Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2020
RECENZJE | Test odtwarzacza Creative ZEN X-Fi3 oraz słuchawek Creative WP-250
    

 

Test odtwarzacza Creative ZEN X-Fi3 oraz słuchawek Creative WP-250


 Autor: NimnuL | Data: 25/01/13
     

Strona praktyczna

Za punkt wyjścia dla oceny brzmienia posłużyła mi muzyka z następujących albumów: Lang Lang "The magic of Lang Lang", "Live at Carnegie Hall", Diane Schuur & the Count Basie Orchestra, Yo-Yo Ma "The 6 suites for solo cello", Kashmir: The Symphonic Led Zeppelin, Kapela ze Wsi Warszawa "Infinity", Norah Jones "... little broken hearts", Bob Marley "Legend", Roger Waters "Amused to death", Eric Clapton "Clapton", Michael Jackson "This is it", Massive Attack "Mezzanine", ścieżka dźwiękowa do Transformers oraz Incepcja, a także Rammstein "Made in Germany" oraz AC/DC "Back in Black". Do X-Fi3 podłączałem również słuchawki Sennheiser PMX-100, Creative Aurvana InEar3, Brainwavz R1 oraz B2, natomiast WP-250 parowałem z telefonem komórkowym Nokia 6300 classic.
  • Creative ZEN X-Fi3
Minęło niespełna półtora roku odkąd na łamach naszego portalu zaprezentowałem Wam Creative ZEN Style M300. Z przykrością informuję, że od tamtego czasu nie wprowadzono wielu istotnych zmian. A lista rzeczy do poprawki była przecież wówczas bardzo długa.

W nowym modelu X-Fi3, główna zmiana jaka rzuca się w oczy w stosunku do M300 to wyświetlacz, który urósł do rozmiaru 2'', a jego rozdzielczość zwiększyła się, choć nie ma pewności do jakiej wartości, bo producent na ten temat milczy. Właściwie to tylko w jednym miejscu znalazłem wzmiankę o tym, że jest to 320x240px, oraz w innym wzmiankę o 640x480. Sądząc po tym co widzę, wierzę w tą pierwszą wartość. Niestety paleta wyświetlanych kolorów jest niewielka, a jasność podświetlenia ekranu niska. Całość schowana jest za wypolerowaną szybką (na której niemiłosiernie widać odciski palców), więc w ostrym świetle czytelność wyświetlacza spada poniżej mojej tolerancji.

W odtwarzacz wbudowano monofoniczny, cicho grający głośniczek swoimi możliwościami ustępując Nokii 3310. Po co zainstalowano tu coś takiego, pewnie na zawsze pozostanie zagadką. Prymitywny dyktafon pozwala na rejestrację dźwięku monofonicznego do plików *.wav. Maksymalna długość nagrania to 5h lub dostępna wolna przestrzeń dyskowa. Brak tu aktywacji głosem lub regulacji czułości mikrofonu. Niewygodnie rozwiązano tutaj możliwość odsłuchania zapisu - należy wejść w inne menu z głównej pozycji. Przeglądarka zdjęć? Jest obecna. Mam napisać coś więcej w odniesieniu do wyświetlacza tych rozmiarów? Dobrze. Odtwarzacz radzi sobie ze zdjęciami nawet kilku Mpix, ale wówczas ładowanie się obrazu jest nieco wydłużone, zdjęcia poniżej 1Mpix ładują się bez żadnych opóźnień. Podczas pokazu nie ma możliwości słuchana muzyki. Zdjęcia można przeglądać w trybie automatycznego pokazu slajdów ze zdefiniowanym opóźnieniem czasowym. Niestety poruszanie się po miniaturach jest bardzo powolne, nie ma możliwości szybkiego ich przewijania, trzeba przeskakiwać pojedynczo w orientacji poziomej. Radio z RDS oferuje podstawowe funkcje z możliwością zapisania stacji. Należy jednak pamiętać, że aby móc odbierać audycje należy wpiąć słuchawki przewodowe. Zatem jeśli zechcemy posłuchać radia na słuchawkach bezprzewodowych, do odtwarzacza muszą być podłączone słuchawki … przewodowe. Być może to ograniczenie techniczne wynikające z rozmiarów odtwarzacza, ale mam nieodparte wrażenie, że producent nie robił prób z wbudowaną anteną. Odtwarzacza filmów oczywiście nie mogło tu zabraknąć. Do konwersji plików Creative zaleca Any Video Converter. Filmy spełniające wymagania techniczne odtwarzane są płynnie. Jeśli ktoś lubi wpatrywać się w taki wyświetlacz, nie moja sprawa. Ja się nie przyłącze. Można oczywiście kupić lub zmontować samemu przewód A/V i urządzić sobie domową rozrywkę na telewizorze lub, idąc o krok dalej, na projektorze. Być może tacy zapaleńcy się znajdą. Oczywiście szanujemy ich. Pozostali skorzystają natomiast z odtwarzacza DVD lub BR, portu USB wbudowanego w telewizor, lub komputera.

