Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2019
RECENZJE | Test Brainwavz HM5 i NuForce MMP: cud, miód i muzyka?
    

 

Test Brainwavz HM5 i NuForce MMP: cud, miód i muzyka?


 Autor: NimnuL | Data: 14/08/13

Test Brainwavz HM5 i NuForce MMP: cud, miód i muzyka?Brainwavz śmiało kroczy po - zdawałoby się, dobrze zagospodarowanym rynku sprzętu audio, na którym zresztą odnosi sporo sukcesów. Na kolejnych stronach zdam Wam raport z tego, czy pełnowymiarowe słuchawki tego producenta - model HM5, będą broniły się równie dzielnie jak inne Brainwavzy dotychczas u nas testowane. Wzmacniacze słuchawkowe do niedawna kojarzyły się z kosztownym sprzętem dla bardzo wymagających melomanów. Obecnie z nieba sypią się kieszonkowe modele przenośne, mające oferować wiele za niewiele. Zweryfikuję zatem czy wyniosłe obietnice producentów zostaną spełnione, przekonamy się o tym na przykładzie NuForce Mobile Music Pump.
     

Kogo witam, kogo goszczę?

Brainwavz serwuje dzisiaj model HM5, który przyciąga wzrok już na papierze. Spore pasmo przenoszenia i niemała skuteczność to być może zapowiedź całkiem fajnej zabawy. Nawet jeszcze ciekawiej wygląda to, co przygotował dla nas NuForce. Malutki wzmacniacz charakteryzuje się dwoma wyjściami słuchawkowymi, a to rzadkość w tym segmencie. Mocy mu również nie brakuje. Liczę na to, że nie zawiodę się tak, jak miało to miejsce w przypadku przedstawionego już u nas FiiO E5.



Co widzę?


- Brainwavz HM5

To już nie pierwszy raz, kiedy Braiwavz pokazuje jak powinien wyglądać przykład porządnego wyposażenia słuchawek. W przeszłości zaprezentował to na przykładzie zarówno modelu HM3, jak również dokanałowych wersji B2 oraz R1.


(kliknij, aby powiększyć)

Tym razem wewnątrz skromnego kartonu znajdziemy: sztywny pokrowiec oraz pasek do jego przenoszenia, dwa wymienne pady, dwa przewody, przejściówka na Jack 6,25mm, przejściówka samolotowa oraz karta gwarancyjna/instrukcja obsługi. Można lepiej? Nie sądzę.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

I to wszystko mieści się idealnie w zgrabnie zaprojektowanym, zapinanym na zamek błyskawiczny pokrowcu, który jak już wspomniałem, można nosić np. na ramieniu, dzięki dołączonemu paskowi z karabińczykami.


(kliknij, aby powiększyć)

Dwużyłowe przewody długie na 1,5 oraz 3 metry są dość grube i bardzo giętkie. Każdy z nich zakończony jest pozłacanymi wtykami, a jedna w każdym z nich wyposażona jest dodatkowo w gwint umożliwiający na solidne scalenie jej z przejściówką na Jack 6,25mm.

Kolory pierścieni na wtyczkach identyfikują kanały - takie same barwy znajdują się na bokach słuchawek. Jeśli kogoś interesuje masa tych przewodów to podaję: 42g dla krótszego oraz 82g dla dłuższego.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Wtyczki są fajnie zaprojektowane, częściowo wsuwają się do otworów i zaczepiają się w słuchawkach na ‘klik’ (jak zatrzask). To bardzo solidne połączenie, bo Jack nie jest zakotwiczony jedynie na samych stykach gniazda. Nie jest to jednak rozwiązanie pozbawione wad, naliczyłem dwie.


