Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2019
RECENZJE | Test Logitech MX Master - biurowy arystokrata
    

 

Test Logitech MX Master - biurowy arystokrata


 Autor: NimnuL | Data: 03/04/15

Test Logitech MX Master - biurowy arystokrataInnowacyjne rozwiązania w świecie nowoczesnych myszek komputerowych to rzadkość, bo temat gryzoni w obecnych czasach zdaje się być wyczerpany niemal do cna. Raz po raz o uszy obija się wieść o nowym produkcie, jednak nie towarzyszy temu większa dawka emocji w postaci ekscytacji. Aż tu nagle, bardzo niedawno temu, Logitech zapowiedział MX Master - najbardziej zaawansowaną mysz bezprzewodową tego szwajcarskiego producenta. Brzmi dumnie. Brzmi poważnie. Brzmi interesująco. Dlatego też z nieukrywaną radością przyjąłem wieść o nadchodzącej paczce z tym właśnie modelem. Oto raport po tygodniowych figlach z MX Master. Zapraszam.
     

W liczbach

Strona producenta: www.logitech.com/en-us/product/mx-maste
Szerszy opis: www.logitech.com/en-us/mice-pointers/articles/mx-master-immersion-guide

Suche dane techniczne nie porażają ani rozmachem ani polotem – szczególnie, gdy spojrzymy na nie przez pryzmat ceny przez producenta zasugerowanej w chwili obecnej na poziom 449zł. Już słyszę jak niektórzy czytelnicy z przejęcia puścili mleko nosem. Myszki kosztujące połowę tej ceny bez trudu oferują tysiące dpi więcej, światełka, wodotryski oraz wyspecjalizowane przyciski. Zgadza się, jednakże w MX Master nie o to w tym wszystkim chodzi, a w tym szaleństwie zdaje się być metoda. O tym jednak za chwilę. Najpierw spójrzcie na wzornictwo.



W obrazach


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Już krótki rzut okiem na samo tylko opakowanie przywodzi na myśl, że do czynienia mamy z produktem nietuzinkowym. Wrażenie to nasila się, gdy zajrzymy do środka kartonu. Widać, że projektanci Logitech przyłożyli sporo uwagi do tego, by gryzoń sprawiał wrażenie ekskluzywnego, niemal dla koneserów, trochę jak osobliwa biżuteria.


(kliknij, aby powiększyć)

Ale po kolei. Zestaw fabryczny obejmuje całkowite minimum: elegancki przewód USB oraz mikroodbiornik Unifying. W tej klasie sprzętu oczekuję jednak czegoś więcej – szczególnie, że funkcja przełączania się pomiędzy kanałami (o czym za słów kilka) wręcz zachęca do noszenia gryzonia w torbie. Gustowny, sztywny futerał byłby tutaj zatem dobrym uzupełnieniem i dodatkiem wieńczącym dzieło. Jak widać - wszystkiego mieć nie można.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

MX Master robi dobre nie tylko pierwsze wrażenie. Drugie jest nawet lepsze. Dbałość o szczegóły oraz ciekawa linia wzornictwa przyciąga oko i pieści poczucie estetyki. Na grzbiecie znalazły się dwa przyciski główne, rolka będąca również trzecim przyciskiem oraz niewielki guzik tuż nad nią (domyślnie: zmiana trybu rolki). W wyprofilowanym lewym boku, na którym spoczywa kciuk, zainstalowano drugą rolkę (domyślnie: przewijanie poziome) oraz dwa niewielkie przyciski tuż obok (domyślnie: w przód/wstecz). Kolejny klawisz wkomponowano w dolną część profilu (domyślnie: gesty). Tuż obok znalazły się trzy diody sygnalizujące poziom naładowania akumulatora. W sumie do dyspozycji mamy, zatem siedem przycisków, z czego pięć z nich pozwala na dostosowanie działania do potrzeb użytkownika. Dwie rolki również dają się podporządkować naszej woli. Pod brzuchem znalazł się sensor optyczny, suwak zasilania, przycisk do parowania urządzenia z odbiornikiem Bluetooth Smart, a także przycisk do przełączania się pomiędzy sparowanymi już urządzeniami Bluetooth Smart (aktywny numer kanału podświetlony jest białym kolorem). Gryzoń przesuwa się po powierzchni na czterech, sporych ślizgaczach teflonowych. Wyprofilowanie części spodniej jednoznacznie kojarzy mi się z trimaranem - patrząc na MX Master od przodu, oczami wyobraźni widzę jak dzielnie przedziera się przez morskie fale.