Pliki Audible są odtwarzane, ale nie ma możliwości używania bookmarków, co w przypadku audiobooków jest po prostu mało wygodne. Odtwarzacz pamięta tylko ostatnią pozycję ostatnio odtwarzanego pliku. W wyposażeniu fabrycznym znalazła się broszurka umożliwiająca na pobranie darmowej książki w języku angielskim, oferta była jednak ważna do końca zeszłego roku.

Panel dotykowy nie został w żaden sposób poprawiony w stosunku do M300. Według mnie nawigacja przy jego użyciu w połączeniu z nieintuicyjnym menu jest po prostu tragiczna. Dotyk nie zawsze jest rozpoznawany, a czasem z widocznym opóźnieniem. Ikony nie są też wypukłe przez co w ogóle nie czuć ich pod opuszkami palców. Pamiętajmy też, że dotykowe piktogramy są oparte na technologii pojemnościowej, nie obsłużymy tego urządzenia w rękawiczkach.


(kliknij, aby powiększyć)

Kolorowe menu oparte jest na dużych ikonach. Nie jest to według mnie najwygodniejsze i najszybsze rozwiązanie do obsługi tego typu sprzętu. Cały czas odnosiłem wrażenie, że nic nie jest tu pod ręką, a przez poszczególne opcje należy się przekopywać. Menu działa jednak szybko, jest też spolszczone, choć nie uchroniono się przed błędami lub mnóstwem skrótowców. "Ust. resetowania" to przywrócenie ustawień fabrycznych. "Aby rozp. odtw., wybierz ście z Biblioteki multimediów" pojawi się gdy klikniemy na "Teraz odtwarzane" z menu Muzyka. "Przypadkowo" oznacza losowo. Gdzieniegdzie trafiają się zbędne skróty lub nieuzasadniona wielka litera. Brakuje mi tu możliwości nawigacji po folderach. Wyobraźcie sobie niewłaściwie otagowane albumy i ogrom bałaganu jaki będzie temu towarzyszyć.

Transfer muzyki może odbywać się wyłącznie za pośrednictwem portu USB, i szkoda, że nie można tego zrobić także bezprzewodowo. Dane możemy skopiować przy użyciu Windows Explorera lub np. WMP. Dobrze przynajmniej, że producent nie wydziwiał i zastosował tutaj standardowe wejście USB.

Prędkość zapisu nie powala i wynosi 4,73MB/s, odczyt plasuje się na poziomie 7,34MB/s. Są to wyniki dość typowe dla niezbyt drogich urządzeń multimedialnych. Chcąc więc zapełnić całą pamięć 8GB musimy uzbroić się w cierpliwość, całe 27 minut.

Niestety czasy działania odtwarzacza nie wyglądają dobrze. Indexowanie plików po pierwszym uruchomieniu trwa niestety koszmarnie długo. Po załadowaniu 7408MB (938 plików w 69 folderach), animowaną ikonę klepsydry widziałem przez 62 sekundy. Każde następne uruchomienie trwa już krócej, co nie oznacza krótko, bo to nadal aż 14 sekund. Indexowanie plików na karcie zewnętrznej dokłada kolejne dziesiątki sekund. Czas wyłączania jest stabilny, zawsze 6 sekund. Dane zapisane na dwóch typach pamięci widziane są jako całość, nie ma konieczności przełączania się pomiędzy źródłami.


