Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2021
RECENZJE | Test myszki: Razer Deathadder - happy hunting
    

 

Test myszki: Razer Deathadder - happy hunting


 Autor: Spieq | Data: 06/08/07

Test myszki: Razer Deathadder - happy huntingZ myszkami Razera od lat są pewne problemy natury technicznej. W momencie premiery Diamondbacka, a następnie Copperheada można było stwierdzić zbyt pochopne i nadto szybkie wypuszczenie niniejszych modeli na rynek. W pierwszym przypadku możemy głównie mówić o problemach mechanicznych, natomiast Copperheada zdradził niedopracowany firmware. Co gorsza, Razer DeathAdder, następca, podzielił jego los. Zapotrzebowanie na DeathAddera było spore - wszak to pierwszy gryzoń profilowany z myślą o graczach praworęcznych (czyli dla przeważającej grupy społeczności). Zrewolucjonizowanie podejścia, czyli rezygnacja z symetrycznych rozwiązań - to mogło okazać się za mało. Chyba tak właśnie było. Ta recenzja, z niemałym opóźnieniem, uzmysłowi nie tylko powyższe, ale przede wszystkim odpowie na pytanie - czy dużo zmieniło się od czasu premiery? Z wnikliwością, ale i dystansem. Czyli Razer DeathAdder ma duże szanse... [rym]

Wstęp

Do Deathaddera krucjata recenzencka wybierała się dwa razy (a Razer naiwnie w mowie powitalnej: "Congratulations - there's no turning back"). Za pierwszym razem, czego można się domyśleć, był to atak zupełnie nieudany. Myszka po okresie ok. 2 tygodni zaczęła się psuć - źle działo się z mikrostykiem umieszczonym pod lewym klawiszem głównym. Był to zresztą egzemplarz ewidentnie nieudany (z lektury opinii użytkowników wynikało, że w podobnych problemach nie byłem odosobniony). Gryzoń zaopatrzony był (w zasadzie JEST, kaleki egzemplarz zostanie modelem podczas sesji zdjęciowej) w kiepskiej jakości ślizgacze, które nie ratowały wypukłego (!) dna od szorowania po podkładce. Razer w kwestii ślizgaczy nie popisał się, ale do tego jeszcze dojdziemy. Godna podziwu jest natomiast reakcja dystrybutora DeathAdderów (Multimedia Vision), który błyskawicznie zareagował i bez zbędnych negocjacji przysłał zupełnie nowy egzemplarz. Właśnie drugie podejście do DeathAddera stanie się polem recenzenckich utyskiwań. Pudełko nie jest niespodzianką, to wygląd do którego Razer zdążył nas już przyzwyczaić:


(kliknij, aby powiększyć)

Wersja ekskluzywna, czyli otwierane wieko, to pomysł już sprawdzony i wart kontynuacji. Ciekawa jest faktura pudełka - matowy papier (tło) łączy się z błyszczącym i pokrytym folią zdjęciem myszki oraz logo producenta i modelu. Też sprawdzone. Kolejnym rutynowym posunięciem Razera jest tzw. odezwa skierowana do prawdziwych pr0 (pozwolę sobie jedynie zacytować najzabawniejszy fragment):
Will send enemies scurrying for cover
Master the art of fragging


Razerowy wierszokleta najwidoczniej wie najlepiej, co w podkładkach piszczy.

Oprócz myszki w pudełku znajduje się także instrukcja obsługi w pomysłowej formie (w środku znajduje się płytka ze sterownikami). Kto wcześniej nie miał do czynienia z Razerem, będzie zachwycony:


(kliknij, aby powiększyć)

Pozostałe elementy to tzw. certyfikat autentyczności (żadnych znaków wodnych, pasków itp.), od poprzednich różni się tylko nazwą myszki. Pożytku z niego żadnego nie będzie, puszczony, niestety, lata słabo. Jeśli zdecydujemy się na zakup DeathAddera, będziemy mogli dociekać swoich praw przez 2 lata, gdyż tyle obejmuje gwarancja S.O.S. (za całość operacji reklamacyjnych odpowiada serwis. Dotyczy to również kosztów). Niedoświadczony użytkownik komputerów, który zapragnął kontaktu z high-endem, nie musi się także martwić o proces instalacji myszki. Producent zadbał również o niego, dołączając Quick Start Guide (graficzny sposób podłączenia myszki).


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Nie ukrywam, że w kwestii "pudełkowej" Razer wygrywa z konkurencją. Całość prezentuje się zacnie, widać na pierwszy rzut oka, że mamy do czynienia z produktem z wyższej półki. Tak dalej, Razer.

