Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2020
RECENZJE | Razer Krait - pierwszy gryzoń dla strategów?!
    

 

Razer Krait - pierwszy gryzoń dla strategów?!


 Autor: Spieq | Data: 30/05/06

Razer Krait - pierwszy gryzoń dla strategów?!Przed premierą Copperheada poruszenie wśród graczy było ogromne - oczekiwali czegoś jeszcze lepszego od dotychczasowych rozwiązań, co pozwoliłoby na zdobycie mistrzostwa świata w ulubionej grze. Razer umiejętnie podgrzewał atmosferę, publikując arcyciekawe newsy na temat rewolucyjności tejże myszki. Część osób połknęła haczyk, inni - odeszli rozczarowani. Tym razem jest inaczej - Razer Krait nie jest koniem pociągowym producenta, który nie sili się nawet na wmawianie nam, z jaką to niespotykaną myszką mamy do czynienia. Wychodząc z założenia, że sprawdzone rozwiązania nie niosą ze sobą ryzyka porażki, postanowił połączyć entuzjastów poprzednich modeli - Vipera i Diamondbacka. Czy takie małżeństwo odniesie sukces? A może zabije je rutyna i strach przed czymś naprawdę nowym i pomysłowym? Czy marketingowy haczyk „na stratega” wystarczy w zupełności?
     

Wstęp

Recenzowałem w tamtym roku Copperheada i myszka wzbudziła we mnie dość mieszane uczucia - świetne wykonawstwo, ale nieludzka wręcz ergonomia. Nie zmniejszyło to jednak w żaden sposób ciekawości, czym następny model - Razer Krait - będzie mnie w stanie zaskoczyć. Myszkę miałem w zasadzie na drugi dzień od chwili premiery, dzięki bardzo szybkiej reakcji polskiego dystrybutora (Multimedia Vision). Co szczególnie zachęciło mnie do testów? Dwie ważne kwestie - brak lasera i obudowa z Vipera. Problemy z laserami znamy już od pewnego czasu, najczęściej objawia się to brakiem lub złą współpracą ze szklanymi podkładkami i akceleracją wsteczną występującą podczas wykonywania szybkich ruchów dłonią. Powrót do starych i sprawdzonych rozwiązań to niewątpliwy plus. Z drugiej strony mamy do czynienia z równie historycznym patentem - obudową Vipera, czyli myszki sprzed paru lat. Jeśli ktoś narzekał na przyciski boczne w Diamondbacku i Copperheadzie (ich rozmieszczenie istotnie pozostawia wiele wątpliwości, lecz ich konstrukcja tak naprawdę nie pozwala na inne warianty), to teraz nie będzie miał okazji do narzekań. Przycisków bocznych w najnowszym Razerze po prostu... nie ma. Ograniczenie? Z pewnością tak, ale musimy mieć świadomość, że producent dedykuje Kraita głównie graczom lubującym się w strategiach. W tego typu grach rozwiązanie 2+1 (czyli dwa klawisze główne i jeden w rolce) jest zupełnie wystarczające, resztę komend obsługuje klawiatura ze względu na szybszą reakcję. Dochodzi jeszcze sprawa samego szkieletu obudowy, który jest mniejszy od serii Diamondback, a tym bardziej Copperhead. W tym przypadku zmiana dotyczy zarówno długości myszki, jak i szerokości i wysokości. Myszka jest wyraźnie mniejsza, stąd może zawęzić się krąg osób mogących z niej komfortowo korzystać (znane i dość liczne są opinie osób, dla których sam Copperhead jest za mały). Stąd fakt gabarytów Kraita będzie szczególnie akcentowany w niniejszym tekście - nie chcemy przecież doprowadzić do nietrafionego zakupu...

Wstęp służy przedstawieniu specyfikacji technicznej opisywanego egzemplarza, jak i pierwszych wrażeń (pudełko, zawartość). Typowa rutynowa sprawa, ale tym razem było inaczej właśnie ze względu na dość niecodzienne rozwiązania Razera. Pudełek z myszkami już troszeczkę się przewinęło przez moje rączki, stąd do sprawy podchodzę z dużym dystansem. Są jednak jeszcze momenty, gdy producentów hardware stać na niecodzienne pomysły. Zespół skupiony wokół tworzenia Kraita w istocie poniosła fantazja - pudełko jest wykonane ze smakiem, mamy wrażenie obcowania z czymś niemalże elitarnym. A pamiętać trzeba, że producent w zamyśle celuje w graczy mniej majętnych, których nie stać na zakup Copperheada (Krait kosztuje ok. 150-160zł). Same pudełko przypomina dość wyraźnie styl tekturowych opakowań płyt np. Pearl Jamu (vide "Yield"). Wielki plus dla Razera.

  
(kliknij, aby powiększyć)

Pudełko wykonane jest z twardego papieru o matowej fakturze. Z ciekawostek warto uwzględnić obecność mocowania na rzepy:


(kliknij, aby powiększyć)

Całość wygląda niecodziennie i fakt ten może przysporzyć Razerowi również i zupełnie przypadkowych klientów. Producent na opakowaniu akcentuje głównie fakt 1200 APM (Actions-Per-Minute), 1600DPI (Optical Engine) i 3 Ultra Large Hyperesponse Buttons. Pudełko, oprócz informacji, posiada również dwie sztuki wybijanego logo oraz certyfikat autentyczności (lub jakości – producent nie uściślił). Informacje zawarte z tyłu są podane w języku angielskim, francuskim, włoskim, niemieckim, hiszpańskim, japońskim, koreańskim i chińskim. Języka znad Wisły nie uwzględniono.

