Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
B O A R D
   » Board
 » Zadaj pytanie
 » Archiwum
 » Szukaj
 » Stylizacja

 
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
OBECNI NA TPC
 
 » piszczyk 01:58
 » Martens 01:52
 » Banan 01:41
 » skalak23 00:52
 » Mademan 00:43
 » NWN 00:36
 » esteban 00:27
 » rooter666 00:16
 » DJopek 00:07
 » GLI 00:06
 » Bonifacyz 00:01
 » GULIwer 23:39
 » Flo 23:35
 » yourerck 23:24
 » Kenny 23:22
 » Luk 23:00
 » Wolf 22:58
 » @GUTEK@ 22:58
 » Tomasz 22:32
 » emigrus 22:27

 Dzisiaj przeczytano
 1728 postów,
 wczoraj 28150

 Szybkie ładowanie
 jest:
włączone.

 
ccc
TwojePC.pl © 2001 - 2026
A K T U A L N A   W I A D O M O Ś Ć
    

CashyOs, poczytalem, pogladalem tych bijacych "Niemca" po kasku tez, zreszta innych chyba , etranger 6/09/26 13:32
nie ma. Walczyłem z Ubuntu jako zamiennikiem Windowsa, ale mi nie pasował. Headless mam Ubuntu, ale to inna zabawka i do czegoś zupełnie innego. W każdym razie doszedłem do wniosku, że czas na migrację.

Nie tak na żywca, na hurra, tylko powoli. Najpierw konfiguracja, dopasowanie wizualne, a trzeba wam wiedzieć, że qrwa nigdy nie lubiłem interfejsu Win95/98/2000 czy NT. MacOS-y też różnie mi się podobały, ale chyba jakiś Leopard był dla mnie najbardziej estetycznie przystępny.

W każdym razie takie mam przemyślenia po kilku tygodniach walki.

I od razu zaznaczę jedną rzecz: ja nie jestem informatykiem. Nie mam wykształcenia w tym kierunku, nie administruję serwerownią, nie jestem DevOpsem, nie piszę kernela w przerwie śniadaniowej. Jestem robotnikiem, który po pracy chce usiąść przy komputerze, pograć, coś obejrzeć, odpalić Blendera, pocztę, lokalny model AI, wrzucić coś na dysk i nie zastanawiać się przez dwie godziny, która warstwa systemu właśnie się obraziła.

I z tej perspektywy muszę powiedzieć jedno: CachyOS mi się podoba. Naprawdę.

W przeciwieństwie do Ubuntu nie odrzuca mnie wizualnie już na starcie. KDE daje się dopasować praktycznie pod wszystko, system jest szybki, nie wygląda jak panel recepcji w urzędzie i daje mi poczucie, że to ja ustawiam komputer pod siebie, a nie komputer mnie pod jakąś wizję projektanta.

Ale cała ta narracja z YouTube pod tytułem „zainstalowałem Linuxa i wszystko po prostu działa” to jest jednak niezła bajka.

Nie, qrwa, nie działa wszystko.

Albo inaczej: prawie wszystko da się zrobić.

Tylko pomiędzy „da się zrobić” a „działa” jest czasami kilka godzin czytania, grzebania i zadawania pytań o rzeczy, o których normalny użytkownik nigdy w życiu nie powinien wiedzieć, że istnieją.

Pierwszy przykład: dźwięk.

Chcesz po prostu wybrać, skąd ma lecieć audio. Nic więcej. A po chwili znasz PipeWire, ALSA, profile HDMI, urządzenia domyślne, priorytety i zastanawiasz się, dlaczego jedna karta pokazuje kilka wyjść, druga kolejne, a system czasami wie lepiej od ciebie, czego właśnie chciałeś słuchać.

Drugi przykład: trzy monitory, dwie karty graficzne.

Normalny człowiek myśli sobie: ten monitor jest pod tą kartą, tamten pod drugą i koniec filozofii.

No nie.

Po chwili czytasz o Waylandzie, KWinie, DRM, renderowaniu i dowiadujesz się, że twoje wyobrażenie o tym, jak powinien działać kabel DisplayPort, jest najwyraźniej zbyt prymitywne.

Dyski z Windowsem?

Też świetny temat.

Linux NTFS obsługuje, oczywiście.

