Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2019
Czwartek 16 sierpnia 2007 
    

Felieton latem: syndrom opóźnienia


Autor: Spieq | 11:35
(38)
W różnoraki sposób są kategoryzowane grupy społeczne. W wielu przypadkach oparte na stygmatyzacji i wyrażane na bezdechu oceny bywają okrutne szczególnie dla tych najbardziej pokrzywdzonych przez los. Pozycjonując horyzontalnie i dumając nad istotą – zaczynam się z nimi prędko identyfikować. Co gorsza, chyba jestem właśnie jednym z nich... „Obywatelem IV świata”, w którym centrum rozrywki jest wciąż zwykły pecet, a nie dedykowany bezpośrednio sprzęt. Jeden z większych technologicznych paradoksów – z każdej strony atakowani jesteśmy opiniami o podłej jakości „komborozwiązań”. W końcu coś, „co jest do wszystkiego, jest do niczego”... Nie to jest jednak najzabawniejsze. Ironią historii jest jakakolwiek krytyka, którą w momencie wyartykułowania możemy uznać za zaprzeszłą. Takie jest tempo zmian. Na świecie, nie u nas. Dictum acerbum.

W 1982 roku Time przyznał pecetowi tytuł „Człowieka Roku”, co było równie kontrowersyjne i trafne, jak mianowania jednego z naszych poczytnych tygodników. Brak logiki w tym wypadku potęguje paradoksalnie kaliber wartości i znaczeń (także tych metaforycznych). Zapewne przyznanie takiego tytułu miało swój cywilizacyjno-kulturowy wymiar, a jego wartość wzrasta, im starszy staje się rocznik 82... Oczywiście stara nomenklatura dotyczy tu komputera stacjonarnego i nad nim mam zamiar się pastwić. Wróćmy na chwilę do czasów, kiedy to o laptopach i palmtopach mogliśmy sobie tylko pomarzyć.

Czas obrad Okrągłego Stołu to dla wielu z nas nie okres ważkich przemian, ale wycinek z życia zdominowany przez dławienie się zapachem odległej cywilizacji, zdobycze nie-dla-mas i późniejsze sobotnio-niedzielne giełdy komputerowe. Okres beztroskiego (podkreślmy z czułością: legalnego) piracenia. Dla mojego otoczenia był to głównie czas antagonizmów między zwolennikami TEGO a TAMTEGO. Dla przypomnienia dodam, że Atari 65 XE (nie znałem wówczas szczęśliwych posiadaczy 130 XE) wprowadzony był na rynek w 1985 roku, a pierwszy C64 trzy lata wcześniej. U nas apogeum – początek lat dziewięćdziesiątych. Z perspektywy czasu widzę, że już wtedy kiepsko się wstrzeliłem jako właściciel ośmiobitowca – młodszy i piękniejszy 65 XE został zjedzony przez komercyjny przebój stulecia. Gdyby ówczesna gówniarzeria zdawała sobie sprawę z wpisu C64 do księgi Guinessa, to szósta klasa podstawówki byłaby alienacyjnym koszmarem (byłem w „A” jedynym atarowcem na rykowisku). Wyjątkowo dojrzała i rozwinięta demoscena oraz gry - dałbym się zapewne przekonać urokowi C64, ale to było wbrew szczeniackiemu etosowi. Pozostawały więc dwulicowe nasiadówy sąsiedzkie lub upajanie się cudzą własnością podczas ferii zimowych (emocje nie mniejsze niż w Albertville w 1992r.). Co dało mi to marnotrawienie czasu przed telewizorem? Nic, oprócz cennej wskazówki na przyszłość. Ziarno zostało zasiane, połknąłem bakcyla. Wielu rówieśników jest dziś cenionymi na świecie programistami. Tym większy szacunek dla nich, że wystartowali z wadliwego bloku.

Poślizg był ogólnonarodowy, czego oczywiście z perspektywy ówczesnych czasów nie byliśmy w stanie dostrzec. Ostatnie egzemplarze C64 wypuszczone na rynek zostały w roku 1993, u nas proceder „Communijnych zakupów” trwał jeszcze przynajmniej przez 2 lata. Dopiero później (głównie w szkolnych pracowniach komputerowych większych miast) polski przytułek miał szansę poznać szerszy wymiar technologiczny. Bywało różnie. Dziewicze serca nastolatków nie poznały się na geniuszu Carmacka, poznały raczej lokalne hity software. Panów Wąsowskiego, Milczka, Duszewskiego i Kosińskiego nie znaliśmy osobiście, nawet z nazwisk. Jednak na słowo TAG drętwiały wszystkie niezinformatyzowane koleżanki. Dla utrwalenia myśli przewodniej artykułu nadmienię, że ostatnia wersja tego wielce zasłużonego edytora tekstu ukazała się w 1993 roku. Bzdura. Mimo światowej standaryzacji hegemona z Redmond dla wielu z nas przygoda z TAG-iem była krokiem ku wieczności. Zapewne dla wielu miejsc w Polsce wciąż jest podstawowym narzędziem edukacji (tortur?). Zaskoczenie przyjdzie podczas lektury ofert pracy.