  
(kliknij, aby powiększyć)

Ciekawy wygląd – płyta, a opis sterowników itp. jako jej pudełko, na zdjęciu z prawej instrukcja obsługi, naklejka, certyfikat i gwarancja.

Jeśli to nas jeszcze nie wprawiło w bojowy nastrój, to producent przygotował dla opornych taką oto odezwę:
Conquer your enemy in a lighting-fast blitz.
Strike them before they know what’s hit’em.
Armed with deadly speed and precision. The new
Razer Krait gives you that unfair advantage.


(kliknij, aby powiększyć)

Po zaprawie możemy przejść do finału – specyfikacja techniczna:

Wybrałem rzeczy najistotniejsze, producent wspomina tu także o ergonomicznym kształcie zapewniającym komfort oraz możliwości używania przez prawo- jak i leworęcznych graczy, glowpipe, czyli o specjalnej antypoślizgowej powierzchni na bokach myszki, dużych i wygodnych przyciskach pokrytych gumową powłoką antypoślizgową, trzech niezależnie programowalnych przyciskach Razer’s Hyperesponse (1200APM), trybie Always-On (zapewniającym natychmiastową reakcję w każdym momencie gry) oraz funkcji On-The-Fly Sensitivity umożliwiającej zmianę czułości myszki „w locie”, również w czasie gry. Dochodzi jeszcze do tego „standardowy” pozłacany styk USB, którym raczy nas od dawna producent w celu „poprawienia przesyłu danych do komputera”. Ta ostatnia informacja zawsze wprawia mnie w dobry nastrój.



Gabaryty myszki

Najnowsza myszka Razera to kurdupel. Może to i zabrzmiało obcesowo, jak na pierwsze zdanie rozdziału, ale przecież tak właśnie jest. Nie ukrywam, że w pierwszy momencie uznałem, że Razer Krait jest po prostu za mały nawet dla osób o małych dłoniach. Z drugiej strony zaliczałem wówczas przesiadkę z Logitecha G5, który należy do drużyny typowych myszek kanapowych – zupełnie inne kształty, ale i zgoła odmienny układ dłoni na obudowie. Jedno jest faktem – Krait to najwęższa i najniższa myszka, z jaką miałem do czynienia (choć warto tu nadmienić, że tak naprawdę najchudszą myszką jest Raptor M1, ale wymiary liczone są od najszerszego punktu, nie odwrotnie).

Takie „postawienie” sprawy już wiele mówi – myszkę wybiorą głównie osoby o drobnych dłoniach, jak i te, które po prostu preferują niewielkie rozmiary, jak i wagę samego gryzonia (Krait waży mniej więcej tyle, co Logitech G1, ale więcej niż Raptor M1).

Ważne jest porównanie Kraita z poprzednikiem. Wszelkie znaki na niebie wskazują, że najnowszy Razer przegrywa w każdej dziedzinie. Popatrzmy na zbiorczą tabelę:

Na koniec zostawiam do wglądu zdjęcia, gdyż te więcej nam poświadczą niż opisy. Galeria w tym wypadku jest dość pokaźna (pominąłem celowo Logitecha G7, który odpowiada gabarytom modelu G5).

  
RAZER KRAIT kontra RAZER COPPERHEAD (kliknij, aby powiększyć)

  
RAZER KRAIT kontra RAZER COPPERHEAD (kliknij, aby powiększyć)

  
RAZER KRAIT kontra RAZER COPPERHEAD (kliknij, aby powiększyć)

     
RAZER KRAIT kontra MICROSOFT LASER 6000 (kliknij, aby powiększyć)

     
RAZER KRAIT kontra MICROSOFT IE 4.0 (kliknij, aby powiększyć)

     
RAZER KRAIT kontra LOGITECH G5 (kliknij, aby powiększyć)

     
RAZER KRAIT kontra LOGITECH G1 (kliknij, aby powiększyć)

     
RAZER KRAIT kontra COOLTEK HURRICANE (kliknij, aby powiększyć)





Estetyka wykonania

Od razu zdradzę - Krait nie przebija pod względem estetycznym swojego poprzednika, Copperheada. Ten model jest wykonany naprawdę ładnie, ciekawe logo na grzbiecie, solidne wykończenie i parę wariantów kolorystycznych dla wymagających graczy. W przypadku Kraita nie mamy do czynienia z możliwością wyboru, obowiązuje nas jeden słuszny model.

W żadnym wypadku nie twierdzę jednak, że Krait może się nie podobać, wręcz przeciwnie jego wygląd to również plus, choć nie tak duży, jak w przypadku poprzednika. I tyle. Istotą wyglądu wszystkich Razerów jest nie tylko specyficzny kształt, ale także podświetlenie. A te przedstawia się następująco:

     
(kliknij, aby powiększyć)

Pomarańczowa rewolucja dotknęła i Kraita... Dość niecodzienny kolor, nawet jak na myszki komputerowe. Podkreślę raz jeszcze - innego nie ma. Guma antypoślizgowa wykonana jest inaczej niż ma to miejsce w poprzednich Razerach, ale nie ma to żadnego wpływu na wrażenia wizualne (bardziej chodzi tu o wygodę użytkowania, więc do tematu jeszcze powrócę). Jeśli mam być szczery, to (podobnie, jak w przypadku Copperheada) wolę Kraita, gdy nie jest zasilany z portu USB. Bez tych świecidełek wygląda lepiej, choć one same w sobie nie są tak irytujące i nie oślepiają tak bardzo, jak w modelu Copperhead.

