Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2019
RECENZJE | Test dokanałowych słuchawek Aurvana In-Ear3 i Brainwavz R1 / B2
    

 

Test dokanałowych słuchawek Aurvana In-Ear3 i Brainwavz R1 / B2


 Autor: NimnuL | Data: 06/02/13
     

Muzyka gra

Zaznaczam we wstępie, że ocena dźwięku jest rzeczą szalenie trudną. Tam gdzie dwóch testerów dźwięku tam więcej niż trzy opinie. Wszystko to co czytacie, nie tylko w niniejszej recenzji, jest tylko oceną subiektywną, a jej wynik zależy od wielu czynników. Każdy z nas ma różne przyzwyczajenia, upodobania i oczekiwania. Osoba na co dzień pławiąca się w basie może próbkę ocenić jako wypraną z tonów niskich, kiedy to ktoś inny o tym samym dźwięku powie: za ciemny. Jeśli chodzi o moje osobiste upodobania, to lubię, gdy dźwięk brzmi w miarę naturalnie, i nie musi być idealnie - tego oczekuję i to otrzymuję w Filharmonii Pomorskiej. Wystarczy, że to co słyszę nie jest w efekciarski sposób przekolorowane, a całość odznacza się skoczną muzykalnością. Odnalezienie tego złotego środka nie jest niestety takie łatwe. Warto również nadmienić, że źródło dźwięku ma także ogromny wpływ na to co usłyszymy w końcowym efekcie, i nie mam tu na myśli samych plików dźwiękowych (FLAC nie są przepisem na sukces!) - odtwarzacze przenośne (i nie tylko te) potrafią mieć przecież bardzo zróżnicowaną charakterystykę. Pomimo tego dołożę wszelkich starań by w możliwie najbardziej opisowy sposób omówić to, z czym za chwilę się zmierzę.

Ocenę brzmienia podzieliłem na dwa etapy. Pierwszy - syntetyczny, oraz drugi - praktyczny. Na pierwszy rzut wrzuciłem generator dźwięku oraz płyty testowe: Dr. Chesky & His Band of Maniacs - Dr. Chesky's Musical 5.1 Surround Show, Ultimate Demonstration Disc: Chesky Records' Guide to Critical Listening oraz serię Best Of Chesky Classics & Jazz and Audiophile Test Disc.

W kolejnym etapie zagościły już płyty muzyczne, a w wśród nich takie tytuły jak: The Body Acoustic, Lang Lang "The magic of Lang Lang", "Live at Carnegie Hall", "Live in Vienna", Vivaldi "The Four Seasons", Diane Schuur & the Count Basie Orchestra, John Hammond "Rough & Tough", Yo-Yo Ma "The 6 suites for solo cello", Kashmir: The Symphonic Led Zeppelin, Kapela ze Wsi Warszawa "Infinity", Norah Jones "... little broken hearts", Stan Getz, Charlie Byrd "Jazz Samba", Bob Marley "Legend", Roger Waters "Amused to death", Eric Clapton "Clapton", Michael Jackson "This is it", Massive Attack "Collected", ścieżka dźwiękowa do Transformers (Steve Jablonsky), Tron (Daft Punk) oraz Blade Runner (Vangelis), a także Rammstein "Made in Germany" oraz AC/DC "Back in Black".
Źródłem dźwięku był Apple iPod Nano 4, Creative ZEN X-Fi3, karta dźwiękowa SoundMAX (IBM T42) oraz Denon AVR-1906 + DVD-1920.

Czas więc włożyć słuchawki do uszu i sprawdzić z czym tak naprawdę mamy tu do czynienia.


In-Ear3 | R1 | B2 (kliknij, aby powiększyć)