Na koniec rutynowy przegląd techniczny:





Gabaryty myszki

Razer DeathAdder pod względem gabarytów prezentuje się dość... przeciętnie. Może to brzmi dość zaskakująco (przecież nie jest to myszka pokroju Kraita lub, co gorsza, Raptora M1), ale jego wymiary nie przebijają sztandarowej konstrukcji MX500 Logitecha, jak i tym bardziej szkieletu Coolteka Hurricane, który jest do dziś absolutnym królem gabarytów. Takie postawienie sprawy przez Razera powoduje u mnie wyłącznie uśmiech - nie jestem zwolennikiem myszek kanapowych, ignoruję ich komfort użytkowania (nie chcę jednak powtarzać do znudzenia, jakimi tu kryteriami się kieruję). W przypadku DeathAddera mogę jedynie dodać: to myszka dla mnie!

Dla przypomnienia - mam raczej drobną dłoń, mimo to nie odczuwam dyskomfortu podczas kontaktu z DeathAdderem. Sięgam zarówno do rolki, bez problemów korzystam z przycisku w scrollu, jak i przycisków bocznych (idealny rozkład). Tu muszę jednak ostrzec "jak bochny chleba" - długie palce nie równa się wygoda korzystania z przycisków bocznych. Kciuk wówczas może być cofany, co jest nieprzyjemne i męczące na dłuższą metę. Dla przeciętnego użytkownika, takiego jak ja, żadnych przykrych niespodzianek nie przewidziano.

Dość charakterystyczną cechą wydawałaby się wysokość DeathAddera. Kolejne pozory. Myszka wcale nie jest gigantem (4,2cm przy pięciocentymetrowym kolosie Coolteka), jest specyficznie profilowana (agresywna linia grzbietu), przez co sprawia wrażenie pokaźnej. Myszka leży wygodnie w dłoni, choć po miesiącach spędzonych z Logitechem G3 i później Kraitem można przez pierwsze dwa dni odczuć lekki ból.

Pod względem gabarytowym (pamiętajmy, że to myszka kanapowa) to praktycznie IDEAŁ. Czasami odgrażam się, że projektanci myszek nie szanują swoich etatów, tutaj jednak oddać im trzeba - świetna robota.

Przyjrzyjmy się tabelce zbiorczej:

Na koniec standardowa galeria porównawcza z innymi myszkami. Nie zostały tu zamieszczone wszystkie wcześniejsze myszki (nie wszystkie mam aktualnie na stanie), ale spektrum i tak jest reprezentatywne:


MS Laser 6000 i Razer DeathAdder (kliknij, aby powiększyć)


Razer Krait i Razer DeathAdder (kliknij, aby powiększyć)


Logitech G5 i Razer DeathAdder (kliknij, aby powiększyć)


Logitech G3 i Razer DeathAdder (kliknij, aby powiększyć)


Logitech G1 i Razer DeathAdder (kliknij, aby powiększyć)


Logitech MX Revolution i Razer DeathAdder (kliknij, aby powiększyć)


Cooltek Hurricane i Razer DeathAdder (kliknij, aby powiększyć)


Razer Copperhead i Razer DeathAdder (kliknij, aby powiększyć)


Everglide G-1000 i Razer DeathAdder (kliknij, aby powiększyć)





Estetyka wykonania

Człowiek już nie pierwszej świeżości, a ciągle kręcą go gadżety... Pod względem wyglądu Razer zawsze prezentował się przynajmniej przyzwoicie (chyba najmniej przypadł mi do gustu niesławny Viper). Oczywiście tu zdania będą podzielone, ale z obserwacji da się wysnuć parę wniosków ogólnych. Przy okazji recenzji Kraita stwierdziłem:

Od razu zdradzę - Krait nie przebija pod względem estetycznym swojego poprzednika, Copperheada. Ten model jest wykonany naprawdę ładnie, ciekawe logo na grzbiecie, solidne wykończenie i parę wariantów kolorystycznych dla wymagających graczy. W przypadku Kraita nie mamy do czynienia z możliwością wyboru, obowiązuje nas jeden słuszny model.

