Twoje PC  
Zarejestruj się na Twoje PC
TwojePC.pl | PC | Komputery, nowe technologie, recenzje, testy
M E N U
  0
 » Nowości
0
 » Archiwum
0
 » Recenzje / Testy
0
 » Board
0
 » Rejestracja
0
0
 
Szukaj @ TwojePC
 

w Newsach i na Boardzie
 
TwojePC.pl © 2001 - 2020
RECENZJE | Test Razer Copperhead - szuranie bez trzymanki?
    

 

Test Razer Copperhead - szuranie bez trzymanki?


 Autor: Spieq | Data: 20/12/05

Test Razer Copperhead - szuranie bez trzymanki?TwojePC ma niewątpliwą przyjemność po raz kolejny być pierwszym serwisem testującym dany model profesjonalnej myszki. Wprawdzie opisów tego kontrolera jest już sztuk parę, za to dotyczą one "standardowej" wersji kolorystycznej. W naszych laboratoryjnych rękawiczkach jednorazowych znalazła się wprowadzona na polski rynek dosłownie kilkanaście dni temu wersja czerwona, tzw. "Anarchy Red" (oprócz tej i wcześniej wprowadzonej niebieskiej mamy jeszcze do wyboru opcję zieloną). Warty odnotowania jest również fakt testów myszki na wszystkich możliwych podkładkach: szmacianych, szklanych, aluminiowych, plastikowych oraz innych powierzchniach. Dla recenzenta w białym kitlu nie ma jednak żadnych świętości! Czy więc nowy Razer Copperhead spełni wielkie nadzieje wygłodniałych wrażeń graczy? A może polegnie pod gruzami nadmiernych oczekiwań? Tego, rzecz jasna, dowiecie się wkrótce. Zapraszamy po reklamach.
     

Wstępniak

Całość, jak na myszkę high-end, zbyt standardowa. Mam przed sobą typowe pudełko z irytująco połyskującą "koszulką" przytrzymującą samą myszkę (ciężko wykonać zdjęcie bez zbędnych odblasków). Jakość wykonania kartonu nie jest to jednak problem, który powinien zaprzątać uwagę szanującego się gracza, ważniejsze jest to, co znajduje się na pierwszej jego stronie. Razer wyróżnia tu 3 aspekty, które czynią z Copperheada bezkonkurencyjny produkt: 32KB pamięci, częstotliwość na poziomie 1000Hz (1 ms reakcji) i rozdzielczość 2000dpi.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Pudełko, oprócz myszki, zawiera instrukcję i płytę ze sterownikami (plus certyfikat autentyczności, sympatyczny, acz zbędny gadżet), której nawet nie sprawdzałem (ściągnąłem z oficjalnej strony producenta najnowszą wersję driverów). Nie zostaniemy mile zaskoczeni - nie ma etui na myszkę, rękawiczki dla gracza, pasków teflonu, podkładki... Trochę się zagalopowałem, ale pamiętajmy - Copperhead to najwyższa półka, także cenowa, według Multimedia Vision koszty zamykają się w 279zł. Mamy teraz czas szaleństwa i świątecznych zakupów, na czym zresztą możemy zyskać - dystrybutor Razera dodaje do każdego modelu Copperheada podkładkę Steelpada QcK w wersji mini i jakąś "unikatową" smycz (zatrzymałem się na subkulturach z lat 80-tych), na której można się chyba powiesić.

Copperhead często przeciwstawiany jest rzekomo największemu konkurentowi, tzn. Logitechowi G5. Ma to swoją logikę, jeśli weźmiemy pod uwagę technologię, jaka została w obu myszkach zastosowana - mianowicie laser. Pominąwszy jednak ten fakt, mamy dwa zupełnie rozbieżne modele, których tak naprawdę nie ma sensu porównywać. To dwa światy - szczegóły jednak później. Lepszym rozwiązaniem jest zetknięcie się dwóch modeli dla tej samej grupy graczy: Copperheada i G1. Nierzadko bowiem będę się odwoływać do poprzednio testowanej myszki, chcąc wyodrębnić konkretną zaletę lub wadę najnowszego Razera. Zachowałem jednocześnie podobny schemat rozdziałów - dowiemy się, jak myszka leży w dłoni, czy jest szurającą pięknością, czy całość wpływa na wygodę jej użytkowania oraz zobaczymy, czy sterowniki Razera faktycznie się do czegoś nadają i sprawdzimy finalnie w krótkim teście podkładek szklanych, plastikowych, aluminiowych, szmacianych i innych, czy technologia laserowa sprawdza się na każdej (dosłownie!) powierzchni.

Poniżej znajduje się całościowa charakterystyka testowanego modelu:

Czy powyższa specyfikacja rozpowszechniana przez producenta jest faktycznie zgodna z prawdą? Każdy aspekt został wnikliwie przeanalizowany, zapraszam do kolejnych rozdziałów.



Gabaryty myszki

Copperhead jest myszką "palczastą", przeznaczoną dla graczy, którzy nie czują potrzeby panowania nad myszką całą dłonią. Jednak jak na standardy takich myszek, Copperhead do małych wcale nie należy (jest długi, jak wynika z tabelki - prawie 13cm). Pozostałe parametry, tzn. szerokość wynosząca 6,35cm i wysokość 3,91cm są już na normalnym, "kompromisowym" poziomie. W porównaniu do Vipera Copperhead przeszedł z wieku niemowlęcego do młodzieńczego - urósł dość pokaźnie, mam jednak nadzieję, że proces ten został już definitywnie zamknięty. 13 centymetrów długości to wymiary zarezerwowane w zasadzie dla myszek "kanapowych".


(kliknij, aby powiększyć)

Aby mieć jakiekolwiek kryterium odniesienia, trzeba określić dokładnie wymiary dłoni, wtedy będziemy wiedzieć, czy myszka pasuje, czy lepiej spasować z jej zakupem. Obliczyłem wymiary własnej dłoni od nadgarstka do zakończenia palca środkowego - wyszło ponad 16cm. Dla uzmysłowienia dodam, że dłoń jest raczej niewielkich rozmiarów. Wydawałoby się, że długości te (16cm do 13cm) wystarczają do całkowicie komfortowej obsługi Copperheada. Otóż okazuje się, niestety, że tak nie jest. Nie jest to jednak zmartwieniem rozdziału "Gabaryty myszki", zatem tę sprawę zostawiamy na później. Inaczej sprawa natomiast przedstawia się z szerokością i wysokością. Jak już powyżej wspomniałem - wymiary te są standardowe, choć zyskały nieco w porównaniu z poprzednim modelem, czyli Diamondbackiem. Proporcje długości do szerokości sprawiają, że mysz sprawia wrażenie bardzo smukłej (G1 zdaje się być przy niej wybrzuszonym kurduplem), sprawę potęguje ponadto fakt, iż Copperhead jest ostro zwężany ku dołowi. Punkt krytyczny w podstawie myszki wynosi niecałe 4 centymetry! Mysz optycznie zyskuje na gabarytach w momencie, gdy ją podłączymy do portu USB - rozświetli nam się pełnią kolorów, a niewidoczna dotąd guma antypoślizgowa (także oświetlona ostrym czerwonym światłem) spotęguje wrażenie "rozmiarowości".