(kliknij, aby powiększyć)

Parowanie odtwarzacza z bezprzewodowymi słuchawkami następuje bardzo szybko i łatwo, nie mam tu żadnych zastrzeżeń. Odtwarzacz zapamiętuje do 20 urządzeń poprzednio wykrytych, które wyświetlane są w odpowiednim menu. Deklarowany przez producenta czas pracy na jednym ładowaniu w praktyce okazał się nieco krótszy i wynosił około 15h co nadal jest przyzwoitym wynikiem. Pamiętajmy, że ta wartość jest zależna od wielu czynników, m.in. od typu odtwarzanych plików, intensywności używania odtwarzacza, jasności podświetlenia ekranu, profili dźwiękowych... Możliwe, że da się ten czas wydłużyć do deklarowanej wartości. Mikroskopijny wskaźnik baterii nie jest też dokładny, potrafił w krótkim czasie przeskoczyć z połowy do wartości minimalnej, a mimo to odtwarzacz nadal pracował przez kilka godzin. Czas ładowania wynosi około 3h. Podczas tej czynności nie można używać odtwarzacza, chyba, że używamy dedykowanej ładowarki sieciowej dostępnej w odrębnej sprzedaży.

Zanotowałem problemy z oprogramowaniem, które potrafi się zawiesić. Mi udało się zawiesić X-Fi w ciągu 3 minut od wyjęcia go z pudełka, poprzez zwyczajne wypięcie słuchawek podczas odtwarzania muzyki. Był to jednorazowy incydent. W ciągu kilku dni użytkowania skorzystałem z przycisku reset trzykrotnie. Możliwe, że kiedyś wyjdzie poprawiony firmware naprawiający ten i inne problemy, ale przecież nie mamy tu do czynienia z wersją demonstracyjną. Inna sprawa, że na to, że ktoś pracuje nad poprawą oprogramowania po prostu nie liczę. Jeśli już, to prędzej zostanie wypuszczony nowy produkt, bo chyba taki właśnie jest trend w dzisiejszych czasach.


(kliknij, aby powiększyć)

Najwięcej uwagi poświęcę jedynej, prawdziwie użytecznej funkcji tego urządzenia - odtwarzaczowi muzyki oraz jakości dźwięku. To małe pudełeczko radzi sobie ze sporym wachlarzem formatów, zaczynając od bezstratnej kompresji FLAC, a na popularnych plikach skończywszy. Znajdziemy tu zdefiniowane cztery profile korektora oraz funkcję X-Fi. Tych pierwszych ustawień nie polecam. Według mnie odbiór muzyki wyraźnie się pogarsza. Jedyna opcja, która warta jest zainteresowania to X-Fi z dwoma ustawieniami: Crystalizer oraz Expand. Uwaga: pod warunkiem korzystania z innych słuchawek niż te dołączone do zestawu, o czym za chwilę. Dla każdego z nich możemy dostosować dziesięć poziomów nasilenia efektu. Crystalizer ma za zadanie eliminację skutków stratnej kompresji dźwięku i w teorii przypomina technologie BBE i MP Enchance znanej z iAudio. Z pustego to i Salomon nie naleje, więc się cudów nie spodziewałem. Różnicę jednak da się wyłapać, według mnie minimalnie poprawia się tu dynamika i głębia dźwięku, nie są to zatem tylko filtry, ta opcja robi jeszcze coś z korektorem dźwięku. X-Fi Expand ma na celu poprawienie odbioru stereofonii, poszerzając nieco scenę, czyli jest to coś co 3D Surround robi w przypadku iAudio. Tu odnoszę wrażenie, że pojawia się bardzo delikatny pogłos i wrażenie sztucznej obróbki dźwięku. W niektórych przypadkach opcja odnosi dokładnie nawet odwrotny skutek. Nie uważam, że funkcje te mogą być powodem szczególnej dumy producenta, biorąc jednak pod uwagę mnogość kombinacji, każdy powinien znaleźć odpowiadające mu ustawienie. A jeśli nie to zawsze można to wyłączyć.