Chyba że Windows się wcześniej wywalił, użył Fast Startup, zostawił partycję w stanie, który Linux uznał za nieczysty, albo generalnie coś mu się nie spodobało. Wtedy nagle dysk istnieje, ale trzeba go najpierw rytualnie oczyścić, żeby system zechciał go normalnie zamontować. Oczyscic pod Windows , naturalnie.

Instalacja systemu też potrafi być zabawna.

Raz instalator pięknie wszystko zrobi sam, a innym razem dochodzi do wniosku, że dziś akurat masz ręcznie podzielić dysk, wskazać EFI, root, punkty montowania i najlepiej od razu wiedzieć, co robisz.

Od czego to zależy?

Podejrzewam koniunkcję planet, fazę Księżyca i to, co wydarzyło się dokładnie w 45. minucie któregoś Star Wars.

Najlepsze jest to, że przy następnej instalacji może już wszystko zrobić sam.

Bo czemu nie.

Chmury to kolejny kabaret.

Normalny użytkownik zna Google Drive, iCloud, OneDrive, Dropbox.

Czyli rzeczy, których używają miliony ludzi.

I wtedy okazuje się, że system ma świetną obsługę jakiejś chmury, o której pierwszy raz słyszysz, a przy Google czy Apple zaczyna się cyrk.

Oczywiście wiem, że to częściowo wina Google i Apple, bo oni Linuksa traktują jak nieproszonego gościa na weselu.

Ale mnie jako użytkownika naprawdę mało obchodzi, kto jest winny.

Efekt jest taki, że zamiast wpisać login i hasło, nagle generujesz hasło aplikacji, token, identyfikator długości numeru podwozia lokomotywy i login składający się z pięciuset znaków.

I wszystko po to, żeby zsynchronizować pliki.

W 2026 roku.

Drukarka i skaner?

Drukarka wykryta.

Skaner wykryty.

Sterownik jakiś jest.

Lampa się zapala.

Czy skanuje?

Nie.

Czyli mamy jakieś 95% sukcesu, które w praktyce daje dokładnie 0% zeskanowanych dokumentów.

Bluetooth z kolei zrobił mi niespodziankę w drugą stronę, bo tani chiński Realtek pod Linuksem działa mi lepiej niż pod Windowsem, gdzie potrafił wywalić system przy zamykaniu.

Więc żeby nie było: Linux też potrafi wygrać w konkurencji „co dziś działa mniej absurdalnie”.

Gry również wyglądają dziś znacznie lepiej niż kiedyś. Proton, Wine i cała reszta zrobiły ogromny postęp.

Ale nadal jest różnica pomiędzy „ta gra działa na Linuxie” a „klikam ikonę i gram”.

Czasami po drodze pojawia się prefix, biblioteka, prawa dostępu, NTFS, jakiś parametr i wieczór z Google albo ChatGPT.

I najśmieszniejsze jest to, że każda z tych rzeczy osobno jest do rozwiązania.

Tylko ciągle pojawia się następna.

Poczta.

Screenshoty.

Fonty.

Automatyczne montowanie dysków.

HDR.

VRR.

Kilka monitorów.

Dwie karty graficzne.

Dostęp do danych z Windowsa.

Skaner.

Gry.

Chmura.

I przy każdej ktoś ci mówi:

„Da się zrobić”.

No pewnie, że się da.

Da się też samemu wymienić skrzynię biegów.

Tylko ja chciałem używać komputera.

I mimo tego wszystkiego na dziś nadal planuję migrację z Windowsa.

Nie dlatego, że Linux nagle stał się cudownie bezproblemowy.

Tylko dlatego, że CachyOS spodobał mi się na tyle, że chce mi się te problemy rozwiązywać.

I dla mnie to jest zasadnicza różnica.

Windows coraz częściej mnie wkurwia tym, co Microsoft próbuje mi wepchnąć, CachyOS z kolei wkurwia mnie tym, że czasami muszę rozwiązywać rzeczy, o których istnieniu nie miałem pojęcia.

