Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2021
RECENZJE | TEST: Tarantula vs t-1000pro - klawiatury dla "pr0"?
    

 

TEST: Tarantula vs t-1000pro - klawiatury dla "pr0"?


 Autor: Spieq | Data: 31/08/07

TEST: Tarantula vs t-1000pro - klawiatury dla Razer Tarantula i Everglide t-1000 pro to klawiatury mające zadowolić najbardziej wymagających graczy komputerowych. Obie mają stanowić wizytówkę produktów wysokiej jakości, za którą trzeba słono zapłacić. Tarantula kosztuje sporo, produkt Everglide'a jest znacznie tańszy, ale ma mniej wymagający target. Cała ta nomenklatura "coś dla prawdziwych graczy" zaczyna mnie lekko drażnić (obyśmy nie doczekali się papieru toaletowego, który polepszy nasze wyniki w Q4), ale ciągle lojalnie jej kibicuję. W końcu z takich klawiatur mogą korzystać nie tylko... Aż boję się napisać owe nieszczęsne słowo. Celem testów nie jest w żadnym wypadku porównanie tych dwóch produktów, choć z pewnością pewne różnice narzucą się same bez potrzeby bezpośredniej konfrontacji.
TEST: Razer Tarantula i Everglide t-1000 pro - klawiatury dla "pr0"?

Razer Tarantula - wygląd i użytkowanie

To pierwsza klawiatura Razera, którą serwis TwojePC ma przyjemność testować. Dla debiutantów zazwyczaj stosuję niewielką taryfę ulgową, ale w przypadku Razera trudno mówić o debiucie w świecie profesjonalnego grania komputerowego. To uznana marka, czego dowodem są choćby wyróżnienia, jakie otrzymał ode mnie Razer Krait - bardzo udany model gryzonia dla strategów (choć oczywiście nie tylko, tym bardziej, że myszka testowana była w głównej mierze w dynamicznych strzelankach). Teraz nadeszła kolej na bardziej złożony sprzęt - klawiaturę, dzięki której młody i stary adept wirtualnych rozgrywek ma poczuć jeszcze większy komfort. Czy klawiatura jest równie istotnym elementem decydującym np. o liczbie fragów?

Przesyłka przyszła do mnie nielichej wielkości i wadze. Już sam ten fakt świadczy o tym, że Razer napakował tam pewnie tuzin rewolucyjnych rozwiązań. Cegły w środku nie było. Pudełko prezentuje się następująco:


(kliknij, aby powiększyć)

W środku znajduje się bohaterka wieczorów, jak i niezbędne elementy typu sterowniki, instrukcja (w tym folder montażu), gwarancja (24 miesiące w systemie S.O.S) oraz te najmniej potrzebne: obśmiany przeze mnie wielokrotnie certyfikat autentyczności. Plus coś oryginalnego - dodatkowe klawisze i chwytak (będziemy nim łowić klawisze do wymiany). Sensowność ich dodania zostanie wkrótce omówiona.

  
Tym razem bez charakterystycznej owalności. Szkoda! (kliknij, aby powiększyć)


Dodatkowe klawisze i chwytak (kliknij, aby powiększyć)

Warto przypatrzeć się materiałom producenta. Tak wedle Razera przedstawia się specyfikacja Tarantuli:
  • 32 KB wbudowanej pamięci
  • 10 klawiszy MACRO
  • 13 klawiszy multimedialnych oraz pokrewnych
  • Reakcja klawisza: 1ms
  • 2-portowy hub USB
  • Gniazda na słuchawki i mikrofon
  • BattleDock (możliwość podpięcia np. kamery; osobny zakup)
  • Profile ustawień (100 wariantów "on the fly")
  • Możliwość aktywacji 10 przycisków jednocześnie
  • Wymiary: 52cm (szerokość); 22cm (długość); 3cm (wysokość)
  • Pozłacane wtyki USB
Pierwsze wrażenia z obcowania ze sprzętem za, bez mała, prawie 300zł, były... nieco rozczarowujące. Na pierwszy rzut oka klawiatura wcale nie sprawia wrażenia elitarnego sprzętu dla zasobniejszych w pieniążki graczy komputerowych. Pierwsze wrażenie nie ma tu jednak nic do rzeczy, choć będzie przyczynkiem do omówienia strony wizualnej klawiatury.