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Copperhead to mysz symetryczna, tak więc szczególnie osoby leworęczne mogą odetchnąć z ulgą - będą mogły również czerpać przyjemność z obcowania z tym produktem. W życiu często okazuje się, że rozwiązania kompromisowe szkodzą niektórym grupom odbiorców - jako gracz praworęczny mimo wszystko wolę rozwiązania kompromisowe (w tym wypadku cenię szczególnie symetrię myszek), okazuje się jednak, że w przypadku Copperheada zawarta między producentem a graczami ugoda nie wygląda wcale tak różowo. Ktoś tu jednak został pokrzywdzony i to przez pewne konkretne czynniki. Kto i jakie - bądźcie cierpliwi, wszystko znajdzie się w "Wygodzie użytkowania".


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Dochodzi nam jeszcze waga myszki. Po doświadczeniach z Logitechem G1 stwierdzam bluźnierczo, że Copperhead jest za... ciężki! Powyższe zdjęcia wskazują na gabarytowe różnice. Oczywiście jest to opinia czysto subiektywna, myszka jest bardzo dobrze wyważona, tył korpusu nie wydaje się cięższy od przedniego. Co do faktycznej wagi Copperheada mamy sprzeczne informacje w sieci - waga myszki "waha" się (w zależności od odwiedzanego serwisu) od 90g do 100g. Nie mam niestety odpowiedniej wagi, by zweryfikować tę dziwną niezgodność. Jednak nawet waga 100g to jeszcze dopuszczalna waga myszek palczastych, stawy z pewnością wyjdą bez szwanku podczas podnoszenia Copperheada. Przydatna szczególnie jest tutaj zastosowana guma antypoślizgowa, która ma przede wszystkim pomóc w zachowaniu całkowitej kontroli nad myszką (myszka nie wyślizguje się), ale przy okazji może posłużyć nam jako "podnośnik" (podczas gry myszka może być podnoszona i przenoszona na wybrane miejsce; dotyczy to szczególnie podkładek o małej i średniej powierzchni). Mysz jest wyczuwalnie cięższa od Logitecha G1 (jest to różnica przynajmniej 10g), ale o dziwo na standardowych ślizgaczach i podkładce szmacianej porusza się z mniejszym tarciem od swojego lżejszego konkurenta.

Myszka ma kontakt z podkładką tylko poprzez ślizgacze, zatem trudno mówić tutaj o tym, że zwężona podstawa Copperheada ma jakieś dodatnie znaczenie. Z pewnością nie ma, choć może wpływać na wrażenie komfortu podczas szurania po podkładce. Wychodzi na to, że zastosowanie tylko 3 ślizgaczy (dwa małe przednie i jeden szeroki z tyłu) to dobre rozwiązanie. Oczywiście teflon, czyli materiał, z jakiego zostały wykonany ślizgacze też ma tu istotny wpływ. Reszta tego typu wrażeń zostanie opisana w rozdziale "Wygoda użytkowania".


(kliknij, aby powiększyć)

Gabaryty myszki - osobiście nie mam praktycznie zastrzeżeń co do budowy i kształtu Copperheada. Jedyną wadą jest dla mnie długość myszki, po prostu mogłaby być jednak nieco krótsza. Lekkie jej ścięcie poskutkowałoby lepszą kontrolą nad myszką (nie musiałbym wracać dłonią na grzbiet myszki; w czasie gry po prostu Copperhead mi "ucieka"). Długość myszki jednak to sprawa indywidualnego podejścia - ktoś o większej dłoni doceni go i będzie chwalił takie rozwiązanie. Podobnie rzecz ma się z wagą, spotkałem się z opiniami w polskiej sieci, że Copperhead sprawia wrażenie jednak za lekkiego, a jego właściciele woleliby go jakoś obciążyć. Okazuje się, że Razer wychodzi tutaj naprzeciw potrzebom graczy i wypuszcza na rynek zestaw Pro Tools, który będzie między innym składał się z ciężarków (?) i, uwaga!, najprawdopodobniej z zaślepek, które będzie można wykorzystać w celu zlikwidowania np. klawiszy bocznych znajdujących się po stronie palca małego i serdecznego. Niestety nie mam większej wiedzy w tym zakresie, zestaw ten jeszcze nie został wprowadzony na polski rynek. Najprawdopodobniej nie będzie on dołączany do pudełka z myszką, będzie to samodzielny produkt o nieznanej jeszcze cenie.



Estetyka wykonania

Wszelkie pierwsze wrażenia dużo mogą sugerować odnośnie oceny samego produktu. Wygląd Copperheada był mi znany już od dawna, widziałem sporo fotek z jego skromną posturką, opisów wrażeń itd. Wiadomo - oficjalne zdjęcia to zasługa bardziej programów graficznych niż potrzeby faktycznego odwzorowania modelu. Okazuje się jednak, że wyretuszowany obraz Copperheada nie różni się znacząco od rzeczywistego oglądu (na zdjęciach wydawał się mniej matowy). Mysz świeżo wyjęta z pudełka robi naprawdę duże wrażenie - nie jest to standardowa konstrukcja, na bazie której opracowany został Logitech G1. Copperhead wygląda oryginalnie na tle konkurencji (choć wyjątkowo nieoryginalne na tle np. takiego Diamondbacka). Co szczególnie rzuca się w oczy? Aha, pamiętajcie - poniższy opis dotyczy myszki, która nie została jeszcze podłączona do komputera!