Na ten moment wolę chyba ten drugi rodzaj wkurwienia. Ja to nazywam tratement profilactique zeby Niemiec u mnie w glowie nie zamieszkal za kilka lat:)

Ale jak widzę kolejny film pod tytułem „miesiąc na Linuxie, wszystko działa, nigdy nie wrócę do Windows”, to mam ochotę zapytać:

człowieku, ty naprawdę używasz tego komputera, czy tylko patrzysz na pulpit starego laptopa? :)

IStal sie switch:)

  1. poczekaj , wrrr 6/09/26 14:22
    az cos samo z siebie po prostu przestanie dzialac ;)

    w windows czlowiek pomysli, eh, znowu testuja aktualizacje na zywym, a pod linuxem musisz przeciez sam ja wywolac i podac haslo, czesto nawet nie bierzesz gotowca i budujesz specjalizowany system poleceniami sciagajac tylko i wylacznie apki ktore potrzebujesz a reszta to minimum srodowiska i aktualizacje wychodza w miesiacach, a jednak przestalo dzialac - jak to mozliwe?

    ano mozliwe, bo soft pisany za darmo przez tysiace osob, nawet jesli to pasjonaci, zawsze bedzie mial bledy

    1. ekhm? , etranger 6/09/26 15:15
      ale czytales, prawda? czytales co napisalem?

      IStal sie switch:)

      1. tak , wrrr 6/09/26 21:41
        sciana tekstu w ktorej odkrywasz darmowy soft i dziwisz sie ze cos nie dziala i trzeba kombinowac

        i jeszcze sie dziwisz ze sa ludzie ktorym zadzialalo, albo sciemniaja ze zadzialalo dla lajkow i monetyzacji

  2. ja juz o tym mysle od dluzszego czasu , elliot_pl 6/09/26 20:31
    ale odpadlem z jednego powodu - streamingi. Prime video, Nyetflix, hbo max - natywnie mozna sobie poogladac jakas salatke z pixeli, a nie normalna rozdzielczosc.

    Testowales u siebie?

    momtoronomyotypaldollyochagi...

    1. Streamingi działają , ligand17 8/09/26 09:20
      trzeba zainstalować Firefoxa albo którąś z przeglądarek z rodziny Chromium (Chrome, Edge, Vivaldi), włączyć odtwarzanie treści DRM i sprawdzić, czy Widevine jest zainstalowany (a jak nie, to zainstalować z repo dla danej dystrybucji) i działa w przeglądarce tak samo, jak pod Windows.

      1. ale ale , elliot_pl 8/09/26 09:46
        w rozdzielczosci wiekszej niz rozgotowany ziemniak? Bo to ze dzialaja to wiadomo, myk polega na rozdzialce. Zadna z platform nie ma we wspieranych przegladarek na linuxie powyzej SD. Ale wiadomo, ze to co oficjalnie, a to co mozna wymodzic sie czasami nie pokrywa :) Stad moje pytanie... Testowales?

        momtoronomyotypaldollyochagi...

        1. Oficjalnie masz 720p max , ligand17 8/09/26 10:15
          co samo w sobie nie jest już złe. Powyżej trzeba już kombinować: dla Netflixa są wtyczki do przeglądarek, które umożliwiają 1080p (czyli tyle samo, do masz w Edge na Windows albo w Safari na Macach). Dla Prime czy HBO widziałem rozwiązania typu uruchamianie Edgea przez Wine albo Windowsa w osobnym kontenerze Dockeer.

          1. "co samo w sobie nie jest juz zle" , elliot_pl 8/09/26 10:30
            no dla mnie to jest nieakceptowalne, ale co kto lubi :)

            Odpalanie windowsa w dockerze to jakis zart. Nie po to chcialbym sie z niego przesiasc zeby do byle video musiec go odpalac w kontenerze...

            Czyli jest tak jak myslalem - lipa.

            momtoronomyotypaldollyochagi...

            1. O, a kto to przyszedł? , ligand17 8/09/26 10:53
              Pan Maruda, niszczyciel dobrej zabawy, pogromca uśmiechów dzieci.

  3. Gratulacje , ligand17 6/09/26 23:31
    odkryłeś świat Linuxa. teraz handluj z tym. Albo podkurcz ogon i wracaj z płaczem do Windows.

