Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2022
RECENZJE | Recenzja SteelSeries: Flux In-ear oraz Flux In-ear Pro
    

 

Recenzja SteelSeries: Flux In-ear oraz Flux In-ear Pro


 Autor: Liluh | Data: 12/09/13

Recenzja SteelSeries: Flux In-ear oraz Flux In-ear ProGranie, słuchanie i przemieszczanie. Firma SteelSeries znana jest z produkcji solidnej jakości akcesoriów dla graczy. Nie rzadko, są to całe serie produktów dedykowanych konkretnej grze, jak np.: World of Warcraft czy Guild Wars 2. Wszystko od klawiatur, podkładek, myszek, aż po kontrolery i zestawy słuchawkowe. Tym razem bliżej przyjrzymy się ich nowym modelom słuchawek dokanałowych dla graczy: Flux In-ear oraz Flux In-ear Pro.

Wstęp

Na samym początku przyznam, że na myśl o słuchawkach dokanałowych, małych kamyczkach, które trzeba wepchnąć sobie do ucha, zawsze robiło mi się słabo. Zdecydowanie niekomfortowe, powodujące ból po dłuższym noszeniu, nieporęczne, plączący się, a w następstwie rwący kabel. Niezależnie czy chodziło o słuchawki z mp3, iPoda, telefonu czy smartfonu – problem zawsze pozostawał. W tym kontekście drugorzędne znaczenie miała dla mnie jakość oferowanego dźwięku, chociaż i tego aspektu nie sposób zignorować. Jeśli macie lub mieliście podobne odczucia, czytajcie dalej. Jest dla nas nadzieja.

Duński zespół SteelSeries musiał dobrze wsłuchać się w podobne do moich narzekania, ponieważ dołożył wszelkich starań by ich produkt był tych wad zupełnie pozbawiony. Zarówno Flux In-ear, jak i istotnie rozbudowana wersja Pro, zostały wyposażone w kilka silikonowych nakładek, pozwalających na komfortowe dobranie kształtu wkładek do budowy uszu. Nakładki dostarczono w rozmariach S/M/L, a wersja Pro dodatkowo otrzymała samodopasowujące się wkładki piankowe Comply. Kolejnym udogodnieniem wspólnym dla obu modeli jest płaski kabel. Niby nic wielkiego, ale w praktyce poplątanie słuchawek przez zwykłe włożenie do kieszeni czy plecaka staje się niemożliwe. Taka konstrukcja kabla czyni go też odpornym na przetarcie i złamanie. Zwłaszcza, że chociaż zestawy (słuchawki mają też wbudowane mikrofony) reklamowane są głównie jako sprzęt dla graczy to w rzeczywistości są bardzo uniwersalne. Nadają się nie tylko do grania na domowym blaszaku, laptopie czy tablecie, ale też świetnie spisują się jako akcesorium słuchawkowe dla smartfonów, czy w połączeniu z iPodem, empetróchą itp. Plusów jest więcej, ale o tym w dalszej części artykułu. Dość powiedzieć, że dzięki wspomnianym udogodnieniom dałem fluxom szansę i zabrałem się do szczegółowego testowania.