Pudełko Razera jest konsekwentnym ruchem designerów - charakterystyczne kolory, stylistyka typowa dla tego producenta. Całość opakowana jest dodatkowo w twardy karton, więc bardziej beztroski transport po polskich drogach nie powinien zaszkodzić:


(kliknij, aby powiększyć)

Wspomniałem powyżej, iż pierwsze wrażenie było nieszczególne. Trudno je obronić, być może spodziewałem się ekspresu do kawy. Negatywnym bohaterem dla Razera będzie tu z pewnością konkurent w postaci Logitecha. Słynny model G15, który przebojem wdarł się na rynek klawiatur dla profesjonalnych graczy. Dużą rolę w tym pierwszym kontakcie z Tarantulą miało:

- specyficzne umiejscowienie liter na klawiszach (praktycznie centralny punkt). Zapewne jest to siła przyzwyczajeń do górnego lewego rogu klawisza. Kwestia gustów, tym mniejszy detal, biorąc pod uwagę, że piszę bezwzrokowo.


(kliknij, aby powiększyć)

- śliski i lakierowany plastik otaczający pola z klawiszami. Wielokrotnie pisałem o tym, że takie rozwiązanie nadaje dynamizmu całości (odbicia światła itd.), ale jest ono pozorne; do czasu, gdy pojawi się na plastiku pierwszy kurz, odcisk palca i papka z tego wszystkiego... Na szczęście znajduje się on w rejonach dość rzadko uczęszczanych przez nasze kończyny (góra i boki), więc problem z brudem nie będzie tak drażniący, jak np. w przypadku DeathAddera, niedawno recenzowanej przeze mnie myszki.


(kliknij, aby powiększyć)

- kontrowersyjne (choć Razer zdążył już nas do niego przyzwyczaić) podświetlenie logo na podpórce klawiatury. Zdradzę, że system jest ten sam, jak w DeathAdderze (choć bardziej rozciągnięty w czasie), na dodatek nie da się go wyłączyć.


(kliknij, aby powiększyć)

Pozostałe kwestie estetyczne nie są aż tak rzucające się w oczy. Warto na klawiaturę spojrzeć z lotu ptaka. Całość prezentuje się na pewno gustownie (zachowany jest pewien schemat kompozycyjny, Tarantula nie wprowadza żadnych wielkich rewolucji). Kolorystycznie jest bardzo konsekwentnie - mamy do czynienia z odcieniami czerni i charakterystycznym wariantem błękitu (glow logo, klawisze dodatkowe). Biały nadruk na klawiszach wykonany jest całkiem nieźle (wyraźny kontrast), nie zauważyłem drażniących niedoróbek. Jeśli miałbym się doczepić, to "e" wygląda różnie (najgorzej chyba na enterze numerycznym). Oczywiście tego typu sprawy są w zasadzie nieistotne i są pewnikiem indywidualną przypadłością. Gorzej w tej kategorii wypadają klawisze o przezroczystej fakturze (podświetlający niebieski odcień nie kontrastuje zbytnio z czernią). Szczególnie ucierpiały na tym sygnalizatory aktywacji Caps Lock, Scroll Lock i Num Lock. Z pewnego kąta naprawdę ledwo widać, że klawisz jest włączony. Wystarczyło to uwypuklić (choćby na wysokość 2-3mm wraz z przezroczystością), problem praktycznie byłby z głowy.


(kliknij, aby powiększyć)

Klawisze multimedialne (rozmieszczone na bokach) nie są wykonane z matowego plastiku, ale ze względu na ich rzadsze zastosowanie można tę kwestię pominąć. Podpórka, na szczęście, jest chropowata. Zostawimy na niej ślady swojej bytności, lecz w stopniu znacznie mniejszym niż w przypadku lakierowanej góry.