Sama obudowa sprawia wrażenie dość sporej – jej grzbiet jest trochę bulwiasty, ale w dłoni leży pewnie i wygodnie. Użyte do budowy materiały nie budzą moich zastrzeżeń. Czarne elementy obudowy wykonano z twardej, matowej i przyjemnej w dotyku gumy, natomiast pozostałe elementy to solidna masa z tworzywa sztucznego. Mam jedynie obawy co do trwałości koloru brązowego-metalicznego, wygląda jak barwiony powierzchniowo, a nie w masie. Doświadczenie podpowiada mi, że takie rozwiązanie może nie wytrzymać próby czasu. Natomiast obie rolki to zgrabne połączenie gumy i chromowanego metalu – istna perfekcja. W części przedniej, pod spodem umieszczono gniazdo microUSB B służące wyłącznie do karmienia gryzonia.


(kliknij, aby powiększyć)


Microsoft Sculpt Touch Mouse | Logitech MX Master | Microsoft Comfort Mouse 6000 (kliknij, aby powiększyć)





W praktyce

Prawa dłoń recenzenta okrywała tułów MX Master przez ponad 70 intensywnych godzin. To czas wystarczający, aby pomiędzy nimi nawiązała się nić porozumienia pozwalająca na wysnucie obiektywnych wniosków. Oto dwie garści z nich. Zacznę jednak od początku, czyli od oprogramowania, które należy pobrać z oficjalnej strony producenta, a którego plik instalacyjny waży 8.5MB (2.1MB w folderze po zainstalowaniu) – co na obecne standardy jest wagą piórkową. Instalacja programiku nie jest jednak konieczna, a myszka zostanie automatycznie wykryta przez systemy operacyjne (min. Windows 7 oraz min. Mac OS X 10.8) oraz będzie działać na domyślnych ustawieniach. W tym miejscu warto jednak zaznaczyć, że mamy do czynienia z wyspecjalizowanym gryzoniem do zastosowania biurowego i tak naprawdę zapaleni gracze nie mają tutaj czego szukać. Producent nawet przez chwilę nie próbuje udawać, że jest to myszka uniwersalna dla każdego. Mając to na uwadze, kontynuuję.


(kliknij, aby powiększyć)

Logitech Options jest skromne, schludne i czytelne, a opcje pogrupowano na dwóch osobnych ekranach. Pierwszy z nich pozwala na skonfigurowanie funkcji przycisków oraz obu rolek, natomiast druga sekcja skupia się już wyłącznie na sposobie pracy głównej rolki. Dodatkowo z tego poziomu mamy wgląd na poziom naładowania akumulatora oraz możemy dodać aż do sześciu urządzeń zgodnych z Logitech Unifying, które zostaną obsłużone przez jeden tylko odbiornik. Domyślnie, rolka główna działa płynnie, z cichym, delikatnym skokiem – trochę zbyt delikatnym jak na mój gust. A gdyby tak … tutaj pozwolę sobie dać upust mojej wyobraźni. Gdyby tak rolkę sprzęgnąć z mini-prądnicą, która nie dość, że dostarczałaby energii do akumulatora, to jeszcze by pozwalała na płynną regulację oporu stawianego przez rolkę. Cóż, może kiedyś. A teraz - delikatna praca rolki sprawia, że używanie stosunkowo twardo działającego przycisku skrywanego pod nią jest zwyczajnie mało wygodne, bo łatwo o przypadkowy skok rolki podczas jej naciskania. Sam pomysł rolki Smart-Shift nie jest nowy, a znany od kilku lat z poprzednich modeli Logitech. Jest to jednak pomysł na tyle dobry, że jego kontynuacja z pewnością ucieszy wielu. Powrót do rolki klasycznej po tygodniu obcowania z tym rozwiązaniem wydaje się dużym krokiem wstecz. Do gustu przypadła mi możliwość precyzyjnego dostosowania sposobu działania pokrętła, w związku z tym mogłem to idealnie dostosować do własnych potrzeb oraz typu pracy. W skrócie – powolne kręcenie rolką może (ale nie musi) działać skokowo, a szybszy jej ruch zwalnia mechanizm i pozwala na jej swobodne obracanie. Na tyle swobodne, że bez trudu można przewinąć kilkadziesiąt stron tekstu, a w Excelu jednym ruchem palca przewinąłem 7500 wierszy zanim rolka się zatrzymała. Pomocnicza rolka pod kciukiem pracuje bardzo miękko, z wyczuwalną bezwładnością, dzięki czemu jej używanie sprawia czystą przyjemność – aż chce się ją kręcić dla samego tylko kręcenia.


