytująca (do spokojnych nie należę), mimo że mysz nie ma smyczy (przewodu), to paradoksalnie uwiera nas ona w głowie – musimy ciągle pamiętać o tym, że akumulatorki mogą paść w najmniej oczekiwanym momencie i może dojść do sytuacji, gdy podczas ważnej rozgrywki będziemy zmuszeni do ich wymiany. Pomijam tu fakt, że to kwestia doprawdy paru sekund. Czasami nie potraktujemy tego jako pocieszenie.

Akumulatorki to również słabsza strona. Niby są dwa, ale jeśli jeden się zapodzieje, to możemy mieć problem. Wytrzymują one do 8-10 godzin ciągłej pracy, wynik ten nie zachwyca. Człowiek chciałby choć 2-3 dni nie myśleć o tym, że zazwyczaj późnym wieczorkiem myszka odmawia współpracy (a wówczas to jedyny czas na wirtualne potyczki). Akumulator w trybie „Boost” ładuje się ok. 2 godzin, zazwyczaj ustawiałem na tryb „Normal” (ładuje się w nocy przez parę godzin), myśląc w ten sposób zapewne o przedłużeniu jego żywotności. Być może niepotrzebnie.

Jeśli chodzi o spiekowy przepis na myszkę idealną, to tu nie zaszły żadne istotne zmiany. Proszę jednak nie sugerować się samym przepisem, jest on całkowicie subiektywną sprawą. Nie oznacza to bowiem, że nie uznaję G7 za model udany. Powyższe akapity świadczą raczej o wadach niż o zaletach, ale już taka „czepliwa” moja natura. Ponadto irytujący jest fakt, że myszka o takim potencjale w niektórych kwestiach jest tak nieprzemyślana. Finalnie myszka prezentuje się jednak zacnie.
  1. Obudowa z Microsoft Laser 6000.
  2. Materiały wykończeniowe, ich jakość i połączenie z Logitecha G5.
  3. Technologia serii MX Logitecha
  4. Rolka z Copperheada, jej bezgłośność z A4Techa X7.
  5. Lekkość całości z Logitecha G1/Lasera 6000.
  6. Klik klawiszy głównych z Logitecha G1/G5/G7
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to usunięcie technologii opartej na laserze (już ostatnio miałem to uczynić, G7 potwierdził słuszność takiego rozumowania). Powracam do starych i sprawdzonych rozwiązań poprzedniej generacji myszek Logitecha. Taka myszka nie zaskoczy nas niemile i będzie chodzić na każdej powierzchni pada. Klik klawiszy głównych jest doskonały w G7, zresztą cała seria G jest pod tym względem imponująca.

Cena Logitecha G7 to temat osobny. Dla niektórych jest to sprawa drugorzędna, stawiają na jakość bez kompromisów. Z drugiej strony większość graczy (i nie tylko graczy) liczy się z każdym groszem i wydanie paruset złotych na myszkę przekracza ich możliwości. Pocieszający jest fakt, że od czasu premiery G7 zdążył stanieć o ponad 100zł. Tendencja jest spadkowa, więc może warto uzbroić się w cierpliwość i poczekać na kolejne obniżki?

CENA: ok. 300zł

Logitech G7 to myszka nieco słabsza od G5, ale głównie przez wzgląd na materiał wykonawczy. Poza tym niemiłym akcentem myszki w zasadzie się nie różnią i są równorzędnymi partnerami. Osobiście wolę przewodowe myszki, nie mam żadnych uprzedzeń wobec myszek bezprzewodowych. Po prostu nie widzę zastosowania, oprócz tego, że myszka wybornie służyła mi jako pilot (potęgując i tak za duże lenistwo). Poza tym kable w myszkach przeszły pewną ewolucję – są elastyczniejsze, lżejsze i cieńsze. W serii X7 A4Techa obecność przewodu jest praktycznie niewyczuwalna. Jeśli ktoś jednak potrzebuje bardziej mobilnego podzespołu, wówczas G7 jest bardzo dobrym wyborem. Przyznam ponadto, że po napisaniu artykułu nie wróciłem do Logitecha G5 (lub do MS Lasera 6000), G7 służy mi nadal. Znamienne. W związku z tym Logitech G7 – jako produkt całkiem udany – otrzymuje I poziom wyróżnienia.




  Sprzęt do testów dostarczyły firmy:

Logitech Polska      Logitech Polska

Hardware For Gamers      Hardware For Gamers
    • ul. Nowy Świat 18/20, 00-373 Warszawa
    • tel: 022 826-60-62
    • Fax. (022) 338 9010
    • WWW: www.h4g.pl
    • e-mail: info@h4g.pl