Parę ciekawostek wizualnych znajduje się na klawiszach. Klawisz startowy dla Windows nie doczekał się typowej graficznej identyfikacji (charakterystyczne pływające okna), za to na klawiszu menu podręcznego znajduje się po prostu logo... Razera. Z innych wariacji na temat mamy dodane strzałki na klawiszach Home, End, Page Up, Page Down w razie gdyby ktoś zapomniał lub dopiero zaczynał przygodę z komputerami. Standardowo już klawisze funkcyjne są mniejsze o połowę, wyodrębniają się więc w ten sposób.


(kliknij, aby powiększyć)

Trudno finalnie ocenić wygląd zewnętrzny Razera Tarantuli. Nie zachwycił mnie na tyle, by szczególnie akcentować tę kwestię. Na pewno klawiatura jest ładna, ale gdyby postawić ją na tym samym poziomie półkowym w hipermarkecie, mogłaby utonąć w gąszczu designerskich podróbek Tracera, A4Techa czy Media-Techa. Pewnie niuanse, jak jakość wykonania wychodzą dopiero podczas organoleptycznych ceregieli. Wystarczy chwycić klawiaturę oburącz i przekręcić w przeciwnych kierunkach, by uwierzyć, że to coś więcej niż klawiatura za 30-40 zł. Nie trzeszczy, jest wykonana solidnie, brak widocznych przerw między poszczególnymi częściami, nawet spód wykonany jest porządnie, choć to tak opluwany przez wielu lakierowany plastik:


(kliknij, aby powiększyć)

W związku z tym dyskretnie zmienię temat na bardziej interesujący - wygodę użytkowania. Zapewne tu Razer będzie miał więcej do powiedzenia niż jego hipermarketowi epigoni. I tak w istocie jest. Tarantula to klawiatura wygodna, klik podstawowych klawiszy jest intuicyjny, zakres decybeli oscyluje gdzieś w środku skali (na pewno nie nadaje się do nocnych pogaduszek na czatach).

Tarantula to nie żaden ultra-flat, rzekłbym - medium, który całkiem nieźle sprawdza się podczas pisania. Zresztą takie rozwiązanie jest dla mnie chyba najlepsze (chociaż na co dzień używam... wysokiego Zboarda, rzadziej klawiatury w laptopie). Tarantula sama w sobie jest dość płaska, co zmusiło mnie do wysunięcia podstawek (co rzadko mi się zdarza), dłonie wówczas lepiej spoczywają i mniej się męczą. Oczywiście kwestie ergonomii pracy mogą być indywidualne, mamy za to pole manewru. W każdym razie pośrednie rozwiązania sprzyjają szybszej adaptacji, tak było i tym razem. W zasadzie już po paru minutach pisania byłem w stanie pisać bez błędów wynikłych z poprzednich przyzwyczajeń (np. przesunięcie o jedną szerokość). Pod tym względem - plus bez wahania.


(kliknij, aby powiększyć)

Inaczej wygląda sprawa z klawiszami funkcyjnymi i multimedialnymi. O ile klik funkcyjnych jest jeszcze do zaakceptowania (F-y wchodzą oporniej od standardowych), to klawisze multimedialne obsługuje się fatalnie. Oprócz multimedialnych całość funkcjonuje na bazie gumowych wypustek, te pierwsze aktywowane są zapewne przez mikrostyki (trzeba użyć sporo wysiłku, by je nacisnąć). Niechętnie z nich korzystam, choć nie da się ukryć, że ich umiejscowienie jest całkiem sensowne (zazwyczaj tego typu klawisz znajdują na górze).

Podobnie jest z klawiszami, których funkcje możemy sami ustalić (symetrycznie po 5 na bokach). Gracze posiadający więcej górnych kończyn, jak i leworęczni będą z pewnością usatysfakcjonowani.