W przypadku DeathAddera można by stwierdzić, że przebija on wszystko, co powstało wcześniej. Wracając do powyższego cytatu - w przypadku DeathAddera również nie spotkałem innego wariantu kolorystycznego, choć być może jest on (lub kilka) w planach. Podejrzenia mogą mieć podstawę - na pudełku widnieje niepozorny napis "Nova Blue". Jako że akurat niebieski jest moim faworytem, nie widzę sensu modyfikacji.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Zacznę od elementu najbardziej rzucającego się w oczu po podłączeniu myszki do zasilania - podświetlenie w kolorze niebieskim. W środku 2 diody podświetlają osobno rolkę i znak firmowy na grzbiecie myszki. Konieczny nadmienienia jest fakt, że charakterystyczne 3 węże świecą pulsacyjnie (choć, na szczęście akcja rozciągnięta jest w czasie). Logo stopniowo się rozświetla, by następnie trwać przez ułamek sekundy i analogicznie zgasnąć. Nie mamy tu do czynienia z dyskoteką, gdyż cały proces nie trwa sekundy, lecz ok. 8-9. Niektórym osobom taki przywilej estetyczny wyda się zbędny i producent... zdaje sobie z tego sprawę. Jeśli diody nie przypadną do gustu, można je dezaktywować programowo (sterowniki umożliwiają wyłączenie osobno podświetlenia rolki, jak i "glow logo"). Bardzo dobre posunięcie, niewątpliwy plus dla Razera.


Logo stopniowo jest podświetlane... (kliknij, aby powiększyć)


Intensywniej... (kliknij, aby powiększyć)


W pełnej krasie. (kliknij, aby powiększyć)

W przypadku Kraita takiej możliwości nie było i szkoda, bo pomarańczowe podświetlenie wygląda raczej nieszczególnie (bez tych świecidełek wygląda lepiej, choć one same w sobie nie są tak irytujące i nie oślepiają tak bardzo, jak w modelu Copperhead). DeathAdder nie posiada żadnych przezroczystych elementów, choć przez szpary przycisków dolnych światło diody może się przekraść - problem praktycznie nie istnieje, a ujawnia się tylko pod dużym kątem (nie mam zwyczaju grać z głową na podkładce).

DeathAdder nie ucieknie przed dalszymi porównaniami ze starszymi braćmi:

"Choinkowość" Kraita (podobnie, jak w Copperheadzie) skutkuje wyższą temperaturą całości. Szybki cytat: "Dlaczego tak to podkreślam? Otóż okazuje się, że te estetyczne gadżety są źródłem dodatkowego ciepła! Myszka oczywiście nie parzy, to nie kaloryfer itd. Taka sytuacja to byłby absurd. Jest to wyłącznie luźna uwaga, nie traktujmy tego w kategoriach plusów lub minusów". [o Copperheadzie]

Jeśli zdecydujemy się na aktywację diód, temperatura DeathAddera wzrośnie odczuwalnie (znaczniej niż w przypadku poprzedników - Kraita i Copperheada). Spotkałem się z jedną opinią użytkownika, który stwierdził, że DeathAdder "parzy". Oczywiście to przesada i nie ma tu podstaw, by temperatura stała się złym bohaterem rozdziału "Wygoda użytkowania".


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Drugą, niezwykle istotną kwestią, jest wygląd najnowszego produktu Razera - wszak mamy do czynienia z myszką dedykowaną dla graczy praworęcznych, czyli nie uświadczymy w tym przypadku kanciastej symetrii poprzedników. Zmiana niesie ze sobą istotny aspekt estetyczny - DeathAdder prezentuje się ciekawiej od np. Copperheada. Jego opływowa budowa wzbudza zaufanie. Wygląd nie jest tak "agresywny", jak w przypadku wspomnianego wyżej Copperheada. Całość stonowana, wykonana w dwóch odcieniach czerni. Czarny kolor jest dominujący, chyba że zdecydujemy się na włączenie diód podświetlających na niebiesko. Jeśli nie, czeka nas towarzystwo mlecznej rolki i podobnej tonacji logo z wężami. Rozwiązanie dobre, nie powinno zbytnio podzielić społeczności graczy (jak np. w przypadku Logitecha G5, który dla mnie jest absolutnym faworytem rozgrywek estetycznych).


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Dobrym rozwiązaniem wydaje się być konstrukcja składająca się z matowego grzbietu (pokrytego warstewką materiału gumopodobnego [?]) oraz połyskujących boków (lakierowany materiał). Projektanci DeathAddera wykazali się wyczuciem, wprowadzając elementy pozornie kontrastujące ze sobą - ostatecznie świetnie one współgrają. Boczne przyciski wykonane są z tego samego materiału, jaki składa się na boki gryzonia. Zatem ich obecność zdaje się być pełna dyskrecji (w końcu przydał się ten cytat z "Pani domu").