  
(kliknij, aby powiększyć)

Nie popełniono błędów przeszłości, a więc faktura myszki nie jest rodem z Vipera. Szkielet myszki jest szorstkawy, jedynie boki i podstawa są śliskie, ale z nimi, na szczęście, nie mamy praktycznie kontaktu. Takie rozwiązanie jest ciekawe, myszka nie sprawia wrażenia zbyt przygaszonej, a jednocześnie zastosowanie lakierowanego materiału nie powoduje utraty funkcjonalności, ponieważ gryzoń nie posiada klawiszy bocznych. Klawisze główne wykonane są z innego materiału niż grzbiet, ale całość ciekawie się komponuje. Jedyną drzazgą w oku staje się tu...

  
(kliknij, aby powiększyć)

Powrót do starej estetyki. Razer postanowił przypomnieć się na grzbiecie, w związku z czym obcujemy z zielonym logo producenta i nazwą modelu. Znaczek firmowy jest niewątpliwie wykonany profesjonalnie - mimo że całość jest dość mała, nie uświadczymy tu żadnych nacieków itp. Problem polega na tym, że klasyczne logo Razera wykonane jest w zielonej tonacji, a ta, jak na złość, nie pasuje do "pomarańczowej rewolucji". W pełni nacieszyć mogłem się widokiem Kraita tylko po odłączeniu od zasilania.

"Choinkowość" Kraita (podobnie, jak w Copperheadzie) skutkuje wyższą temperaturą całości. Szybki cytat: Dlaczego tak to podkreślam? Otóż okazuje się, że te estetyczne gadżety są źródłem dodatkowego ciepła! Myszka oczywiście nie parzy, to nie kaloryfer itd. Taka sytuacja to byłby absurd. Jest to wyłącznie luźna uwaga, nie traktujmy tego w kategoriach plusów lub minusów.

Krait ma mniej "agresywny" wygląd niż Copperhead. Wpływają na to przede wszystkim gabaryty, jak i bardziej opływowy kształt gryzonia. Klawisze główne nie są tak profilowane na palce, a guma antypoślizgowa utraciła gdzieś po drodze niewygodne kanty (nie biegnie ponadto praktycznie przez całą długość myszki, znajduje się jedynie na bokach). Różni się również wykończeniem - nie da się ukryć, że Copperhead został wykonany pieczołowiciej. Dotyczy to przede wszystkim gumy antypoślizgowej, w testowanym egzemplarzu sprawia wrażenie mniej przywiązanej do reszty myszki. Nie sądzę natomiast, by istniała groźba całkowitej jej emancypacji. Pewne niepokojące jej ruchy wynikają zapewne z faktu, iż Krait nie został wyposażony w gumę antypośligową biegnącą praktycznie przez całą długość konstrukcji (polepszyłoby to jej stabilność). Do reszty nie mam zastrzeżeń, jak na Razera przystało, całość nie wygląda na fuszerkę i daleko Kraitowi do niechlujstwa serii X7 A4Techa. Pozwolę sobie wrócić po raz kolejny do recenzji Copperheada:

Walory estetyczne to również mysz podczas eksploatacji - w przeciwieństwie do G1 nie wygląda jak rejestr wszystkich linii papilarnych, choć przyznać trzeba, że matowa faktura do końca nie spełnia swojej roli. Na myszce (szczególnie na klawiszach głównych) mogą pojawić się odciski palców (gdy ręka się poci) i, co gorsza, ich usunięcie nie jest tak proste, jak w modelu G1, gdzie wystarczyło przejechać nawet palcem i myszka znów zyskiwała na atrakcyjności. Do Copperheada przyda się jakaś wilgotna szmatka i zdecydowane ruchy - ślady i brud (choć tego jest, na szczęście, dość niewielka ilość) schodzą opornie. Trzeba dbać o gryzonia, nie inaczej...

Podobnie jest w przypadku Kraita. Także i w tym przypadku:

Dochodzi jeszcze jedna kwestia. Wygląd Copperheada i uciążliwa myśl "gdzieś już to widzieliśmy". Ostatnimi laty designerzy nie mają za wiele roboty (o ile został jeszcze jakiś na etacie), zarówno w Logitechu, jak i Razerze (ostatnia seria myszek Microsoftu to parę ciekawych modeli plus kilka "starych", przemyconych dla niepoznaki). Ciężko pojąć, dlaczego tak asekuracyjnie firmy podchodzą do sprawy. O ile chcą błyszczeć nową technologią, o tyle w dziedzinie "kształtologii" zachowują niezrozumiały konserwatyzm.

  
(kliknij, aby powiększyć)

Krait to powtórka z rozrywki, ale równie dobra, jak w przypadku Logitecha G5 (podobne podekscytowanie towarzyszy oczekiwaniu na G3). Przymykam więc oko - dobre rozwiązanie zawsze będzie dobrym rozwiązaniem, a jak dochodzi do ulepszeń (a tak właśnie jest z Kraitem), to tym lepiej...