  
Lewy bok (kliknij, aby powiększyć)

  
Prawy bok (kliknij, aby powiększyć)

Wymiana wspomnianych klawiszy przebiega sprawnie - wystarczy użyć do tego celu:


Dociskamy chwytakiem w szczeliny między klawiszami (kliknij, aby powiększyć)


Klawisz zostaje wyciągnięty (kliknij, aby powiększyć)


Dopasowujemy charakter klawisza do ustawionego makro (kliknij, aby powiększyć)


Do wyboru 10 wariantów sytuacyjnych (kliknij, aby powiększyć)

Oczywiście użyjemy w tym celu klawisza, który funkcjonalnie odpowiada graficznemu odpowiednikowi (szczególnie istotne na początku, kiedy jeszcze nie pamiętamy rozstawienia bez potrzeby spojrzenia na klawiaturę). Ot, taki bajer dla młodszej społeczności, widocznie za stary pryk jestem, by niezdrowo się podniecać.

Klawiatura swoje waży, więc na pierwszy rzut palców sprawia wrażenie stabilnej. Nie jest tak do końca (jedna z gum antypoślizgowych jest nieco niższa), prawa strona nieznacznie się kolebie i ślizga po powierzchni. Jestem w stanie przyjąć, że to feler tego konkretnego egzemplarza.

Na koniec parę uwag jeszcze o klawiszach głównych. Mały Enter, małe Alty, duży Delete, "przepisowe" Ctrl-e, Shifty, CapsLock, Backspace i Tab. Spacja jest klawiszem wyższym od pozostałych (jako jedyny). Trudno mi ustalić, jaki jest cel takiego posunięcia. Przez wzgląd na gabaryty nie widzę już sensu dodatkowego wyodrębnienia spacji. Ponadto przez ekspansję Delete'a drugi Insert znajduje się w dość zaskakującym miejscu, w sąsiedztwie z Scroll Lockiem i Print Screenem. Numeryczny jest umiejscowiony standardowo.


(kliknij, aby powiększyć)

Jak sprawuje się Razer Tarantula w grach, rozstrzygnie kolejny rozdział. Podobnie będzie ze sprawdzeniem deklaracji producenta, który obiecuje m.in. aktywację 10 klawiszy na raz, 2-portowym hubem USB. Powyższe wnioski nie wymagały potwierdzenia w funkcjonalności sterowników, a te przecież w wielu przypadkach przesądzają o wartości danego sprzętu. Pod względem estetycznym posłużę się następującą skalą: 3.5/6, w przypadku wygody użytkowania - 4.5/6, a jakości wykonania - 5.5/6. W taki sposób można zamknąć niniejszy rozdział.



Razer Tarantula - sterowniki

Posłużę się ściągawką z poprzedniej recenzji (tekst dla tych, którzy pierwszy raz mają/będą mieli do czynienia z firmą Razer):
Westchnąłem na myśl samą, że czeka mnie teraz pisanie rozdziału o sterownikach Razera... W przypadku tego producenta drivery są zmorą użytkowników i nie zmieni to fakt jakości jego produktów.
Warto jednak nadmienić, że w tym przypadku (jak i wcześniejszych) mieliśmy do czynienia z driverami dla myszek. Być może w przypadku Tarantuli będzie inaczej (iskierkę nadziei tchnął już soft do DeathAddera). Sterowniki Razera mają niemały potencjał (może i największy?), ale ich wadą jest niestabilność. W przypadku Tarantuli nie spotkałem się z wykrzaczeniem softu. Ale nie to okazało się być najważniejsze.

Po zainstalowaniu - niemałe rozczarowanie. Potencjał, jaki w sobie kryła Tarantula, wydaje się teraz wyłącznie pozoranctwem. Sterowniki są ubogie i nie pozwalają na wiele (dla porównania odsyłam do recenzji Zboard MERC-a, którego miałem okazję testować w zeszłym roku).

Tak przedstawia się panel główny:


(kliknij, aby powiększyć)


Możliwość wyboru/załadowania/zapisania profilu (aż 100 możliwości!) (kliknij, aby powiększyć)

Drivery umożliwiają lawirowanie między ustalonymi aplikacjami:
  • Windows Picture Viewer
  • Adobe Photoshop
  • Adobe Illustrator
  • Adobe Acrobat Reader
  • ACDSee
Możemy sobie ustalić ręcznie funkcje danego klawisza:

Jeśli chodzi o klawisze multimedialne, to użyjemy je w następujących programach:
  • Windows Media Player
  • iTunes
  • Real Player
  • Winamp
Wspomniany wcześniej klawisz "glow logo" domyślnie odpowiada za aktywację menu podręcznego, lecz nic nie stoi na przeszkodzie, by zmienić jego funkcję na uruchomienie panelu głównego sterowników Tarantuli. Możemy też zautomatyzować proces wyboru wariantów ustawień (co to ma być? Losowa skórka do Winampa, czy jak?).