Wiem, że w świecie audio nie można bardzo sugerować się ceną, jednak w tym wypadku nie miałem nawet przypuszczeń czego tak na prawdę mogę się spodziewać. Tak jak z serami, których jedzenie powinno zaczynać się od najłagodniejszego, i tutaj postanowiłem rozpocząć od najtańszego sprzętu, na pierwszy ogień poszedł zatem R1. Brainwavz to producent, który nie jest u nas szczególnie znany i rozpoznawany, na pewno dział marketingu musi sporo popracować nad głoszeniem ich słowa. O jego słuchawkach robi się jednak głośno na różnych forach. Ogólnie wieść niesie, że sprzęt ze stajni Brainwavz daje od siebie wiele za niewiele. I model R1 zdaje się tą opinię potwierdzać. Reprodukcja sceny okazała się tu nieco wąska jak na mój gust, przez co miałem solidne trudności w lokalizacji źródeł pozornych, czasem okazywało się to wręcz niemożliwe. Nie mogę mówić tutaj o rozczarowaniu, bo aż tak dużych oczekiwań nie miałem. Ogólnie jednak dźwięk okazał się przyjemny w odbiorze i jak na coś co mieści się w uchu - zaskakująco dynamiczny. Charakterystyka dźwięku jest zauważalnie przesunięta w stronę niższych rejestrów, choć do imprezy w remizie jest ho-ho i jeszcze trochę. Na pewno nie można mówić o naturalności dźwięku, ale myślę, że w tej klasie cenowej nikt tego nie oczekuje. Bas jest przy tym szybki, krótki i świetnie kontrolowany. Pomimo usilnych prób, nie udało mi się zmusić tych słuchawek do przesterowania. R1 nie zapominają też o środkowym i górnym zakresie. Tu też czuje się dobrze, choć przez cały czas odnosiłem wrażenie, że wyższe rejestry stały krok z tyłu. Według mnie te słuchawki najlepiej czuły się w muzyce pop, filmowej, elektronicznej i cięższym rocku. Nie oznacza to oczywiście, że kobiecy głos brzmi tu niewłaściwie, brakuje tu jednak werwy. Do muzyki symfonicznej, klasycznej i wokali polecam raczej pójście w innym kierunku - co sprowadza mnie do In-Ear3. Najnowsze IEMy ze znaczkiem Creative nie tylko cieszą oko swoim wyszukanym wzornictwem, ale i ucho nie może czuć się w żaden sposób pokrzywdzone. W pierwszym momencie pomyślałem sobie, że R1, które tylko chwilę wcześniej miałem wciśnięte do uszu, grają dynamiczniej i ciekawiej. To tylko pierwsze wrażenie, które po chwili ustąpiło. Wystarczyło dać dźwiękowi wsiąknąć nieco w moją głowę. Na moich ustach zaczął pojawiać się delikatny uśmieszek informujący, że jest lepiej. Wbrew temu co mogą sugerować dane techniczne, In-Ear3 nie zaoferuje większej ilości tonów niskich w porównaniu do R1. To kolejny przykład pokazujący, że suche liczby w przypadku sprzętu audio mają niewiele wspólnego z tym co słyszymy. To prawda, że deklarowane pasmo przenoszenia w Aurvana zaczyna się o połowę niżej niż Brainwavz, ale zwykle tego nie czuć. I dobrze. Aurvana schodzi natomiast zauważalnie niżej wówczas, gdy zostanie o to poproszona. Creative uderzają swoją neutralnością, zrównoważeniem i szczegółowością.

In-Ear3 podają wprost do ucha wszystko jak na tacy, łącznie z niedoskonałościami sprzętu. Szum własny wzmacniacza jest tu bardzo dobrze słyszalny, co w cichych partiach muzyki może być co najmniej irytujące. W tej kwestii R1 nieco odfiltrowują tą niedogodność, a na B2 przestaje mieć to już znaczenie.