Po pierwsze, logo Synapse ulokowane na grzbiecie myszki (choć nie w najwyższym punkcie). Głównym wyznacznikiem niecodzienności jest tutaj wtłoczenie finezyjnego znaku firmowego do obudowy Copperheada. Na dodatek "wężyki" są przezroczyste, co sugeruje wprost, że całość będzie podświetlana przez ulokowaną wewnątrz myszki diodę. Druga sprawa to świetnie zaprojektowane przyciski główne zajmujące ponad 50% całości powierzchni myszki (z wyprofilowanymi wgłębieniami na paluszki). Trzecia sprawa to okalająca myszkę guma antypoślizgowa, która dopełnia całości... sportowego charakteru myszki. Cały czas miałem nieodparte wrażenie, że Copperhead to taki odpowiednik ultraszybkiego samochodu sportowego w światku progamerów - niemalże aerodynamiczne, ale i agresywne kształty, brak jedynie kół...

Myszka sprawia równie dobre wrażenie estetyczne, podobnie jak Logitech G1. Dobra, Copperhead sprawia może i lepsze. Ciekawy wygląd całości, użyto tutaj matowych materiałów wykończeniowych, co będzie miało niebagatelny wpływ na wygodę obsługi myszki (dolna część, czyli boki wraz z przyciskami bocznymi oraz podstawa wykonane są z materiału śliskiego, połyskującego). Obawiałem się szczególnie, podobnie jak w przypadku G1, jak matowość ze śliskością wejdą ze sobą w estetyczną symbiozę. Okazuje się, że nie całość się nie gryzie, wygląda to ładnie, całe szczęście, że matowa jest góra, a nie dół Copperheada (a tak to jest, niestety, w G1). Na plus wpływają także "opływowości", myszka nie jest tak tępo ciosana jak G1, boki są zwężane, wyprofilowania doczekały się także klawisze główne. Najjaśniejszym punktem (dosłownie) jest mleczna rolka, na tle kontrastującej czerni wygląda to ładnie, jest to pewne urozmaicenie, całość nie sprawia wrażenia monotonnej kopuły w jednym kolorze.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Estetyczny atak następuje ze zdwojoną siłą w momencie podłączenia myszki do portu USB. Pomyślałem: "Jaka ładna choinka!". Faktycznie w pierwszym momencie zrobiło się na stanowisku testowym dość świątecznie. Myszka rozświetla całą wysuwaną półkę w biurku, podświetlana jest tu rolka, guma antypoślizgowa oraz logo. O ile rolka i guma (ta z dość ciekawie wyglądającymi paskami pionowymi) podświetlane są standardowo, to logo już nie - umiejscowiona pod nim dioda rozbłyskuje się i... gaśnie w odstępach parosekundowych, "operacja" przebiega stopniowo i płynnie, procesy zapalania i gaszenia światełka nie są urywane. Przez dwa pierwsze dni myślałem: "Tak, tak, wspaniale mysz świeci, widać ją wszędzie". Okazuje się, że fascynacja znika bezlitośnie, po pewnym czasie cała ta choinka zaczyna lekko drażnić (daleki jestem jednak od stwierdzeń, że wpadam przez nią w szał bitewny). Po pierwsze, dioda umiejscowiona tuż obok rolki przy pewnym kącie patrzenia (akurat jak siedzę na krześle, a mysz oddalona jest w standardowej odległości) bije światłem prosto w... oczy! Niby taki liliput, ale światełko daje konkretne, nie tyle to już irytuje, co odwraca uwagę i dekoncentruje. Dobrze, że nie zastosowano tam światła przerywanego. Podobnie jest z rozbłyskiwaniem logo - na początku cieszy oko, lecz później doszedłem do wniosku, że zbędny bajer, podczas grania i tak go nie widać, a w nocy tylko straszy. Dobrze, że całość została rozciągnięta w czasie - mruganie rodem z podmiejskiej dyskoteki byłoby absolutnie nie do przyjęcia.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Nie wiem, ile jest źródeł światła w Copperheadzie - wydaje się, że trzy. Pierwszy przy rolce, drugi pod logo, a trzeci gdzieś na środku wewnątrz konstrukcji, rozświetlający gumę antypoślizgową. Dlaczego tak to podkreślam? Otóż okazuje się, że te estetyczne gadżety są źródłem dodatkowego ciepła! Myszka oczywiście nie parzy, to nie kaloryfer itd. Taka sytuacja to byłby absurd. Jest to wyłącznie luźna uwaga, nie traktujmy tego w kategoriach plusów lub minusów.

Kolorystyka. Ja napisałem wcześniej - mamy do wyboru 3 warianty kolorystyczne:
  1. niebieski: Tempest Blue
  2. czerwony: Anarchy Red
  3. zielony: Chaos Green
Poza kolorami myszki niczym innym się nie różnią, każdy może wybrać kolor, który mu pasuje. Wyboru wprawdzie wielkiego nie mamy, ale konkurencja nie daje nam go w ogóle. Osobiście za czerwonym kolorem niespecjalnie przepadam, wolałbym niebieski, pasowałby do reszty wystroju.

Na estetykę wpływa też jakość wykończenia całości. Tu napiszę krótko: Razer zostawia w tyle Logitecha, Microsoft i pozostałych konkurentów. Tak pieczołowicie wykonanej myszki jeszcze nie widziałem. Każdy element przylega do sąsiedniego, nie ma żadnych przerw, jedyne zastrzeżenie mogę mieć do rozstawu klawiszy głównych. Nie jest on idealnie symetryczny, prawy przycisk odstaje o niecały (!) milimetr, na szczęście to detal i to z tych naprawdę nieistotnych, ale wnikliwość TwojePC wnikliwością TwojePC. Pociesza mnie fakt, że to prawdopodobnie lekka wada tego konkretnego modelu, być może w innych już jest idealny rozstaw. Myszka wyprodukowana (w zasadzie złożona?) w Chinach, kto wie, czy nie w tych samych fabrykach, co konkurencja. Być może Copperhead przechodzi jakieś dodatkowe kontrole jakości, które eliminują słabsze egzemplarze (co jest bolączką np. myszek Microsoftu). W każdym razie pełen szacunek.

Całość i estetyka? Gusta i guściki. Jeśli chcecie znać moje zdanie, to wolę patrzeć na wyłączonego Copperheada, bez tych wszystkich niepotrzebnych choinek. Po podłączeniu do portu USB myszka zyskuje niewątpliwie, ale na dłuższą metę staje się to męczące. Matowy wygląd, agresywna sylwetka świetnie radzi sobie bez tych diodowych wspomagaczy. Walory estetyczne to również mysz podczas eksploatacji - w przeciwieństwie do G1 nie wygląda jak rejestr wszystkich linii papilarnych, choć przyznać trzeba, że matowa faktura do końca nie spełnia swojej roli. Na myszce (szczególnie na klawiszach głównych) mogą pojawić się odciski palców (gdy ręka się poci) i, co gorsza, ich usunięcie nie jest tak proste, jak w modelu G1, gdzie wystarczyło przejechać nawet palcem i myszka znów zyskiwała na atrakcyjności. Do Copperheada przyda się jakaś wilgotna szmatka i zdecydowane ruchy - ślady i brud (choć tego jest, na szczęście, dość niewielka ilość) schodzą opornie. Trzeba dbać o gryzonia, nie inaczej...