(kliknij, aby powiększyć)


Bawimy się "w makra" - tutaj redaktora przypadkowo poniosło

Najsilniejszą bronią Tarantuli ma być (w końcu to klawiatura dedykowana dla graczy) przypisywanie makr dziesięciu z możliwych klawiszy dodatkowych. Funkcja działa, możemy makra przypisać nie tylko dla określonej gry, ale i profilu gry. Udogodnienie dla graczy, którym nie wystarczą podstawowe klawisze. Co ciekawe - możemy ustalić także opóźnienie (50ms, 100ms, 150ms, 200ms), obiecałem tego jednak nie komentować. Mam wrażenie jednak, że Zboard dysponuje lepszym softem (może kwestia gotowców?). Dla leniwych graczy, którzy niechętnie budują coś od zera, konfiguracja Tarantuli może być dużym - niechcianym - wyzwaniem.


BattleDock komunikuje się za pomocą USB (kliknij, aby powiększyć)

Hub USB działa, choć w trybie 1.1. Jeśli nasz odtwarzacz MP3 jest ograniczony transferowo, nic nie stoi na przeszkodzie, by podpiąć go do klawiatury. Podobnie jest z innymi peryferiami. Podobnie jest ze słuchawkami i mikrofonem - sprawne gniazda. Nie odważę się jednak na ocenę ich jakości, gdyż dysponuję bardzo przeciętnym sprzętem odsłuchowym. Jeśli chodzi o możliwość aktywacji 10 klawiszy jednocześnie, tu akurat nie wygląda tak różowo. Udało się aktywować jedynie 6 klawiszy jednocześnie, choć nie wykluczam, że w tym przypadku zastosowałem nieodpowiednią metodologię. Tak zwany BattleDock to śpiew przyszłości - w Polsce nadal nie są dostępne gadżety, które można wykorzystać dzięki jego istnieniu.



Everglide .... - przegląd

Everglide t-1000 pro przybył do mnie z opóźnieniem, co paradoksalnie mnie ucieszyło (nie testowałem Tarantuli przez pryzmat dobrych/złych doświadczeń z konkurencyjnym Everglidem). Co gorsza, będąc u znajomych na niedzielnym obiadku, zapomniałem jej ze sobą zabrać. Nie będąc przesądnym, przystąpiłem już u siebie do rozpakowania zawartości. Od razu mogę dodać, że pudełko jest o wiele lżejsze od paczki z Tarantulą. Za to, podobnie jak w przypadku Razera, mamy do czynienia z debiutem na rynku klawiatur dla zawodowych graczy. Tym większa ciekawość po ujrzeniu dość standardowego pudełka:


(kliknij, aby powiększyć)

Po rozpakowaniu mamy do czynienia z następującymi składnikami: klawiaturą w folii ochronnej, instrukcją obsługi (niedoświadczeni, acz zawodowi [!] gracze są prowadzeni za rękę), alternatywną (pomniejszoną) instrukcją w języku polskim oraz przejściówką do mikrofonu. Ten ostatni element będzie istotny dla osób, które posiadają konfigurację sprzętu nie zapewniającą standardów mono. Napotkają wówczas problemy z wyciszeniem mikrofonu - niniejsza przejściówka pozwoli na eliminację usterki. Od razu dopiszę, że nie miałem okazji sprawdzić przejściówki w praktyce z braku tego typu problemów. Skłonny jestem jednak uwierzyć producentowi na słowo, to ciekawy dodatek, którego nigdzie indziej dotąd nie miałem okazji zobaczyć.