Doszły mnie głosy, jakoby IEM Aurvana były niemuzykalne. To wniosek biegunowo przeciwny do mojego. W moich uszach słuchawki te rwą się do grania i śpiewania, sprawiając przy tym dużo radości. Warto mieć jednak na uwadze, że charakterystyka reprodukowanego dźwięku jest tu dość jasna, co nie stanowi problemu jeśli korespondować to będzie z muzyką, jaką słuchamy. Na domiar dobrego, reprodukowana scena jest szeroka i głęboka, a odbiór stereofonii czytelny. Creative urzeka i czaruje swoją naturalnością i aptekarską precyzją w damskich wokalach i klasycznych utworach. Tego, co słyszałem, chciało się po prostu słuchać z niekłamaną przyjemnością. Przyznaję jednak, że ze względu na jaśniejszy dźwięk, muzyka filmowa, która lubi ciemniejsze granie, nie brzmiała tu tak spektakularnie jak w R1. Ogólnie rzecz ujmując, rezultat osiągnięty przez Creative Aurvana In-Ear3 jest wyśmienity. Niechętnie, ale w końcu wyjąłem te słuchaweczki z uszu i przymierzyłem flagowy model Brainwavz B2. Początkowo trudno było mi w to uwierzyć, ale jestem bardzo miło zaskoczony, nie - zaskoczony to niewłaściwe słowo. Oszołomiony. Tak, jestem bardzo miło oszołomiony tym co dane mi było usłyszeć. Po wygodnym ulokowaniu Brainwavz B2 w uszach i puszczeniu muzyki, na twarz rzucił mi się uśmiech niczym z japońskich kreskówek, jak u dziecka na widok różowej waty cukrowej. B2 są szalenie muzykalne, niesamowicie dynamiczne, precyzyjne i naturalne. Głos kobiecy brzmi wprost bajecznie, myślę, że sama Diane Schuur przysiadłaby na swoim półdupku, by posłuchać jak sama śpiewa. Gdy puściłem płytę Lang Lang "Live at Carnegie Hall", natychmiast poczułem się głupio, że niczym obdartus siedzę w jeansach i t-shircie, a nie mam na sobie pełnej zbroi pod krawatem. Na koniec płyty miałem ochotę poderwać się i zacząć klaskać na stojąco wraz z publicznością z nagrania. Nie żartuję. Dźwięk jest żywy, niemal namacalny, muzykę prawie czuć węchem i smakiem. Utwór Spanish Harlem (Rebecca Pidgeon) przeniósł mnie do przestronnego pomieszczenia i zabrzmiał jakby został zagrany i zaśpiewany wyłącznie dla mnie. Trąbka w "Jazz Samba" hipnotyzuje, a Paganini zagrany przez Vanessa Mae brzmi jak żywy, choć o ile się nie mylę, Niccolo już od dawna z nami nie ma. Zarówno B2 jak i In-Ear3 są piekielnie precyzyjne, o czym już wspomniałem. Nie napomknąłem jednak, że urządziłem sobie za ich sprawą zabawę w wychwytywaniu niuansów tła. A to skrzypnięcie krzesła pod członkiem orkiestry, głębszy oddech pianisty, odległe kaszlnięcie na widowni lub szelest ubrania przy zamachu dyrygenta. To nadawało całości życia. Jedyne prawdziwe zastrzeżenie jakie mogę mieć w stosunku do B2, to trochę wąska scena i rozmieszczenie źródeł pozornych dźwięku. Mam wrażenie, że wszystko odbywa się w uszach, a nie wokół mnie. Jest lepiej niż w R1, ale zauważalnie klaustrofobicznie jeśli przyrównać do Aurvana.

W praktyce okazało się, że Braiwavz R1 grają najciszej, a po przeciwnej stronie skali stoją Aurvana In-Ear3, B2 depczą im po piętach. Zabawy z generatorem dźwięku i sinusoidą pokazały nieco odmienne rezultaty niż praktyka. Aurvana schodzą zdecydowanie najniżej, bas jest bardzo głęboki i słyszalny przy 15Hz, gdzie B2 zaczynały dawać głos od 18Hz, a R1 powyżej 24Hz, natomiast kilka Herzów więcej i zaczyna klarować się charakterystyka R1, które wpompowują do naszych uszu bas wolniejszy i zauważalnie mniej kontrolowany niż B2 i Aurvana.

Jeśli chodzi o komfort użytkowania, na pierwszym miejscu postawię Aurvana. To niezwykle wygodna konstrukcja, która w połączeniu z bardzo cienkim przewodem jest niemal przeźroczysta w noszeniu. Obie pary słuchawek Brainwavz również nosi się wygodnie i o jakimkolwiek niedopasowaniu mowy być nie może - a mnogość końcówek powinna zapewnić dobranie rozmiaru do każdego ucha.