Wygoda użytkowania

W przypadku Razerów obawiam się dwóch rzeczy - ergonomii i sterowników. Copperhead nie stał się myszką towarzyszącą mi na co dzień. Podobny los mógł spotkać również Kraita, ale tak... właśnie się nie stało. O dziwo konstrukcja rodem z Vipera jest znacznie wygodniejsza od tej z serii Diamondbacka. Składają się na to następujące elementy: mniejsze rozmiary (to akurat podzieli zainteresowanych na dwa przeciwne obozy), wygodniejsza guma antypoślizgowa, delikatniejszy klik, brak klawiszy bocznych, dojść do tego może również mniejsza waga (kwestia gustów). Głównie te cechy wpływają na komfort obsługi Kraita i na nich się skupimy.

Nie da się ukryć, iż Krait - mimo że jest myszką symetryczną - podzieli i tak kapryśną publikę. Głównie na ten fakt wpływają gabaryty myszki, które w dziedzinie "pobijania" rekordów długości, szerokości i wysokości znajdują się na szarym końcu stawki. Przez ostatni miesiąc (może i więcej) myszką faworyzowaną przeze mnie był Logitech G5, którego używam z przyjemnością. Przeskoczenie na Kraita zabolało - o mały włos, a zapomniałbym, że jestem zwolennikiem gryzoni małych, lekkich i symetrycznych. Akcentuję ten fakt nie bez powodu - uważajcie na Kraita, może okazać się, że ta myszka jest dla Was za mała! Spełniłem po raz kolejny swój obywatelski obowiązek, a teraz przejdźmy do konkretów.

Klawisze główne są wykonane inaczej niż ma to miejsce w Diamondbacku/Copperheadzie. Nie są tak profilowane, wgłębienia na palce nie są tak wyraźnie zaznaczone. Jednak w żaden sposób nie wpływa to na utratę komfortu współpracy z Kraitem. Przyciski wykonane są z bardzo przyjemnego materiału (akurat w tym przypadku Logitech powinien wziąć parę lekcji od konkurenta), podobnego, jak w Copperheadzie. Powspominajmy zresztą:

Klawisze główne. Mam do nich ambiwalentny stosunek. Ich nacisk jest miękki, nie sprawia trudności, jest czymś pomiędzy IE 4.0 a MX510. Wydawałoby się więc, że ideał. Otóż dla mnie nie był. Okazuje się jednak, że najlepszym rozwiązaniem w grach jest jednak nieco twardszy klik. Zdarza mi się przypadkowo wcisnąć prawy klawisz główny, wychodzi na to, że potrzebne jest delikatniejsze obchodzenie się z Copperheadem. Potwierdziło się to w pierwszym kontakcie w grze. Nie wyczuwałem w zasadzie, czy udało mi się aktywować funkcję ukrytą pod prawym klawiszem głównym. Nacisk w klawiszach głównych jest identyczny (choć dźwięki inne, ale do tego zdążyłem się już przyzwyczaić, rzadko słyszę w myszkach te same tony). To ciekawe - siła nacisku jest taka sama, bez względu na punkt klawisza (spróbujmy np. kliknąć w MX5xx na środku myszki, będzie to niezwykle trudne, w Copperheadzie takiego problemu nie ma). Wniosek z tego taki, że możemy trzymać palce gdziekolwiek (oczywiście w obrębie klawiszy głównych), nie będzie miało to znaczenia na komfort i siłę docisku.

Podobnie jest w najnowszym Razerze, ale... nie do końca. Klik jest jeszcze delikatniejszy i cichszy. Teoretycznie wyczuwalność skoku powinna być mniejsza, ale akurat tego nie wyczułem. Doszedłem ponadto do wniosku, że problemy z intuicyjną pracą z Copperheadem wynikały bardziej z niedostosowania go do mojej dłoni. Krait pasuje za to idealnie, więc po 2 dniach kontaktu z nim przestałem narzekać na przypadkowe kliki. Reszta podobna, jak u poprzednika z jedną małą uwagą - nie jestem teraz w stanie wyrokować (za krótki czas testowania egzemplarza), ale lewy przycisk czasami działa tak, że nabieram podejrzeń, czy nie będzie powtórki z rozrywki (vide Diamondback).

Wróćmy do starych czasów po raz kolejny: Guma antypoślizgowa w Copperheadzie szału nie robi, niestety. W zasadzie jest ona niepotrzebna. Z prawej strony kciuk trzymam na klawiszach bocznych, co jest niewygodne (nie ma miejsca między gumą a klawiszami, a trzymanie palca na antypoślizgowej strukturze mija się trochę z celem). Dobrze chociaż (jak już wspomniałem), że przy tej operacji nie istnieje groźba aktywacji klawiszy bocznych. Guma mogłaby mieć łagodniejsze zakończenia, odzywają się traumatyczne wspomnienia z użytkowania MX310. Zauważyłem zresztą, że trzymanie palców równolegle do grzbietu myszki skutkuje większym komfortem. Po prostu kąt ułożenia dłoni do myszki - ma to związek z ulokowaniem palców wzdłuż gumy antypoślizgowej, a nie w poprzek. Aby jednak było to możliwe, myszka musi być ulokowana na dostatecznej wysokości. Jeśli znajduje się gdzieś na poziomie pasa użytkownika, wówczas taka technika będzie praktycznie nie do zrealizowania (przedramię jest za nisko i nie jest pod kątem prostym z ramieniem).