(kliknij, aby powiększyć)

Rzuca się od razu w oczy brak softu dołączonego do klawiatury. Jest to tym dziwne, że t-1000 pro posiada klawisze multimedialne wymagające nierzadko konfiguracji programowej. Minus. Pomijam fakt, że przydałby się soft pozwalający na profilowanie ustawień itp. W pewnym sensie rozumiem jednak intencje. O tym wkrótce.


(kliknij, aby powiększyć)

Everglide t-1000 pro Professional Gaming Keyboard oferuje:
  • Ultrapłaski kształt
  • Wbudowany port dla słuchawek i mikrofonu
  • Wbudowany port USB 2.0
  • 5 dodatkowych klawiszy multimedialnych
  • Zredukowany hałas wciskanych klawiszy
  • Charakterystyczny wygląd klawiszy głównych
  • Łączna liczba klawiszy: 104
  • Długość kabla: 1,5m
  • Gwarancja: 24 miesiące
Everglide nie popadł w obłęd (jak jego konkurent) i nie szokuje nas czasem dostępu do klawiszy, pozłacanymi końcówkami USB (są NORMALNE!) czy BattleDockiem, którego funkcjonalność dla Polaków jest równie enigmatyczna jak (tu można wkleić jakieś aluzje polityczne, kulturalne itp.). Po sterroryzowaniu przez marketing Razera czuję się bezpiecznie i swobodnie otwieram lodówkę.


(kliknij, aby powiększyć)

Podobnie jak w przypadku Tarantuli, najpierw zajmę się kwestią prezencji klawiatury Everglide'a. Nie ukrywam, że po rozpakowaniu przeżyłem pewne rozczarowanie, pierwsze, co przyszło mi na myśl, to: "ot, zwyczajna klawiatura". Sądzę, że dla tak uznanego producenta, jakim jest Everglide, jest to niemała obelga. Dłuższe obcowanie z t-1000 pro pozwoliło jednak na złagodzenie oceny.


(kliknij, aby powiększyć)

Klawiatura faktycznie wygląda dość banalnie, ale paradoksalnie w tym może tkwić jej potencjał. Zacznę jednak od początku. Kolorem dominującym jest czerń w 2 odcieniach. Główny panel klawiatury wykonany jest z matowego plastiku (lekko chropowatego), natomiast panel multimedialny (góra t-1000 pro) z lakierowanego, śliskiego odpowiednika. Jako że standardowo sprzeciwiamy się takim rozwiązaniom, tu jednak warto przystopować. Obszar zajęty przez lakierowany plastik jest naprawdę niewielki. Ponadto praktycznie nie będziemy mieli z nim kontaktu, ślady użytkowania nie są tak widoczne, jak w przypadku testowanego wyżej Razera.

Uwagę przyciąga logo producenta (dobrze więc przemyślany design), biało-niebieski napis EVERGLIDE, na zasadzie kontrastu, wybija się na tle pogrzebowej tonacji. Klawisze multimedialne (matowy plastik!) są szare (plus czarna symbolika). Prosto, bez udziwnień. Na takie posunięcia zdolni są praktycznie tylko markowi producenci? Może być w tym wiele racji.

Metoda podświetlenia aktywacji klawiszy Caps Lock, Num Lock i Scroll Lock jest przemyślana i pozbawiona niepotrzebnych udziwnień. Zwykłe niebieskie światło komponujące się z firmowym kolorem Everglide'a:


(kliknij, aby powiększyć)

Symbole, cyfry i litery znajdujące się na klawiszach są duże i wyraźne. Ich jakość nie pozostawia wiele do życzenia oprócz jednego wyjątku:


(kliknij, aby powiększyć)

Klawisze Page Up i Page Down wyglądają dość niechlujnie. Panowie, albo robimy produkt dla wymagających graczy, albo sprzedajemy go za 30zł.

Everglide szczyci się unikalnym wyglądem klawiszy. Coś jest na rzeczy, wyglądają faktycznie inaczej. Spacja zwykle jest wyróżniającym się klawiszem (w najgorszym wypadku chociażby gabarytowo). Razer postanowił ją dosłownie wywyższyć, Everglide - wydłużyć:


(kliknij, aby powiększyć)

Zabieg raczej typowo estetyczny, choć pewnie mający pewien wpływ na komfort użytkowania.