Dochodzi jeszcze jedna kwestia. Wygląd Copperheada i uciążliwa myśl "gdzieś już to widzieliśmy". Ostatnimi laty designerzy nie mają za wiele roboty (o ile został jeszcze jakiś na etacie), zarówno w Logitechu, jak i Razerze (ostatnia seria myszek Microsoftu to parę ciekawych modeli plus kilka "starych", przemyconych dla niepoznaki). Ciężko pojąć, dlaczego tak asekuracyjnie firmy podchodzą do sprawy. O ile chcą błyszczeć nową technologią, o tyle w dziedzinie "kształtologii" zachowują niezrozumiały konserwatyzm. Dla mnie jednak minus, po prostu nie można stać w miejscu, tym bardziej, że kształt Copperheada do idealnych nie należy i powiela błędy, które istniały jeszcze w Diamondbacku. Ta kwestia jednak zostanie szczegółowiej zanalizowana w następnym rozdziale.



Wygoda użytkowania

W przypadku Logitecha G1 - w momencie ułożenia myszki w dłoni padły słowa zachwytu, których nie zacytuję (punkt 9. Regulaminu Forum TwojePC.pl). Po wzięciu Copperheada do ręki było tylko "Ajć!". Myszka nie dla mojej dłoni - pierwsze wrażenie. Pamiętając jednak o tym, że proces adaptacji to naturalna kolej rzeczy, przystąpiłem ochoczo do analizy poszczególnych parametrów. Uprzedzę teraz nieco fakty i dodam, iż faktycznie po paru dniach obcowania z najnowszym modelem Razera zacząłem stopniowo się do niego przyzwyczajać, ale jedno wiem na pewno - nigdy nie przyzwyczaję się do końca. Są pewne obiektywne przeszkody, które po prostu to uniemożliwiają. Jakie to są - dowiecie się właśnie z tego rozdziału.

Zacznę chyba od najmocniejszej strony Copperheada. Rolka. Mistrzostwo świata i wyraźny nokaut. Logitech i Microsoft rolkami - fakt - nie zachwycają, ale przepaść teraz jest widoczna i to bardzo. W najnowszym Razerze mamy do czynienia jedną z najlepszych (kto wie, czy nie najlepszą) rolką w myszkach, jakie dotychczas wyszły. Składają się na to 3 elementy:
  1. stabilność konstrukcji - scroll nie buja się na boki, nie sprawia wrażenia, jakoby miał za chwilę wyskoczyć z myszki i powędrować w siną dal;
  2. wyraźny skok - w Logitechach (w nowych Microsoftach, jak wiemy, skok możemy sobie wybić z głowy) często skok skokowi nierówny, to znaczy raz wchodzi delikatnie, a raz z oporami. W Copperheadzie mamy constans - świetna sprawa. Jedyną wadą może być tylko hałaśliwość operacji - istotnie, skok w Copperheadzie jest słyszalny, nie są to jednak jakieś irytujące rejestry;
  3. dodatkowy przycisk w rolce - jego nacisk to po prostu poezja. Jeśli akurat scrollowanie wymaga zdecydowanych ruchów (i dobrze - nie będzie przypadkowych sytuacji), to przycisk wchodzi niezwykle miękko, a jednocześnie tak, że nie dojdzie do sytuacji niepożądanych kliknięć. Bardziej wyważyć się tego elementu chyba nie da, jest znakomity.
Nie ma róży bez kolców. Wygoda użytkowania rolki - celujący z wykrzyknikiem, ale jej funkcjonalność pozostawia czasami wiele do życzenia. Bywa, że po prostu nie zaskakuje, tzn. podczas przewijania stron delikatnie ruszam rolką "do siebie", podczas pierwszego przeskoku strona w przeglądarce (używam Opery) nie wykazuje specjalnej ochoty do zjechania w dół. Drugi, bardziej zdecydowany ruch scrollem już daje oczekiwany rezultat, ale sytuacja pozostawia jednak pewien niedosyt. Z rolką jest zresztą ciekawa sytuacja, tzn. lepiej wchodzi na swoim "zaczątku" niż na skraju od strony kabla, co jest akurat dobrym posunięciem Razera, ponieważ umiejscowienie scrolla jest dość nietypowe, jak na standardy przyjęte w świecie myszek. Rolka, jak na moje paluchy (wymiary podałem w poprzednich rozdziałach), jest za daleko, jest to zresztą jedna z największych przeszkód adaptacyjnych (dobrze obraca się rolką do siebie, gorzej już do góry). Wymiary dłoni raczej mam wystarczające, problem w tym, że trzymam myszkę palcami, a wewnętrzna strona dłoni praktycznie nie ma kontaktu z myszką (zatem jest umiejscowiona za myszką, nie na niej). Osoby posługujące się identyczną metodą (i o zbliżonych rozmiarach dłoni) mogą mieć problemy. Ostrzegam!

Myszka, jak już zdążyłem wcześniej wspomnieć, w podstawie jest wąska, co może momentami negatywnie wpływać na jej stabilność, to znaczy mimo szerokiego ślizgacza tylnego pochyla się czasem na boki na miękkich podkładkach (czyli będzie ten problem dotyczyć głównie grubych podkładek szmacianych). Na podkładkach aluminiowych, plastikowych lub szklanych problem nie istnieje. Testy z podkładkami doczekały się osobnego rozdziału, tam podane zostały wyczerpujące informacje.

Kabel to już prostsza sprawa. Cienki (podobny mają teraz najnowsze modele A4Techa dla graczy), ale wciąż sztywny. Chcę jednocześnie coś sprostować, gdyż w jednej recenzji na łamach konkurencyjnego serwisu padło stwierdzenie, jakoby kabel był łamliwy. Gdyby tak w istocie było, recenzent trzymał w rękach kawałki kabla, a tak nie było z pewnością. Kabel nie jest łamliwy, choć mimo swojej grubości może sprawiać takie wrażenie. Sprawdziłem, mocno wyginałem, nie doszło do żadnych uszkodzeń. Cieńszy obwod owocuje zmniejszeniem wagi samego kabla, co jest naprawdę istotną zaletą. Przykre odczucie, że operujemy myszką przewodową będzie znacznie mniejsze niż w przypadku szarych zwykłych myszek z grubymi kablami.