Najbardziej kuriozalną lekcją była informatyka „na zimno” w sali geograficznej. Praktyczny charakter tego typu lekcji został zredukowany do zera. Podczas tych jakże fascynujących lekcji (grono pedagogiczne głowiło się później, dlaczego na tych konkretnie lekcjach dochodzi do największego wychowawczego rozprężenia) nauczycielka rysowała na tablicy dwa prostokąty. Jeden z nich przedstawiał jednostkę systemową (w szkołach modne były desktopy), drugi – klawiaturę. Ktoś poprosił o rysunek myszki – doczekał się gustownego bazgroła. Dziś wspominam to jako akt żenującej desperacji, ale oczekiwanie na otwarcie faktycznej pracowni informatycznej wyglądało na co najmniej freudowską przypadłość. Może to właśnie głód wiedzy i poznania lepszego świata czyni nas wyjątkowymi przegranymi?

Ideologizacja w szkołach przeczy informatyzacji. Przynajmniej w naszym kraju. W 5. odcinku pierwszego sezonu Futuramy z ust Starszyzny Robotów padają prorocze słowa: „Ludzie nam nie zagrażają, to głupi, wstrętni tchórze. Są naszymi kozłami ofiarnymi, odciągającymi uwagę od prawdziwych problemów”. Casus Gombrowicza doskonale to potwierdza – nie o niego powinni teraz kruszyć kopie, klasyczny temat zastępczy. Pomijam fakt, iż pełna absurdów rzeczywistość Gombrowicza to – wypisz, wymaluj – teraźniejszość, ale zupełnie niezjadliwa i niezrozumiała dla młodzieży. Dla pryszczatego owsika więcej korzyści przyniesie nauka obsługi najnowszych (!) pakietów biurowych, prostego programowania i korzystania z WWW na konfiguracjach godnych jego młodzieńczych oczekiwań. Pewne sfery życia powinny zostać elitarne, nawet nie ze względu na snobizm, ale na obrzydliwą nieżyciowość. Rynek pracy nie jest bezlitosny, jak wielu sądzi, kieruje się pragmatyzmem (cóż za frazes) i nie przepytuje z wątku sarmackiego w Trans-Atlantyku. Mowa o misji obśmiesza ją w oczach osób chcących uchronić przed nią audytorium wyczekującego przyszłości. Po raz kolejny mamy niezrozumiały poślizg, wynikający nawet nie z głupoty, co z braku odwagi. Jestem gotów się założyć, że gdyby śp. Witold Gombrowicz zmartwychwstał, to pierwszy jego ruchem byłby zakaz lektury argentyńskich dzieł. Jako czynność zabierającą zbyt wiele czasu na cenną... naukę.

Temat bolączek narodowych jest wyjątkowo niegodziwy w świetle uskutecznianych wypraw górskich i łypania okiem na boki na bałtyckich plażach. Z drugiej strony dziatwa we wrześniu sterroryzowana dziedzictwem romantycznym wyhamuje, a my posłusznie zepchniemy się do funkcji trybika w ośmiu przepisowych godzinach. Szary uczeń wciąż jest petentem, gdy wykazuje inicjatywę. To wciąż obywatel II kategorii IV świata. To kiedy jest lepszy czas na refleksję, jak nie w sezonie ogórkowym?

 

    
K O M E N T A R Z E
    

  1. jako "opóźniony" rocznik 72 doskonale pamietam (autor: gigamiki | data: 16/08/07 | godz.: 12:47)
    wszystki przykłady o których piszesz, ale ogólnie nie kapuje o co ci chodzi...
    Dodatkowo ciężko się to czyta , mam wrażenie że miało być błyskotliwie i dowcipnie a wyszło przekombinowane.
    Mimo wszystko pozdrawiam i czekam na następne teksty


  2. echhh (autor: XiSiO | data: 16/08/07 | godz.: 13:19)
    łezka w oku sie kreci jak wspominam komputery co mialem..

    atari 2600
    C64
    XL/AT (wow 40Gb caviar dzialajacy do dzis...)
    amiga 600
    386/SX potem DX
    pentium 100
    pentium 233 MMX pomyslec ze to byl taki wariat w 1997 z karta 3D monster za ponad 700zl... i doplacalem sporo do monitora 15" nec m500 by miec wiecej cali :) ale co tam warto bylo ... :)

    Zauważyliście ze po 1997 zmiany komputerów ich modernizacje / zakupy nie dawały juz tyle radości i skoku technologicznego jak kiedyś ???


  3. tak wyszlo o niczym (autor: RusH | data: 16/08/07 | godz.: 13:57)
    faktycznie
    Co niby bylo opoznione? Demoscena C64 miala nas jakos ciagnac w dol? Ci, ktorych bylo stac mieli sprzet 20 godzin po wyjsciu z Tajwanskiej fabryki. W szkole podstawowej pierwsze 486DX pojawilo sie w piatej klasie (1991, kolega z klasy, rownowartosc malucha), rownoczesnie szkola kupila wtedy 386tki, w osmej klasie wszystkie kompy w pracowni byly na 486 z kartami VGA, a informatyka polegala na nauce PASCALa. Windowsa w szkole podstawowej nigdy nie widzialem za co jestem jej bardzo wdzieczny.
    Czy mam rozumiec ze szkoly w US byly opoznione bo uczyly na Applowskich odpowiednikach ZX81 w czasach PC?

    Na prawde nie mam pojecia o czym to mialo byc.