Spód klawiatury wygląda normalnie, choć podkreślić warto, że nie stanowi on "wylewki" charakterystycznej dla tanich klawiatur:


(kliknij, aby powiększyć)

Pod względem wyglądu Everglide t-1000 pro nie stanowi wyzwania dla wymagających estetów. Z drugiej jednakże strony stwierdzenie, że stanowi pod tym względem duże rozczarowanie byłoby krzywdzące dla producenta. Cieszy mnie za to brak na klawiaturze symbolu t-1000, który przywołuje wspomnienia, choć z innej bajki. Szala przeważa raczej na plus. Malutki.

Jedną z głównych zalet deklarowanych przez producenta miała być wygoda użytkowania - ultrapłaskie klawisze i zredukowany hałas klikania. Z tym ultra- to Everglide jednak grubo przesadził. Ultrapłaska to jest klawiatura w laptopach. Poza tym "kompaktową" całość psuje wysoki skok charakterystyczny dla... typowych klawiatur biurowych.


(kliknij, aby powiększyć)

Pierwszy kontakt z t-1000 pro nie był tak bezbolesny, jak w przypadku Tarantuli. Trudno stwierdzić "dlaczego". Największy wpływ zapewne ma tutaj wysokość klawiszy (mniejsza niż u konkurenta). Poza tym klik klawiszy nie jest już tak intuicyjny, jak u Razera. Posunę się jeszcze dalej - skok w Everglide t-1000 pro jest jej największą słabością. Do tej pory zdarza mi się wcisnąć klawisz, ale bez efektu końcowego (problemy mam głównie z Altem i stosowaniem znaków diakrytycznych). Nie da się ukryć, że trzeba sporo wysiłku we wklepywanie tekstu, co skutkuje po paru godzinach zmęczeniem dłoni i nadgarstków. Produkt ten nie staje się alternatywą dla tych, którzy dużo piszą (gracze dziś komunikują się głównie przez mikrofon). Dla pisarzy-graczy to twardy orzech do zgryzienia. Jakaś siła przyciąga mnie do tej klawiatury, ale na myśl o maratonie pisarskim raczej się dystansuję.


(kliknij, aby powiększyć)

Nie podoba mi się także degradacja roli Backspace'a (nienormalnej wielkości kikut) i uhonorowanie tym samym Entera (słynne odwrócone L). Cieszą "normalne" Shifty, Inserty, mniej radują Alty (nieco za wąskie). Klawisze funkcyjne są mniejsze od pozostałych, ale nie ma problemów z ich aktywacją czy przypadkową pomyłką. Nacisk jest podobny, jak w przypadku pozostałych klawiszy. Klawisze multimedialne zaopatrzono w mikrostyki, co zwiększa komfort współpracy (nacisk średni, wyczuwalny).

Klawiatura świetnie trzyma się podłoża, gumy antypoślizgowe w 100% spełniają swoją rolę. Po oględzinach t-1000 pro można zauważyć wnęki na podkładkę na nadgarstki. W zestawie jej nie uświadczymy, nie słyszałem także o możliwości jej dokupienia. Nie jest ona jednak niezbędna, ponieważ klawiatura jest niska i palce idą bardziej prostopadle od góry (podwyższenia również są niewysokie).


(kliknij, aby powiększyć)

Porty słuchawek i mikrofonu znajdują się po lewej, a portu USB - po prawej stronie klawiatury. Dobre rozwiązanie, zdecydowanie wygodniejsze od systemu z przodu. Na dodatek producent jasno wskazuje nam drogę:

  
(kliknij, aby powiększyć)

Żeby podłączyć np. pendrive'a do klawiatury, musimy wpiąć drugi kabel USB z klawiatury (ten z szarą wtyczką). Wejście słuchawkowe i mikrofon oczywiście służą przeznaczonym celom.