Flux In-ear

Zwykłe fluxy to przede wszystkim solidny zestaw słuchawki + mikrofon. Podłączane pozłacaną końcówką 3,5mm typu jack, najlepiej sprawdzają się w smartfonach. A to dlatego, że tylko w nich będziemy mieli okazję użyć ukrytego w lewym kabelku przycisku odbierania/kończenia połączenia telefonicznego. Ewentualnie, prztyczek może też posłużyć jako przycisk play/stop w odtwarzaczu muzyki. Wszystko co pisałem o komforcie to szczera prawda, ale nie cała. Mocno przylegające silikonowe wkładki znacznie redukują pasywne źródła szumu (czyli mówiąc po ludzku: hałas ulicy, ryk silnika autobusu itp.). To dobrze, bo 6mm dynamiczne przetworniki wydają się być naprawdę niezłej jakości i jest czego posłuchać. Dobrze radzą sobie z basami, ale ładnie prezentują się też średnie i wysokie tony. Metal czy mocny rock, brzmi jak trzeba, chociaż nie będzie to bas do jakiego mogą przyzwyczaić dobrej jakości, „duże” słuchawki. Soprany, czy separacja instrumentów, która wyraźnie dała mi się odczuć w klasycznej kantacie „O Fortuna” Orffa, wypada naprawdę fajnie. Słuchawki są lekkie i dobrze utrzymują się na swoim miejscu. Jak już wspominałem, nie plączą się nawet podczas jazdy na rowerze. Można niemal zapomnieć, że ma się je w uszach, z wyjątkiem jednego szczegółu. Brak suwaka, którym można spiąć przewody pod brodą. To niby nic, ale trzeba pamiętać, że płaski, pokryty gumą kabel wprawia w drgania siedzące w uchu silikonowe nakładki, jeśli zostanie bezpośrednio puknięty np.: ręką. Kabelki latają luźno i silnie poruszone (przez uderzenie) rezonują. Jest to dość irytujące, chociaż stosunkowo rzadko się zdarza. Minusem tańszych fluxów jest też jednowtyczkowy kabelek, który nie pozwala na korzystanie z mikrofonu w klasycznym PC (Maka to nie dotyczy). Producent odradza kombinowanie z przejściówkami, które co prawda pozwalają ten problem rozwiązać, ale miksują kanały w sposób, który wpłynie na jakość dźwięku i może prowadzić do uszkodzenia sprzętu. Szkoda, bo mikrofon nieźle zbiera, w sam raz na komfortową rozmowę przez telefon lub z Skype'a. Coraz częściej jednak spotyka się laptopy z jednym portem dla słuchawek i mikrofonu, produkowane też są takie karty muzyczne. Sytuacja nie jest więc beznadziejna.

Zestaw sprzedawany jest w porządnym, kartonowym pudełku, a w pakiecie znajdziemy poręczne etui w kolorze czarnym (takim samym jak słuchawki).

W sklepie producenta Flux In-ear kosztuje 216 zł. To dość rozsądna cena jak na oferowaną jakość. Solidne wykonanie, parametry i szeroka funkcjonalność. Duży komfort użytkowania. Jednak z uwagi na wspomnianą wyżej kwestię mikrofonu, produkt przeznaczony jest głównie dla urządzeń mobilnych. Znajdziemy słuchawki w podobnej cenie o lepszych parametrach, jednak niekoniecznie z wbudowanym mikrofonem. Być może warto dopłacić te 40-60zł więcej za jakość i przymknąć oko na drobne wady. Ocenę pozostawiam Wam.





Flux In-ear Pro

Model Pro jest ponad dwa razy droższy. Słuchawki z mikrofonem za 563 zł to naprawdę dużo. Co zyskujemy w zamian? Sporo. Wszystkie wady tańszego modelu – tj. ograniczona funkcjonalność mikrofonu, rezonujące kabelki, zostały w tej wersji całkowicie wyeliminowane. Mikrofon działa także po podłączeniu do klasycznego PC, a to dzięki wymiennej końcówce. Zwyczajnie odczepiamy pojedynczego jacka i podłączamy podwójnego – jednego na wejście słuchawkowe, drugiego pod mikrofonowe. Ponad to, dodano suwak pod brodą, którym ścieśniamy dwa cylindryczne kabelki poszczególnych słuchawek. Przewód staje się płaski dopiero kilka centymetrów niżej. Jest też dużo grubszy, chociaż niewiele cięższy od wersji klasycznej (8 pinowy). Wyraźnie solidniejszy, nadaje się do uprawnia sportów (sprawdzony podczas ostrej jazdy na rowerze, w bieganiu, na siłowni). Taki trój-podział kabelka całkowicie usunął problem z rezonowaniem. Za takie podejście do tematu, duży plus.

Poza tym, wersja Pro to inna technologia. Użyte przetworniki typu „balanced armatur” (czyli o zrównoważonej armaturze) różnią się tym od dynamicznych, że nie potrzebują dostępu do powietrza by działać (klasyczne przetworniki mają wprawianą w drgania membranę, zupełnie jak głośniki). Przez to zajmują dużo mniej miejsca, a co za tym idzie, są lżejsze. Charakteryzuje je też wysokiej jakości, czysty dźwięk (pasywne wygłuszanie). To naprawdę słychać.


Porównanie czystości odtwarzanego dźwięku – przetworniki dynamiczne i zrównoważone.