    Propo mimo wczesnego zetkniecia sie z PC moim pierwszym komputerem (a raczej mikrokontrolerem, bo ciezko to komputerem nazwac) byl C64 w 95r. Na PC przerzucilem sie dopiero gdy nie mialem juz co robic na C64 (asembler, pisanie wlasnych packerow, turboloaderow na stacje, playerow dla SIDa), bylo to chyba w 97r. a szczesliwca byl 386DX40 z 8MB ramu za rowno 100zl. Dwa lata pozniej pracowalem juz na gieldzie komputerowej a potem w serwisie. Glebokie zrozumienie czym komputer jest i jak to jesc zawdzieczam wlasnie informatyce w szkole podstawowej i nauce programowania zamiast klikania w W3.11


  4. Tragedia i koszmar. (autor: Bart | data: 16/08/07 | godz.: 16:35)
    Język nie do zniesienia - nie da się tego czytać. Nie wiadomo co autor miał na myśli.
    Nawet nie wiadomo w zasadzie o czym jest ten felieton. Może nie podchodź do tego tak ambicjonalnie i poważnie. Myślę, że niepotrzebnie starasz się na siłę. Więcej luzu i normalnego języka.


  5. hmm (autor: leonx | data: 16/08/07 | godz.: 16:43)
    popolemizuje z RusHem ;-) tym razem.
    Widzisz - jestem troszke starszy od ciebie i nie zalapalem sie na informatyke w podstawowce, tylko w liceum ;-) niemniej robilismy dokladnie to samo co ty - pascal, troche TAGa (ktos pamieta?), a na poczatek podstawy DOS i NC.
    Tylko - ze tak powiem RusH - jestes wyjatkiem - i to - pod kazdym wzgledem - hehe ;-) Pascala w naszej klasie rozumialu dwie osoby - ja i moj kumpel - bo mielismy komputery w domu i interesowalo nas cos wiecej niz gry.
    I mi/nam (z kumplem) bylo tak naprawde obojetne co robilismy na lekcjach, bo wszystko to mielismy w malym palcu. A reszta klasy (skadinand inteligentni ludzie) siedziala jak barany bo nie mogla zalapac o co chodzi w petli warunkowej.
    Moim skromnym zdaniem to wlasnie bylo bez sensu. Bo to nie byly czasy gdzie kazdy ma w domu komputer i potrafi odebrac poczte, wyslac, napisac cos i wydrukowac w edytorze itp.
    Potrzebne byly wlasnie takie podstawy - Windows, prosty edytor, program pocztowy - podstawy OBSLUGI komputera. A nie podstawy programowania, bo dla wiekszosci ludzi to byla (pozostanie czarna magia) - i to biorac pod uwage tylko jezyki typu pascal czy basic, nie mowiac o assemblerze...

    Dzisiaj sa troche inne czasy - sporo osob mialo dostep do komputer duzo wczesniej niz "my" (powiedzmy urodzeni w latach +/- 72-82).
    Nie mowiac juz np. o naszych dzieciach...
    Spora czesc pozostanie przy grach, a nastepnie moze zacznie wykorzystywac komp jako narzedzie. Nieliczni, ale to naprawde nieliczni zainteresuja sie tym jak naprawde dziala procesor i jezykami programowania. I dobrze. Wiekszosci to absolutnie do szczescia niepotrzebne.


  6. tez pozwole sie nie zgodzic z Rushem. (autor: gigas! | data: 16/08/07 | godz.: 16:53)
    Ty chyba chodziles do jakiejs elitarnej szkoly ;-)

    Dla mnie podstawowka i srednia to informatyczny koszmar klasy C. Fatalna infrastruktura, niedoedukowani nauczyciele (zazwyczaj to "informatycy", czyli matematycy, fizycy, a nawet humanisci, ktorzy dostali drugi przedmiot od dyrektora).

    Nie wiem, jak jest teraz (pewnie lepiej, czego zycze "owsikom" hehe), ale faktycznie zaliczylismy poslizg i jestesmy opoznieni. Wielu z nas nadrobilo i dzis sa kwiatem narodu... Tylko przyklasnac.

    BTW, jak teraz wytlumaczyc gowniarzowi, ze Quake 4 to nie zaden przelom. Przeciez nie puszcze mu pod dosboxem Wolfa 3d, bo mnie malec zabije smiechem.

    W ogole jakies straszne wkurzenie bije z felietonu. Be cool. Jezyk momentami trudny, zlozony, ci p o l o n i s c i . . . Moze za glupi jestesmy ;-)


  7. Aha, (autor: gigas! | data: 16/08/07 | godz.: 16:56)
    ten fragment z Gombrowiczem jest za OSTRY, chyba juz wiem, dlaczego nie chcesz (nie mozesz? :) ) byc nauczycielem hihi. Ale zgadzam sie chyba, COS ZA COS, wybierajmy rzeczy, ktore f a k t y c z n i e przydadza nam sie w zyciu i zaprocentuja.

    Zeby nie bylo - lubie czytac, ksiazki to hobby. Ale z czytania pensji wiekszej ni mom.