(kliknij, aby powiększyć)

Możemy przebierać spośród pięćdziesięciu różnych opcji i przypisywać je dowolnie pod przyciski. Rolka boczna może przejąć natomiast jedną z ośmiu zdefiniowanych przez producenta funkcji.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Ciekawą rzeczą jest obsługa gestów, również rozbudowanych o spory wachlarz zdefiniowanych opcji, a także możliwość skomponowania własnego schematu. W praktyce okazało się to bardzo użyteczną funkcją, często przeze mnie wykorzystywaną. Działa to też bardzo sprawnie i bez zauważalnych opóźnień. Wystarczy jedynie wykonać niewielki ruch myszką w odpowiednim kierunku w towarzystwie wciśniętego przycisku gestów, a pożądana funkcja zostanie wywołana. Przycisk pomocniczy schowano pod gumowym profilem – jest on łatwo dostępny dla palca i stawia właściwy opór.

Nie mam również uwagi do działania przycisków głównych, które charakteryzują się bardzo krótkim skokiem z dobrze wyczuwalną odpowiedzią i przyjemnym dla ucha klikiem. Początkowo bardzo duże zastrzeżenia miałem do klawiszy bocznych przy rolce, które w pierwszej chwili wydawały mi się nielogiczne (zarówno ich położenie jak i kształt). Ich usytuowanie zacząłem akceptować dopiero na drugi dzień, a już w czwartym dniu bardzo je polubiłem i zacząłem aktywnie używać. Pracują ciszej i bardziej twardo niż przyciski główne, co jest według mnie sporą zaletą. Jeśli chodzi o ogólną ergonomię pracy z MX Master to nie mam podstaw do kręcenia nosem – jest to jedna z najwygodniej leżących w dłoni gryzoni z jakimi miałem przyjemność pracować. Choć początkowo wymaga przyzwyczajenia bo, jak już wspomniałem, linia grzbietu jest dość wypukła czyniąc mysz dość pękatą. Taki kształt wymaga nieco przyzwyczajenia ze strony dłoni oraz umoszczenia się palców we właściwych miejscach. Po kilku godzinach pracy, ułożenie dłoni zdaje się być już dość naturalne. Osobiście wolę jednak modele nieco szersze w biodrach, tak aby palec serdeczny miał lepsze podparcie (np. Microsoft ComfortMouse 6000. W przypadku MX Master mój palec leży na krawędzi, czasem się z niej zsuwając. Jest to oczywiście kwestia indywidualnych upodobań oraz kształtu dłoni. W chwili obecnej ideałem wpasowującym się w moje potrzeby jest nieprzerwanie Mionix Naos 7000 i być może tylko Microsoft Sculpt Ergonomic Mouse powiedział ostatnie słowo w kwestii komfortu – ale tego nie było mi jeszcze dane sprawdzić.

Laserowy sensor Darkfield charakteryzuje się dość typową jak na urządzenie biurowe predykcją, a także niezauważalną akceleracją (tak dodatnią jak i ujemną), a jitter nie wystąpił nawet raz. Co ciekawe – myszka zdaje się nie usypiać ani na moment, co w modelach bezprzewodowych nie jest sprawą tak oczywistą jak się może wydawać. W przypadku MX Master kursor reaguje natychmiast po położeniu dłoni na myszce – działa to tak sprawnie, że trudno odróżnić to od gryzonia przewodowego.

Układ optyczny działa z zaskakująco dużą precyzją śledzenia oraz niewybrednością co do typu podłoża. Według producenta, przeszkodą nie jest nawet szkło, o ile ma grubość przynajmniej czterech centymetrów. Tego nie sprawdzałem, ale praktyka pokazała, że kursor porusza się dokładnie tam gdzie nakazuje mu dłoń, gdy mysz sunie po blacie laminowanego stołu (jasnego i ciemnego), kartki papieru, materiałowej podkładki, jeansach, szkliwionej ceramice (czyt. talerz) oraz materiałach o niejednolitych kolorach i deseniach – nawet z dużymi przejściami tonalnymi.