(kliknij, aby powiększyć)

Po pierwsze nie każda inna wtyczka będzie tu pasować. Żaden spośród pięciu pełnowymiarowych wtyków, które mam do dyspozycji u siebie w domu nie mieścił się w otworze słuchawki. Dobierając zatem inny przewód słuchawkowy należy zadbać o to, by wtyczka nie miała większej średnicy niż 8,8mm. Po drugie, jedną z zalet konwencjonalnie odczepianego przewodu jest to, że przypadkowe przydepnięcie przewodu nie zerwie nam słuchawek z głowy. W tym wypadku nauszniki polecą wraz z okularami i kolczykami.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Brainwavz HM5 to bardzo masywnie wyglądające słuchawki z owalnymi nausznikami o wymiarach 11x8,4cm. Wewnętrzny rozmiar gąbki to 7,3x4,5cm, a jej grubość wynosi około 2cm. Całkowita grubość słuchawki wynosi aż 5,5cm (obudowa + poduszka), a to sporo w porównaniu z np. 3,8cm z NuForce HP-800. W związku z tym na głowie wyglądają trochę jak wyposażenie ciężkich maszyn budowlanych. To czy dobrze, czy źle to już kwestia gustu.


(kliknij, aby powiększyć)

Imitacja skóry jest jakościowa i przyjemna w dotyku, jednak nie opina ciasno poduszek - nauszniki nie są tak jędrne jak przyzwyczaili nas do tego niektórzy producenci. Są za to bardzo miękkie, niezbyt sprężyste i trochę flakowate. Przypomina mi to skórę na pysku mopsa. Daleko jest tu do tego, co zaprezentował np. NuForce w modelu HP-800 lub choćby Sennheiser HD380Pro lub AKG K550. Nie oznacza to jednak, że jest to wada tego rozwiązania, ale o tym za chwilę.


(kliknij, aby powiększyć)

Nauszniki można odchylić o 90 stopni, ale nie ma tu regulacji w osi pionowej, krzywizna głowy jest zrekompensowana miękkością poduszki.


(kliknij, aby powiększyć)

Słuchawki skonstruowano na bazie metalowej szyny (zgaduję, że to stal sprężynowa lub pokrewna), co jest fajnym i bardzo trwałym rozwiązaniem bardzo odpornym na długoletnie używanie. Rozmiar pałąka jest regulowany w dość sporym zakresie, bo aż 4,5cm na stronę. W moim przypadku wystarczyło wysunięcie szyny o około 0,5cm. Z wnętrza pałąka wysuwa się naga, metalowa listwa z kilkoma znacznikami. Regulacja jest krokowa, po 9 skoków na stronę.


(kliknij, aby powiększyć)

Na bokach muszli znalazło się zgrabnie wkomponowane logo producenta oraz panel ze szczotkowanego aluminium.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Pałąk po zewnętrznej stronie pokryto imitacją skóry z wytłoczoną nazwą producenta. Wewnętrzna strona to płótno wyściełane miękką gąbką.


(kliknij, aby powiększyć)

Elementy są dobrze spasowane i skręcone, nie mam najmniejszych zastrzeżeń.


(kliknij, aby powiększyć)

Słuchawki zaprojektowano w taki sposób, by można je było w łatwy sposób rozebrać. Pady zdejmuje się w niezwykle fajny sposób - poprzez przekręcenie plastikowego pierścienia na który są nałożone. Na uwagę zasługuje fakt, że dodatkowe poduszki można bez problemu zakupić w sklepie, koszt pary to około 50zł.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Dalej czekają na nas cztery małe śrubki, po których odkręceniu dostaniemy się do wnętrza puszki. I tu widać duża dbałość producenta. Pokrywa wyłożona została filcową tkaniną wygłuszającą, a za magnesem znalazła się gąbka. Widać elegancję i pomyślunek w realizacji projektu.


Brainwavz HM5 / NuForce HP-800 / Sennheiser HD555 (kliknij, aby powiększyć)

Wygląd to oczywiście rzecz gustu, jednak w moich oczach te nauszniki do najpiękniejszych nie należą.