  4. Fajny tekst , JE Jacaw 7/09/26 08:59
    Ja dawno dawno temu w odległej galaktyce starego laptopa przeniosłem na Minta i na początku byłem zachwycony. Wszystko się samo zainstalowało, instalowanie i aktualizowanie aplikacji przez repozytorium to bajka. I ta bajka by trwała, gdyby nie kolejna aktualizacja systemu (wcześniejsze przeszły świetnie), gdzie coś się posypało i mi się odechciało.

    Oczywiście nadal dostrzegam zalety Linuxa i wady Windowsa, może kiedyś do tego pierwszego jeszcze wrócę, ale na razie (z uwagi na moje potrzeby) mi się nie chce. :-)

    Socjalizm to ustrój, który
    bohatersko walczy z problemami
    nieznanymi w innych ustrojach

  5. Nie bardzo mialem czas... , etranger 7/09/26 18:19
    wrrr, specjalnie dla Ciebie TikToka nie będę robił ;) Ściana tekstu pozostanie ścianą tekstu. Jak się odpowiada na nią po przeczytaniu najwyraźniej losowo wybranych fragmentów, to już nie jest problem formatu.

    A teraz do elliot_pl, bo on zadał konkretne pytanie o streaming.

    Szczerze mówiąc, na dużym piecu nie mam za bardzo czasu na Netflixy, Amazony i inne legalne streamingi. Jak już siadam do niego w tygodniu, to mam góra godzinę. Za to weekendy… weekendy to zupełnie inna historia.

    Na przykład w zeszły weekend postanowiłem wreszcie skończyć konfigurację „zachmurzenia”. No i średnio poszło. Dla Google robiłem jakieś tokeny, OAuth-y i w pewnym momencie nawet założyłem sobie specjalnie wizytówkę na GitHubie. Ja pierdolę. Chciałem zsynchronizować parę rzeczy, a chwilę później czułem się, jakbym składał dokumentację do przetargu NATO.

    Potem spojrzałem na stojący obok kombajn biurowy Sagemcom MF5790DN i pomyślałem: skoro już marnuję weekend, to może uruchomię w końcu skaner. A że akurat zrobił się „cichy okres” w domu, to mogłem zasiąść.

    Problem jest taki, że do tego wynalazku sterowników literalnie nie ma. Nigdzie.

    Byłem jednak prawie pewien, że to jakiś rebranding, więc zacząłem archeologię. Najpierw Philips. Ślepa uliczka, bo okazało się, że Philips sam był rebrandingiem Sagemcoma, czyli zaczęliśmy robić reverse engineering z rebrandingu do rebrandingu i uznałem, że jeszcze chwila, a odkryjemy pod spodem drukarkę od Odry.

    Potem trafiłem na Ricoha.

    Znalazłem sterownik. Oczywiście nie działał. Ale od czego mamy nową Astrę od OpenAI.

    Astra zrobiła kawał wstecznej inżynierii, po czym elegancko oznajmiła, że pięciogodzinne okno się skończyło i… dupa.

    No więc wróciłem do klasycznej Halucyny.
    Halucyna weszła w temat po szyję. DLL po DLL-u, biblioteka po bibliotece, wyciąganie ciągów, identyfikatorów, protokołów i wszystkiego, co dało się wydłubać.

    W końcu już pod Linuksem zrobiła sobie piaskownicę do sprzętu, uruchomiła sterownik i nawet jego oryginalny interfejs. Po wymuszeniu adresu sieciowego nadal była dupa. Przy kolejnych listingach zmieniało się kilka bajtów, ale nic konkretnego z tego nie wynikało.

    W pewnym momencie mówię:

    „Skoro udało nam się wybudzić urządzenie ze standby i zapalić lampę skanera — która swoją drogą została zapalona nawet po reboocie kombajnu — to może po prostu brakuje nam dalszej części sekwencji?”

    Halucyna chciała dalej kopać tę samą norę, a ja się uparłem:

    „Nie. Znajdźmy firmware do Ricoha i rozjebmy go na kawałki.”

    No i rozjebaliśmy.