Kolejna przewaga Kraita nad Copperheadem. Guma antypoślizgowa została wykonana z większym rozmysłem, choć można by stwierdzić - bez aktywnego uczestnictwa konstruktorów-sadystów. Jej delikatne krawędzie znacznie podnoszą komfort korzystania z Kraita, a co wiecej - sama guma wykonana jest z miękkiego tworzywa, o niebo lepszego niż w poprzednich seriach Razera. Ponadto nie ma tutaj bocznych przycisków, nie musimy się z nimi męczyć (oczywiście ich brak wpływa negatywnie na funkcjonalność, ale sama konstrukcja Razerów nie pozwala zbytnio na ich wygodne rozlokowanie). Kąt nachylenia dłoni do myszki jest tutaj podobny, wszystko przez wzgląd na obecność gumy antypoślizgowej.

  
(kliknij, aby powiększyć)

Rolka? Przy okazji testowania Copperheada rozpływałem się nad jej jakością: Zacznę chyba od najmocniejszej strony Copperheada. Rolka. Mistrzostwo świata i wyraźny nokaut. Logitech i Microsoft rolkami - fakt - nie zachwycają, ale przepaść teraz jest widoczna i to bardzo. W najnowszym Razerze mamy do czynienia jedną z najlepszych. Składają się na to 3 elementy: stabilność konstrukcji - scroll nie buja się na boki, nie sprawia wrażenia, jakoby miał za chwilę wyskoczyć z myszki i powędrować w siną dal; wyraźny skok - w Logitechach często skok skokowi nierówny, to znaczy raz wchodzi delikatnie, a raz z oporami. W Copperheadzie mamy constans - świetna sprawa. Jedyną wadą może być tylko hałaśliwość operacji - istotnie, skok w Copperheadzie jest słyszalny, nie są to jednak jakieś irytujące rejestry; dodatkowy przycisk w rolce - jego nacisk to po prostu poezja. Jeśli akurat scrollowanie wymaga zdecydowanych ruchów (i dobrze - nie będzie przypadkowych sytuacji), to przycisk wchodzi niezwykle miękko, a jednocześnie tak, że nie dojdzie do sytuacji niepożądanych kliknięć. Bardziej wyważyć się tego elementu chyba nie da, jest znakomity.

Tu punkt dla Copperheada. Razer dedykuje Kraita mniej zasobnym graczom, więc rzeczą oczywistą jest, że efekt końcowy może być gorszy od tego w droższych modelach. Rolka nie jest już tak dobra, skok nie jest równomierny, za to 2 pozostałe cechy pozostają bez zmian - jest stabilna, a przycisk w rolce jest aktywuje się miękko i bez zarzutu. Jednocześnie opór podczas przesuwu jest wyraźnie mniejszy (co wcale nie musi być dla wszystkich zaletą). Wolałbym rolkę z Coppeheada, ale przepaści między nimi nie ma, w związku z czym nie ma powodów do przesadnych utyskiwań.

Ślizgacze mają równie wielkie znaczenie na komfort współpracy - ideałem w tym względzie jest Logitech G5/G7 (oczywiście to moje prywatne zdanie). Razer poszedł w innym kierunku - miniaturyzacji. Zastosowane ślizgacze w testowanym modelu są zaskakująco małe (podobnie z ich wysokością), ale w żaden sposób nie wpływa to ujemnie na poślizg. Są w zupełności wystarczające, a jakość ich wykonania jest satysfakcjonująca. Do tej kwestii jeszcze powrócę przy okazji testów podkładkowych.


(kliknij, aby powiększyć)

Śliskie boki znajdujące się poniżej gumy antypoślizgowej po prostu... są. I tyle. Jako że nie mamy do czynienia z przyciskami bocznymi, tę sferę powinniśmy odwiedzać niezwykle rzadko, raczej przez przypadek. Po to jest guma antypoślizgowa, by z niej korzystać.

Znów wracamy do Copperheada: Myszka, jak już zdążyłem wcześniej wspomnieć, w podstawie jest wąska, co może momentami negatywnie wpływać na jej stabilność, to znaczy mimo szerokiego ślizgacza tylnego pochyla się czasem na boki na miękkich podkładkach (czyli będzie ten problem dotyczyć głównie grubych podkładek szmacianych). Na podkładkach aluminiowych, plastikowych lub szklanych problem nie istnieje.

Kolejny punkt dla Kraita, który w podstawie jest... szerszy! Zaskakująca wiadomość, jeśli przyjrzymy się wspólnym zdjęciom porównawczym "od góry" lub "z boku". Tym sposobem Krait sprawia wrażenie stabilniejszego, jego ujarzmienie jest zdecydowanie przyjemniejszą czynnością...

Kabel? Ot, remis: Kabel to już prostsza sprawa. Cienki, ale wciąż sztywny. Kabel nie jest łamliwy, choć mimo swojej grubości może sprawiać takie wrażenie. Sprawdziłem, mocno wyginałem, nie doszło do żadnych uszkodzeń. Cieńszy obwód owocuje zmniejszeniem wagi samego kabla, co jest naprawdę istotną zaletą. Przykre odczucie, że operujemy myszką przewodową będzie znacznie mniejsze niż w przypadku szarych zwykłych myszek z grubymi kablami.

Można by nabrać podejrzeń, czy aby w bardzo lekkim najnowszym Razerze kabel nie będzie piątym kołem u wozu. Na szczęście tak nie jest, kabel, choć do najcieńszych nie należy (tu bezdyskusyjnie wygrywa A4Tech z serią X7), nie przeszkadza, nie zahacza i przede wszystkim jego obecność nie jest uciążliwa.