I tu mała dygresja, otóż okazuje się, że słuchawki markowane przez Brainwavz stanowią klon innych modeli, prawdopodobnie znowu mamy do czynienia z rebrandingiem. Ten sam myk zastosowano już w przypadku modelu HM3, który był kopią Fisher Audio FA-004 lub Maxell Retro DJ. Kopiąc trochę w otchłaniach przepastnej


(kliknij, aby powiększyć)

Sieci można natrafić na informację mówiącą o tym, że Brainwavz HM5 to jeden z przynajmniej trzech bliźniaków: Fischer Audio FA-003 (aktualnie zastąpione modelem FA-003Ti z drobnymi zmianami wizualnymi oraz Yoga CD-880, a także delikatnie zmieniony konstrukcyjnie NVX Audio XPT100 Studio. Ciekawie przedstawiają się ceny, oficjalne kwoty za Fisher Audio rozpoczynają się od 200$, NVX można nabyć już za 99$, o Yoga znalazłem tylko mętne informacje bez konkretów, mówiące o kwocie podobnej do HM5, czyli około 150$. Poszczególne modele różni również wyposażenie, z informacji jakie udało mi się znaleźć wynika, że Brainwavz ma najwięcej dodatków w standardzie.

- NuForce Mobile Music Pump


(kliknij, aby powiększyć)

Wzmacniacz dostarczony jest w zgrabnie zaprojektowanym pudełeczku, które po rozłożeniu stanowi również prostą, anglojęzyczną instrukcję obsługi wraz z opisem elementów na obudowie. Dobry pomysł, choć jeszcze w chwili pisania tej recenzji, obowiązującym językiem urzędowym na terenie Polski nie jest angielski.

Wyposażenie seryjne spełnia wymogi absolutnego minimum – interconnect 3,5mm oraz mini USB, oba blisko 20cm długości, oba tandetnej jakości. Brakuje mi tu jakiegoś futerału, może eleganckiej smyczy lub karabińczyka umożliwiającego przypięcie wzmacniacza do szlufki spodni. Cokolwiek, co odgoniłoby myśl, że producent ma nas głęboko w … nosie.


(kliknij, aby powiększyć)

MMP występuje również w kolorze białym. To bardzo proste urządzenie, bez udziwnień. Przednia i tylna ścianka wykonana została ze zmatowionego plastiku, jedna ma na sobie wytłoczone logo producenta, a druga biały nadruk z jego pełną nazwą. Pierwszy raz spotkałem się z urządzeniem, które nie nosi na sobie żadnej informacji o modelu. Gdyby nie pudełko to nie wiedziałbym z czym mam do czynienia.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Boczne krawędzie wykonano z polerowanego plastiku, z jednej strony umieszczono malutki włącznik wraz z diodą informującą o trybie działania, a także dwa wyjścia słuchawkowe. Po przeciwnej stronie znalazło się wejście sygnału wraz z portem micro USB. Dodatkowo na trzeciej krawędzi zainstalowano malutki przełącznik wzmocnienia. W narożniku znajduje się metalowe oczko do nawleczenia np. smyczy.


(kliknij, aby powiększyć)





Co czuję?

Zacznę od Brainwavz HM5, które cieszą nie tylko oko, ale również dłonie, w których leżą.

Słuchawki są bardzo solidnie wykonane, konstrukcja jest przemyślana, a dobrane materiały odpowiedniej jakości. Nic tu nie trzeszczy, nie ma luzów czy jakichkolwiek niedoróbek. Jest to poziom wykończenia i doboru materiałów, którego spodziewałem się po słuchawkach kosztujących 500zł. Plastikowych elementów nie ma wiele, a część z nich pokryto cieniutką warstwą gumy. Jest tu też trochę aluminium i imitacji skóry. Według mnie HM5 prezentują się tak dobrze jak ustanowiony solidny standard w tym segmencie cenowym.