Ogólny rezultat podczas odsłuchu nie zachwycił mnie w jakiś szczególny sposób. Dźwięk przede wszystkim nie jest idealnie czysty. W tle nieustannie sączy się cichy szum nawet wówczas gdy niczego nie odtwarzamy, a ustawienie głośności nie ma wpływu na jego natężenie. To dość irytujące w przypadku cichego słuchania muzyki, szczególnie jej spokojnych odmian. Szum ten wygubia się w zależności od słuchawek. Świetnie słychać go na Aurvana InEar3, ciut gorzej na Brainwavz R1, na Brainwavz B2 jest już trudny do wyłapania, a na EP-630 lub PMX-100 szumu już w ogóle nie słychać. Ogólnie sam dźwięk nie spowodował u mnie zachwytu, z drugiej strony trudno się tu do czegoś przyczepić. Rezultat jest w pełni poprawny, dźwięk dynamiczny, choć w mojej ocenie niezbyt naturalny. Neutralne położenie korektora dźwięku fajnie współgra z Sennheiser PMX-100. Odtwarzacz gra jednak wyraźnie ciemniej niż iPod Nano 4, choć nadal w granicach zdrowego rozsądku. Dołączone do zestawu słuchawki EP-630 to popularny i leciwy już model, którego nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Wysoko cenione są głównie przez dobry stosunek jakości do ceny, ale także przez masywną ilość basu jakie generują. To właśnie tony niskie są często wyznacznikiem jakości i jeśli to pasuje masom, w porządku. Ja jednak od dźwięku wymagam naturalności, więc do EP-630 podszedłem z dystansem. I zostałem miło zaskoczony gdy podłączone były do iPoda. Słuchawki te wcale nie grają tak ciemno jak wieść niesie, choć faktycznie równowaga przesunięta jest zauważalnie w stronę dolnych rejestrów. O dramacie mówić tutaj nie można. Nie ma tu dominacji basu, jest on przy tym dość szybki i przyjemny w odbiorze. Przyznam szczerze, że te słuchawki mocno mnie zaciekawiły. Dokonałem małego wywiadu środowiskowego w Internecie i okazało się, że na rynku roi się od podróbek. Być może głosy dotyczące masywnej ilości tonów niskich i innych zastrzeżeń w stosunku do dźwięku wynikają właśnie z faktu natrafienia na model nieoryginalny. A może są różne warianty tych słuchawek grających w różny sposób. Według mnie modelowi dołączonemu do niniejszego zestawu trudno zarzucić coś istotnego. Nie są to oczywiście słuchawki dla bardziej wymagających osób, lub tych, które miały do czynienia z modelami lepszej klasy. Przestrzeń jest tu trochę wąska, a wysokie rejestry nieco mało muzykalne i delikatnie wycofane. Mówimy tu jednak o zestawie X-Fi3 jako o całości, a to daje już odmienne odczucia. W związku z tym, że sam odtwarzacz gra dość ciemno, sprawia, że cały zestaw lubi zalewać ucho basem. W mojej opinii ilość tonów niskich jest na skraju mojej tolerancji, a góra i środek jest jeszcze bardziej wycofana. Jest to jednak nadal dźwięk dynamiczny, przyjemny w odbiorze i dający się lubić,. Osoby rozsmakowane w muzyce, w których tony niskie są istotną częścią całości powinny być co najmniej usatysfakcjonowane. Niestety włączenie opcji X-Fi przekracza granicę możliwości słuchawek, łatwo je wówczas przesterować dostając wprost do uszu nieprzyjemne charczenie. Pomimo tego uważam, że jest to bardzo przyzwoity sprzęt na start, nie jesteśmy też zmuszeni do natychmiastowej wymiany słuchawek jak to ma często miejsce w przypadku dołączanych do zestawów pchełek. Innymi słowy, są do najlepsze słuchawki dołączane seryjne z jakimi dotąd miałem do czynienia. Modele dołączane znacznie droższych iPodów czy wielu modeli iAudio oraz iRiver nie nawiązują nawet kontaktu wzrokowego z tymi Creativami. Izolacja dźwięków otoczenia jest tu też bardzo wyraźna, co zdecydowanie poprawia odbiór muzyki.
  • Creative WP-250
Słuchawki WP-250 mają niewątpliwie sportowy charakter, jednak producent nie zadbał o odpowiednie uszczelnienie konstrukcji. Nie ma więc mowy o bieganiu lub jeździe na rowerze nawet podczas kapuśniaczku. Co więcej, deszcz nawet nie musi być tu potrzebny, można mieć pewne wątpliwości czy słuchawki te wytrzymają długotrwały kontakt z potem. Choć to tylko moje spekulacje, które zweryfikowane mogą zostać wyłącznie podczas długotrwałego używania na treningach. Myślę, że warto byłoby pod tym względem dopracować konstrukcję tego typu, może nawet oferując nie tylko odporność na zachlapania, ale również pełną wodoodporność umożliwiając jednocześnie na używanie ich podczas sportów wodnych. Zdarzało mi się widywać na basenie pływaków ze słuchawkami w uszach. Deklarowany przez producenta czas pracy odtwarzania muzyki ma wynosić 8h, co udało mi się potwierdzić w praktyce i co jednocześnie uważam za rezultat bardzo przyzwoity, biorąc pod uwagę rozmiar i wagę tej konstrukcji. Czasu rozmowy mającej wynosić aż 9h nie potwierdziłem, ale nie mam powodu by temu nie wierzyć. Niestety słuchawki nie sygnalizują w żaden sposób słabego stanu naładowania akumulatora. Życzyłbym sobie jakiś sygnał dźwiękowy informujący o tym, że słuchawki korzystają z rezerwy mocy. Również deklarowanego czasu pełnego ładowania nie zdołałem potwierdzić, bo nie ma żadnej informacji o zakończeniu tego procesu. Różnicy w czasie działania po ładowaniu przez 2 i 3h nie stwierdziłem. Całkowicie rozładowany akumulator, podłączony na 10 minut do zasilania pozwoli na zasilanie słuchawek przez 1h i 17 minut co według mnie jest bardzo zadowalającym wynikiem.