(po prawej kabel G1, po lewej - Copperheada)

Jak przyciski boczne wpływają na komfort użytkowania Copperheada? Postawmy sprawę jasno - tragicznie. Przykładowo, żeby wcisnąć 7. klawisz (czyli ostatni boczny z prawej strony), trzeba zjeść chyba kilo bananów. To oczywiście kiepski dowcip i nikt się nie śmieje, ale muszę z przykrością stwierdzić, że jego nacisk jest niewspółmiernie większy w stosunku do klawiszy bocznych z lewej strony. Ponadto jak odrywam kciuka od klawiszy bocznych (jestem, powtórzę, praworęczny; mowa tu o klawiszach z lewej strony), słyszę charakterystyczny, choć przykry odgłos kojarzący się z rozciąganą i puszczaną sprężynką. Częstotliwość wzrasta w momencie, gdy kciuk jest wilgotny. Mam ponadto problemy z odpowiednim usadowieniem kciuka, to nie jest palec mały, więc zmieszczenie go pomiędzy gumą antypoślizgową a klawiszami bocznymi jest po prostu niemożliwe. Musi on zatem spoczywać na klawiszach bocznych (do przypadkowych kliknięć raczej nie dochodzi). Chodzi bardziej o to, że palce nie leżą na trwałej strukturze ścianki, tylko na jej wystających elementach, nie daje to poczucia komfortu, szkoda że nie ma tu rozwiązania, jak np. w IE 4.0, gdzie klawisze boczne były umiejscowione nad wnęką na kciuka (niestety symetria myszki w tym przypadku nie pozwala na pełny komfort tylko praworęcznych lub wyłącznie leworęcznych graczy). W zasadzie używanie klawiszy znajdujących się przy palcu serdecznym i małym mija się z celem. Podczas gry nie ma czasu na długotrwałe majstrowanie przy myszce - "albo ty, albo on". W Windowsie, podczas spokojnej i bezstresowej pracy, można jeszcze dłubać przy nich, ale nie będzie to ani przyjemne, ani specjalnie efektywne.


(kliknij, aby powiększyć)


(kliknij, aby powiększyć)

Klawisze główne. Mam do nich ambiwalentny stosunek. Ich nacisk jest miękki, nie sprawia trudności, jest czymś pomiędzy IE 4.0 a MX510. Wydawałoby się więc, że ideał. Otóż dla mnie nie był. Okazuje się jednak, że najlepszym rozwiązaniem w grach jest jednak nieco twardszy klik (ideałem okazał się tu G1). Zdarza mi się przypadkowo wcisnąć prawy klawisz główny, wychodzi na to, że potrzebne jest delikatniejsze obchodzenie się z Copperheadem (jest to możliwe, po miesiącu współpracy z IE 4.0 nie miałem już problemów z przypadkowymi kliknięciami). Potwierdziło się to w pierwszym kontakcie w grze. Nie wyczuwałem w zasadzie, czy udało mi się aktywować funkcję ukrytą pod prawym klawiszem głównym. Nacisk w klawiszach głównych jest identyczny (choć dźwięki inne, ale do tego zdążyłem się już przyzwyczaić, rzadko słyszę w myszkach te same tony). To ciekawe - siła nacisku jest taka sama, bez względu na punkt klawisza (spróbujmy np. kliknąć w MX5xx na środku myszki, będzie to niezwykle trudne, w Copperheadzie takiego problemu nie ma). Wniosek z tego taki, że możemy trzymać palce gdziekolwiek (oczywiście w obrębie klawiszy głównych), nie będzie miało to znaczenia na komfort i siłę docisku.

Guma antypoślizgowa w Copperheadzie szału nie robi, niestety. W zasadzie jest ona niepotrzebna. Z prawej strony kciuk trzymam na klawiszach bocznych, co jest niewygodne (nie ma miejsca między gumą a klawiszami, a trzymanie palca na antypoślizgowej strukturze mija się trochę z celem). Dobrze chociaż (jak już wspomniałem), że przy tej operacji nie istnieje groźba aktywacji klawiszy bocznych. Guma mogłaby mieć łagodniejsze zakończenia, odzywają się traumatyczne wspomnienia z użytkowania MX310. Zauważyłem zresztą, że trzymanie palców równolegle do grzbietu myszki skutkuje większym komfortem. Po prostu kąt ułożenia dłoni do myszki - ma to związek z ulokowaniem palców wzdłuż gumy antypoślizgowej, a nie w poprzek. Aby jednak było to możliwe, myszka musi być ulokowana na dostatecznej wysokości. Jeśli znajduje się gdzieś na poziomie pasa użytkownika, wówczas taka technika będzie praktycznie nie do zrealizowania (przedramię jest za nisko i nie jest pod kątem prostym z ramieniem).

To w zasadzie wszystko. Pozostaje jeszcze kwestia ślizgaczy, które mają duży wpływ na komfort obsługi myszki. Te zastosowane w Copperheadzie sprawdzają się bardzo dobrze. Szczegółów teraz nie zdradzę, dowiecie się o jeszcze nich przy okazji testu podkładek.



Sterowniki

O ile w zestawie Logitecha G1 nie uświadczyliśmy w ogóle sterowników (są już na stronie oficjalnej), o tyle w pudełku z Copperheadem płytkę z driverami mamy. Wiele jednak naczytałem się o perypetiach ze sterownikami nowego Razera, więc niewiele się namyślając, zrezygnowałem z instalacji dodanych driverów. Postanowiłem ściągnąć najnowsze ze strony Razera. Firmware myszki nie był najnowszy, niestety ostatnie wydanie jest wyłącznie w wersji beta, zaniechałem więc eksperymentów (dla dobra przeprowadzanych testów). Czerwona wersja Copperheada oferuje firmware v. 6.17, czyli "prawie" nowy, pozbawiony wad swoich poprzedników (podobno tu ma działać 1000Hz, poprawiono też żonglerkę profilami). Były w ogóle wcześniej problemy, mysz działała dobrze na 400 i 800dpi, powyżej sprawiała problemy. Na szczęście testowany model jest wolny od powyższych usterek (problemy pojawią się jedynie przy częstotliwości, ale o tym za chwilę).