Niestety praktyka pokazała, że dobrano tu stanowczo zbyt dużą siłę docisku do głowy. Znowu. Ten sam problem napotkałem w HM3. Początkowy nacisk był na tyle duży, że natychmiast wywołał nieprzyjemne uczucie dyskomfortu, od którego momentalnie chciałem uciec. Być może znajdą się osoby, które lubią gdy słuchawki siedzą na głowie niczym wystraszony kot, ja do nich nie należę. Na szczęście można sobie z tym poradzić, w przeciwnym wypadku recenzję zakończyłbym w tym właśnie miejscu. Docisk daje się zmniejszyć poprzez mocne rozciągnięcie sprężynującego pałąka, jednak trzeba być przy tym bardzo ostrożnym by nie przesadzić i nie złamać konstrukcji lub też nie przestrzelić się i nie rozciągnąć jej zbyt mocno, bo odwrócenie tego procesu będzie dużo trudniejsze. Cóż, nie jest to rozwiązanie doskonałe, ale działa. Jedyny problem możemy napotkać podczas współdzielenia słuchawek, gdy już dostosujemy siłę docisku do naszych potrzeb, ktoś inny może życzyć sobie inne ustawienie. To potwierdziłem z kilkoma innymi osobami, które narzekały na niewłaściwe dopasowanie do ich potrzeb.

Gdy już dopasowałem słuchawki do mojego gustu, złego słowa o komforcie ich użytkowania nie mogę powiedzieć. Jest nawet lepiej niż w Beyerdynamic DT770Pro i porównywalnie z Sennheiser HD380Pro. Mimo wszystko do wrażeń oferowanych przez np. NuForce HP-800, AKG K550, Audio-Technica ATH-T500 czy też Sennheiser HD5xx jest jeszcze daleko. Brainwavz HM5 nie są natomiast ciężkie, ważą 270g (bez przewodu) co mieści się w górnej normie ustalonej przez rynek. Nauszniki mieszczą w sobie całe małżowiny uszne ze sporą rezerwą na większe rozmiary. Bardzo dobrze przedstawia się poziom tłumienia dźwięków z i do słuchacza. Są to jak dotąd najlepiej izolujące słuchawki z jakimi miałem dotąd do czynienia. Wspomniane już flakowate, miękkie poduszki bardzo szczelnie przylegają do boków głowy. Wyciek dźwięków na zewnątrz jest tak niewielki, że prędzej uszkodzimy sobie słuch niż zdradzimy wszystkim wokół nasze zamiłowanie do Justina Biebera czy też innej królowej popu. Ze względu na mocny i szczelny docisk do głowy nie możemy jednak liczyć na dobrą wentylację ucha. Coś za coś i trzeba to po prostu zaakceptować. Z tego też względu nie są to słuchawki do długotrwałego użytkowania, byłem w stanie w nich wysiedzieć najwyżej 1h, po których musiałem dać uszom chwilę odpocząć. W moim przypadku jest to dość typowy wynik wśród słuchawek zamkniętych, porównywalne odczucia mam w przypadku Sennheiser HD380Pro, a wyjątkiem w tej kategorii okazał się ostatnio NuForce HP-800. Ale to już kwestia indywidualna. Szkoda zatem, że producent nie dorzuca do zestawu drugiej pary poduszek welurowych. Udało mi się jednak dotrzeć do informacji, mówiącej że do HM5 pasują welurowe pady od Shure SRH940, model HPAEC940. Niestety kosztują one około 90zł. Jest jednak światełko w tunelu dla osób lubiących spędzać długie godziny ze słuchawkami na głowie.

Po przeciwnej stronie moich uczuć stoi NuForce MMP. Obudowa aż razi niską jakością użytych materiałów, a poziom wykończenia jest tu znacząco niższy niż można spodziewać się po urządzeniu kosztującym blisko 200zł. Gdyby nie logo producenta, pomyślałbym, że mam do czynienia z naprawdę tanim gadżetem z supermarketu. Użyty do budowy plastik krzyczy taniością, jest lekki i bardzo łatwo się rysuje – szczególnie widać to na matowej powierzchni. Wrażenie to pogłębia klekoczące, metalowe ucho obijające się o plastikową, sprawiającą wrażenie pustej, obudowę. Krawędzie wokół gniazd Jack są nieobrobione, wręcz ostre, a przełączniki malutkie i trudno dostępne. Co więcej, ciemny nadruk wyjaśniający znaczenie przełączników jest niemal niewidoczny. Słowo o diodzie informacyjnej. Według producenta powinna świecić trzema kolorami: zielony gdy odtwarzacz działa, a poziom naładowania akumulatora jest wystarczający, czerwony gdy poziom energii jest niski oraz pomarańczowy podczas ładowania. W moim egzemplarzu kolor pomarańczowy nie występuje, został zastąpiony czerwonym. Mi to nie przeszkadza, ale informuję.