Razer Krait – sterowniki 1.02

Westchnąłem na myśl samą, że czeka mnie teraz pisanie rozdziału o sterownikach Razera... W przypadku tego producenta drivery są zmorą użytkowników i nie zmieni to fakt jakości jego produktów. Z drugiej strony nie ma co stwierdzać, że myszka bez sterowników to jak polonista bez słownika, bo tak przecież nie jest. Myszka będzie bez problemów działać na standardowych ustawieniach systemowych. Pamiętajmy, że Krait nie posiada żadnych dodatkowych przycisków. Tak na początku zrobiłem, Krait spisywał się bez zarzutu pod kontrolą systemu Windows. Następnie zainstalowałem sterowniki i zmieniłem port USB – myszka działała, ale nie była wykrywana przez sterowniki. W przypadku Copperheada było równie „ciekawie”: Sterowniki szału nie robią, ale to nie jedyny szkopuł. Pewnego razu (podczas zrestartowania komputera) myszka przestała odpowiadać - nie została wykryta przez sterowniki, o czym świadczył stosowny komunikat po próbie zaktywizowania ikonki sterownika Razera. Kolejne uruchomienie komputera również nie przyniosło rezultatu, więc wczołgałem się pod biurko i odłączyłem na kilka sekund myszkę, po czym ją ponownie podpiąłem i wówczas zaskoczyła. Już wszystko było w porządku, ale sam fakt takich akrobacji może wzbudzać niemałe zaniepokojenie.

Po tym zdarzeniu tym mniej chętnie zabrałem się do analizy driverów Kraita. Powspominajmy jeszcze perypetie związane z Copperheadem: Pierwsze problemy napotykamy już podczas instalacji. O ile brak certyfikatu Microsoftu można spokojnie przeboleć, to o tyle "HID-compliant mouse" w Device Manager - już niespecjalnie. Mimo wielokrotnych prób nie udało mi się poprawnie zainstalować Copperheada, wykrywana jest ona jako domyślna myszka i nic poza tym. Wiem, że w tych bojach nie jestem osamotniony, problem ten dotknął bowiem wielu użytkowników. Sterowniki jednak działają - pojawia się charakterystyczna ikonka w trayu, po jej kliknięciu rozwija nam się bitmapowy panel. W przypadku Kraita jest lepiej – myszka jest wykrywana jako „Razer 1600dpi 3 Buttons Optical Mouse”, oczywiście Microsoft „zdarzenia” nie certyfikuje, ale to nie jest w ogóle jakakolwiek przeszkoda.

Interfejs sterowników jest zbliżony do standardów, do jakich przyzwyczaił nas Razer, choć oczywiście całość jest znacznie uboższa:

     
(kliknij, aby powiększyć)

Ustawimy podstawowe parametry – czułość, jej zmianę „w locie”, szybkość dwukliku, sposobu użytkowania myszki (prawo- i leworęcznego) oraz przypiszemy określoną funkcję danemu klawiszowi. Tu akurat Razer nas specjalnie nie rozpieszcza:

Zakładka ustawień zaawansowanych dotyczy ustawienia czułości wedle osi, akceleracji, czułości systemu Windows oraz umożliwia zmianę 1600dpi na 400dpi (innych wariantów nie ma):


(kliknij, aby powiększyć)

Całość mogłaby być bardziej rozbudowana, nie sądzę, żeby w przyszłości się to zmieniło (pracuje się bardziej nad stabilnością sterowników myszki, a nie ich rozbudowywaniem). Aktualizacja ich samych również mogłaby się odbywać w wygodniejszy sposób (zakładka „Update” przenosi nas na stronę główną producenta, na której sterowniki do Kraita są, ale potrzeba na ich odszukanie kilkunastosekundowej akrobatyki). Rozbestwiliśmy się, ale skoro da się to zrobić w wygodniejszy dla użytkownika sposób, to dlaczego z niego nie korzystać? Żałuję szczególnie, że producent pozwala na zastosowanie tylko 10 możliwości przypisania funkcji określonemu klawiszowi, funkcja macro i przydzielania nie pomaga we wszystkich przypadkach.

Na koniec tradycyjnie zbadamy sobie czas reakcji, jaki oferuje nam Krait:

Wynik wyszedł nieco lepszy niż w przypadku Copperheada, którym nie byłem w stanie uzyskać magicznej uśrednionej liczby 1000. W tym przypadku również nie było to proste – trzeba dość energicznie machać ręką, wynik jednak, jak widać, jest możliwy (duże jednak amplitudy). Myszka błyskawicznie reaguje na nasze ruchy, choć podkreślę po raz wtóry – powyższy test nie ma dla mnie większego znaczenia.



Gry i podkładki – mysia prawda

Najistotniejsza część testu w zasadzie. Od razu przedstawię własne stanowisko co do charakteru Kraita. Producent przedstawia najnowszego gryzonia jako świetny produkt dla osób grających głównie w RTS-y. Stąd takie, a nie inne rozwiązanie – małe gabaryty i waga, brak dodatkowych klawiszy funkcyjnych itd. Słusznie, w strategiach dodatkowe mikrostyki są zbędne, ale gabaryty i waga pozostają kwestią subiektywną. Dedykacja dla strategów to czysty marketing i tak należy do tego podchodzić, producent próbuje znaleźć niszę, tłumacząc, że dotychczas skupiał się głównie na graczach spod znaku FPP-ów. Specyfikacja jest dość charakterystyczna i brać konsumencka się na to nabierze.