Pierwsze problemy napotykamy już podczas instalacji. O ile brak certyfikatu Microsoftu można spokojnie przeboleć, to o tyle "HID-compliant mouse" w Device Manager - już niespecjalnie. Mimo wielokrotnych prób nie udało mi się poprawnie zainstalować Copperheada, wykrywana jest ona jako domyślna myszka i nic poza tym. Wiem, że w tych bojach nie jestem osamotniony, problem ten dotknął bowiem wielu użytkowników. Sterowniki jednak działają - pojawia się charakterystyczna ikonka w trayu, po jej kliknięciu rozwija nam się bitmapowy panel:


(kliknij, aby powiększyć)

Panel, mimo ciemnych barw, sprawia wrażenie nieco krzykliwego, ale to jest akurat drobiazg. Od lewej mamy ustawienia akceleracji oraz osi myszki, następnie - parametry czułości, szybkość przeskoku i podwójnego kliknięcia. W tej kolumnie możemy także zaznaczyć czułość "w locie". Główny panel z fotografią samej myszki to już specyfikacja przycisków, szczegółowe informacje o wersji sterownika i firmware'u oraz - novum - konfiguracje ustawień. Mamy aż pięć możliwości, które możemy wybrać. Widać zatem, że 32 KB pamięci podręcznej na marne nie idzie. Przydatna wielce funkcja, szczególnie dla graczy jeżdżących na turnieje. Nie będą im potrzebne sterowniki, wystarczy, że wybiorą sobie odpowiedni w danej chwili profil. Posłuży do tego przycisk znajdujący się w podstawie myszki (mysz na sekundę gaśnie i ładuje ustawienia). W warunkach domowych raczej egzotyka, ale w przypadku odbywania turniejowych walk niewątpliwa zaleta. W ostatniej, po prawej, rubryce mamy możliwość przypisania dodatkowych funkcji klawiszom. Jak widać na załączonym poniżej obrazku wygląda to dość lipnie - sekcja "special keys" jest całkowicie nieaktywna (obszar z wykrzyknikiem). Ponoć ma się to wkrótce zmienić, zobaczymy...

Sterowniki szału nie robią, ale to nie jedyny szkopuł. Pewnego razu (podczas zrestartowania komputera) myszka przestała odpowiadać - nie została wykryta przez sterowniki, o czym świadczył stosowny komunikat po próbie zaktywizowania ikonki sterownika Razera. Kolejne uruchomienie komputera również nie przyniosło rezultatu, więc wczołgałem się pod biurko i odłączyłem na kilka sekund myszkę, po czym ją ponownie podpiąłem i wówczas zaskoczyła. Już wszystko było w porządku, ale sam fakt takich akrobacji może wzbudzać niemałe zaniepokojenie.

Kolejna sprawa to sprawdzenie tej obiecanej na pudełku zawrotnej częstotliwości 1000Hz (przy czasie reakcji 1 ms). Nie wygląda to jednak tak jednoznacznie, jak chce tego Razer:

Przy szybkich ruchach faktycznie częstotliwość wzrasta, ciężko jednak osiągnąć uśredniony wynik oscylujący w granicach 1000Hz. Reinstalacja sterowników nic nie daje, mimo że mamy zaznaczoną opcję maksymalną, Mouserate pokazuje nam wciąż wyniki nieco powyżej 500Hz. Na pewno jest to wynik lepszy niż w przypadku Logitecha G5, który osiągnie maksymalnie 500Hz. Dla osób, które podniecają się tego typu testami jest to dobra wiadomość. Dla mnie rzecz absolutnie niewyczuwalna, nie widzę żadnej różnicy.



Copperhead a podkładki

Wiele niepokojących wieści można było wyczytać po premierze Copperheada i G5. Technologia laserowa - okazuje się - nie jest tak silna i rewolucyjna, jak próbowali nas przekonywać spece od marketingu. G5 miał problemy ze szklanymi podkładkami i dopiero ostatnio wypuszczony z boksów Logitecha firmware zdaje się rozwiązywać ten dość poważny problem (aczkolwiek istnieje dość duża rozbieżność opinii - niektórzy są szczęśliwi, inni zaś kręcą nosem, twierdząc, że problem został rozwiązany połowicznie). Autorytatywnie stwierdzę podczas wnikliwych testów myszki. Na razie nie mieliśmy w redakcji dostępu do G5.

Logitech Logitechem, ale recenzja dotyczy innej myszki innej firmy. Jak więc Copperhead spisuje się na szklanej powierzchni? O tym już wkrótce się przekonacie. Jakość technologii laserowej została sprawdzona na podkładkach szmacianych, plastikowych, aluminiowych, szklanych i tych bardziej szalonych - biurkowym blacie, błyszczących powierzchniach oraz na... bujnie owłosionym udzie recenzenta (uspokoję jednak - obędzie się bez materiału dowodowego).

Jak Copperhead sprawuje się w grach? Nie będę tym razem opisywał dokładnie każdej gry, pierwszeństwo w tym artykule ma test podkładek. Mogę jedynie uspokoić, że sprawdza się bardzo dobrze. Może to dziwnie zabrzmi (siła autosugestii?), ale wyczułem różnicę między 800dpi a 2000dpi, co wcześniej zdawało mi się śmieszną sprawą. Odczuwalne jest to zwłaszcza w grach FPP i akcjach typu "Niemiec w polu rażenia snajperki", headshoty nie stają się bonusem rozgrywki, to stały element walki, właśnie dzięki Copperheadowi. Precyzja to wielka zaleta myszki, gorzej z wygodą, co dość szczegółowo opisałem powyżej. Na szczęście będą osoby absolutnie zadowolone z kształtów najnowszego Razera, więc problem jest jakby jednostkowy. W Counter-Strike'u znowu są problemy z niepotrzebną akceleracją, ale na stronie oficjalnej Razera rozwiązanie problemu jest szczegółowo opisane. Copperhead to mysz dedykowana graczom, lecz rzeczą oczywistą jest, że po włączeniu komputera nie wskakujemy od razu do gier lub nie siedzimy "w nich" cały czas. To także obcowanie z systemem operacyjnym, edytorami tekstu, przeglądarką internetową itd. W tych zastosowaniach Copperhead sprawdza się średnio, lepsza byłaby tu jakaś "kanapa" lub myszka o mniej bezkompromisowych kształtach (nasuwa się tylko jedno - G1). Poza tym rozdzielczość 2000dpi jest niepotrzebna, warto wówczas zmniejszyć jej wartości.

Ale do rzeczy. Krótki - z konieczności - teścik padów. Podkładka z szeregu wystąp!