Odległość pomiędzy gniazdami słuchawkowymi jest wystarczająca, jest dostatecznie dużo miejsca by zmieścić dwa wtyki Jack, nawet jeśli oba są przejściówką 6,25?3,5mm. Na szczęście dla NuForce, wrażenia dotykowe nie są istotną rzeczą w tego typu urządzeniach.

Chmury nad MMP rozchodzą się gdy spojrzymy na stronę użytkową i wydajność wbudowanego akumulatora. Na wynikach czasu pracy osiągniętych przez MMP mucha nie siada. Okazuje się, że wbudowany akumulator wystarcza tu na znacznie dłuższe zasilanie niż deklaruje producent. Wyśmienicie przedstawia się również czas pracy wzmacniacza po zaledwie 15 minutach ładowania. Czerwona dioda daje nam sporą rezerwę, bo przynajmniej 3h. Ilość oraz rodzaj podłączonych słuchawek nie ma dla wzmacniacza żadnego znaczenia. Niestety oba wyjścia wzmacniacza są cały czas aktywne, bez względu na to czy są do nich wpięte słuchawki, w związku z tym czas pracy nie zmieni się niezależnie od tego czy podłączone będą duże słuchawki z impedancją 100 Ohm czy też małe, 16 omowe pchełki. Mimo wszystko wynik końcowy jest bardzo dobry, nie czepiam się.

Na pewno niektórych ucieszy fakt, że wzmacniacza można używać podczas gdy ten podłączony jest do portu USB, co więcej, wówczas akumulator się nie ładuje. Ładowanie następuje wyłącznie przy wyłączonym urządzeniu. Ma to sporą zaletę – akumulatory LiIon nie lubią być ciągle naładowane na 100%, zatem jeśli ktoś będzie często używał takiego wzmacniacza w domu, np. przy komputerze, to nie zarżnie ogniwa tak szybko.

No a skoro już przy tym jestem, szkoda, że producent nie umożliwił otworzenia obudowy bez jej rozpruwania przy użyciu ciężkich narzędzi. Miłośnicy modyfikacji mieliby z pewnością pole do popisu. Ogólnie rzecz ujmując, MMP z punktu widzenia użytkowego prezentuje się przyzwoicie.



Co słyszę?

Słuchawki podpinałem do różnego sprzętu, zaczynając od gołego iPod Nano 4G, poprzez zestaw wzmacniacza słuchawkowego FiiO E9i lub NuForce MMP i iPod Nano 4G (po wejściu dok oraz liniowym) i wbudowaną w Dell Latitude E5430 oraz IBM T43 kartę dźwiękową (bezpośrednio i przez FiiO E9i), a na zestawie Denon AVR-1906 + Denon DVD-1920 skończywszy. Pliki dźwiękowe to MP3@320kbps, FLAC, AAC oraz CD Audio. Do NuForce MMP podłączałem słuchawki: Brainwavz HM5, NuForce HP-800, Sennheiser HD555, HD380Pro oraz AKG K550, a źródłem dźwięku był iPod Nano 4G i k. dźwiękowa z Della.