Klawiatura jest niewielka i lekka, co ucieszy właścicieli małych biurek, ale przede wszystkim... zawodowych graczy, którzy biorą udział w turniejach poza granicami swojego pokoju. Jeden z tych produktów, które faktycznie mają coś z charakteru progamerskiego, choć na pierwszy rzut oka można tego nie zauważyć. Akurat w przypadku t-1000 pro musimy wykazać się większą życzliwością i zrozumieniem, bo klawiatura ma głęboko ukryty potencjał (nie licząc wizualnej strony). Klawiatura zmieści się w zwykłym plecaku, a jej waga nie przyczyni się do żadnych zwyrodnień. Od razu podłączona do komputera wykazuje pełną funkcjonalność (choć oczywiście mocno ograniczoną w stosunku do produktów Zboarda i Razera). Jest faktycznie w miarę cicha (choć absolutnie nie bezgłośna), nie rzuca się w oczy. Nadaje się na grupowe zjazdy. W grach sprawuje się, prawdę pisząc, jak każda inna dobra klawiatura. Istotną kwestią jest higiena - t-1000 pro zauważalnie mniej brudzi się od swojego konkurenta. Rzeczą, którą przesadnie producent nie powinien się chwalić (czego nie czyni, na szczęście) jest integralność części składowych. T-1000 pro trzeszczy i wygina się. Pod tym względem nie różni się niczym od marketowych zapchajdziur. Oczywiście sama jakość materiałów wykończeniowych jest znacznie wyższa, szkoda więc, że całość nie trzyma się przysłowiowej kupy (aczkolwiek podkreślę: na pewno się nie rozleci). Natomiast jej największą wadę stanowi twardy klik i... cena. Pod względem estetycznym: 4.0/6; wygody użytkowania: 4.0/6; jakości wykonania: 4.0/6. Wychodzi szkolnym targiem, że to całkiem... dobra klawiatura. O reszcie w podsumowaniu.



Podsumowanie

Każda z klawiatur ma swoje mocne strony, ale na nich ocena się nie kończy. Istnieją wady, które przekreślają najwyższe możliwe oceny. Razer jest ciężki, masywny - przekreśla to jego mobilne zalety. T-1000 pro to jego przeciwieństwo. I tak dalej. Zresztą w ogóle relacja z testów obu klawiatur to koncert przeciwieństw, mimo że bronię się przed ich bezpośrednią konfrontacją, która nie ma większego sensu. Skończę więc jedynie stwierdzeniem, że niewątpliwie Razer Tarantula ma OBIEKTYWNIE większy potencjał, ale SUBIEKTYWNIE wolę... Everglide'a t-1000 pro. Ujmę to sytuacyjnie. Jestem szczęśliwie wylosowanym szarym człowieczkiem w konkursie telefonicznym i mam 2 nagrody do wyboru, z czego wiem, że żadnej nie sprzedam, by pokryć np. różnice w cenach - wybieram t-1000 pro. Bezczelnie dodam, że duży udział ma w tym i cichość pracy, w nocy mam większe szanse, że przetrwam nie skarcony przez zaspaną partnerkę.

  
(kliknij, aby powiększyć)

Oczywiście, z a _ d a r m o, bo ceny tychże produktów są iście skandaliczne:

CENY PRODUKTÓW:
  • Razer Tarantula: ~280zł (na początku kosztowała prawie 400zł!!)
  • Everglide t-1000 pro: ~140zł

  
Od lewej: Razer Tarantula, Everglide t-1000 pro (kliknij, aby powiększyć)


Dobrana dwójka? Razer Tarantula i Razer DeathAdder (kliknij, aby powiększyć)

Żadna z powyższych klawiatur nie jest warta wydania aż tylu pieniędzy. Oczywiście chętni się znajdą i jeśli nie będą to dla nich ostatnie pieniążki w kieszeni, pewnie będą zadowoleni z poczynionych zakupów. Cena odegrała zresztą decydującą rolę w możliwości przydzielenia wyróżnień. Gdyby Everglide t-1000 pro kosztował ok. 60-70zł (czyli realnej wartości, bez sztucznego windowania marki), otrzymałby wyróżnienie serwisu TwojePC.