  8. przyznam (autor: XTC | data: 16/08/07 | godz.: 20:18)
    że chyba za gorąco - też nie czaję choć miałem w technikum kółko informatyczne realizowane na tablicy...
    ale wtedy to my byliśmy Atarowcami i robiliśmy na 8-bitach to czego na PC się nie uświadczyło :)
    /ok ok - z zazdrością patrzyliśmy na coraz to wyższe rozdzielczości nawet na monitorach w skali szarości oraz kHz i bitami przetworników wyjściowych audio (przypomnę, że na 8-bitowcach były to typowo 4 bity i jakieś max 8kHz żeby dało się zrobić coś jeszcze).


  9. Eeee yyyy...? (autor: DJopek | data: 16/08/07 | godz.: 20:58)
    Faktycznie chyba dziś za ciepło w Kraku było bo nie rozumiem celu tego felietonu...?

  10. dla mało zapoznanych z tematem: (autor: bocian | data: 16/08/07 | godz.: 21:20)
    Felieton: krótki utwór dziennikarski (prasowy, radiowy, telewizyjny) utrzymany w osobistym tonie, lekki w formie, wyrażający - często skrajnie złośliwie - osobisty punkt widzenia autora. Charakterystyczne jest częste i sprawne "prześlizgiwanie" się po temacie....
    Czyli bez zbędnych pytań w jakim celu i i co chodzi gdyż sam autor tylko wie o czym miało to być (a może i nie)))


  11. Osobisty pukt widzenia _na co_? (autor: Goomich | data: 17/08/07 | godz.: 02:07)
    Prześlizgiwanie sie po _jakim_ temacie?

  12. zdecydowanie (autor: zorg | data: 17/08/07 | godz.: 02:19)
    za ciezki temat jak na okres wakacyjny , zamiast sie meczyc trzeba bylo zagrac w golfa i napic sie dobrego wina.

  13. za ciezki temat (autor: RusH | data: 17/08/07 | godz.: 09:11)
    _jaki_ temat??? sek w tym ze wciaz nikt nie wie o czym to mialo byc :P

  14. czepiacie się (autor: Dabrow | data: 17/08/07 | godz.: 09:37)
    jakby wam się nie zdarzało. Chcial pierdnąć, a walnął kleksa. Wot żyzń. (-:

  15. .:. (autor: Shneider | data: 17/08/07 | godz.: 10:10)
    spieq zalamales mnie.


    uwazasz ze start z C64 jest krokiem wstecz dla przyszlych programistow?
    ze TAG byl bolaczka?

    obecna informatyka robi bezmozgow.
    wow okienka, pogram w sapera itp itd.


    pusty tekst.


  16. zgadzam się z RusH-em i gigas!-em (autor: OrbitaL_2001 | data: 17/08/07 | godz.: 10:51)
    Felieton czy w ogóle jak to nazwać, nie wiadomo o czym jest. Mam wrażenie że to typowy zapełniacz witryny TPC.

    Może Ameryki nie odkryję, ale powiem Ci że ja jestem prosty chłopak, który nie poszedł do liceum żeby uczyć się jakieś geografii, biologii czy chemii. Poszedłem od razu do technikum na kierunek systemy cyfrowe, a co to oznacza ? A no to że zaliczam się do grupy ludzi, których interesuję konkretna, treściwa informacja a nie 15 stronicowy esej o niczym. Przecież to się czyta gorzej niż chińskie manuale w pdf-ie, tam chociaż są obrazki i można zajarzyć o.c.b.

    Do redakcji TPC: zanim zaakceptujecie kolejny tekst, to zobaczcie proszę co macie napisane na belce przeglądarki kiedy otwieracie swoją stronę - tego spodziewa się przeciętny czytelnik Waszego serwisu.


  17. `,` (autor: spieq-Redakcja | data: 17/08/07 | godz.: 10:53)
    Shneider: nie, po prostu wielu z nich siedziało na nich za długo. Ja jeszcze jakoś 95/96 programowałem na tym 65XE, choć powinienem być o 2 kroki dalej. Od kiedy mamy Visual Basic?

    Kategoryzowanie z "bezmózgami" jest puste. Stawianie na prostotę nie zwalnia nas z myślenia. MS Word 2007 sam za nas tekstu nie napisze.

    No nic. Temat może powróci po zakończeniu sezonu ogórkowego. Może w innej formie.


  18. `,` (autor: spieq-Redakcja | data: 17/08/07 | godz.: 11:11)
    To znaczy - inaczej. Na pewno w innej formie, Wy tu rządzicie.

    Jest we mnie pewna złość, bezsilność po poznaniu relacji gimnazjalistów i nauczyciela. Szkoła pamięta poprzedni ustrój. Nie ona jedyna... Tak być nie może. Najważniejszym problemem edukacji są dzisiaj mundurki i reaktywacja Gombrowicza do listy lektur zmuszanych. Wyszedł najbardziej polityczny tekst (choć między wierszami), ale te sfery pierwszy raz się tak zgryzły. Giertych do jednej ze swoich zasług przypisał: "nigdy problemy edukacji nie były tak szeroko dyskutowane". OK, ale kolejne opóźnienie, nie ma kroku dalej. Zobaczymy, jak wyjdzie z dofinansowaniem mundurków i książek.

    Pozdrawiam.