Brainwavz HM5 zaskakują swoim brzmieniem już od pierwszej chwili - po dużych słuchawkach zamkniętych spodziewałem się czegoś zupełnie innego. W rezultacie otrzymałem coś, co wpasowuje się w mój gust i zamiłowanie do jasnego grania. Pierwsze co natychmiast daje się zauważyć to naturalność brzmienia. To dość rzadka sygnatura wśród konstrukcji zamkniętych, jak dotąd AKG K550 nadal jest moim faworytem w tej kategorii i punktem odniesienia, jednak 150zł tańsze HM5 nie są daleko za nimi. Brainwavz są w miarę dobrze zbalansowane, bez faworyzowania konkretnych partii pasma. Bas jest obecny, ale nie przyprawia o gęsią skórkę - potrafi zejść nisko, ale jest tylko delikatnie zaznaczony. Góra pasma nie jest nawet przez moment męcząca, natomiast środek zdaje się być delikatnie cofnięty. W dźwięku produkowanym przez HM5 brakuje jednak polotu i zabawy. Owszem, technicznie nie ma się do czego przyczepić - słuchawki mają dużą rozdzielczość, są dokładne i szybkie. Wszystko zdaje się być w porządku - scena jest szeroka, przestrzenna, trójwymiarowa, a źródła pozorne dźwięku w miarę łatwe do zlokalizowania. Jednak cały czas czuję niedosyt. W ogólnym zarysie dźwięku brakuje iskrzenia, emocji, tego czegoś, co jednym słowem można określić jako muzykalność. Nie twierdzę, że są to słuchawki nudne, jednak ciągle czułem brak kontaktu z muzyką. Dla przykładu, droższe o blisko 100zł NuForce HP-800 wcale nie grają lepiej technicznie od Brainwavz, ale dają znacznie więcej radości ze słuchania. HM5 są trochę jak niemiecki żołnierz - bardzo zdyscyplinowane i poważne ale jestem przekonany, że nie znają ani jednego dowcipu. Robią po prostu to do czego zostały stworzone, a to trochę mało, by w pełni czerpać radość ze słuchania.

Brainwavz HM5 są więc dopracowane od strony technicznej dźwięku – bardzo trudno je zagiąć lub zmęczyć nawet w wymagających partiach. Jak dotąd nie udało mi się ich definitywnie położyć na żadnym utworze jaki wrzuciłem im na ruszt. „Attaboy” z Goat Rodeo Sessions był precyzyjnie i naturalnie oddany w dość szerokiej oprawie scenicznej. Niewiele do życzenia pozostawiała również „La Traviata” Verdiego, w której zarówno głos Anny Netrebko jak i Rolando Villazon zabrzmiał doniośle i przyjemnie dla ucha. Nora Jones w New York City (Peter Malik Goup) nie jest pozbawiona życia, a perkusyjne wstawki nie męczą swoją obecnością. Dobrze zabrzmiały również utwory Michaela Jacksona, głosy a’capella zespołu The Swingle Singers oraz rytmiczne reggae lub utwory country z płyty The Lost Notebooks of Hank Williams. Kręciłem jednak nosem w klasycznych partiach, w których to sekcje smyczkowe, dęte i fortepian, pomimo że oddane z naturalną dźwięcznością, to jednak były mało namacalne. Podobne wrażenie miałem przy big bandzie Count Bassiego, utworach Kroke oraz w „Spanish Harlem” w wykonaniu Rebbeca Pidgeon w którym zwyczajnie brakowało mi kontaktu z wykonawcą. Ogólne wrażenie jest jednak przyjemne dla ucha i w mojej ocenie są to jedne z lepiej technicznie grających słuchawek zamkniętych jakie dotąd miałem na głowie. Nie są to jednak nauszniki dla każdego. Jak już wspomniałem, dźwięk jest naturalny i precyzyjnie podany do ucha – to bardzo dobrze z punktu widzenia wymagającego słuchacza, który ma mocno wypracowany gust w tym właśnie kierunku. Nie każdemu taka charakterystyka przypada jednak do gustu, a mniejsza ilość basu często identyfikowana jest z niższą jakością dźwięku. Na gust i obiegowe opinie nic się nie poradzi. Grupa odbiorców lubiąca bardziej rozrywkowe granie lub też słuchacze z grupy „basshead” nie znajdą w HM5 zaspokojenia. I w ogóle mnie to nie dziwi, bo w niektórych partiach muzycznych sam czułem niedosyt. Muzyka filmowa nie brzmi tak dynamicznie i mocno jak tego oczekiwałem. Daleko tu do wrażeń oferowanych przez Sennheiser HD380Pro, NuForce HP-800, Beyerdynamic DT 770 Pro czy nawet naturalnych, ale mocniej grających AKG K550. Two Steps From Hell nie wprawi w zachwyt jak miało to miejsce w przypadku wyraźnie skoczniejszych NuForce HP-800. Ciężkie, japońskie Taiko nie urywa głowy, a niskie, elektroniczne zejścia Massive Attack są dość słabe. Oczywiście można się w tym wypadku podratować korektorem dźwięku, różnymi systemami podbicia tonów niskich lub po prostu nieco ciemniej grającym źródłem ale efekt końcowy nadal nie będzie porywał. Z pewnością ucieszy Was fakt, że pomimo impedancji 64Ohm nie ma problemu z wysterowaniem tych puszek zarówno z odtwarzacza przenośnego jak i karty dźwiękowej czy też bezpośrednio ze stacjonarnego wzmacniacza HiFi. Według mnie zastosowanie wzmacniacza słuchawkowego niewiele tu wniesie, przynajmniej ja niczego wartościowego nie wyłapałem.