Sam przekornie rozpocząłem testy Kraita w Call of Duty 2 i Day of Defeat: Source. W dynamicznych grach FPP Krait sprawdza się wyśmienicie (a teoretycznie nie powinien!), nie napotkałem żadnych problemów, oprócz tych związanych z procesem adaptacji (np. odczuwam do dziś dyskomfort podczas grania w najnowszą odsłonę Tactical Ops – klik jest zbyt miękki, więc mam problemy z krótkimi seriami z MP5k). W samym UT2004 już takich problemów nie ma, podobnie w DoD:S. Niestety nie wiem, od czego to może zależeć, nie jest to jednak w tym momencie istotne.

Jako że Razer Krait ma docelowo ucieszyć miłośników strategii, pozwoliłem sobie myszkę sprawdzić w Warcrafcie 3 oraz w turowej HoMM V Demo. W obu przypadkach grało mi się naprawdę przyjemnie, szybkie klikanie w dynamicznej grze Blizzarda przychodzi bez większych kłopotów, nie napotkałem żadnych przeszkód podczas rozgrywki. Myszka jest lekka i mała, na dodatek posiada po bokach antypoślizgową gumę, więc kontrolowanie sytuacji na ekranie pozostaje jedynie w gestii umiejętności użytkownika, a nie samego sprzętu, który spisuje się wyśmienicie. W Guild Wars sytuacja podobna – wszelkie niepowodzenia z pewnością nie są winą testowanego gryzonia... Podsumowując – myszka stworzona do gier, o ile gracze nie mają zwyczaju używać dodatkowych klawiszy. Wówczas musielibyśmy ograniczyć się wyłącznie do gier strategicznych, RPG, przygodowych itp. Osobiście nie korzystam z dodatkowych przycisków, zatem rozgrywka jest w pełni komfortowa. Jedyny minus, że potrzebuję przynajmniej jeszcze jednego klawisza w samym systemie. Nie jest to jednak wadą – producent jasno określa zastosowanie Kraita. Jeśli potrzebujemy większej liczby klawiszy, musimy rozglądnąć się za czymś innym.

Kolejnym istotnym testem jest sprawdzenie, jak Krait spisuje się na różnych powierzchniach podkładek. Nie jest ich znowu wiele, ale reprezentowane są wszystkie możliwe „oficjalne” powierzchnie. Dla świętego spokoju sprawdziłem, jak najnowszy produkt Razera radzi sobie na fakturze biurka, białej kartce papieru i błyszczącej okładce. Na blacie biurka i kartce A4 – bez zarzutu, problemy pojawiają się przy błyszczącej powierzchni (momentami myszka gubi sygnał, kursor ma skłonność do przeskoków). Ten ostatni test rzadko która myszka przechodzi, zresztą nie jest to „pad” mający jakikolwiek sens. Wyniki testów dedykowanych podkładek ujęte zostały w poniższej tabeli:

Zdawałem sobie sprawę, że jeśli Krait przejdzie testy na przezroczystym Icemacie, to później może być tylko z górki. Dodam jeszcze, że na szklanych podkładkach obnaży się nie tylko sensor, ale i zastosowane w myszce ślizgacze, a te sprawdziły się wyśmienicie. Nie ma tutaj mowy o problemach znanych np. w serii X7 A4Techa, gdzie dochodziło do „kolebania się” myszki na prawie idealnie płaskiej powierzchni. Na dodatek ślizg Kraita na szkle jest bardzo dobry, w zasadzie nie ma potrzeby używania dodatkowych pasków teflonu, niestety producent nie dołącza do zestawu rezerwowych ślizgaczy, więc – tak czy siak – będziemy zmuszeni do podklejania (standardowe kiedyś się zetrą, szkoda je marnować). Na dodatek w momencie testów na Corepadzie Magna (szklany pad) przypadkowo położyłem podkładkę czystym szkłem do góry – nawet w takiej nieco zabójczej konfiguracji Krait dał sobie radę. Na jednym z moich faworytów – Steelpadzie 5L – myszka wprost wpływa, może nabawić się choroby morskiej. Na plastikowych padach (S&S, Ricochet) radzi sobie równie dobrze. Zresztą wystarczy spojrzeć na wyniki – Krait „łyka” dosłownie wszystko. Oczywiście prywatnie przypadł mi najbardziej do gustu duet Krait+QcK, ale akurat niniejsza podkładka jest na tyle uniwersalna (i dobra!), że używam jej na co dzień, bez względu na myszkę, która po niej szura.

Pytanie podstawowe: czy mysz „cierpi” na akcelerację wsteczną? NIE. Nie jestem natomiast w stanie wydać w niektórych przypadkach stuprocentowo pewnej opinii – pady są po prostu za małe, by mieć absolutne rozeznanie. Po sprawdzeniu na Steelpadzie 5L, jak i Eyepadzie XL (w miarę długie pady) zjawisko akceleracji wstecznej nie „ujawniło się”. Pojawiło się jedynie w momencie, gdy oderwałem nieco myszkę (przypadkowo) od podłoża – wówczas kursor wykonał dość podejrzaną akrobatykę. Zresztą najważniejszy jest fakt, czy ta bolączka jest widoczna w grach podczas szybkich ruchów dłonią – nie jest! Mam nadzieję, że tak podana informacja w pełni Was usatysfakcjonuje. Czas na grande finale...