Na jakość dźwięku nie kładę dużego nacisku, bo zdaję sobie sprawę, że nie jest to rozwiązanie dla osób wymagających w tej materii. Pomimo tego spotkało mnie rozczarowanie. Słuchawki te oferują dźwięk bardzo płaski i mało dynamiczny. Zdecydowanie brakuje tu dolnego pasma i góry, a ich charakterystyka brzmienia zbliżona jest raczej do tanich słuchawek dousznych (pot. pchełek) niż dokanałowych. Od EP-630 dzielący je dystans można mierzyć w latach świetlnych.


(kliknij, aby powiększyć)

Gdy przyjrzałem się słuchawkom z bliska, doszedłem do wniosku, że nie jest to typowa konstrukcja słuchawek dokanałowych, a modyfikacja zwykłych pchełek z wyprowadzonym kanałem wprowadzanym głębiej w ucho. Zwróćcie uwagę na okrągłe zgrubienie, w mojej opinii to mała słuchawka douszna, i tak też brzmi.

Deklarowany zasięg bezprzewodowy to pobożne życzenie producenta, bez znaczenia czy podłączałem je do ZEN X-Fi3 czy telefonu komórkowego. W praktyce ta 10 metrowa ryba zmniejszyła się do 3-3,5m. Już w bliskiej okolicy 4 metrów i powyżej zaobserwowałem pojawienie się pierwszych drobnych przerw w dźwięku, a w pobliżu 5 metrów pojawiały całkowite zaniki w sygnale. I to wszystko w środowisku bez żadnych przeszkód fizycznych pomiędzy słuchawkami a nadajnikiem. Nadal jest to jednak zasięg wystarczający w większości przypadków.