Poniżej znajdziecie tabelę zestawiającą różne modele słuchawek sklasyfikowane pod kątem tego jak radzą sobie w różnych zastosowaniach. Ranking ten bazuje na moich osobistych odczuciach, guście, wymaganiach i nagraniach jakie słucham. Nie jest to ocena samej tylko jakości dźwięku, ale ogólnych wrażeń z odsłuchu i oceny przydatności słuchawek na różnym polu dźwiękowym.


Osobisty ranking różnych modeli słuchawek (kliknij, aby powiększyć)

W świetle powyższego Brainwavz HM5 czują się całkiem dobrze wszędzie tam gdzie jasne i precyzyjne granie ma szansę rozwinąć skrzydła. HM5 prezentują się przyzwoicie w country, soul, pop i wesołym rock and rollu. Tylko nieznacznie słabną w muzyce klasycznej, operze, symfonicznej, a także jazz, głównie ze względu na niedostateczny kontakt z muzyką i brak pazura. Trochę brakuje im też werwy w szybkim i mocnym graniu, jednak nie oznacza to braku przyjemności z odsłuchu. Natomiast wybierając słuchawki do filmu szukałbym czegoś z ocieploną charakterystyką.

Z czystym sumieniem jestem w stanie polecić HM5 pod rozwagę każdemu jako główne słuchawki do ogólnego, codziennego stosowania. Gdybym rozpatrywał zakup słuchawek zamkniętych w cenie do 500zł, HM5 znalazłby się na liście 3 modeli branych przeze mnie pod uwagę. Należy jednak pamiętać, że Brainwavz nie będą dobrym uzupełnieniem np. dla otwartych, jasno grających nauszników, chyba, że izolacja akustyczna jest istotnym czynnikiem. Do pary Brainwavz dobrałbym raczej coś grającego ciemniej i mocniej. Ale to już zależy od gustu.

Lubisz wykresy i suche pomiary? Innerfidelity dokładnie pomierzyło Fisher Audio FA003. Zapraszam.

W NuForce MMP w miarę dobrze przedstawia się ogólny zarys charakterystyki tego co słychać. Poprawa dynamiki jest wyczuwalna, choć nie oczywista na pierwszy rzut ucha. Dźwięk ulega bardzo subtelnemu ociepleniu, choć co do tego nie mam pewności, bo może to wynikać z głośniejszego grania. Nieznacznej modyfikacji uległa również scena, która stała się minimalnie węższa i bliższa słuchaczowi, co nieszczególnie przypada mi do gustu. W tym wypadku jednak rezultat jest przyjemny w odbiorze i nie trąca sztucznością. Muzyka jest bardziej namacalna, choć nie w każdym gatunku się to sprawdza równie dobrze. Dźwięk nie utracił naturalności i ogólnie zdaje się być przyjemniejszy dla ucha niż ten bezpośrednio z odtwarzacza. Zmiany dźwięku są jednak subtelne, na tyle subtelne, że pod znakiem zapytania pozostaje uzasadnienie zakupu takiego urządzenia. Wyłapanie niuansów poza domowym zaciszem w moim przypadku nie było możliwe. Myślę też, że producent niepotrzebnie zrezygnował z przełącznika podbijającego bas. W ten sposób z pewnością ograniczył sobie ilość potencjalnych klientów, spora grupa lubi przecież ciemniejsze granie. W ten sposób można byłoby podratować jasno grające, mało dynamiczne słuchawki lub źródło. MMP oferuje sporą moc, choć trudno powiedzieć o jakim konkretnie wzmocnieniu mówimy, bo same współczynniki 3 i 5x niewiele mówią, a próba przełożenia ich na dB da wartości odpowiednio 10 i 14dB. Nie wiem jednak czy są one równe stanowi faktycznemu. W praktyce przypuszczam jednak, że zwykle wystarczy trzykrotne wzmocnienie sygnału - wówczas przy głośności ustawionej na 50% w iPod Nano 4G, poziom natężenia dźwięku w słuchawkach sięgał granicy mojej tolerancji. Problemem może okazać się natomiast brak niezależnej regulacji wzmocnienia dla poszczególnych wyjść, ponieważ różne słuchawki będą grały z różną głośnością i każdy lubi też różne natężenie dźwięku.