  19. .:. (autor: Shneider | data: 17/08/07 | godz.: 11:20)
    spieq zerknij na to co sie teraz dzieje.

    w liceach ucza obslugi worda i windowsa.
    ja rozumiem ze bill sponsoruje szkoly ale to jest przesada, choduja sobie klientow.

    u mnie w technikum byly linuxy, a windows to taki dodatek.
    slowo asembler bylo tak przerazajace ze ziemia drzala, ale co? kazdy przez to przebrna, nagle okazalo sie ze diabel nie taki straszny.

    nie uwazam by szkola miala uczyc nas konkretnych rzeczy, jej zadaniem jest przedstawienie mozliwosci i doboru rozwiazan.

    jak ktos chce do konca zycia pisac w C to jego sprawa i nikt go nie przekona.

    informatyka powinna sluzyc wizualizacji naszych zadan. obsluga worda jest zadaniem rzemieslniczym, raz pokazesz i bedzie tak klepal do konca zycia.

    moje zdanie na temat informatyki w szkole jest proste. ma byc wskazowka jak przedstawic swoja wiedze z pozostalych przedmiotow za pomoca komputera. czy to bedzie grafika, programowanie, przerozne kalkulatory, fizyka, prezentacje itp rzeczy. a czy bedziemy to robic na archaicznym sprzecie czy na nowiutkiej viscie nie powinno miec znaczenia. nie powinno ale rzeczywistosc jest inna.
    nowe zabawki sluza do internetu, fotka.pl itp pierdoly.

    powstalo pokolenie skrajnie nie kreatywne a wszystko przez podanie na tacy gotowych rozwiazan.

    mamy teraz piekna ere informatyki, gdzie swiat sie podzielil na dwieczesci. tych co ida na latwizne (microsoft) i tych bardziej ambitnych (open source).

    a gdyby tak wlasnie wrocic do starej szkoly, moze cos ala rosyjska szkola programistow to teraz bylo by inaczej. kartka do reki i przelewaj swoje pomysly na papier. a po opanowaniu podstaw dopiero siadamy przed komputerem i probujemy pomysly zrealizowac.

    w tej chwili pani kaze zrobic strone www, lub dowolne inne zadanie i kazdy przychodzi za tydzien z gotowa praca nie majac bladego pojecia jak ona powstala.

    dzieciaki odmozdzaja sie na zajeciach informatyki. dzien bez www jest dniem straconym prawda? :-)


  20. @Shneider (autor: leonx | data: 17/08/07 | godz.: 13:11)
    wydaje mi sie ze przesadzasz, w dodatku komputer jest teraz "narzedziem diabla" - powodem "odmozdzenia" dzieciakow, ktore dnie spedzaja na www. Wczesniej to byl TV, z bezmyslnymi serialam, jeszcze wczesniej komiksy, ktore nie wnosily nic poza "odmozdzona rozrywka". A jeszcze wczesniej pewnie zabawy z patykiem zamiast pistoletu i zabawa w "Niemcow i partyzantow" - pliz...

    Nikt (za wyjatkiem RusHa - ;)) - nie nauczy sie programowania w szkole podstawowej/liceum - i nie programowania powinno sie uczyc na takich lekcjach. Czego - to juz inny problem - byc moze wlasnie w szkole powinno sie pokazac, ze swiat nie konczy sie na Windows i Word, ze istnieje tez Linux z setkami darmowych programow. "Kalkulatory? prezentacje? grafika? fizyka?" - pliz - no moze za wyjatkiem prezentacji... To nie politechnika czy szkola profilowana - z informatyki powinno sie wyniesc to co mozna zrobic na kompie a co moze sie przydac kazdemu - chocby to bylo pisanie/edycja tekstow, projektowanie stron www, prosta obrobka zdjecia itp.

    A pomysl - najpierw kartka - potem komp - prosze cie...

    Nie zgadzam sie z "niekreatywnym pokoleniem" - pokolenia nigdy nie byly kreatywne - kreatywne byly jendnostki - i tak jest i dzisiaj. Fascynacja assemblerem nie zrodzi sie w szkole, to nie jest cos przez co trzeba "przebrnac". Albo sie to lubi/kocha albo nie - taki jest assembler. Ktos kto tego nie czuje i nie lubi moze i bedzie sie orientowal, ale nie bedzie w tym dobry. Zreszta - zapytaj RusHa :)


  21. Ciężko się to czyta .. ale autor chyba zapomniał o ważnej rzeczy (autor: Michał_72 | data: 17/08/07 | godz.: 13:13)
    W połowie lat 80 komputery DOMOWE - ZX Spectrusie, Atarynki Commodorki i inne służyły głównie do zabawy, a programy użytkowe trzeba było sobie napisac SAMEMU.

    Na tzw kółku informatycznym prowadzonym przez tzw Świniaka głownie młóciliśmy w Commando i inne równie zaawansowane gry. Ale tak się składa że mój kumpel z liceum miał ojca w Stanach i ze sprzetem był o "krok do przodu"- miał Atarynke XE130 ZE STACJĄ DYSKÓW, potem ST i jednocześnie jakieś PC XT z Chi Writerem (oraz aż 24 igłową drukarką !!) TAG przy tym był jakimś niedorobiona popierdółką. Miał też jakiś arkusz kalkulacyjny - pewnie Lotusa. I nie będąc informatykiem można było zaprząc ten komputer do pożytecznych zadań.