W przypadku recenzji Kraita wspomniałem: Krait to powtórka z rozrywki, ale równie dobra, jak w przypadku Logitecha G5 (podobne podekscytowanie towarzyszy oczekiwaniu na G3). Przymykam więc oko - dobre rozwiązanie zawsze będzie dobrym rozwiązaniem, a jak dochodzi do ulepszeń (a tak właśnie jest z Kraitem), to tym lepiej... Pod względem szkieletu myszki DeathAdder przypomina w znacznym stopniu Intellimouse Explorera 3.0, choć dla mnie prześciga on swojego starszego brata (w zasadzie dziadka) w każdym elemencie (również komfortu użytkowania, jak i możliwościach technicznych). Pod względem estetycznym DeathAdder to czołówka, ale raczej nie bijąca dotychczasowego faworyta - Logitecha G5, który łączy w sobie kolorystyczną brawurę z racjonalnym jej skomponowaniem.



Wygoda użytkowania

Miałem niemałe obawy związane z tym, jak DeathAdder będzie sprawować się w mojej dłoni, która z żadnej strony nie przypomina łapy skandynawskiego drwala. Obawy nie bez podstaw - przecież wspomniany wcześniej Explorer 3.0 to myszka kanapowa, ale z kategorii tych największych. Produkt firmowany znaczkiem Microsoftu należy bez wątpienia do jednego z najlepszych dostępnych aktualnie na rynku (pamiętajmy, że w tamtym roku miała miejsce premiera wyłącznie lekko stuningowanej wersji 3.0; moment narodzin pierwowzoru pamiętają tylko najstarsi górale). Z drugiej strony ma ograniczony target - używać go będą głównie osoby nie tylko o dużych dłoniach, ale i na dodatek wyłącznie praworęczne.

W przypadku Razerów obawiam się dwóch rzeczy - ergonomii i sterowników. Copperhead nie stał się myszką towarzyszącą mi na co dzień. Podobny los mógł spotkać również Kraita, ale tak... właśnie się nie stało. I podobnie jest w przypadku DeathAddera, który - co jest zaskakujące, biorąc pod uwagę moje symetryczne i palczaste preferencje - ma szansę pobić pod tym względem Kraita (dla przypomnienia dodam, że Krait, jako jedyna recenzowana przeze mnie myszka DLA GRACZY, otrzymała najwyższy stopień wyróżnienia). Zdradzę to od razu - DeathAdder jest dla mnie najwygodniejszą myszką kanapową, z jaką miałem dotychczas do czynienia. Choć o ten prymat zdaje się walczyć z równie wygodnym Logitechem MX Revolution. Ma jednak sporą przewagę nad swoim konkurentem - jest gryzoniem przewodowym i dedykowanym dla najbardziej wymagających graczy komputerowych. Doskonale wyważony, idealnie leżący w dłoni, choć pierwszy kontakt z nim to droga przez mękę...

Wspomniałem na samym początku o perypetiach związanych z usterką pierwszego egzemplarza myszki. W segmencie myszek ~200zł defekt związany ze ślizgaczami i wypukłym dnem jest po prostu nie do przyjęcia. Nie spodziewałem się takiej fuszerki po tak uznanym producencie. Nie ma tutaj mowy o jednostkowych niedoróbkach, podobne problemy ma wiele osób. Ciężko przyjąć, jaki jest to procent myszek będących aktualnie w dystrybucji, ale podkreślić trzeba, że drugi egzemplarz jest jednej wady pozbawiony. Wprawdzie ślizgacze sprawiały jeszcze gorsze wrażenie (po wyciągnięciu fabrycznie zapakowanego egzemplarza moim oczom ukazał się prawie odklejony duży ślizgacz), za to dno myszki zdaje się być "normalne", dzięki czemu nie jest ono w ogóle porysowane, jak jego nieszczęsny poprzednik:


Pierwszy raz coś takiego widzę (kliknij, aby powiększyć)

Chcąc jednak zapobiec podobnym przygodom, pierwsze, co uczyniłem po wyjęciu myszki z opakowania, to wyposażenie jej w teflonowe paski na ślizgacze. Ciężko mi zatem wyrokować, jak wyglądałaby myszka bez dodatkowych ślizgaczy. W każdym razie zalecam kupno dodatkowych pasków lub gotowców, np. firmy Everglide (są odpowiedniki dla DeathAddera, niestety nie miałem ich okazji wypróbować). Ślizgacze w DeathAdderze to jeden z najsłabszych punktów, wpływających negatywnie na komfort użytkowania i końcową ocenę jakości. Bez teflonowych pasków wyczuwalne jest tarcie myszki o podkładkę (szczególnie w pionie). Aż dziw, że Razer nie skorzystał ze sprawdzonych patentów, np. z Copperheada, gdzie mamy do czynienia ze ślizgaczami wypukłymi. Za ślizgacze, psujące komfort użytkowania, absolutny minus dla Razera.