Dobrze, ale czy różnica cenowa sięgająca 200zł uzasadnia różnicę w rezultacie pomiędzy In-Ear3 a B2? Jak ze wszystkim - to zależy. Gdybym omawiał inny typ słuchawek, to udzieliłbym odpowiedzi twierdzącej. Ale po kolei. Tak to już jednak jest, że powyżej pewnego poziomu cenowego, przyrost jakościowy nie jest współmierny. Nie dotyczy to wyłącznie sprzętu grającego. Nie trzeba sięgać daleko - wystarczy spojrzeć na komputer, w którym to nowe, najmocniejsze karty graficzne lub CPU wcale nie są dwukrotnie wydajniejsze niż modele słabsze, choć cena sugeruje coś innego. Godząc się zatem na dołożenie kolejnych dwustu złotych do In-Ear3 otrzymamy dość subtelną różnicę w brzmieniu dźwięku. Nawet trudno powiedzieć, czy ta różnica będzie faktycznie na korzyść, bo na pewno znajdą się osoby, którym charakterystyka dźwięku oferowana przez Aurvana bardziej przypadnie do gustu. Mówimy tu zatem o niuansach, detalach i drobiazgach - składają się one jednak w całość, która w przypadku B2 bardziej mi odpowiada. Nie zapominajmy jednak z jakim typem słuchawek mamy tu do czynienia. Jest to sprzęt zaprojektowany do używania poza domem, w hałasie ulicznym, podczas sportu itp. Wówczas nie mamy szans na skupienie się na dźwięku i docenieniu lub nawet wyłapaniu różnic. Trudno mi sobie wyobrazić by ktoś zakładał IEMy, zasiadał w wygodnym fotelu z filiżanką herbaty i delektował się muzyką. To nie ten rodzaj sprzętu. Wracając zatem do zagadnienia, czy warto dopłacać do zakupu Brainwavz B2. Ja bym nie dołożył. Ale jeśli ktoś faktycznie ma zamiar używać słuchawek dokanałowych w spokojnym otoczeniu i będzie miał szansę skupić się na dźwięku, to wówczas gra jest warta świeczki i dodatkowy koszt może być zasadny.

Zgoła inaczej sprawa przedstawia się, gdy zestawimy R1 oraz In-Ear3 - ich ceny i możliwości. Tutaj również mówimy o różnicy 200zł, a uzasadnienia tej kwoty nie musimy szukać ze świecą w dłoni. Każda złotówka wydaje się mieć pokrycie w tym co słyszałem. Według mnie stosunek oferowanych możliwości do ceny w przypadku R1 i In-Ear3 jest bardzo korzystny, gdzie w B2 wypada znacznie gorzej.

Skoro już wspomniałem o hałasie ulicznym, to wypada powiedzieć kilka słów o izolacji dźwięku. Creative jako jedyny tutaj podaje wartość tłumienia akustycznego na poziomie -34dB, co ma odpowiadać filtrowaniu aż 98% dźwięku. To duża różnica w porównaniu do 20dB (dla 300Hz) i 90% w pierwszej odsłonie Creative ZEN Aurvana. Ale to tylko liczby i uchem trudno takie rzeczy ocenić. Trochę czasu mi zajęło, by wyłapać różnicę pomiędzy trójką tu testowanych. Analizując różne pasma dźwięku doszedłem do wniosku, że In-Ear3 faktycznie najlepiej izolują nas od dźwięków otoczenia, choć różnica pomiędzy oboma, tak samo tłumiącymi modelami Brainwavz nie jest duża. I tu mała informacja dla osób, które jeszcze nigdy dotąd nie miały do czynienia z IEMami. Słuchawki takie najlepiej filtrują niskie częstotliwości. Nie spodziewajcie się natomiast, że idąc przez hałaśliwe miasto, będziecie z muzyką sam na sam. Nadal będą do Was dobiegać dźwięki (sprawiające wrażenie odległych), ale piosence będzie łatwiej się przedrzeć.

Na koniec kilka słów na temat pianek Comply. Jest o nich dość głośno w Internecie, wymienia się wiele zalet jak np. lepsze tłumienie niż wkładek silikonowych oraz brak wpływania na brzmienie. To drugie potwierdziłem. Pianki według mnie tylko marginalnie zmieniają brzmienie, choć w tak niewielkim stopniu, że udało mi się je wyłapać tylko przez częste i szybkie przekładanie tipsów i porównywanie fragmentów utworu. Różnica jest tak mała, że może wynikać z nieco innego wpasowania słuchawki w ucho. Lepszego tłumienia nie jestem już w stanie potwierdzić. Istotnych różnic zwyczajnie nie udało mi się wyłapać. Być może na przyrządach pomiarowych da się je wskazać, ale przecież nie o to chodzi. Jeśli różnicy nie widać to po co przepłacać. W tym wypadku oczywiście darowanemu koniowi do paszczy nie zaglądamy. Zaletą tego rozwiązania wydaje mi się zauważalnie większy komfort noszenia. Ucho zdaje się nie męczyć podczas dłuższego noszenia, a sama pianka prawdopodobnie cechuje się pewną przepustowością powietrza i wilgoci, co powinno usprawnić wentylację.