Przyciski i przełączniki są łatwo i intuicyjnie dostępne, właściwie od razu znalazłem i zapamiętałem ich pozycję. Ergonomii obsługi nie mogę więc niczego zarzucić. Gorzej prezentuje się coś, do czego miałem większe wymagania. A mianowicie wygodna noszenia. Moje próby założenia tych słuchawek trwały autentycznie kilka minut, po których chwilowo zrezygnowałem. Nie byłem w stanie ulokować silikonowych gumek w kanale. Innej osobie prawidłowe założenie WP-250 zajęło dosłownie chwilę i nie miała ona zastrzeżeń co do wygody noszenia i ogólnej budowy tych słuchawek. Dokładne zbadanie sprawy przyniosło rezultat, ale aby opisać w czym tkwi problem musiałem zaczerpnąć wiedzy z zakresu budowy małżowiny usznej.


(kliknij, aby powiększyć)

Zdjęcie powyżej pokazuje problem z założeniem słuchawki po lewej oraz prawidłowe jej osadzenie na środku i po prawej. Okazało się, że guzek nadskrawkowy lub skrawek (łac. Tragus) oraz płatek ucha blokowały nieco wejście. Okrągłe zgrubienie w słuchawkach, o którym wspomniałem wcześniej, okazało się minimalnie zbyt duże. Aby prawidłowo założyć słuchawki musiałem każdorazowo, delikatnie ciągnąć za płatek uszny. Znalazłem w końcu w miarę wygodne dla siebie ułożenie tego wynalazku na mojej głowie, ale uczucie dyskomfortu mnie nie opuszczało. W sumie nic mnie nie uwierało ani nie bolało, zwyczajnie w krótkim czasie słuchawki przestawały być dla mnie niewidoczne na uszach. Pozwoliłem sobie na małe poszukiwania w Internecie i okazało się, że nie tylko ja jestem niekompatybilny z tymi słuchawkami. Pojawiały się głosy innych osób zgłaszające podobne odczucia. Myślę, że jestem tutaj w mniejszości i jest to kwestia indywidualna. Niemniej jednak od słuchawek oczekuję uniwersalności, każdy przecież ma inną budowę ucha. W tym wypadku mam poważne obawy, że młodsze osoby lub takie o małych małżowinach mogą mieć poważny problem z noszeniem tych słuchawek.

Wbudowany mikrofon dobrze zbiera dźwięk rozmowy, a niepożądane źródła w tle nie są zbierane. Jakość i głośność rozmowy jest zbliżona do tej prowadzonej przez telefon komórkowy. W tym wypadku mucha nie siada. Przez cały czas testu w głowie siedziała mi jedna tylko myśl. Dlaczego producent nie rozwinął tego urządzenia o wbudowane radio (pałąk mógłby przejąć funkcję anteny) oraz prosty odtwarzacz MP3 (z funkcjonalnością iPod Shuffle). W dobie miniaturyzacji z pewnością byłoby to możliwe bez zwiększania rozmiarów lub zauważalnego wpływu na wagę. Nawet jeśli akumulator miałby wystarczyć na 3h odtwarzania muzyki. Zdecydowanie poprawiłaby się wszechstronność tego urządzenia. A gdyby jeszcze umożliwić wsunięcie karty SIM i odbieranie rozmów z możliwością wykonania połączenia np. do kilku zdefiniowanych przez nas numerów? Nic poza słuchawkami nie musielibyśmy ze sobą brać. Idę za daleko? Być może, a być może jest to pomysł na ciekawy produkt?







Polub TwojePC.pl na Facebooku

Rozdziały: Test odtwarzacza Creative ZEN X-Fi3 oraz słuchawek Creative WP-250
 
 » Dane techniczne
 » Strona wizualna
 » Strona praktyczna
 » Słowo podsumowania
 » Kliknij, aby zobaczyć cały artykuł na jednej stronie
Wyświetl komentarze do artykułu »