Cienizna... Dosłownie (kliknij, aby powiększyć)


Drugi egzemplarz od razu zaopatrzony w paski teflonowe (kliknij, aby powiększyć)

Cytat z recenzji MX Revolution: Zastosowany szkielet jest dla mnie wygodniejszy od tego MX5xx/Gx. Od razu zaskoczę - najważniejszym elementem nie staje się dodatkowa rolka i wysepka na kciuk, ale zwrócenie w końcu uwagi na "nieoficjalne" ułożenie palców na gryzoniu. Mowa oczywiście o układzie:

    a) kciuk - we wnęce
    b) wskazujący - główny klawisz / lewy
    c) środkowy - główny klawisz / prawy
    d) serdeczny - bok / prawy
    e) mały - jw.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Ciekawą rzecz zaobserwowałem - w wielu przypadkach myszki kanapowe lepiej trzyma się systemem "niezależny palec środkowy na rolce", inaczej jest natomiast z DeathAdderem, co zbliża go koncepcyjnie do MX Revolution. Konstrukcja DeathAddera oczywiście sprzyja "oficjalnej" metodzie, ale przynajmniej w moim przypadku wygodniej jest trzymać serdeczny i mały palec na prawym boku myszki. Pozwoli to głównie na większy zakres kontroli myszki - będziemy mogli ją palcami unosić do góry i przenosić w inne rejony podkładki. Dla miłośników rozwiązań palczastych - bardzo dobra wiadomość. Druga nowina - myszka do specjalnie ciężkich nie należy, nieco ponad 100g.


(kliknij, aby powiększyć)

Na szczęście nie mamy do czynienia z tilt-wheelem, rolka nie kolebie się na boki, w końcu mamy do czynienia z gryzoniem dla graczy. Nie widzę zastosowania powyższego patentu w żadnej ze znanych mi gier. Rolka chodzi intuicyjnie - skok jest lekki, ale wyczuwalny (czasami przy bardzo wolnych przeskokach myszka może nie reagować, uczulam). Oba egzemplarze pozbawione były wady, która doskwierała niektórym użytkownikom - mianowicie po pewnym okresie użytkowania rolka zaczynała skrzypieć (wystarczy jedynie... naoliwić mechanizm, choć musi dojść do ingerencji wewnątrz). Przycisk w rolce - standard, choć nacisk jest większy niż w przypadku klawiszy głównych. W ich przypadku mamy do czynienia z delikatnym skokiem, charakterystycznym dla myszek Razera (i obcym dla gryzoni Logitecha). Dla kogoś, kto obcuje na co dzień z Logitechem (czyli np. moja skromna osoba) przejście będzie odczuwalne. Podkreślić jednak trzeba, że proces adaptacji jest znacznie krótszy niż w przypadku takiego Copperheada, do którego do dziś przekonać się nie mogę. Wracając do DeathAddera i przycisków bocznych. Tutaj mamy do czynienia ze stykami najbardziej wymagającymi użycia siły. Nacisk jest spory, choć pozwolę sobie przypisać to do zbioru zalet. Pamiętajmy o tym, że przyciski boczne w myszkach mogą być przypadkowo aktywowane przez kciuk. W takiej sytuacji nie dojdzie do podobnych problemów. Nie zdarzyło mi się to ani razu. Myszka jest wysoka, zatem kciuk usadowiony jest poniżej przycisków bocznych. Dobre i wygodne rozwiązanie.