    I wtedy, porównując kolejne listingi, zaczęło być widać, co się właściwie dzieje. Interfejs najpierw wysyła prostą sekwencję wybudzenia urządzenia, a dopiero po naciśnięciu „Skanuj” leci cała kolejka parametrów odpowiadających temu, co standardowo ustawione jest w GUI: rozdzielczość, tryb, format, obszar i cała reszta. Oczywiście jak wciśniesz prescan czy inaczej podgląd to parametry wybierane sa z jakiejś tablicy, bo chodzi o szybki scan z minimalna ilością danych tylko po to żeby pokazać podgląd i żeby sobie można wybrać ewentualnie jakiś fragment do skanowania, zresztą każdy wie jak to wygląda. Malo tego drivery i firmware miały w sobie komentarze klepaczy kodu, ślepe uliczki i odwołania do niczego, ustawienia na 19200 których elektronika tego kombajnu nie potrafi obsłużyć, no burdel straszny.

    Czyli przez pół weekendu próbowaliśmy rozgryźć „tajemniczy protokół”, który w dużej części sprowadzał się do:

    „Hej, obudź się.”

    A potem:

    „Dobra, teraz skanuj tak, jak ci właśnie powiedziałem.”

    W końcu mówię:

    „Dobra, pierdolmy RJ45. Zróbmy to po USB.”

    I nagle zrobiło się znacznie prościej.

    A najlepsze jest zakończenie.

    Po mniej więcej 2 × 12 godzinach grzebania, reverse engineeringu, rozbierania firmware’u, DLL-ek, sniffowania transmisji i budowania piaskownicy okazało się, że żeby oryginalny sterownik zaczął działać, trzeba było…

    …dopisać wewnętrzny identyfikator mojego urządzenia do whitelisty.

    I kurwa mać.

    Po około dziesięciu latach mam działający skaner pod Windowsem.

    A pod Linuksem Halucyna napisała mi od zera nowy sterownik na podstawie tego wszystkiego, co po drodze znaleźliśmy.

    Tak że odpowiadając na pytanie o Netflixa pod CachyOS:

    Nie wiem.

    Nie zdążyłem sprawdzić.

    Miałem skaner do uruchomienia.

    IStal sie switch:)

    1. dzieki za wpis , marcin502 7/09/26 23:11
      jest jak w 2019 z linuxem, zostaje przy win10 i obcinaniu szpiegostwa ms.

      1. E tak bardzo zle to nie jest , etranger 8/09/26 17:35
        Po prostu dostajesz Lego Technic, złożone tak se, ale działające, a jak chcesz dopieścić, to długie godziny przed tobą :)
        Akurat dla mnie to pasuje :) z gier to ostatnio nic mi nie podchodzi, ogrywać starocie po raz enty nie mam ochoty a tak to przynajmniej walczę z tym Niemcem co to może się już skradać. No zawsze możesz wziąć nudny aż do porzygu Ubuntu tam gdrive działa od ręki.

        IStal sie switch:)

        1. mi sie po latach nie chce , marcin502 8/09/26 22:16
          nawet sterow do zlozonego kompa do grania zainstalowac, a co dopiero jeb*c sie z kazdym problemem linuxa... bylem tam, wiem z czym to się je ;)

          1. A ja ostatnio , ligand17 9/09/26 10:33
            puszczam Codexa na azymut i ma zrobić tak, żeby mi się podobało. I robi.

            1. to sie pochwal , etranger 9/09/26 19:09
              Chyba ze to tajemnica biznesowa

              IStal sie switch:)

              1. Trochę tego jest , ligand17 9/09/26 20:30
                Przez ostatni miesiąc, tak z doskoku:
                - napisaliśmy aplikację do zarządzania budżetem - wcześniej używałem Excela, ale teraz mam normalną appkę działającą na serwerze w kontenerze, z rozdzielonym fronendem, backendem, własną bazą danych, działającą jako PWA na urządzeniach mobilnych, obsługującą wielu użytkowników i języków. Ostatnio dodaliśmy moduł OCR do skanowania paragonów telefonem
                - zrobiliśmy pełny audyt mojego serwera: ogarnęliśmy porządnie backupy zarówno lokalne, jak i off-site (były już wcześniej, ale napisane prostymi skryptami, teraz jest to zrobione bardziej "po bożemu"), zrobiliśmy przegląd i utwardzanie kontenerów, reguł firewalla
                - zaczęliśmy utwardzanie VLANów w sieci domowej
                - zbudowaliśmy zupełnie nową logikę dla niektórych urządzeń w Home Assistant (np. monitorowanie położenia drzwi garażowych)
                - zbudowaliśmy proste zliczanie czasu, który córki spędzają przed komputerami, zarządzanie soft-limitami i prezentację na dashboardach
                Teraz bierzemy się za Frigate i integrację z Home Assistant i HomeKit.
                Gdybym miał więcej czasu, to bym sobie wcześniej przygotował zestaw pomysłów punktów do analizy i pewnie byłoby tego więcej.