    W artykule widzę tęsknotę za czasami, w których komputer był czarną skrzynką dla wtajemniczonych a tzw profan mógł najwyżej załadować grę z taśmy.
    dziś jest inaczej- są tacy którzy tworzą narzędzia i tacy którzy z nich korzystają.

    Ci którzy tworzą programy- TEŻ KORZYSTAJĄ Z GOTOWYCH NARZęDZI, pakietów uruchomieniowych, bibliotek itp. Wszystko jedno czy to C++, Visual Basic czy inna cholera.

    Mój przyjaciel - z którym na jednym Timexie rozwalaliśmy wrogów Arnolda-jest dziś bardzo dobrym programistą (nie klepaczem kodu) mimo że pierwszego PCta kupił na I roku studiów.


  22. trochę (autor: celt | data: 17/08/07 | godz.: 13:15)
    w zagmatwany sposób to napisałeś - czyta sie prawie jak Valis K.Dick'a :)
    Mnie nie martwi że ktoś poprzestaje na 'gotowcach', przynajmniej dzięki temu jest mniejsza konkurencja. A to czy ktoś czyta/ał np. Kosińskiego, Bulhakowa - nie ma znaczenia. Jeżeli komuś wystarcza takie życie jakie ma to po co to zmieniać na siłę? Jeżeli robisz coś co ciebie interesuje to po co na siłę udowadniać innym, że jest to aż tak dla Ciebie ważne, nawet jeżeli oni tak nie uważają? Nie jest chyba problemem że komuś się chce aż tyle, a innym wystarcza tylko tyle. A jeżeli jesteś już b. dobry to chyba lepiej wyjechać za granicę - bo po co się dusić? :)


  23. wgadzam sie .... (autor: Hurricane | data: 17/08/07 | godz.: 13:25)
    ze Shneiderem ale.... nie do konca....
    owszem - informatyka w szkole ma byc wskazowka - ma ogolnie uczyc co mozna z komputerem zrobic ale....
    nie zapominajmy o jednym - przykladem moja klasa z liceum - na informatyke (studia) lub do pracy zwiazanej choc troche z szeroko pojeta informatyka poszlo.... 3 osoby (klasa liczyla 34), kompouter w domu ma aktualnie wiekszosc ale.... no wlasnie - niewiele ludzi umie sobie z tym faktem poradzic...
    niestety ale nauka pisania w TAGu, programowania w Pascalu (2 osoby w ogole kojarzyly o co w tym wszystkim chodzi - ja i kumpel - mielismy komputery w domach wczesniej i juz sie nagralismy i chci9elismy czegos wiecej...) w czasach kiedy poniekad standardem byl juz win 3.11 a w zasadzie bardzo szeroko "rozprzestrzenial sie" win 95 (97-98 rok) bylo porazka - ludzie nyli "nauczeni" obslugi NC, podstawowych komend DOSa i troche oswoili sie z klawiatua w TAGu i tyle - przyszly okienka i..... BOJA sie cos kliknac - jakas ikonke ktorej nie znaja zeby czegos nie popsuc!!!!!!!!! - nie wierzycie??? popatrzcie na znajomych niezwiazanych z IT - zobaczcie jak to sie odbywa - zasada "malpki" - "prosze mi pokazac co mam zrobic i bede to robic" i niz poza tym......

    a co do linuxa - sam przyznajesz ze byles w technikum profilowanym - i tam jak najbardziej powinienes miec jezyki programowania, linuxy/unixy i jeszcze kupe innych rzeczy ale.... powiedzmy sobei szczerze - w LO, gdzie idzie w 99% ida osoby, ktore nie wiedza co chca zyciu robic, tak zaawansowane wgryzanie sie w tematy zwiazane z komputerami jest po prostu niepotrzebne - lepiej zeby taki ktuś po tej szkolenej informatyce umial poprawnie napisac i sformatowac tekst w wordzie, umial zainstalowac i odinstalowac jakis program/gre i przestal sie bac kliknac ikonke ktoej na oczy nie widzial, niz znal liste polecen konsoli linuxoiwej, wiedzial co to petla warunkowa i jak sie tego uzywa itd - jest mu to po prostu niepotrzebne


  24. Felieton (pardon my french) zajebisty (autor: bwana | data: 17/08/07 | godz.: 14:23)
    ...

  25. `,` (autor: spieq-Redakcja | data: 17/08/07 | godz.: 15:25)
    "W artykule widzę tęsknotę za czasami, w których komputer był czarną skrzynką dla wtajemniczonych a tzw profan mógł najwyżej załadować grę z taśmy."

    Michał_72: NIE, NIE, NIE!
    Wręcz przeciwnie! To ma być dostępne dla wszystkich (bez wyjątku). Egalitarnie.

    Elitarną sferą niech będzie "Gombrowicz" (tu jako szerszy kontekst), dostępny dla tych, którzy mają na niego czas i ochotę.

    Kultura się upraszcza, ale to dobrze - będzie dla wszystkich zrozumiała (vide Shrek, polecam artykuł w jednej z ostatnich Polityk). Wysoka kultura nie wyginie, nie ma obaw.

    Za to rozwój kultury godzącej niską i wysoką uważam za niesłychanie ważną rzecz. "Gombrowicz" (tu znów jako hasło-wytrych) nią nie jest i nie będzie.


    Dziękuję bardzo za ciekawą dyskusję, postaram się później ustosunkować (brak czasu aktualnie).