(kliknij, aby powiększyć)

Przewód myszki jest wystarczająco cienki i elastyczny, by nie odczuwać boleśnie jego bytu. Nie jest to wprawdzie kategoria kabli rodem z serii X7 A4Techa, ale bez przesady - tam grubość pociąga za sobą obawę co do trwałości takiego rozwiązania. Pozostaje nam jeszcze ocenić materiały wykonawcze. Grzbiet jest wykonany z gumopodobnej powłoki, dzięki czemu dłoń ma się nie tylko nie ślizgać, ale i nie zostawiać materiałów dowodowych dla CBA. W praktyce bywa nieco inaczej. W istocie - nie zostawiamy wyraźnych śladów (podkreślam: wyraźnych), ale jeśli używamy podświetlających diód (temperatura!), to dłoń poci się i może ślizgać się po fakturze. Boki wykonane są z lakierowanego tworzywa, za którym - delikatnie pisząc - nie przepadam. Zostawiamy tam brud całego szarego dnia i pot, którego nie wykorzystaliśmy na grzbiet gryzonia. Z drugiej strony, paradoksalnie, przyczepność w tych rejonach jest zadowalająca. Gdyby nie przeciętny komfort użytkowania w tym względzie - byłoby bardzo dobrze. Czwórka z maleńkim plusem.



Razer Deathadder - sterowniki 1.03/1.07

To moja trzecia próba z myszkami Razera, jak i sterownikami do tych gryzoni. W związku z unifikacją, jaka panuje w świecie sterowników dla myszek (również u konkurencji), pozwolę sobie z lenistwa na większy cytat z poprzednich recenzji:

Westchnąłem na myśl samą, że czeka mnie teraz pisanie rozdziału o sterownikach Razera... W przypadku tego producenta drivery są zmorą użytkowników i nie zmieni to fakt jakości jego produktów. Z drugiej strony nie ma co stwierdzać, że myszka bez sterowników to jak polonista bez słownika, bo tak przecież nie jest. Myszka będzie bez problemów działać na standardowych ustawieniach systemowych. Pamiętajmy, że Krait nie posiada żadnych dodatkowych przycisków. Tak na początku zrobiłem, Krait spisywał się bez zarzutu pod kontrolą systemu Windows. Następnie zainstalowałem sterowniki i zmieniłem port USB - myszka działała, ale nie była wykrywana przez sterowniki. W przypadku Copperheada było równie "ciekawie": Sterowniki szału nie robią, ale to nie jedyny szkopuł. Pewnego razu (podczas zrestartowania komputera) myszka przestała odpowiadać - nie została wykryta przez sterowniki, o czym świadczył stosowny komunikat po próbie zaktywizowania ikonki sterownika Razera. Kolejne uruchomienie komputera również nie przyniosło rezultatu, więc wczołgałem się pod biurko i odłączyłem na kilka sekund myszkę, po czym ją ponownie podpiąłem i wówczas zaskoczyła. Już wszystko było w porządku, ale sam fakt takich akrobacji może wzbudzać niemałe zaniepokojenie.

Tu niespodzianka - nie napotkałem większych problemów ze sterownikami do DeathAddera, zarówno podczas instalacji (gryzoń wykrywany jest w systemie jako DeathAdder Mouse), jak i codziennej eksploatacji. Za każdym razem myszka działa na dedykowanych sterownikach. Istnieje jednak dość poważny mankament związany z softem. Programowo jesteśmy w stanie ustawić 450dpi, 900dpi i 1800dpi i lawirować między częstotliwościami 125Hz, 500Hz i 1000Hz. Problem polega na tym, że z poziomu sterowników nie jesteśmy ustawić 1000Hz przy najwyższej rozdzielczości. Próbowałem zmienić przy pomocy programu USB Mouserate Switcher, niestety bez rezultatu. Ewidentnie problem jest po mojej stronie (z relacji wynika, że nie ma problemu ze zmianą częstotliwości przez zewnętrzne programy). Wyświetla się więc:

Sterowniki umożliwiają nam standardową konfigurację klawiszy (dodatkowo makro), akcelerację, czułość lub regulowanie oddzielnie dla osi X i Y itd. Sterowniki Razera przyzwyczaiły nas także do funkcji On-the-fly sensitivity, czyli do zmiany czułości w locie (np. podczas zmiany automatu na snajperkę). Tak jest i tym razem, bardzo przydatna funkcja. Na dnie myszki znajduje się klawisz odpowiadający za zmianę profili użytkownika (np. 500Hz + 900dpi), podczas zmiany "glow logo" zaczyna szybko pulsować. Pożyteczna sprawa na wszelkie lan party. Oczywiście można zaprogramować sobie profile wedle własnych gustów, po to producent udostępnia taką funkcję.