Allsop Raindrop


Allsop Raindrop (kliknij, aby powiększyć)

Podkładka szmaciana firmy Allsop o wymiarach 243mm x 203mm x 5.0mm (dość gruba!). Podkładka ze względu na swoją grubość i zastosowanie gumy antypoślizgowej od spodu jest dość miękka, co dla niektórych może być zaletą, dla innych - wadą. Raindrop to dobry punkt wyjścia - pad jest tani, jak na standardy profesjonalnego grania, kompaktowych kształtów (zmieści się więc praktycznie na każdej powierzchni). Ostatnio podkładka została wykąpana, wygląda jak nowa, nie strzępi się (ma ok. roku). Nie podejrzewałem, by Copperhead miał problemy z funkcjonowaniem na Raindropie i okazało się oczywiście, że rację miałem. Śmiga pięknie, bardzo dobrze spisują się teflonowe ślizgacze. Mimo że nowy Razer jest cięższy od G1, wyczuwalne jest mniejsze tarcie, mysz sunie lekko. Pod tym względem komfort większy niż w przypadku konkurencyjnego Logitecha. W grach sprawuje się znakomicie, nie mam nic do zarzucenia.

Stellpad 3S


Stellpad 3S (kliknij, aby powiększyć)

Podkładka aluminiowa o wymiarach 250mm x 235mm x 3.5mm. Wykonany z polerowanego włóknem szklanym aluminium, podkładka przedstawiana jest jako "praktycznie niezniszczalna", co jest dość poważnym przejaskrawieniem jej możliwości. Zastosowany materiał nie jest bynajmniej niezniszczalny, w zasadzie po kilku miesiącach widać startą warstwę. Kolejną wadą jest szczególna podatność na brud - 3S z np. z tłustymi plamkami jest praktycznie nie do użytku, musi być idealnie czysty, w innym przypadku drastycznie zwiększa się poziom tarcia i nieprzyjemnych dźwięków. Copperhead na Steelpadzie 3S pracuje bez problemów, nie gubi się. Nie spodziewałem się jednak, by było inaczej. Technologia laserowa po raz kolejny sprawdza się bardzo dobrze.

Steelpad S&S


Steelpad S&S (kliknij, aby powiększyć)

Plastikowo-teflonowy pad pomysłu profesjonalnych graczy z klanu Schroet Kommando (mają świetnie wykonane logo!) o astronomicznych - przynajmniej dla mnie - wymiarach 320mm x 270mm x 2mm. Grubość pada to zaledwie 2mm, co przekłada się na komfort użytkowania i brak efektu zmęczonych nadgarstków nawet po kilku godzinach ostrego grania. Sama powierzchnia to szorstki materiał kosmicznego zapewne pochodzenia, niezbędne więc będzie użycie dodatkowych padsurferów, wprawdzie mamy w pudełku dołączony zestaw, są one jednak dedykowane konkretnym modelom myszek (nie jest to pasek, tylko gotowe i wyprofilowane ślizgacze). Nie przepadam szczególnie za szorstkimi podkładkami, jednak celem tego mikrotestu padów jest przede wszystkim sprawdzenie, czy Copperhead sprawdza się na każdej możliwej powierzchni. Jak jest w tym przypadku? Jak powyżej - zero jakichkolwiek problemów, plastik (plastikoteflon?) i Copperhead to udana para.

Icemat Original


Icemat Original (kliknij, aby powiększyć)

Szklana podkładka, w zasadzie "szurająca" legenda. Pad o wymiarach niewielkich: 250mm x 210mm x 6mm. Zastosowane szkło to podobno inwestycja na lata. W podobnym tonie wyrażają się o Steelpadzie 3S, więc w tym przypadku zachowam zasadę względnego zaufania. Zobaczymy wkrótce, bo w tej podkładce się po prostu... zakochałem. Najlepsza, z jaką miałem do czynienia. Szkło + teflon dają uczucie zabawy na lodowisku, fenomenalna sprawa. Tak naprawdę to od tego modelu podkładki zaczyna się szuranie bez trzymanki - liczba myszek zdolnych do współpracy z Icematem jest naprawdę niewielka (to przezroczyste szkło!). Czy Copperhead jako przedstawiciel szybkiego i agresywnego myszkolidu przyjmie wyzwanie? Zanim to rozstrzygniemy, jeszcze jedna uwaga - świetne ślizgacze fabryczne są naprawdę wystarczające, by odczuć radość współpracy szklanej powierzchni z Copperheadem (oczywiście żal ich trochę, więc zalecam użycie alternatywnych rozwiązań). Nowy Razer na przezroczystym Icemacie sprawuje się... bardzo dobrze. Technologia laserowa zastosowana w tym modelu wygrała! Kursor nie ucieka, na najniższych ustawieniach Razera (400dpi) nie ma najmniejszych problemów, co widać na poniższych teście na akcelerację wsteczną:

Icemat 2nd Edition /czarny i czerwony/

  
Icemat 2nd Edition /czarny i czerwony/ (kliknij, aby powiększyć)

Druga edycja szklanego szaleństwa Icemata - jest ona większa o 44% od poprzednika (dla mnie zdecydowanie za duża, ale nie jestem, jak widać, klientem docelowym. Dla mnie jest pierwsza edycja). Wydawałoby się, że zmienił się tylko rozmiar podkładek, podczas gdy materiał pozostał bez zmian. W rzeczywistości tak właśnie jest, choć obie edycje różni jednak mały (dla gracza niebagatelny) detal. Struktura powierzchni w drugiej edycji Icemata jest jednak nieco inna, myszka porusza się z minimalnie większym oporem. Być może jest to subiektywne wrażenie. Co dziwne, nie zmieniła się specjalnie waga podkładki, mimo że jest ona zdecydowanie większa od poprzedniczek! Być może jednak nieco inny materiał wykończeniowy, stąd to wrażenie mniejszego ślizgu na padzie. Trzeba jednak pamiętać, że to wciąż podkładka z półki tych "najszybszych". Do dyspozycji miałem dwa modele (czarny i czerwony; motywów kolorystycznych jest znacznie więcej), wykorzystałem obydwa, pamiętając o legendach sprzed paru lat, kiedy użytkownicy myszek optycznych przestrzegali przed stosowaniem podkładek o czerwonym kolorze. Demitologizacja a Copperhead. Czy laserowa technologia wychodzi z walki bez szwanku? Obydwa modele + laserowy Razer to udany trójkąt, podobnie jak w przypadku przezroczystego modelu, nie stwierdzono żadnych ułomności, kursor kieruje się tam, gdzie tego po nim oczekujemy. Cóż więcej można dodać? Tylko się radować.