  26. Chciałem napisać co o tym myślę, (autor: Mieciu76 | data: 18/08/07 | godz.: 01:08)
    ale leonx wyczerpał to wszystko co miałem do napisania . . .

    Ja również poznałem asamblera, ale zdecydowanie twierdzę, że jest to temat na szkołę wyższą (ta właśnie go poznałem). Na Politechnice najpierw poznałem zasadę działania komputera, procesora (oczywiście równolegle z językami wyższego poziomu) a asambler przyszedł mi już baaaardzo gładziutko. Oczywiście, żeby potem coś sklecić to trza by poznać trochę matematyki wyższej. Ale !!!! Po co odkrywać coś co już zostało odkryte. Można pisać w assamblerze, ale dzisiaj ogranicza się to już raczej do wstawek. Przecież MS też pisze Windowsa w C i pochodnych.

    Rówież pamiętam tamte czasy C64 a potem szybko skok na AT 16MHz( 1991 rok). (Rush- w tym czasie koleś miał 486DXa- no to fakt- szmalowny gostek był.) i poleciało . . .

    Ta dziedzina rozwija się baaardzo szybko i historia jest mało pomocna. Oczywiście doświadczenie jest ważne, ale co nam dzisiaj pomoże znajomość 486DXa ?? Co poradzę komuś kto mi przyjdzie do sklepu na serwis z Durenem 750MHz i SDRach. Nowy komp i tyle- ot cała naprawa
    :):):) Historia się przydaje, ale ta rok, dwa wstecz, a reszta jest już bezużyteczna . . .


  27. ale zdecydowanie twierdzę= i zdecydowanie twierdzę (autor: Mieciu76 | data: 18/08/07 | godz.: 01:09)
    ...

  28. Mieciu76: (autor: gigas! | data: 18/08/07 | godz.: 11:14)
    historia=doswiadczenie.

    Wiele sytuacji jest powtarzalnych, zdiagnozowanie usterki moze byc identyczne. Przydaje sie juz wtedy tzw. 'nos'. Wiemy, czego mniej wiecej sie spodziewac po NOWYM sprzecie.


  29. addos (autor: addos | data: 18/08/07 | godz.: 11:53)
    Sorry, ale nigdy nie trawiłem takiego języka. Niby to jest po polsku ale trzeba się nieźle namęczyć żeby zrozumieć co autor miał na myśli. Tak na prawdę trudno pisać w stylu normalnego człowieka? :)

    Ale czasy, które są tutaj opisane są mi znajome (ąz może za bardzo) i rzeczywiście łezka się w oku kręci. Ostatnio zobaczyłem ogłoszenie: Atari 800XL + magnetofon XC-12 (nie pamiętam dobrze symbolu) + 2 joye + trochę kaset z grami - a wszystko za 20 zł :) Wziąłem, a co :)


  30. Mieciu76 (autor: RusH | data: 18/08/07 | godz.: 12:25)
    >asamblera, ale zdecydowanie twierdzę, że jest to temat na
    >szkołę wyższą (ta właśnie go poznałem). Na Politechnice
    >najpierw poznałem zasadę działania komputera, procesora
    >(oczywiście równolegle z językami wyższego poziomu)

    niom, ja to mialem w 7 i 8 klasie podstawowki, tyle ze zamiast asemblera byl Pascal, nauka programowania nie skupiala sie na algorytmach a na poznawaniu poszczegolnych posystemow komputera (dysk, grafika, dzwiek[pcspiker :P])
    dlatego wlasnie dzisiaj SMIEJE SIE ze "studentow" informatyki, jest to smiech przez lzy :/


  31. Rush (autor: Mieciu76 | data: 18/08/07 | godz.: 23:38)
    Oczywiście. Nieczego ci nie będę tłumaczył bo dobrze wiesz jak jest. Lubiłeś to, miałeś dobrych i fachowych nauczycieli- moje gratulacje. Tylko śmiem twierdzić, że to wyjątek od reguły.

    Najważniejsza jest systematyka- właśnie ona. Jest podstawą wszystkiego. Ty też miałeś wszystko systematycznie tylko bardzo szybko. Śmiem twierdzić, że świat głupieje- tzn. nadal systematycznie, ale bardzo rozwlekle w czasie.
    Pamiętasz niegdyś porównania uczenia w polsce a np. w usa. Mówiło się, że ci "oni" mają wszystko w 8 klasie to co my mieliśmy np. w 6. I tak właśnie było... I amerykanie nie należą do zbyt rozgarniętych na świecie. Oczywiście nie mylić tego z radzeniem sobie w życiu, z zarobkami itd. To temat na zupełnie inną rozmowę.
    Na koniec też nie napiszę niczego nowego ale napiszę (bo lubię to pisać :):):) ):

    Umiejętności i wiedza to jedno, a wykorzystanie tego w życiu np. w celach zarobkowych to już zupełnie co innego . . .

    PS.
    Anegdodka, ale prawdziwa. Mój dobry kolega zaczął zabawę w programowanie od . . . asamblera. Myślę, że nietrudno odgadniecie na czym skończył . . .