Główny panel


Standardowe możliwości (kliknij, aby powiększyć)


Możliwość zapisu ustawień (kliknij, aby powiększyć)


Jedna z największych zalet sterowników

Zmieniłem następnie sterowniki z wersji 1.03 na 1.07, co miało głównie dla mnie znaczenie kosmetyczne (dodany język francuski i koreański oraz kompatybilność z Vistą i XP64. Niestety posiadam zwykłego XP i nie władam biegle koreańskim). Z ważniejszych zmian - producent akcentuje fakt sprawniejszego działania środkowego przycisku w grach (oczywiście spełniającego jakąś określoną funkcję). Tak naprawdę sterowniki 1.07 były przygotowaniem bojowym do zmiany firmware 1.10 (czyli otrzymałem nowszy egzemplarz myszki, nie jest to pierwsza seria DeathAddera) na wersję 1.21. Dla przypomnienia warto dodać, że firmware 1.10 wprowadzał ciekawą funkcję dla graczy, którzy mają zwyczaj podnoszenia myszek podczas krwawych rozgrywek (czyli np. ja). Problem polegał na tym, że wyczulona optyka DeathAddera czytała powierzchnię nawet z dużej wysokości (dla mnie nie stanowi to jednak problemu, gdyż nie gram na małych sensach). Jeśli mam być szczery, to zarówno na 1.10, jak i 1.21 nadal można wysoko podnosić myszkę i będzie ona reagować na ruchy (miało być 2mm wg Razera, a jest znacznie, znacznie więcej). Jeśli macie z tym poważny problem, to przemyślcie sprawę zakupu lub przetestujcie myszkę u kolegi. Ważniejszy natomiast wydaje się fakt usunięcia przez firmware 1.10 efektu akceleracji wstecznej (do tego tematu powrócę w kolejnym rozdziale). Wersja 1.21 naprawia głównie zapis ostatnich ustawień rozdzielczości i częstotliwości. Nie poprawiło się natomiast nic w kwestii moich problemów - wciąż obowiązuje mnie częstotliwość 500Hz. Choć muszę przyznać, że są mniejsze amplitudy - wcześniej (firmware 1.10) wartości skakały od 60 do 1000. Wypada być na czasie.



Gry i podkładki - wykrywacze kłamstw

Długo przed rozpoczęciem pisania recenzji miałem okazję sprawdzić, jak DeathAdder sprawuje się w tym, do czego został stworzony - w dynamicznych grach, które staną się następnie wykładnikiem jego rzeczywistej wartości. Spektrum gier jest dość pokaźne:
  • Warsow (chyba w tym momencie jeden z najpopularniejszych niszczycieli kiepskich myszek, bardzo szybka i znakomita gra wzorowana na QW)
  • Quake 4 (nieco z sentymentu, ale przyznajmy - to dobry... przeciętniak)
  • Day of Defeat: Source (jeden z moich faworytów)
  • Counter-Strike: Source (dla porównania, choć preferuję osprzęt z czasów II wojny)
  • Red Orchestra (symulator antysielanki na froncie wschodnim. Grupka Rosjan nie ma łatwo, przyda się cierpliwość i precyzja)
  • Frater (polski Diabeł, ujęty w liście ze względu na bardzo dużą częstotliwość klików klawiszy głównych)
  • Civilization IV (jako przedstawiciel gier wolnych, gdzie głównie liczy się komfort użytkowania niż liczba DPI)
Dla uzmysłowienia, gdyż w niniejszym sądzie nie jestem odosobniony - myszki palczaste przydają się szczególnie w najdynamiczniejszych wariantach (np. Warsow, Quake). Natomiast myszki kanapowe świetnie zdają egzamin w grach mniej dynamicznych, ale wymagających od gracza większej precyzji (czyli np. mały sens + snajperka; Counter-Strike, Day of Defeat). Metoda ta w 100% sprawdziła się w rzeczywistości, poprawiły się zdecydowanie moje wyniki w Day of Defeat (W CS-ie nigdy nie błyszczałem, więc progres niewielki), za to dramatycznie spadł "skill" w Warsow (musiałem w bólach pogodzić się z utratą berła). DeathAdder nie jest dla mnie myszką, dzięki której będę w stanie tak szybko reagować na zmieniającą się wirtualną rzeczywistość na ekranie. Z drugiej strony tak naprawdę chodzi tylko i wyłącznie o zabawę, więc problem praktycznie nie istnieje.