Wcześniej mówiłem o dobrej separacji, teraz powiem, że jest wspaniała. Świetna czystość pasma. Szeroka scena i wszystko tak wyraźne, że w multiinstrumentalnych kawałkach dźwięk wyciska łzy z oczu. W grach przekłada się to na łatwość z jaką lokalizujemy przeciwnika. A to wszystko przy idealnym wręcz wyciszeniu. Wkładki genialnie się zasysają, zupełnie odcinając nas od świata zewnętrznego. Prócz wspomnianych na wstępie wkładek i pianek Comply, otrzymujemy jeszcze specjalne prowadnice do przewodów słuchawkowych. Wygląda to jak wyprofilowany kawałek gumy, który nakładamy na kilkucentymetrowym odcinku, zaraz za słuchawką. Kabelek się wygina, dzięki czemu w wygodny sposób możemy zamocować go wokół małżowiny usznej (chociaż nic nie stoi na przeszkodzie by „nosić się” klasycznie). Takie rozwiązanie gwarantuje utrzymanie się słuchawki w uchu nawet przy mocnym kręceniu głową (a kto wie, może nawet przy pogowaniu?). Jednocześnie, lekkość zestawu powoduje, że szybko o nim zapominamy. Można spokojnie zanurzyć się w świecie gier i muzyki. Jedyną, nawet nie wadą, a specyfiką takiej, a nie innej konstrukcji przetworników, jest stosunkowo gorsze łapanie niższych tonów. Można odnieść wrażenie, że mocniejsza muzyka pozbawiona jest kopa (tego wrażenia nie ma w tańszej wersji). Dla mnie była to jednak kwestia przyzwyczajenia się do nowej jakości, a nie prawdziwa niedogodność. Mógłbym też życzyć sobie nieco dłuższego przewodu (oba modele mają kabelki długości 1,2m), ponieważ domowy komputer stoi pod biurkiem i nie ma wyjścia słuchawkowego z przodu obudowy, przez co kabla starcza mi tak ledwie co.

Podobnie jak w poprzednim modelu, do tego również otrzymujemy pokrowiec na słuchawki. Z tą tylko różnicą, że ten jest trochę mniejszy i twardszy, sprawa wrażenie wytrzymalszego. Flux In-ear Pro to zestaw do wszystkiego. Dla gracza, gadżeciarza, sportowca, a nawet zaryzykuję stwierdzenie – osoby o skłonnościach do audiofilizmu. Każdy z nich poza graniem i słuchaniem muzyki, pogada też ze znajomymi. Moim zdaniem, poza jakością dźwięku, to właśnie ta wielozadaniowość, komfort i funkcjonalność są największymi atutami fluxów. Jest to zdecydowanie lepsza (pod każdym względem) propozycja niż klasyczne In-ear. Zwłaszcza, że krótkie szperanie w sieci ujawnia sklepowe oferty, w których wersję Pro kupimy znacznie taniej niż to co oferuje producent.





Podsumowanie

Ludzie ze Steelseries wykonali kawał solidnej roboty. Firma oferuje klientom dwa, różniące się technologicznie produkty, mające jednak wspólny mianownik. Nie są pozbawione wad, a mimo to oferują jakość, komfort i funkcjonalność, nad którą warto się pochylić i brać pod uwagę rozważając możliwy zakup nowego zestawu dla gracza, zwłaszcza tego mobilnego. Wszystkie, obecnie produkowane smartfony i tablety powinny fluxy bezproblemowo rozpoznać i obsłużyć. Sam produkt nosi plakietkę „designed for Android/iOS/OS X”, ale wiadomo, że to tylko marketingowa sugestia.

Reasumując, tańszy model to przyzwoita propozycja dla mniej zasobnej kieszeni jeśli faktycznie będziemy w stanie wykorzystać wbudowany mikrofon. W innym wypadku, znajdziemy tańsze słuchawki bez mikrofonu o podobnych (a może i lepszych) parametrach. Natomiast wersja Pro konkurencję ma bardzo niewielką, ponieważ niewiele więcej da się wyciągnąć ze słuchawek dokanałowych tej wielkości. Gracze, którzy zęby zjedli na FPS`ach na pewno docenią walory dźwięku generowanego przez „zrównoważoną armaturę”, co niechybnie przełoży się na zwiększoną ilość zdobywanych fragów ;-)

Jeśli wpadnie Wam w oko korzystna cenowo oferta sprzedaży Flux In-ear Pro – bierzcie w ciemno. Nie pożałujecie.