  32. Nie podałem ów reguły. (autor: Mieciu76 | data: 18/08/07 | godz.: 23:44)
    Ano jest taka, że jest bardzo mało dobrych nauczycieli w tym temacie. A już w liceach jest ich naprawdę mało. Ci dobrzy zbijają kasę, a ci z miejszą wiedzą . . . uczą w szkołach. Tak właśnie jest. Oczywiście powiecie, że dużo zależy od ucznia (czy chce się tego uczyć, czy to lubi). Tak. Racja. Ale. . . zły nauczyciel może zepsuć ucznia. Myślicie, że mało jest/było takich przypadków . . . .

  33. A ja nigdy nie zostanę redaktorem i (autor: Mieciu76 | data: 18/08/07 | godz.: 23:50)
    nie będę pisał żadnych felietonów bo miałem zawsze proglemy z gramatyką. Jestem typem samouka i uczyłem się wg własnych zasad- niestety niesystematycznych i moja wiedza jest trudno zrozumiała dla innych. Wiedza, ale już zastosowanie to już co innego (to co pisałem powyżej- no może w odwrotnej kolejności). Myślę, że potrafię ją wykożystać. Potrafię też sam poprawiać swoje kwalifikacje. Myślę . . . . że wogóle jakiś dziwny jestem ...

    :):):):):):):):):):):):):):):):):):)


  34. wykorzystać !!! (autor: Mieciu76 | data: 18/08/07 | godz.: 23:52)
    mam prolemy z gramatyką, nie z ortografią . . . . ehhhh

  35. usa. Mówiło się, że ci "oni" mają wszystko (autor: RusH | data: 19/08/07 | godz.: 09:26)
    ze co? w US geografia to nauka nazw stanow :) a jezyki obce sa opcjonalne i ograniczaja sie do chiszpanskiego jesli w ogole

  36. Chiszpański? (autor: Dabrow | data: 19/08/07 | godz.: 22:58)
    to musi być bardzo obcy język ((((-;

  37. :PPP (autor: RusH | data: 20/08/07 | godz.: 13:28)
    hiszpanskiego nie ucza bo jest za krotki, wiesz, oni tam w usa wszystko oceniaja po wielkosci :P

  38. Spieq (autor: AZet | data: 21/08/07 | godz.: 01:51)
    "Kultura się upraszcza, ale to dobrze - będzie dla wszystkich zrozumiała ..."
    Tu mysle ze Wlodziemirz Ilicz poklepalby cie po ramieniu ! ;)))

    "Za to rozwój kultury godzącej niską i wysoką uważam za niesłychanie ważną rzecz."

    Moze i uwazasz ale to niemozliwe.
    Podam prosty i dobitny przyklad: jezeli zmieszasz ze soba dobre wino i siarkowca to co dostaniesz?
    Czy siarkowiec nabierze klasy?
    Otoz to,jedno co zrobisz to oszukasz pijacego i/lub zmarnujesz dobre wino.
    Ale...prawda jest ze tak sie wlasnie dzieje jak chcesz zeby sie dzialo i efekt tego taki ze wszedzie podaja "patykiem pisane" doslownie i w przenosni (w roznych sferach zycia,co gorsza w szkolach).
    Nie da sie pogodzic ( oczym pewnie teoretycznie wiesz) lopatologii z filozofia.
    Do pewnych pojec aby je zrozumiec trzeba dorosnac zewnetrzne i wewnetrznie.
    Prostym przykladem jest to ze jak widzisz niewielu cie rozumie o czym to wlasciwie piszesz.
    A to o czym piszesz to nostalgia ubrana w krawat madrych slow - piszac lopatologicznie.
    Mysle ze to niepotrzebne,jak bys nie ubral w slowa i tlumaczyl to nikt nie zrozumie tego co sie dzialo bo nie przezyl tego kosmosu doznan i abstrakcji zycia.
    Jest to tak niepojete jak opowiadanie komus o wojnie,nalotach itp.
    Trzeba poczuc ta biede i ten strach tamtych lat 70-80-90 -tych.

    Zanim przygotujesz sie do lotu rozwiajac skrzydla tekstu (jak zapowiadasz) ja dodam wlasna puente : uchowaj Boze przed taka wizja swiata jaka chcesz zobaczyc a ktora byla marzeniem "starej gwardii konsomolskiej".

    Odnosnie przecenianego Gobrowicza: to taka "seta" literacka na otrzezwienie/zatrybienie,wcale niekonieczna dla wszystkich,wiec rozpatrywanie tego w kwesti obowiazku lub nie wypicia jest...irracjonalne.
    "Pijesz" z wyboru wowczas kiedy uwazasz ze to konieczne z jakichs wzgledow wlasnych.
    Przymusowe podanie skonczy sie tak jak sie konczy podanie sety do wypicia komus kto tego nie potrzebuje i co wazne wczesniej nie pil w ogole alkoholu.

    Odnosnie tamtych pokolen i poczatkow komputeryzacji...sam zaczynalem od meritum, odra mnie ominela - postep.
    Zreszta stare dzieje to na osobny felieton i nie da sie tego tak pobieznie zebrac ,prawda Spieq-u? ;)
    A mysle ze to potrzebne,bo mlodsze pokolene nie wie jak bylo i co z tego wyniklo.


    
D O D A J   K O M E N T A R Z
    

Aby dodawać komentarze, należy się wpierw zarejestrować, ewentualnie jeśli posiadasz już swoje konto, należy się zalogować.