Test syntetyczny dostarcza dowodu na to, że mamy do czynienia z gatunkiem myszki do walki w biurze, a nie w wirtualnym środowiskiem gier komputerowych. Częstotliwość próbkowania wynosi tutaj 125Hz, a średnie opóźnienia plasują się na poziomie około 8ms (z pikami do 12ms). Nie powstrzymało mnie to jednak od sprawdzenia MX Master podczas zabawy poza biurem. Utrącenie łba zombiakowi w Left 4 Dead 2 odbywało się z wystarczającą precyzją, a Gordon Freeman z gracją i wprawą oganiał się od headcrabów. Myszka nie mąciła też zabawy podczas małego sam-na-sam w ponurym świecie Metro 2033. Pomimo, że Logitech w biurze czuje się niczym chomik w kołowrotku, to daje się też zaprosić do gry i po odpowiednim skonfigurowaniu przycisków nie ogranicza radości z zabawy, natomiast jakiekolwiek opóźnienia wynikające z bezprzewodowej komunikacji są według mnie niezauważalne o ile gramy dla przyjemności, a nie pieniędzy.

Wbudowany na stałe akumulator nie jest optymalnym, jeśli chodzi o żywotność, rozwiązaniem. Ogniwa zasilające lubią po kilku latach odmawiać posłuszeństwa – a te najbardziej złośliwe pokazują pół wiktorii już dzień po skończeniu się okresu gwarancyjnego. A jak wszyscy wiemy, naprawa pogwarancyjna w autoryzowanym serwisie jest delikatnie mówiąc mało opłacalna. Majsterkowicze z pewnością znajdą alternatywne wyjście z tej sytuacji, natomiast typowy użytkownik będzie miał pod dłonią padlinę.

Główną zaletą dedykowanego ogniwa zasilającego jaką dostrzegam w tym momencie, to szybkość ładowania – zaledwie cztery minuty wystarczają na około 6 godzin pracy, a minuta podłączenia pod źródło zasilania przełoży się na ocucenie gryzonia na dwie godziny. Deklarowany przez producenta czas pracy na jednym ładowaniu może mieć faktyczne przełożenie w rzeczywistości - ponad tydzień intensywnej eksploatacji nie zrobiło żadnego wrażenia na gryzoniu ani na kontrolce zasilania. Niestety nie byłem w stanie sprawdzić tego w testach - MX Master zbyt krótko gościł w moich dłoniach. Warto też nadmienić, że myszy można używać, podczas gdy ta posila się z gniazda USB.



W podsumowaniu

Logitech MX Master to produkt bez wątpienia interesujący pod wieloma względami. Przyciąga wzrok tym bardziej im dłużej na nią patrzymy – dbałość o detale wprost urzeka, a nietypowe rozwiązania konstrukcyjne oraz ciekawa linia wzornictwa czyni z tej myszki nie tylko ozdobę, ale również produkt w pełni użyteczny. Wrażenie to wzmaga się, gdy na MX Master spocznie nasza dłoń. Kształt świetnie wpasowuje się w potrzeby prawej ręki, choć od doskonałości w kwestii ergonomii dzieli jeden krok. Mysz świetnie sprawdza się w zastosowaniach biurowych (dwie rolki + Smart-Shift), ale daje również popykać w strzelankę bez większego skrępowania.

Bez wątpienia do wrażenia wizualnej ekskluzywności dokłada się również cena, o którą nie sposób się nie potknąć. Czy ta kwota jest uzasadniona? Wszystko zależy od tego, czego od myszki oczekujemy. Osoby praktyczne potraktują MX Master jako ciekawostkę ze świata nowinek i technologii, ale sięgną po coś bardziej wyważonego i racjonalnego. Pamiętajmy jednak, że są też użytkownicy, którzy obok takiego cacka nie potrafią przejść obojętnie. Ubrany w tak ozdobne szaty gryzoń stanowi po prostu użyteczną ozdobę na biurku, przeznaczoną dla osób ceniących sobie jakość oraz nowoczesne rozwiązania, a mające wolne cztery i pół stówy na boku.