Podsumowanie

W kwestiach związanych z myszkami dla profesjonalnych graczy jestem jak bokser wagi koguciej - punktuję bez litości. Nie mamy tu do czynienia z produktem, który ma wypełnić tylko lukę obok klawiatury. To jeden z priorytetów dla progamera - bez doskonałej myszki ani rusz. Tak rozpocząłem podsumowanie Copperheada. W przypadku Kraita rękawice bokserskie mogę odwiesić, po prostu się nie przydadzą. Mamy do czynienia z myszką bardzo udaną, Razer połączył w mistrzowski sposób dwie poprzednie myszki - Vipera (konstrukcja) i Diamondbacka (technologia). Szkoda, że brak delikatnego szaleństwa, jakim charakteryzuje się Copperhead (to akurat bywa przez wielu określane jako jedna z wad).

Zdaję sobie jednocześnie sprawę z tego, że dla wielu graczy zalety Kraita są tak naprawdę jego wadami. Chodzi tu przede wszystkim o specyficzną konstrukcję (małe rozmiary i waga), brak przycisków bocznych, innych wariantów kolorystycznych (do czego Razer wcześniej nas przyzwyczaił). Szczególnie dyskwalifikujące mogą okazać się gabaryty myszki, dla wielu okaże się ona po prostu za mała. Z drugiej strony nie ma idealnego gryzonia, który pogodzi wszystkich. Stąd Razer zwraca się szczególnie do graczy o małych dłoniach, ale także i pozostałych, którzy wolą korzystać z "kompaktowych" rozwiązań, pozwalających na szybką reakcję (a jak wiadomo - RTS-y bywają równie dynamiczne, jak FPP-y). Ja Kraita "łykam" praktycznie bez cienia wątpliwości (wolałbym jedynie „twardszy” klik, „oporniejszą” pracę rolki i choć jeden dodatkowy klawisz funkcyjny), stąd ocena końcowa będzie jak najbardziej pozytywna. Punktem odniesienia Razera staje się dla mnie teraz Krait. Ostatnio zresztą mam szczęście do dobrych myszek i tym chętniej szastam rekomendacjami.

Spiekowy przepis na myszkę idealną? Ostatnio wyglądał następująco:
  • Obudowa z Microsoft Laser 6000.
  • Materiały wykończeniowe, ich jakość i połączenie z Logitecha G5.
  • Technologia serii MX Logitecha.
  • Rolka z Copperheada, jej bezgłośność z A4Techa X7.
  • Lekkość całości z Logitecha G1/Lasera 6000.
  • Klik klawiszy głównych z Logitecha G1/G5/G7
Parę zmian nastąpiło:
  • Obudowa z Microsoft Laser 6000.
  • Materiały wykończeniowe, ich jakość i połączenie z Logitecha G5.
  • Technologia serii MX Logitecha/Diamondbacka.
  • Rolka z Copperheada, jej bezgłośność z A4Techa X7.
  • Lekkość całości z Logitecha G1/Lasera 6000/Kraita.
  • Cicha praca klawiszy głównych - Razer Krait.
  • Klik klawiszy głównych z Logitecha G1/G5/G7.
CENA: 159zł (dystrybutor) Ocena końcowa Kraita wygląda następująco – zyskał rangę „zasłużonego zawodnika”, więc przyklejam mu na grzbiecie znaczek:

To pierwsza myszka, która otrzymuje ode mnie maksymalne wyróżnienie! To pierwsza myszka, której daję tak wielki kredyt zaufania, choć przyznaję - mam i tak niemałe obawy. Martwi mnie szczególnie styk w lewym klawiszu głównym, oby nie doszło do podobnych sytuacji, jak miało to miejsce w wadliwych egzemplarzach Diamondbacka (a tych, wedle złorzeczeń użytkowników, było całkiem niemało). W przypadku takich usterek nie będzie na pewno problemu z wymianą na sprawny egzemplarz. Rolka też nie wywołała u mnie nadmiernego entuzjazmu, ale i tak jest lepsza niż w wielu topowych i droższych modelach. To mój mysi „pierwszy raz” w zakresie najwyższych stopni wyróżnień, ale myszka najwyraźniej sobie na to zasłużyła, wystarczy przypatrzeć się proporcji „za” i „przeciw”. Cena jeszcze troszkę spadnie i w swoim segmencie Krait nie będzie mieć konkurencji. Czy można jednoznacznie stwierdzić, że to najlepszy model gryzonia na rynku? Absolutnie nie – niektórzy posypują truskawki cukrem, inni znowuż tego nie robią... Kwestia gustów, dla mnie topowym modelem był dotychczas Logitech G5 (mimo nieznacznej akceleracji wstecznej), teraz wskakuje i rozpycha się na tronie konkurent - Razer Krait, ex-aequo. Duże nadzieje wiążę z Logitechem G3, ale to jeszcze nie teraz. Do następnego.




  Sprzęt do testów dostarczyły firmy:

Multimedia Vision      Multimedia Vision

Logitech Polska      Logitech Polska

Hardware For Gamers      Hardware For Gamers
    • ul. Nowy Świat 18/20, 00-373 Warszawa
    • tel: 022 826-60-62
    • Fax. (022) 338 9010
    • WWW: www.h4g.pl
    • e-mail: info@h4g.pl