Jest to więc urządzenie, które dobrze będzie współgrało ze słabym odtwarzaczem lub takim, który przy dużym wysterowaniu zniekształca dźwięk. Niestety ten ogólnie słodki posmak ma też swoją gorzką stronę. Okazuje się, że wzmacniacz ten nie gra tak czysto jakbym tego oczekiwał od sprzętu za blisko 200zł. Szum własny odtwarzacza pojawia się natychmiast po podłączeniu czegokolwiek do jego wejścia, niezależnie od tego czy źródło jest włączone czy wyłączone. Cichy syk jest dobrze słyszalny wyłącznie w tle cichych partii muzycznych, jego natężenie jest jednak mniejsze niż w FiiO E5. Ja rozumiem, że nie jest to sprzęt dla bardzo wymagających melomanów, ale jeśli nie dla nich to dla kogo? Zwykły zjadacz muzyki nie ma przecież szczególnie dużych wymagań, nie ma też trudnych do wysterowania słuchawek. Logika podpowiada, że w zamian takiego wzmacniacza lepiej jest kupić np. lepsze słuchawki. No chyba, że nie są to nasze początki z przenośnym audio i szukamy upgrade do już istniejącego zestawu. Wówczas cicho grający odtwarzacz otrzyma skuteczną pomoc.



Co sądzę?

Brainwavz po raz kolejny zasypując nas dodatkowym wyposażeniem, pokazał jak powinno się dbać o klienta. Nie ma to jednak na celu odwrócenie uwagi od słuchawek, oj nie. HM5 to bardzo solidna propozycja dla wymagających słuchaczy, którzy wiedzą dokładnie czego od dźwięku oczekują. Naturalne i dokładne brzmienie to fundamenty tego modelu słuchawek. Delektować się tym dźwiękiem będziemy bez zakłóceń, dzięki bardzo dobrej izolacji akustycznej z i do słuchacza. A to wszystko za dość rozsądne pieniądze. Niestety kwestia komfortu okazuje się być rzeczą dyskusyjną. Fabryczny docisk do głowy jest stanowczo zbyt duży i wymagać będzie od nas przyzwyczajenia oraz rozciągnięcia sprężyny we własnym zakresie. Rezultat końcowy może jednak uzasadniać poświęcenie.

NuForce w przypadku Mobile Music Pump w ogóle się nie popisał. Z jednej strony to dość mocny, kieszonkowy wzmacniacz słuchawkowy z dwoma wyjściami słuchawkowymi, który choć działa, to nie wprowadza istotnych zmian w dźwięku. Z drugiej strony bolączką okazał się brak niezależnej regulacji poziomu wzmocnienia dla poszczególnych wyjść oraz cichy szum w tle. Czarę goryczy przepełnia niska jakość wykończenia obudowy oraz kiepskie wyposażenie. Poczucie wygórowanej ceny towarzyszyło mi tu od początku do końca przygody z MMP.




  Sprzęt do testów dostarczyły firmy:

Sklep Audiomagic.pl      Sklep Audiomagic.pl