Sporą wadą tych pianek według mnie jest trudność w zakładaniu oraz ich trwałość. Na ich zakładanie znalazłem sposób - wystarczy je lekko ugnieść przed założeniem, szybko wracając do pierwotnego kształtu idealnie dopasują się do anatomicznego kształtu ucha. Trwałości nie przeskoczymy, nie potwierdziłem tego podczas krótkiego czasu użytkowania, ale nie wierzę by były one tak trwałe jak wkładki silikonowe.
  • FiiO E5

  
(kliknij, aby powiększyć)

Na koniec zostawiłem sobie dodatek jakim jest wzmacniacz słuchawkowy. Osobiście byłem bardzo ciekaw rezultatu, ale również moje nastawienie było sceptyczne. O ile w normalnej sytuacji wzmacniacz słuchawkowy stoi pomiędzy odtwarzaczem CD a słuchawkami, to już rozwiązanie przenośne z normalnością nie ma wiele wspólnego. Pomiędzy źródłem dźwięku, a słuchawkami stoją już dwa wzmacniacze - dochodzi ten wbudowany w odtwarzacz MP3. Biorąc pod uwagę niedoskonałości malutkich urządzeń, może być to przepisem na katastrofę.
Tragedii w praktyce jednak nie było. Nie otrzymałem też fajerwerków, jakich można by oczekiwać.
Podłączenie wzmacniacza jest bardzo łatwe, myślę, że nic ponad zdjęcie powyżej nie trzeba objaśniać.


(kliknij, aby powiększyć)

Zastrzeżenie można mieć do bliskości gniazda słuchawkowego i przycisków głośności. Wpięcie przejściówki 6,3->3,5mm może ograniczyć dostęp. Dzięki wzmacniaczowi możemy ominąć ograniczenie głośności narzucone przez UE na odtwarzacze. Jeśli więc zechcemy, możemy sprawić, by muzykę z naszych słuchawek usłyszał każdy w okolicy, przy okazji koncertowo zapewniając sobie głuchotę. Być może wzmacniacz taki ułatwiłby napędzenie słuchawek o dużej impedancji, przekraczającej 150-200ohm. Ja dysponowałem jedynie dużymi konstrukcjami o nominalnej oporowości 50ohm.

Przez dłuższy czas siedziałem i przekładałem słuchawki, powtarzałem fragmenty utworów, przepinałem różne słuchawki to do wzmacniacza, to bezpośrednio do odtwarzacza. I nic. Ogólnie rzecz ujmując to nie udało mi się zanotować żadnych różnic w dynamice czy przejrzystości dźwięku. Różnica jest oczywiście zauważalna gdy przesuniemy pstryczek odpowiedzialny za podbicie tonów niskich. Według informacji, jakie udało mi się znaleźć, podbicie następuje o 3dB w okolicy 80Hz. Zabarwienie dźwięku jest bardzo przyjemne w odbiorze i nie sprawia wrażenia sztuczności. Często podbicie tonów niskich w odtwarzaczach jest mocno nieudolne, FiiO E5 może więc okazać się tu przydatne.

E5 charakteryzuje się szumami własnymi, które w połączeniu z ewentualnymi szumami odtwarzacza i materiału audio może zafundować nienajlepsze doznania. Nieustający syk słyszalny był doskonale na słuchawkach Creative Aurvana In-Ear3 oraz Sennheiser HD555, nieco gorzej na Brainwavz R1 oraz B2 i jeszcze słabiej na Sennheiser PMX-100.
Mnie osobiście to urządzenie w ogóle nie przekonało. Jest to według mnie zbędny wydatek, zajmujący dodatkowe miejsce.







Polub TwojePC.pl na Facebooku

Rozdziały: Test dokanałowych słuchawek Aurvana In-Ear3 i Brainwavz R1 / B2
 
 » Dane techniczne
 » Wygląd
 » Muzyka gra
 » Wnioski
 » Dodatek: Zdrowie
 » Kliknij, aby zobaczyć cały artykuł na jednej stronie
Wyświetl komentarze do artykułu »