Powierzchnie nietypowe (biurko, błyszczący podręcznik, udko spieka)

Nietypowe powierzchnie to próba ekstremalnego testu jednej z najlepszych myszek na świecie. O ile biurko jest jeszcze względnym standardem (wielu graczom do dziś blat służy jako swoista podkładka), o tyle połyskujący "Podręcznik kierowcy" lub zalesione udo recenzenta są już podkładkami typu hardcore. Zdjęć w tym wypadku nie będzie, nie ma najmniejszego sensu, wszyscy wiedzą, jak wygląda standardowe biurko i błyszcząca okładka książki, a uda nikt oglądać z pewnością nie chce. Na biurku myszka spisuje się bez zarzutów, nie gubi się, kwestią sporną pozostaje komfort szurania po takiej powierzchni, ale to już zmartwienie miłośników takich rozwiązań. Na błyszczącej okładce podręcznika Copperhead jeździ, jakby nie zdawał sobie sprawy z powagi przeprowadzanego testu ekstremalnego. Żadnych problemów. Ostatni sprawdzian to moje udo, myszka spisuje się znakomicie, choć uciążliwe mogą być wydobywające się podczas tej operacji dźwięki. W każdym razie jeśli ktoś pasjami gra w Quake'a na kolanie, to bez większych przeszkód uczyni to również za pośrednictwem Copperheada.

Nie udało mi się znaleźć podkładki, która byłaby kiepskim partnerem dla Copperheada. Co - rzecz jasna - cieszy niezmiernie. Obawy, które mieli potencjalni nabywcy laserowego Razera są bezpodstawne. Najprawdopodobniej to kwestia firmware'u, wcześniejsze wersje skutkowały gorszymi wynikami na Icematach (na podstawie lektury zachodnich serwisów). Nie powinno nas to jednak martwić, jest grudzień 2005 roku i sprawa wygląda klarownie. Kupuj Copperheada, jeśli chcesz i nie martw się o dobór odpowiedniego pada!



Podsumowanie

W kwestiach związanych z myszkami dla profesjonalnych graczy jestem jak bokser wagi koguciej - punktuję bez litości. Nie mamy tu do czynienia z produktem, który ma wypełnić tylko lukę obok klawiatury. To jeden z priorytetów dla progamera - bez doskonałej myszki ani rusz. Czy zatem Razer Copperhead jest myszką idealną? Z tekstu powyżej wynika, że tak nie jest. Myszka do tanich nie należy, wręcz przeciwnie - to najdroższa myszka przewodowa (różnie ceny się układają, ale zazwyczaj kosztuje parę złotych więcej od Logitecha G5) w cenie prawie 300zł (w jednym ze sklepów wysyłkowych widziałem ją za 239zł, warto korzystać z promocji świątecznych). Każdy gracz, który musi wydać tyle pieniążków, oczekuje produktu doskonałego w każdym milimetrze. To naturalny odruch.

Mam pewien dylemat. Są pewne wady, które są dla mnie szczególnie irytujące, ale wynikają one bardziej z wrodzonego malkontenctwa niż z obiektywnych przesłanek. Może być bowiem tak przecież, że zbyt lekki klik klawiszy głównych dla innych będzie wręcz rewelacją. Podobnie jest z wrażeniem rozczarowania na widok praktycznie tej samej obudowy z Diamondbacka. Chciałoby się zawyć: "Gdzie się podziali designerzy z tamtych laaat?", ale przecież dla wielu ta konstrukcja będzie zaletą (szczególnie dla miłośników poprzednich edycji Razera). Estetyczna kwestia oświetlenia Copperheada to też sprawa kontrowersyjna - dla mnie te wszystkie diody są elementem zbędnym i nierzadko irytująco-dekoncentrującym. Ale znowu podobna sytuacja - dla wielu miłośników świecidełek sprawa będzie jasna; oni to pokochają. A rolka i jej umiejscowienie? Każdy może inaczej trzymać dłoń na myszce, co pozwala sądzić, że nie będzie mieć problemów z dotarciem do scrolla. Pomijam fakt, że ktoś może mieć łapę skandynawskiego drwala i Copperhead wyda mu się wyjątkowym kurduplem. Stąd po prostu powyższych minusów nie zawarłem w tabelce podsumowującej. Wychodzi na to, że Copperhead ma niewiele wad? Być może, ale jej zestaw może "wzbogacić się" o nowe punkty karne w zależności od upodobań każdego gracza.

Pozostały więc w tabelce rzeczy faktycznie najbardziej zbliżone do jakichś obiektywnych kryteriów. Przede wszystkim takie, które przeczą nieco anatomii ludzkiej dłoni i źle wpływają na ergonomię pracy. Przyciski boczne i guma antypoślizgowa to błędy, które Razer popełnia notorycznie w każdym modelu, co dla mnie jest dużym zaskoczeniem. Akcentowanie faktu, że myszki Razera są tworzone przez graczy dla graczy brzmi tutaj jak skrobanie szkła scyzorykiem. Dla mnie rzeczy absolutnie nie do przyjęcia. Podobna sytuacja jest w przypadku niedopracowanych sterowników. Na dzisiaj jest to minus, pocieszający jest fakt, że oprogramowanie zawsze może ulec zmianom (na lepsze).

Wychodzi na to, że Copperhead myszką idealną nie jest, aczkolwiek jestem spokojny i cierpliwy. Czekam od wielu lat na coś, co rzuci mnie na "przysłowiowe" nadgarstki. Co więcej - konkretyzuję sobie w myślach, jak taka myszka mogłaby wyglądać. Podaję więc składniki:
  1. obudowa z MX300
  2. Materiały wykończeniowe, ich jakość i połączenie z Copperheada
  3. Technologia Copperheada
  4. Rolka z Copperheada
  5. Lekkość całości z G1
Wygląda na to, że dwa ostatnio wypuszczone na rynek modele konkurencyjnych myszek są dobrym tropem do osiągnięcia technologiczno-ergonomicznego szczytu. Do tych wyobrażeń być może dołączy arcyciekawa najnowsza mysz Microsoftu (na razie bez nazwisk, bez nazwisk), którą również chciałbym przetestować. Wracając do kuchni - kiepskim jestem "kucharzem", ale przepis mam. Ktoś chętny do jego sprawdzenia?




  Sprzęt do testów dostarczyły firmy:

Multimedia Vision      Multimedia Vision