                1. jest , wrrr 9/09/26 21:36
                  to twoja dziedzina wiedzy i jestes w stanie zweryfikowac kod?

                  bo jak nie, to ze tak powiem, do odwaznych swiat nalezy, wpuszczenie w backupy, vlany, kontenery, normalnie tryb yolo

                  1. Gdybym był w stanie , ligand17 9/09/26 22:38
                    zweryfikować kod, to po grzyba by mi było AI? Sam bym go sobie napisał.
                    Temat jest trochę inny: każdy element ma swoją własną specyfikę, swój własny język programowania. W mojej obecnej sytuacji nie jestem w stanie opanować wielu nowych języków programowania w stopniu wystarczającym do zbudowania danego rozwiązania we własnym zakresie. I tutaj wchodzi AI, całe na biało. Mówię: teraz piszemy skrypt w bashu - ono zakłada kapelusz mistrza basha. Mówię: teraz patrzymy na HA - ono zakłada kapelusz mistrza Jinja. Mówię: teraz zajmijmy się kontenerami - ono zakłada kapelusz mistrza Dockera.
                    Ja nie muszę być w stanie zweryfikować kodu od zera do 100%. Ja podaję wymagania, a AI pisze kod zgodnie z wymaganiami. Dla mnie wystarczy, że popatrzę na odpowiedź AI/kod i wytknę słabe punkty - i niech AI to poprawi.

                    1. No to troche jak u mnie , etranger 10/09/26 06:06
                      Z tym ze troche robi duża różnice.
                      Bo ja nie jestem w stanie nauczyć żadnego języka programowania, i nie mam drzwi garażowych kontrolowanych elektrycznie :) Malo tego Moje dzieci maja już po trzydziestce, pokończone studia i pare razy w roku sa na wakacjach na drugim końcu świata, co mniej więcej oznacza ze nie trzeba ich kontrolować :)
                      Headless mam z kontenerami na Ubuntu i tam sobie to powoli rośnie, uparłem się ze nie bede się bawił w liczenie tokenow i nie bede podpinał agenta do Blendera, bo mnie po prostu na to nie stać, wiec przy pomocy zwykłego abo plus z OpenAI razem z Halucyna budujemy środowisko dla dwóch agentów lokalnych, wyrobnika i kontrolera, ale do tego musi być guardian dobrze napisany no i ciągle jeszcze jesteśmy na etapie wyboru lokalnego modelu. Intel arc 770 z8GB Vram odpadł bo jednak 8GB to zdecydowanie za mało. Wiec zastanawiam się jak przepchnąć zakup Intel Arc Pro b70 bo wychodzi na to ze 16GB tez jest średnio wystarczające (rx9060xt) choc pare razy próbowaliśmy dla modelu visual offloading i o ile to działa to niestety prędkość jest średnia z naciskiem na chujowa. Oczywiscie w końcowym rezultacie zapłacenie 500 euro za tokeny które rozsądnie się wyda do obsługi Blendera wychodzi taniej niż zakup b70 ale b 70 to fajny kawałek sprzętu:)

                      IStal sie switch:)

                    2. po grzyba , wrrr 10/09/26 16:55
                      takiego, ze pisze szybciej a potem sam robisz code review, tak to dziala w calej branzy uzywajacej AI do kodowania

                      "popatrzę na odpowiedź AI/kod i wytknę słabe punkty" jednak swiadczy ze cos tam umiesz skoro jestes w stanie przeanalizowac wyprodukowany kod

                      bo totalny vibe bez zadnej wiedzy i sprawdzenia zawsze z czasem sie zle konczy jesli uzywasz do czegos powazniejszego a nie zabawy w odizolowanym srodowisku

                      1. Bo lubie, bo mi to sprawia przyjemność , etranger 11/09/26 05:56
                        Gdybyś jednak przeczytał tę nieszczęsną ścianę tekstu, to wiedziałbyś, że jestem robotnikiem budowlanym, a nie programistą i robię to dlatego, że sprawia mi to przyjemność i jest dla mnie sposobem spędzania wolnego czasu.