Razer Deathadder jest myszką w pewnym stopniu pionierską - nie wykorzystano w niej rozwiązań z Copperheada (laser na razie w ogóle nie spełnia swojej roli i słuszne jest odejście od tej technologii), jak i chociażby z Diamondbacka (gdzie sprawdzona optyka plus dioda LED równała się rozwiązanie optymalne). Aż boję się pisać o "trzeciej drodze"... W każdym razie jest nią podczerwień (spoglądając od dołu nie widzimy żadnego światła diody), całość nazwana dumnie 3G Infrared Sensor. Trzecia generacja aż prosi się o to, by sprawdzić granice jej możliwości. Testując myszkę na różnych podkładkach, doszedłem nie tylko do radosnych wniosków, ale przy okazji miałem okazję sprawdzić, czy aby DeathAdder nie cierpi z powodu akceleracji wstecznej. Wiemy już o tym, że pierwsze firmware DeathAddera w niewielkim stopniu "pozwalał" na jej obecność (przy najmniejszych rozdzielczościach sensor mógł lekko zboczyć z obranej trasy). Razer obiecał pracę nad wyeliminowaniem praktycznie nieistniejącej usterki i wygląda na to, że dotrzymał słowa. Myszka nie posiada akceleracji wstecznej zarówno na najniższej, jak i najwyższej deklarowanej rozdzielczości (nie wiem, jak myszka sprawdzi się na 1000Hz, których nie byłem w stanie uzyskać. To może mieć duże znaczenie, niestety). Poza tym nie oszukujmy się - nie widzę ABSOLUTNIE żadnego zastosowania 450DPI w DeathAdderze z jednego konkretnego powodu. Jest nim funkcja zmiany czułości (podkreślam: czułości) w locie, dzięki niej możemy zmienić prędkość pracy myszki np. w Call of Duty w momencie zmiany broni. Nie dość, że zyskamy na precyzji, to nie stracimy nic z rozdzielczości pracy. Zapewniam, że lepszego rozwiązania nie ma (zmiana rozdzielczości np. w serii X7 A4Techa jest tylko i wyłącznie półśrodkiem).

Wspomniałem wcześniej o podkładkach. Metodologia badawcza nie zmieniła się i jest identyczna, jak w poprzednich testach. DeathAdder przetestowany został na 12 profesjonalnych podkładkach. Efekt współpracy z nimi widnieje w poniższej tabelce:

Czasami mam wrażenie, że rezygnacja z lasera jest lekiem na całe zło...



Podsumowanie

Gdyby nie niesnaski z pierwszym egzemplarzem DeathAddera, o pewnych rzeczach mógłbym się nie dowiedzieć i niektórych defektów byłbym nieświadom do dziś. Tak się jednak nie stało, co ma logiczne przełożenie na ocenę końcową gryzonia. Z recenzji Copperheada: W kwestiach związanych z myszkami dla profesjonalnych graczy jestem jak bokser wagi koguciej - punktuję bez litości. Nie mamy tu do czynienia z produktem, który ma wypełnić tylko lukę obok klawiatury. To jeden z priorytetów dla progamera - bez doskonałej myszki ani rusz.

Tym większa zbiera się we mnie złość, bo przy niewielkim wysiłku producenta i jego pracowników końcowych DeathAdder miałby szansę zająć miejsce zarezerwowane dotychczas dla Kraita i MX Revolution. Większa dbałość o ślizgacze i praktycznie przez palce patrzyłbym na pozostałe wady. Skoro jednak Razer oficjalnie zaleca mICEskatez Everglida'a, to może jednak wcale nie chodzi tu o dbałość... Daleki jestem jednak od snucia spiskowych teorii, w końcu skromnym kucharz:

Przepis na myszkę idealną:
  • Obudowa z Logitecha MX Revolution lub z DeathAddera
  • Materiały wykończeniowe, ich jakość i połączenie z Logitecha MX Revolution
  • Technologia wykorzystana w DeathAdderze
  • Rolka z Copperheada, jej bezgłośność z A4Techa X7
  • Lekkość całości z Logitecha G1/Lasera 6000/Kraita.
  • Cicha praca klawiszy głównych - Razer Krait.
  • Klik klawiszy głównych z Logitecha G1/G5/G7/MX Revolution
  • Klawisze boczne, ich ulokowanie z Logitecha MX Revolution lub z DeathAddera
Hegemonia jest dwujajowa. Z jednej strony MX Revolution, z drugiej - DeathAdder. Skłaniałbym się raczej ku DeathAderowi, w końcu jest to produkt bezpośrednio dedykowany dla wymagających graczy. Z kolei MX Revolution to produkt dla pani Kasi, asystentki prezesa wielkiej korporacji.

Cena: ok. 200zł

Razer DeathAdder zasłużył na wyróżnienie:

Happy hunting, tako rzecze Razer. Powodzenia.