                        Nie wdrażam systemu sterowania elektrownią atomową, nie piszę softu do rakiety i nie mam klienta, któremu jutro położę produkcję.

                        Ligand najprawdopodobniej też nie pracuje dla NSA, NASA, CIA czy innego BBC :) i robi to dlatego, że go to zwyczajnie bawi i sprawia mu przyjemność.

                        Ale mogę się z Tobą zgodzić w jednej rzeczy: siedzenie na kanapie z entą puszką piwa przed telewizorem dla całkiem sporej części nacji też jest sposobem na spędzanie wolnego czasu.

                        Ja po prostu wybrałem inny.

                        Mam dwa własne piece, własny homelab i mogę sobie na nich eksperymentować do woli. Jak coś spierdolę, to najwyżej sam będę to potem naprawiał — co zresztą jest połową zabawy.

                        I chyba właśnie tu jest problem: ty cały czas próbujesz nam tłumaczyć, jak „powinno się” używać AI w branży, a ja od początku piszę o tym, jak ja używam go hobbystycznie u siebie w domu.

                        Nie muszę robić tego zgodnie z procedurą dużego software house’u.

                        Bo lubię.
                        Bo mogę.
                        Bo moje komputery są moje.

                        Naprawdę nie ma tu drugiego dna.

                        IStal sie switch:)

                        1. jest , wrrr 11/09/26 19:19
                          roznica miedzy wpuszczeniem aj aj celem audytu zywego serwera a potem przebudowywamiem zabezpieczen (backupu, vpny) przy jego pomocy, a twoimi grami zabawami na odseparowanym home labie

                          zawod wykonywany nie ma nic tu do rzeczy, jak ktos jest swiadomy co robi i moze przenalizowac kod ulepiony przez cos co umie zrobic takiego fikolka ze mozna zemldec z wrazenia robiac review ;)

                          1. Ehh , etranger 12/09/26 08:54
                            No i pięknie. Po kilku rundach doszliśmy w końcu do tego, co próbowałem Ci powiedzieć od początku :)

                            Moje zabawy są na moich komputerach, w moim homelabie i na moją odpowiedzialność. Jak Halucyna zrobi fikołka takiego, że faktycznie można zemdleć przy review, to najwyżej ja będę potem składał swoje Lego od nowa.

                            Zawód podałem nie jako dowód kompetencji technicznych, tylko dlatego, że wcześniej usiłowałeś mi tłumaczyć, jak „w branży” powinno się używać AI. Ja nie jestem „w branży”. Po robocie dłubię sobie przy komputerach, bo mnie to bawi.

                            Co do Liganda — jeżeli grzebie AI przy żywym serwerze, backupach, firewallu czy VLAN-ach, to oczywiście poziom ryzyka jest inny i tu nawet nie ma o czym dyskutować. Tylko że to jest jego decyzja, jego infrastruktura i jego ryzyko. Zakładam, że sam potrafi ocenić, co może sobie pozwolić spierdolić.

                            Czyli ostatecznie wychodzi na to, że:

                            Ty ostrzegasz, że AI potrafi napisać niebezpieczne gówno.

                            My wiemy, że AI potrafi napisać niebezpieczne gówno.

                            I mimo tej przełomowej zgodności nadal go używamy.

                            Sukces. ;)

                            IStal sie switch:)

                            1. I właśnie dlatego , ligand17 12/09/26 16:58
                              pierwszym krokiem, który zrobiliśmy z AI jest ogarnięcie tworzenia backupu serwera i procedura jego przywracania.
                              Jak to już mieliśmy ogarnięte, to nie miałem oporów, żeby wpuścić agenta na serwer i niech pisze to, co mu każę.















    
O D P O W I E D Z   N A   P Y T A N I E
    

Dzięki Rejestracji w naszym serwisie można uzyskać dostęp do zamieszczania Komentarzy do newsów oraz własnych informacji w działach Board oraz Giełda. Wystarczy podać ksywkę, hasło oraz e-mail.


    
All rights reserved ® Copyright and Design 2001-2026, TwojePC.PL